Zachwycenie

Urywek

Bo mój Stworzyciel znalazł mię na ziemi

I napadł w nocy ogniami złotemi...

Bo Pan, mówiący w objawieniu: Jestem,

Napadł mię w ogniach z trzaskiem i szelestem.

Przetoż się, Panie, wiecznie upokorzę

Pomnąc na ono płomieniste łoże.

Gdy Pan nade mną stał w ognia oponach,

Gdym był jak ptaszek w Pana mego szponach,

Gdy stał nade mną jak ogień straszliwy,

Kiedym się w strachu sądził już nieżywy1

Dlaczegóż bym się, o Panie, zapierał,

Żem drżał i cały z przestrachu umierał...

Dlaczegóż bym się miał zapierać strachu,

Żem drżał jak listek w Pana mego gmachu?

Takiej bojaźni bym nie doznał, Panie,

Choćbym się dostał pod mieczów ścinanie.

Choćbym czuł w sobie to, co ludzie święci,

Tak bym nie stracił wiedzy i pamięci.

Przywalon byłem twej lekkości skałą,

Serce jak ptaszek zlękniony latało.

Światłem zalały się moje alkierze2,

A jam był porwan jako lekkie pierze.

I przez wiatr lekki, i przez szelest święty

Byłem pochwycon, a z łoża niezdjęty.

Przypisy:

1. kiedym się w strachu sądził już nieżywy (daw.) — we współczesnej składni: kiedy w strachu sądziłem, że już jestem nieżywy. [przypis edytorski]

2. alkierz — izba narożna; tu: sypialnia. [przypis edytorski]