Meorum Prime Sodalium

Pamięci porucz. Jana Surzyckiego poległego w obronie Śląska w maju 1921 roku

Kwiaty — i kwiaty wokoło,

jak w czernichowskim ogrodzie...

Idę za tłumem — i pochylam czoło

przed tą trumienką tła przodzie.

Słońce na rosy kroplach połyska tęczowo,

precz rozgania ostatki porannej omroczy.

Idę, idę z opuszczoną głową —

i w ziemię utkwiłem oczy.

Planty, odziane barwą zieloną i krasną,

szelestem wiatru gwarzą i ptaszęcą pieśnią...

Czyliż tym ludziom, co na wieki zasną,

dawne sny szczęścia się odeśnią?

Skrwawiona szabla na trumnie

i białych kwiatów wiązka...

Przywieźli, przywieźli ku mnie

Jasia mojego ze Śląska!

Przywieźli — by we mnie rozpalić

tę jego śmiertelną ranę,

by w mojej duszy utrwalić

te rysy, tak dobrze mi znane!

Przywieźli — do wspólnych szeregów

raz jeszcze — ostatni — powołać

dwóch druhów-przyjaciół, najpierwszych kolegów,

co razem przez życia szli połać;

dwóch druhów-kolegów, związanych przyjaźnią

jut od lat dwudziestu — czy więcej...

Bośmy przyjaźń zawarli — braterstwo broni —

już w dobie życia dziecięcej.

Pamiętasz, Jasiu, czas ten piękny, czas młody,

gdyśmy śnili o bitwach-piorunach,

gdy z mym koniem drewnianym biegł chyżo w zawody

twój siwy koń na biegunach?

Pamiętasz o mej strzelbie, o twej lancy kończastej,

o tych naszych rycerskich zapędach,

gdyśmy szablą rąbali pokrzywy i chwasty,

co tłumiły nam kwiecie na grzędach?

Wszelki chwast był nam wrogiem — więc zaciekłym atakiem

myśmy nań nacierali — zwalczali — tępili.

Bośmy wiernie i święcie służyli pod znakiem

wonnej Róży i przeczystej Lilji.

A gdy wiedliśmy długie przyjacielskie rozmowy,

nieraz jeden przed drugim to wyznał,

że tak samo za Polskę kiedyś walczyć będziemy,

gdy do czynu nas wezwie ojczyzna.

Obietnica spełniona już... W porę-ż

sen się ziścił, w dzieciństwie wyśniony!

Danem było nam chwycić za oręż

w świętej sprawie, dla kraju obrony.

A po wielkiej, po zwycięskiej wojnie,

ty, co-ś dług żołnierskiego spłacił obowiązku,

poszedłeś znowu krwią szafować hojnie

za naszych braci na Śląsku.

W czystem cię polu znaleźli —

przy tobie — krwi kałuża grząska — —

I tu cię do mnie przywieźli —

Jasia mojego ze Śląska!...

Przed ludzi rzeszą idziesz przodem —

twa szabla odbłyska się w słońcu — —

Za twoim dziś, Jasiu, przewodem

idę — na szarym gdzieś końcu...

Na lawecie cię wiozą armatniej —

dziś, choć młody, od wszystkich tyś starszym!

Dzisiaj, Jasiu, już po raz ostatni

żołnierskim z tobą kroczę marszem!

O, na wieki będziesz mi żywy,

choć zabrany śmiercią nielitosną.

Nie zgłuszą twej mogiły chwasty i pokrzywy,

lecz na nie wonne róże i lilje wyrosną.

Kwiaty — i kwiaty wokoło,

jak w czernichowskim ogrodzie...

Idę za tłumem — i pochylam czoło

przed tą trumienką na przodzie...

1931