Korekta

nie będziesz czytany do muzyki mowy

ale do zgiełku rzeczy

P. Sommer

Nie jest rytmem życia rytm języka,

rym wiersza. Więc dylemat:

związek zgody? rządu? przynależności?

Upadają paradygmaty, a w syntagmach

coraz więcej pomyłek: eliptycznych mijań,

tautologicznych spotkań. Poprawność

jest sprawą uzusu, nie normy, zresztą

mniejsza o to. Z Ksiąg pozostaną po nas

cytaty, do których nie da się zrobić

przypisów, trochę braków i powtórzeń,

zdania, co nieskończonością być miały,

a skonały w niedokonaniu. Błądzenie

wzroku wśród liter staje się błędem:

brak kwalifikacji, mania prześladowcza,

szukanie muchy w piwku. Forma

nieadekwatna czy streści cokolwiek?

Tacy jak my nie budują świata

od dymu z komina. Redakcja jest

redukcją, ruina — całością, zawsze

fragment. Zaczynamy od fonemów. Koniuszek

języka zaczyna drążyć szparę między

zębami. Wydobywamy wreszcie twarde,

dźwięczne, zwarto-wybuchowe włókienko

Księgi. Przeżuwamy, by przeżyć, by

przerzucić mógł kartkę korektor,

który przyjdzie po nas. Rękopisy

są wątłe. Choć nie płoną, jego

niedbały gest obraca je w