Kometa zawraca

Legenda kolorów1 — wszystkie teksty autorskie zostały zapisane atramentem koloru marengo; pozostałe, do których bibliografia znajduje się na końcu książki — kolorem pruskiego błękitu, zaś sama bibliografia zielenią Paola Veronese’a, zwaną także emerald green.

Legumina magia

Kim jest ta, która wydaje się chmurą

Rzeczywiście magia oponuje wywołując wrażenia

i okazuje się ze zdumieniem, że kieszonkowa kuleczka

imituje wejście do naszego snu. Och, to, że się można

tam znaleźć wymaga w istocie tylko prześwietlenia.

Dlatego JA poznaje kulę i ją wydrąża, ale który cykl

jest akurat grany, ma szczególne znaczenie.

Duch moralny przesuwa demony po liniach prostych.

Okrążają wszystko, co zaokrąglone i połączone

z portem schronienia. Sam diabeł zaś przesiaduje

w kątach, dlatego nie może sobie znaleźć miejsca

w okrągłych pomieszczeniach.

Tak więc widok jest pozytywnym zjawiskiem

gdyż lustra rozważają postać. I kostka naraz zwija się

w kulę, przypominając sobie o przyjemnościach gry.

Zwija się w doskonałość cyfr, z całych sił w symbol

kolistego miejsca i zgodnie z filozofią kształtów

pozostaje tylko dusza w związku kulistym.

Na drodze indywiduacji i samourzeczywistnienia

wiele z jej wymiarów przenika.

A co zostaje na wybrzeżu trudności: tajny środek

albo mały list, czasem motyw braku lustra

i niemożność odzwierciedlenia emocjonalnej litery

albo drobny liść z drzewa wiadomości dobrego

i zdrewniały pęd drzewa złego.

Tak długo oblicza się, żeby pisać, bo pobudza, co wreszcie miało wystarczać.

I budzi się następny wieczór w późną noc, zanim się sen zamarzy.

Ale zupełnie inne kule śniły się Hildegardzie z Bingen2.

Zapewne

nie jest strategią pozostania przy życiu,

ani sposobem na hałas. Wytrwałość jest śmieszna,

kiedy wspomina się oczarowane jeziora,

głuche kampanie i brzęczące bory, w których głos

podąża za echem przez całe stulecia. Ząb

czarownicy? Ważne są kwiatki i jeszcze rym

„czas — las”, bo gdy lasy płoną, czas

poświęca też kwiaty na zmarnowanie.

Spróbuj je chronić! Tylko spróbuj je ukryć,

nim gumowe podeszwy przyprą je do ziemi,

możesz latać jak płaski księgowy do kierownictwa

wiele razy. Pięć, a nawet dwanaście. Tren wierszy

i odmian (wyksięgować tren z kwiatów),

jedwab wzniosły jak szron i biały kamień

niech występują w niepamiętnym porządku,

obliczają kolor figur i cyfrę Saturna

w samodzielnym pokoju. Ale ta miotełka!?

Widzisz, jak zdmuchuje płatki w niebo jak ranne confetti,

to wiatr, gdy otwierasz drzwi na niepogodę,

posyła swe najlepsze kwiaty na świat w podskokach.

Nie zbieraj ich potem z ziemi smutnymi rękami.

Patronka wilków i rosomak obrońca

wywróżą ci jeszcze słowny zapał. Nie odpisuj listom,

może maj zaśpiewa. Maj bez uprzedzenia?

Powie nagle, jaka jest rada na pokój i wojnę,

na uciążliwość lotu, na stałość stajennej drabiny,

i jak rozdanie kart, a jak handel rzeczy?

Wyśmienita, śpiewana gra do rana

Wieczory z keksem i mandoliną przy dźwiękach

ballady spadającej wody. Czy pamiętasz,

towarzyszyła nam wtedy poezja śpiewana?

(Liryki dużych fiatów, o małych nie mówi się tak)

Zbiera się dziś na pączki, kwiatowy poranku,

zasypiałeś z tajemnicą zmian pogodowych

i napadło nas nagle masowe zmęczenie i docisnęło

powietrze, jak nie lubimy. Takie życie na orbicie.

(A atmosfera na orbicie nie do wytrzymania od pięciu lat!)

Już późna dziesięciolatka w kraterze. Jak kosmonauci

nie stronią od dobrej pobudki, tak my od przepalenia.

Słoneczko odgrzewa drugą stronę mapy. Miło.

Lecz naigrawa się krzepkie życie z piękna materiału,

(którego kosmici używają od lat)

Więc zbieraczku, wycieczko, podążaj cieniem!

