Medytacje

W cieniu stuletnich buków nad wąwozem,

koło klasztoru na górze Alwerni,

smutny Panjezus siadł na kolumience;

rękoma — spętanemi konopnym powrozem —

podpierał głowę skrwawioną,

boć ją przygniotła korona z cierni

i srodze cięży Mu pono...

Usiadł Pan Jezus w smutku okrutnym,

myśli o Swojej męce,

o Swych krzyżowych stacjach...

*

Pod Panjezusem smutnym,

koło wyrębu, na drewnianej ławie,

nieraz w godzinę wieczorną

pogrążony w medytacjach

siadałeś, ojcze Czesławie,

aby odmawiać swe modły

albo kronikę spisywać klasztorną...

Gwarzyły z tobą korne mniszki — jodły,

gwarzyły z tobą bernardyny — buki

w burych a szorstkich habitach,

niby dysputę z tobą wiodły,

choć twej nie miały nauki.

Jednakże czasem w ich szumnych rozchwiejach,

w ich modlitewnych zachwytach,

słyszałeś opowieść rzetelną

o dawnych dziejach,

któreś spisywał do kronik.

I w takiej chwili

nieraz ci szeptał cicho pasikonik:

Cyt! już śpią, śpią snem wiecznym, pod kruchtą kościelną

ci, co tu niegdyś żyli!...

*

Pod Panjezusem smutnym,

na zielonej murawie,

hasały sobie wróbelki,

z rozgwarem buńczucznym, i butnym i chutnym

wzajemnej z każdym szukały zaczepki —

i zaglądały w twarz twoją ciekawie

i za nic sobie mając wzrost twój tęgi, krzepki,

nieraz w poufałości i śmiałości wielkiej

dziobały twoje trepki;

ty dobywszy z zanadrza kawał chleba suchy,

sypałeś im okruchy...

*

Kędyś za borem Szymoty,

poza Kwaczałą, Lipowcem,

chował się słońca krąg złoty;

wieczór już zwolna szarym pokrowcem

osłaniał łąki, łoźniaki, zagony,

jakby kościelne barwne feretrony,

po procesyji znów złożone w kącie...

Za mgłą się kryły babiogórskie szczyty

daleko — na horyzoncie,

głowy w kaptury wełniane odziawszy,

jak zakonnicy zamodleni w stalach...

Rąbek zórz się czerwienił — od serc ludzkich krwawszy...

*

Z rąk twych, ojcze Czesławie, wypadał różaniec

i mimowoli zamykał się brewjarz,

gdyś, od psalmu wersetów

twarz odrywając, wznosił wygoloną głowę,

a wzrok twój, w którym płonęły zachwyty,

błądził po ziemskich okolach, oddalach

aż poza świata kraniec —

wszędy, wszędy, gdzie miłość Bożą ty rozkrzewiasz...

Liczyłeś te wzgórza i wzgórki

jakby żywego różańca paciorki,

na srebrną Wisły nawleczone wstęgę;

wertowałeś stubarwne łąki, pola, niwy,

niby inicjałami zdobną starą księgę;

patrzyłeś na sterczące pośród górskich grzbietów

strzeliste krzaki jałowcowe

i na te zorze szkarłatne,

co nad niemi płonęły jak świece roratne;

wzrokiem nabożnym

zatrzymywałeś się przy każdym krzyżu

przydrożnym,

jak gdyby przy ołtarza mensie...

*

Wiatr, który śpiewał poszumów gwarem

i wierzchołki żywicznych świerczyn tarmosił,

aromaty upojne z łąk i pól przynosił,

jak ministrant co srebrną kadzielnicą trzęsie...

A tyś swe serce w górę wznosił,

jakgdybyś tym cennym puharem

w ręce Boże za braci swych, ludzi, wypijał

wino szlachetne, ożywczy kordyjał

miłości — powszechnej a żywej...

Te łąki — lasy — rzeki — na górach — na niżu —

ogarniałeś miłością i błogosławieństwem,

zowiąc je bracią własną i rodzeństwem,

jak niegdyś mistrz twój — prostaczek z Asyżu...

Cieszyły cię ich wonie, ich gędźby, ich blaski,

a nawet tam gdzie chłodne rozsiadły się cienie

i kędy wrzały niesnaski,

słałeś słowo pociechy — albo rozgrzeszenie

i promień Bożej łaski;

tam zaś gdzie boleść widziałeś i ranę,

wznosiłeś ręce szorstkie, spracowane,

jakbyś chciał wziąć na siebie wszelkich mąk stygmaty...

*

Siedział Panjezus smutny, Jezusinek,

na kolumience kamiennej;

chwilowy ino miał tu odpoczynek,

bo zaraz dalej pożeną Go katy

drogą krzyżową — hań na Kalwaryją —

podług Bóg-Ojca woli nieodmiennej...

Przysiadł, aby se spojrzeć, jak tu ludzie żyją,

jak się radują i cierpią,

jako się krzywdzą i miłują,

jakie zamiary, jakie myśli snują,

skąd wiarę i nadzieję czerpią, —

czy wszystko jest, jak było przódziej,

kiedy to On — Panjezus — mieszkał pośród ludzi.

Miłość i boleść miał na twarzy

dwie najmożniejsze w świecie, wszechrodzące siły,

a Jego oczy przesmutne mówiły,

że boleść On odbiera, a miłością — darzy...

Patrzył — — a świat się zwolna zanurzał w omgławie

i rosy łzy perliste świeciły na trawie...

1925