Tyle rzeczy niezwykłych (tom)
Wiersze dla Agatki
Tyle rzeczy niezwykłych (tom)
Koperta
W białej kopercie
nieodgadniony świat:
sandały same idą do lasu,
pokrzywy lśnią jak celofan,
dom mniejszy od gruszki.
Zaglądnij tylko za róg znaczka,
wszystko w jak najlepszym porządku:
nikt nie ma kataru,
morze ubiera ciepły sweter,
gdy mocniej zagwiżdże wiatr;
nie jemy za dużo jagód,
aby mech nie miał fioletowych ust.
Droga
Nie wiem, dokąd prowadzi
ta droga,
ile jeszcze zadźwięczy
na niej kamyków,
jak daleko do bramy,
za którą łąka przegląda się
w lusterku,
w jakim miesiącu żółty mlecz
puszcza na niej latawce.
Wiem tylko na razie,
gdzie się zaczyna:
tu, gdzie chrapią moje
butki.
Noc
Która godzina?
Już las poszedł spać.
Już dom nakrył się kominem.
Już kartka zwinęła się w trąbkę.
Już list zamknął się w kopercie.
Już rosa wsunęła się do dzbanuszka.
Już szyba zazgrzytała zębami.
Która godzina?
Nie pytaj, kołderko, już czas.
Marsz
Idziesz w stronę słońca,
pokazujesz białe ząbki.
Słońce, zagraj ze mną w łapki!
Słońce, odgarnij włosy z czoła!
Śmiej się razem ze mną,
wejdź pod moją bluzę.
Idziesz w stronę słońca,
palce zakwitły ci jak sasanki.
Potoczek
Mały potoczek, oczko w głowie chmury,
szczerzy zęby do jodeł.
Gna przed siebie nie oglądając się na nic,
aż dostał rumieńców po brzegi.
Dokąd tak pędzisz, głupiutki potoczku,
czemu nie zaczekasz na mnie?
Nie chce odpowiedzieć, toczy się z górki,
łapiąc rybki za ogon.
Frr, frr, tyle go widać!
Pięć paluszków
Kciuku, dlaczego jesteś taki gruby?
Bo podnoszę duże ciężary.
Wskazujący, czemu tak wyciągasz szyję?
Chcę zobaczyć, co jest za horyzontem.
Serdeczny, czy nie śpisz za długo?
Nie mów do mnie, bo nic nie słyszę.
Średni, jedz więcej witamin.
Jem i mam czerwony policzek, o tu.
Ty, Mały, nie kręć się tutaj!
Dobrze, już zwijam się w trąbkę.
Nie leniuchujcie, weźcie się w garść.
Wiatr
To są taczki, w nich
żółty, mokry piasek.
To jest droga, na niej
wóz pełen słodkiej słomy.
To jest studnia, w niej
chłodna, szeleszcząca woda.
To jest pole, na nim
łodyżki soczystsze od jabłek.
A to ja, moja miła ziemio,
wiatr — ostra ostroga słońca.
Szklaneczka
Ma szklaneczko, otwórz dzióbek,
dam ci mleka.
Ma szklaneczko, wskocz do wody,
daj nurka.
Ma szklaneczko, stań na głowie,
uroń łzę.
Ma szklaneczko, wystaw liczko1,
musisz zalśnić.
Ma szklaneczko, bystre szkiełko,
hyc na spodek.
Szukanka
Co jest w koszyku?
Jajek bez liku.
A w wiadrze co tam?
Nic, hipopotam.
W miseczce co jest?
Dla kurek owies.
Co widać w kubku?
Dzióbek przy dzióbku.
A co jest w teczce?
Znak na karteczce.
Co siedzi w pudle?
Dwa białe pudle.
A w tym wazonie?
Wonne piwonie.
Zaś w tamtej szafce?
Miś na agrafce.
A co jest w siatce?
Lalka, co spać chce.
Natomiast w torbie?
Tygrys, co siorbie.
W tej dużej skrzyni?
Spódniczka-mini.
Więc gdzie mój bucik?
Na księżyc uciekł.
Rzeka
Powiedz, ogniu, czy mrużysz oczy
przed błyszczącą gwiazdą?
Powiedz, księżycu, czy skaczesz
na jednej nodze?
Powiedz, płocie, czy wspinasz
się do nieba z kwiatami we włosach?
Powiedz, kamyczku, czy przytulasz się
do policzków wiatru?
Czemu nie odpowiadacie, dlaczego
uwierzyliście rzece, która mocno
trzyma się ziemi?
Piórka
Jesteś biała jak okruszek chleba,
śpisz z otwartymi oczami. Co widzisz?
Przecież nie przeziębiony pociąg,
kichający za wielką górą.
Och, paluszki, paluszki, jakże są kruche
i cienkie, jak wtulają się w moją dłoń!
Słyszę, jak bije serce rzeki,
jestem spokojny, źdźbło trawy leży
na twoim cieniu. Twój puchowy sen
fruwa w powietrzu: łap, łap, szybko łap piórka!