W papę kretynkom, niech mają dość na siedem lat.

Ho, ho, kręcą się tutaj lody, bije pianka w uszach.

Trzeba to uczcić i wiać. Bo inaczej znów uczczą tu nas.

Nieopanowany

Spróbujmy sporządzić rysunek wiersza

jak na robótkach odręcznych w psychiatryku.

Czytało się układem krążenia i płakało zawsze

na tej stronie, która była niezmienna.

Wtedy świetlica zmieniała się w czeluść.

Po jednej stronie gwiezdny odwyk, po drugiej

apokalipsa i winylowe kwiatuszki na tapecie.

Nic nie było na dnie — żadnej pieśni pod pieśniami,

szukało się wszędzie, lecz nie znalazło. A wyobrażenie

koturnów płomienia niezmiennie przerażało. I te rzeki iskier,

które płynęły za nami, wypalając ślad jak grawerunek na śniegu.

Nie podpływały zbyt blisko, wystarczyło tupnąć,

a ich języki ustępowały jak liście spłoszonej mimozy.

Pełzały korzystając z faktu, że oczy nie otwierają się

z tyłu głowy. Pseudomim kręcił na świat te różne, smukłe ognie,

biegające po śladach wczorajszej komety — w poziomie, by uniknąć kolizji

z taflą jeziora albo nawet z hosanną przeszklonego nieba.

I żeby nie skonać w zenicie, bo kto by tak chciał?

Więc spadały gładko za serdeczny horyzont.

Wyszłam na ten boski pokaz w cienkiej sukience bez rękawów.

Drżałam trochę z zimnego strachu. Więc wymówiłam: dobranoc.

A pomyślałam:

to już koniuszek rewii, nie związanej z życiopisaniem.

Teraz czas na megahistorię i jej wysokie standardy.

Kupiłam czteropak tiktaków z różowym goździkiem diody.

Kasuje się telefony, których nie chce się zastosować,

ale ktoś zawsze podaje ci je do wiadomości w szkicu,

eseju albo szczerym dzienniku. Bo wiadomość to coś,

co ktoś wie i z czasem rozpowszechni.

Jakaś głupia ryba gapiła się na mnie, więc to z pewnością

nie był tuńczyk. One tak się nie zachowują. Ziewała przy mnie.

Tuńczyk jest nieopanowany.

Ja postępuję tak dalej — do wiosny, do jej pierwszego ceremoniału.

Potem będę budować śnieżne podstępy w ogrodzie różanym.

Różnie się mówi, że jest nieopanowany.

To regain strength, energy or vitality.3

Duże krasnale z lampą to marzenie niejednego ogrodnika, ale niebezpieczeństwo

czyha na każdym kroku. Bowiem źli ludzie obmawiają ogródki wielbicieli

krasnali, natrząsają się z nich. Tacy ludzie zdarzają się w każdej narodowości.

Nie wolno oczywiście generalizować i oceniać po małym procencie ludności

kraju, ale wiadomo, że źli ludzie nigdy nie śpiewają.

A kaczątko i dewiza firmy? Nie występuje w praktyce inne niż brzydkie,

zaś dewizą firmy jest wieloletnia współpraca z usatysfakcjonowaną klientką,

realizowana poprzez indywidualne traktowanie jej problemów oraz zasada,

że klientka zasługuje tylko na to, co najlepsze.

Żyjemy w czasach trudnych miłości i ciężkich, stężonych uczuć. Żyjemy

w czasach niewyrażonych uczuć i ciężkich, stężonych nerwic. Gdzieś pomiędzy

nami rozciąga się oko kamery, pryzmat, przez który patrzymy. Na książki przez

pryzmat recenzji, na filmy przez pryzmat nagród, na ludzi przez pryzmat mediów.

Na rzeczywistość przez pryzmat fotografii.

Mówi się: spełnij oczekiwania klientów, a staną się lojalni i mniej podatni

na działanie konkurencji, ale uznanie zdobyte poprzez spełnienie oczekiwań ludzi

nie jest prawdziwą miłością, a jedynie relacją służącą do zaspokojenia własnych

pragnień kosztem drugiej osoby.

Spełnienie oczekiwań klienta osiągamy poprzez podstawową zasadę — kompromis

z klientem, ale dopiero spełnienie oczekiwań, z których klient w danej chwili

nie zdaje sobie sprawy, może wywołać jego zachwyt.

