Wtorek, miasto ziewa

Idą ulicą Czerwonego Prądnika po obu stronach

rozkopany chodnik na kamieniu dwa ślimaki

z daleka słyszę oddech rozpędzonego pociągu

pod wiaduktem który złożył skrzydła do lotu

chłopiec prowadzi rower obok rozbity słoik

autobus 124 wiezie mnie do pracy ktoś czyta

„Trybunę Ludu” do góry nogami wiatr wciska się

do środka z kiosku wypada mydło i toczy się

po trotuarze będzie dzisiaj masło przed sklepem

rozmawiają zziębnięte babcie słońce świeci wprost

w oczy płaszcze ukazują swe różowe płuca

ziemniaki włożyły już koszulki kobieta z wypchaną

siatką siedzi na progu i płacze