Krzątanina
Dom przy domu, krzew przy krzewie,
głaz na głazie, płot przy płocie,
tyle serdecznej troski o księżyc,
który to wszystko ma oświetlić,
tyle zabiegów, aby błyskawica schowała się
do futerału chmury. I po co?
Przecież w ciemności tylko latarnia
podnosi powiekę, a jej — jak wiadomo —
wszystko jedno. Skacze sobie na jednej
nodze dookoła rynku.
Zapach
W pączku ukryty promyk.
Jak się masz, słoneczko!
Źdźbło trawy mozolnie dźwiga się
ku krokusom, już ledwo stoi
na jednej nóżce.
Co tak pachnie w powietrzu?
To rzeka, przykryta kapeluszem mostu,
wyrzuca pyłek, niewidoczną kropelkę
wiosny.
Co za rumor?
Szczotka jeży włosy krucze,
Spadły z półki cztery klucze,
W misce góra jabłek rośnie,
W dzbanku goździk marzy o śnie,
Lustro cerę ma gładziutką,
Obok młotka leży dłutko,
Mruga lampka powiekami,
Stół jest miękki jak aksamit,
Z kalendarza lecą kartki,
Na kredensie warczą garnki,
Nożyk świsnął, łyżka brzęczy,
Na talerzu chlebuś jęczy,
Szklanka dzwoni, guzik płacze,
Książka nie śpi, pióro skacze,
Stół swe nogi skrył pod dywan,
Parzy obrus jak pokrzywa,
Co się dzieje, co za rumor,
Każdy przedmiot traci humor!
To Agatka kaszy nie je,
Cały pokój z niej się śmieje,
Nawet miś pluszowy, który
Zwykle zły jest i ponury!
Tyle rzeczy niezwykłych
Moja skakanka, wężyk czterolistny.
Moja piosenka, drgająca gałązka.
Mój sweterek, mruczący niedźwiedź.
Moja szpulka i igła, iskierki w nocy.
Tyle moich rzeczy niepodobnych
do zwykłego garnuszka i kratkowanej kartki.
Zagadka
Jaki duży ten świat!
Nawet czerwona chorągiewka
jest mniejsza niż horyzont.
Nawet pękata kropelka
nie umywa się do gór.
Nawet zgrabny ołówek
nie tak wielki jak obłok.
Czy jest coś większego
niż świat cały?
Już wiem:
moje słowa,
w których wszystko się zmieści.
Cel
Chłopczyk przykłada ucho
do ziemi —
wie, że zaklęty ogród w niej rośnie,
chciałby tam wejść
i rączką, małą jak liść, dotknąć wiatru.
Dziewczynka podnosi wzrok
w stronę chmury —
ona wie, że tam wysoko zakwita światło,
pragnęłaby wzlecieć jak najwyżej
i włożyć paluszek w poszewkę nieba.
Chłopczyk i dziewczynka
trzymając się za ręce
biegną po różowej trawie.
Zapamiętać
Masz oczy, więc patrz,
nie uroń ani jednego listeczka
z tego okrągłego świata,
ani jednej żyłki z jego delikatnego naskórka,
patrz i zapamiętaj:
to jest dąb, który nigdy nie opuści ziemi,
to jest gwiazda, trzymająca twe sny na sznurku,
to jest dom, napuszony jak mądra sowa,
a to mama, wyjmująca gorące ziemniaki
z garnka.
Most
Kiedy wchodzisz na most,
nie zamykaj oczu.
Listek rozcapierzy palce,
małe ziarenko podskoczy w kurzu,
źdźbła trawy, wypijającej wiatr, pofruną wysoko.
Podnieś listek, dotknij go ostrożnie.
Ziarenko włóż do koszyka.
Urwij źdźbło trawy,
niech leci!
Gwiazdka
Gdy choinka
zagra na szpilkach,
a gwiazdka wystawi różki,
wyjdź zza stołu i spójrz w okno:
Mróz z kieszeni wysypuje same podarki!
Czeka na ciebie kremowa pidżamka we wzorki,
mały, grubiutki kaktusik i czekolada słodka jak miód.
Jeśli nastawisz ucha, usłyszysz chrapanie utrudzonego śniegu.
Światło
Światło,
które żyje
w kącie pokoju,
jest ciepłe jak policzek.
Kiedy kładzie się spać,
wskakuje do szkła,
nic nie widzi,
myśli.
Liść
Liść
wysuwa języczek,
ale jeszcze nie wie,
czy dotknąć nim białej ściany.
Może schować się z powrotem,
ułożyć w łodydze,
wciągnąć pyłek,
zasnąć?
Nic się nie kończy
Nie, nic się nie kończy,
nie kończy się niebo,
nie kończy się ziemia, nie kończą się drogi, lasy i morza.
Dlatego idź przed siebie,
licz powoli kroki.
Przypisy:
1. liczko (daw.) — twarzyczka, zdrobn. od: lico. [przypis edytorski]