Bezgraniczny zachwyt? Częste sięganie po książkę dostarcza rusztowania

chroniącego przed wpadaniem właśnie w bezgraniczny zachwyt nad każdym

świeżym odkryciem rusztowania umożliwiającego jego trzeźwą ocenę.

Proust pisał o młodych mężczyznach, którzy pozbawieni wpływu kochanki,

„zostaliby nieokrzesani, gruboskórni w uczuciach, pozbawieni dobroci i smaku”,

powtarzał myśli autora Gilgamesza4 sprzed tysiącleci — wieczysty zachwyt

Kobietą i Pięknem. Dlatego poranny, szybki seks rodem znad Sekwany świetnie

„ładuje akumulatory” na cały dzień. Naładować akumulatory, czyli odzyskać siłę, energię, witalność. To regain strength, energy or vitality.

A urlop? Bierzemy go, by naładować akumulatory. Dlatego zebrałem informacje

o kilku wyjątkowo atrakcyjnych gatunkach, które spotykamy nad wodą. Także

Profesor zachwycał się pięknem przyrody, kochał jeziora, rzeki, lasy i wszystko,

co daje spokój, ukojenie skotłowanej duszy człowieczej, co pozwala po trudach

pracy dydaktycznej — nabrać sił i naładować akumulatory. Ideał, który byłby

spełnieniem oczekiwań większości Polaków. A jednak braw nie będzie!

Po określonym czasie bowiem ładowarka przechodzi w tryb doładowywania,

który utrzymuje pozostawione w ładowarce akumulatory w stanie maksymalnego

naładowania. Funkcja rozładowywania zabezpiecza przed „przeładowaniem”

akumulatorów nie do końca rozładowanych.

Więc teraz pozostaje mi tylko odliczać dni do chwili, kiedy to znów dane mi

będzie naładować akumulatory w towarzystwie Twoim, a także całej reszty Was,

ześwirowanych fetyszystów.

Mieszkanie Niebieski Klub

Wspaniała riwiera i kąpanie cieszy swym niedotykalnym pięknem,

wprowadza w egzotyczny krajobraz: parki, palmy i sosny.

Uwidocznić siebie na złotym piasku i niebieskim brzegu,

gdzie wspaniały żaglowiec wzdłuż wybrzeży ofiarowuje ziemi

różne trasy, pełne odkryć małych krajobrazów.

A jeśli nie małych, to można żądać zwrotu pieniędzy.

Wieże i zamki. Piękny wiew, który wywołuje ciszę.

Bogata rezerwa uprawia tu tradycję i śmiech

w swych Niebieskich Mieszkaniach Klubu z balkonem na morzu

i w solarium, z którego można podziwiać wspaniały świt,

niezapomniany zachód i świecenie kolorów,

sącząc nieustannie oszałamiający alkohol

w charakterystycznej, poufnej atmosferze,

rezydencjonalnej, ale nieco złożonej,

spokojnej, lecz pobudzającej do myślenia.

Gdzie ten gospodarz, co uspołeczni i ubawi? Pilnuje miejsca ułożenia,

gdy artyści estradowi rozkładają instrumenty. Odróżnia nas od ciebie,

zawsze w położeniu panoramy na Niebieskim Klifie, skąd uwidacznia

bilokale i trilokale5, widoki nowoczesne i niezawisłe, dobrze zaopatrzone,

wyposażone kąty w pieczenie, usługi, telefon, bierną linię.

Z zewnątrz oni mają wszystko: balkony, ziemię, wzrok, morze i wzgórza,

ale ich mieszkania są jak metalowe puszki. Hydromasaż w ogrodzie

pod kątem dorosłych, wideo gry, wydział obsługi, rozrywki pod kątem salw,

piłka nożna albo tenis, sporządzanie filmów rysunkowych,

świst pong pod kątem dzieci, które trzeba dosłownie wyrzucać na brzeg.

A samemu wmieszać się w żwir i piasek i być piechotą na krętej drodze.

Tylko po co? Gdy zamiast tego można na skraju wybrzeża sentymentalnie

rozkoszować się falą w zabawnym i pewnym swego wyboru czółnie.

Najstarszy zalotnik

Najstarszy zalotnik nie ma możliwości emocjonalnych, a najmłodszemu brak

na ogół warunków umysłowych. Ale gdy bezwzględna, stara zrzęda tępieje przez sześćdziesiąt plaż, a jej nieograniczona pretensjonalność nie słabnie w wysiłkach

posuwając jedną za drugą zabójczą nowinę, wtedy kochanków przepełnia nowy,

świeższy zapał. Pasjonują ich odtąd nieme widoczki ogrodów, lista obecności

roślin na rabatach oraz spisy ze stanu szarego nieba.

