Na pasku

Nikt nie umarł w tym filmie, nikt w nim nie chciał niczego.

Zachrzęściło w pokoiku, więc wstałam sprawdzić,

zainkubowana podopieczna ośmiuset ton bazaltu, twoja mama.

Ktoś dzwonił domofonem

półtorej, dwie godziny, a potem wstukał kod i sam się wpuścił.

Jak grzyb tęczowy na buzi Matki Boskiej,

tak kwitnie samotność, kobieca i ludzka. Gdy nie śnią się stada

utopionych krów, noc lubi przynieść

coraz to głupsze proroctwo, pięć, cztery,

trzy gwiazdki anyżku, które zostały, żeby wyjść i wrócić,

rzucić pieniążek oknem, zrozumieć się telepatycznie.

Dziecko chce się uczyć o wietrze, o prądzie,

a ja mam ze sobą tylko szal zielony,

byśmy sobie mogły poudawać morze.