Do Ludwiki Bobrówny

Gdy na ojczyznę spojrzą oczy Lolki,

Karmione złotem i tęczową czczością,

Niechajże patrzą tak, jak oczy Polki,

Spokojnie — ale z ogniem i z miłością.

Jeśli je patrzeć na hańbę przymuszą

I na lud, który tam w łańcuchach pędzą:

Niechaj te oczy łzami się zaprószą,

Lecz niech się nigdy nie zamkną przed nędzą.

Kiedy z tych oczu łez opadnie rosa,

A ludzie dobrzy będą w nie patrzali:

Pokaż im w oczach otwartych niebiosa

Aż do błękitu dusz — i jeszcze dalej...

Gdy przyjdą wieszcze porwać naród z trumny

I rzucić w ogień tych, co skry się boją:

Z oczu rzuć takie dwie światła kolumny,

Jak ognie, które na wulkanach stoją.

Wtenczas ja, widząc te łzy i wulkany,

Powiem i w rymy to włożę królewskie:

Że choć widziałem w oczach cztery zmiany,

Prawdziwie Lolka ma oczy niebieskie.

Paryż, d. 14 marca 1844.