I choć małostkowość kobiet, uczestniczek magla, tych małodusznych czyścicielek

podłogi wydaje się wyznaczać dno miałkości i ciasnoty, to tym razem są one

zawstydzone. Noszą się z godnością westalek6, które mają dość serca w miejscu

rozumu i dlatego potrafią również zamilczeć.

Mocz i zagadnienia jego wydalania są udokumentowane ze skrupulatnością

pacjentów cierpiących na choroby nerek w przeciwieństwie do tych autorów,

których tak dręczyły problemy dermatologiczne. Puentą może być nawet

przedszkolna trauma. Seks jako wytrysk radości nie jest reprezentowany,

raczej jego cierpiętnicze wspomnienie.

Inaczej kotka, pod pazurami gwałcącego ją kota wyje i miauczy z bólu, dopiero

gdy on odchodzi, oddaje się nieokiełznanemu zadowoleniu tej wynikłej

ze stosunku satysfakcji (i ulgi), że on był w niej i z niej poszedł, przeciąga się

i zaspokojona pręży. To jest jej pijany taniec na cześć przyjemności z tego,

że miał ją i skończył.

Kotka zachowuje pamięć czułości pazurów wczepionego w nią kota i mapę

dotkliwej penetracji, którą jej zmysły przeżywają po fakcie.

*

Na ulicy mojego miasta ludzka reklama przestrzega przed zagrożeniami zdrowia.

Człowiek-kufel w sezonie piwnym wprawdzie zachęca do wejścia do pubu,

ale nie dzisiaj. Oto bowiem nadchodzi wróg-papieros, a za nim podąża ohydna

marskość wątroby. Ale kim jest ten facet w białym, brudnym futrze. Pytam:

— A pan za co jest przebrany?

Nieco smętnie mi odpowiada:

— Za cukier.

*

Gdy nie chcę się już obudzić, otrzymuję zdjęcie do popatrzenia na ratunek.

Obcowanie z przyrodą przy dobrej zabawie dla przeciętnie wysportowanego turysty

Jednak nie tylko obcowanie z przyrodą i szacunek dla jej praw znamionowały

pobyt w puszczy. Czy zostawiliśmy trasę, tak jakbyśmy chcieli ją zastać?

Czy wykorzystaliśmy w pełni czas na obcowanie z przyrodą? Przez obcowanie

z przyrodą harcerz (harcerka) zbliża się więcej do Boga, który jest Stwórcą tej

przyrody i wszystkiego, co istnieje.

Siedząc w siodle, wszystko wydaje się nam inne, a obcowanie z przyrodą na

grzbietach naszych czworonożnych przyjaciół nabiera innego wymiaru. Także

u podstaw zjeżdżania na nartach leży obcowanie z przyrodą, a jazda psim

zaprzęgiem to niezapomniane przeżycie dla każdej osoby lubiącej czuć wolność

i obcowanie z przyrodą. Bo obcowanie z przyrodą wymaga wiedzy — wówczas

staje się świadome i pełne.

Wędkarstwo to codzienne obcowanie z przyrodą. Plener jest to obcowanie

z przyrodą, jest to zieleń dookoła, jest to woda z tutejszego jeziora, która każdego

dnia zmienia swoją formę, swoją strukturę.

Albowiem obcowanie z przyrodą w bezpośrednim kontakcie i w wydłużonym

czasie człowieka ubogaca i otwiera na nową rzeczywistość, jaką niesie ze sobą

życie.

Nawet jeśli konieczności handlowe zmuszają do solidności wykonania,

to obcowanie z przyrodą wyrabia też poczucie estetyki, wrażliwość na piękno.

Brak zasięgu Plus GSM i obcowanie z przyrodą — to wymarzone warunki do

odpoczynku. A najcenniejszą korzyścią myśliwego jest obcowanie z przyrodą

oraz doznawanie przeżyć łowieckich i radości w gronie braci myśliwskiej.

Gdyby nawet „polowanie” się nie powiodło, wystarczającą nagrodą za

nieprzespaną noc jest obcowanie z przyrodą o wschodzie słońca i wysłuchany

koncert na setki ptasich głosów. Zaś stałe przebywanie w pasiece, spożywanie

produktów pszczelich i obcowanie z przyrodą sprawia, że pszczelarze żyją dłużej i

rzadziej chorują w porównaniu z ludźmi wykonującymi inne prace.

