Inwersja (fotografia anamorficzna)

i stojąc w środku gryzącego stosu

joanna nie wie czy to pierwsza miłość

czy tylko przyszła po prostu śmierć pierwsza

T. Karpowicz

żywotów tak niepodległych nie znał

samozniewalacz szymona kręgosłupnika

i joaśki pucelle co tylko wokół własnej

ośki kręcili się:

skąd w żarze rozkochjarzenie i asis mundi

skąd twój pacierzowy promień w okręgach

moich stosów a ja apokryf spiszę

z całunu twoich blizn ciało ku tobie umyka

ze swego zawstydzenia włosy dla mnie

rozpuszczasz a ty siebie w nich

spleceni jak interwały i niech opadanie

głowy pełnej popiołu będzie wznoszeniem się

szyki się odwróciły i zmysły nieprzekładalne

w trybikach tej przekładni pomieszaliśmy też

koniuguj mnie deklinuj ty we mnie

ja przez ciebie wciąż odmieniamy się

konieczność czy przypadek na stos rzucam los

niech nas dolina twoja rozsądzi albo dym

epitalamium rewers albo lamentu awers

pozytyw czy negatyw miłość lub tylko

nie wypadły najlepiej żywoty przyległe tak równo

pustelnie wyposzczone po brzegi spełnione sobą

klatki się nałożyły choć wiersz dla dwóch ciał

za ciasny w nieprzejściu zatrzymał ich kadr

obola w locie uchwycił a na gorącym tamtych

wspólników pali podpaleń co wciąż płonią się

tak ich właśnie z ciemni wywołał

nazbyt dziś czuły film

choć zdjęcie prześwietlone choć zdjęcie poruszone

to przecież prześwietlone to przecież poruszone

nimi