Natura, obcowanie z przyrodą stało się dla pokolenia Młodej Polski ucieczką

od odczuć zwątpienia, znużenia i melancholii, choć Tetmajer7 patrząc ze szczytu

w dół, by sparafrazować zakończenie wiersza „Widok ze Świnicy...”, dostrzegł

ciemną przepaść, mimo że obcowanie z przyrodą dostarczało mu podniosłych

i pięknych przeżyć.

Albowiem obcowanie z przyrodą w bezpośrednim kontakcie i w wydłużonym

czasie człowieka ubogaca i otwiera na nową rzeczywistość, jaką niesie ze sobą

życie.

— Jak rozumieć pojęcie „wycieczka przyrodnicza”?

— Wycieczka przyrodnicza to obcowanie z przyrodą, ale niestety według

regulaminu to zwiedzanie parków itp., a nie np. odwiedzenie Puszczy

Białowieskiej podczas rykowiska jeleni albo bagien biebrzańskich w czasie ptasich

godów.

— Wycieczka przyrodnicza to świadome obcowanie z przyrodą, tzn. nie oglądanie

kwiatków z westchnieniem, że jest malowniczo, ale szukanie konkretnych miejsc,

roślin i zwierząt w okresie, kiedy są najbardziej atrakcyjne, np. kiedy rośliny

kwitną lub dojrzewają.

— Dlaczego uważasz, że regulamin ma premiować coś, co jest mało uchwytne?

Albowiem obcowanie z przyrodą w bezpośrednim kontakcie i w wydłużonym

czasie człowieka ubogaca i otwiera na nową rzeczywistość, jaką niesie ze sobą

życie.

Pantum8 zwierzęcy

.:’‚’`’`’;.___?

<–}——-}—~~~

``>>{’-’}<<``

<‚^-^-^^_^-^‚‚>——//

~~~—{——-{–>

~’’===////^^\\////<<—

<‚^-^-^^_^-^‚‚>——//

`;-]‚|‚|‚|‚|‚/‚/‚/‚/‚‚\‚\‚\‚\\_‚

~”===////^^\\////<<—

”\‚‚>>>>>>‚‚!

`;-]‚|‚|‚|‚|‚/‚/‚/‚/‚‚\‚\‚\‚\\_‚

_–/\^‚‚(’ ’)‚‚^/\–_

”\‚‚>>>>>>‚‚!

~~^(”-”)^~~

_–/\^‚‚(’ ’)‚‚^/\–_

~<,^-^///^\\‚\\—-?~

~~^(”-”)^~~

!—-‚;’`’`’‚`:.

~<‚^-^///^\\‚\\—-!~

``>>{’-’}<<``

Polowanie pod pieśnią

Znaczący rozkaz naziemnej kancelarii:

wabić kuropatwy w poszukiwaniu żeru,

zadawać im karmę, a będą się dalej pierzyć

wracając z nocnego żerowiska.

Bo nim dojdzie do pielęgnacji lęgu, łania,

czujna przewodniczka chmary, zobaczy

w zaroślach człowieka nieuzbrojonego.

I ruszy oczniak9 — pierwsza licząc od róży10 odnoga

i opierak trzecia licząc od róży odnoga,

odnoga bojowa w czas cichego rykowiska

w obawie przed wilkami i wielkim upałem.

Poranny zlot zmartwi się obciętą przez kulę sierścią

a na głos wydry pociągną za rzemień psy.

Zwietrzą trop odzieży niedźwiedzia.

Ogół norm moralnych zaostrzy szable

na chmarę pustorożców11, za którą

niezmiennie podąży odpędzany towarzysz.

Ale zamiłowani w polowaniu

nie uczczą należycie na rogach i trąbkach

padania w ogniu, ustaloną melodią.

Umilkną na dźwięk czterech części

pieśni tokującego głuszca w swobodnym wykonaniu,

gdy ten europejski przedstawiciel grzebiących,

głuchy na wszystko prócz dzikiej miłości

swego ciemnego gatunku, zejdzie spokojnie

z drzewa noclegowego.

Wtedy też karawan pełen martwych zajęcy

przewróci się w miejscu grząskim, gdzie leżą

nielotne kaczki i stare, wyliniałe cietrzewie,

jagnięta muflonów i młode daniele.

I nim wypełni się huczka12 i parkotnia13

skończą się nieludzkie toki — dobrym trofeum.

Wtedy król polowania, lękający się ukąszenia,

na własne oczy zobaczy, jak wędrowny jeleń

i towarzyszący mu jarząbek niosą w ciemnościach

cierń iglicy.

Książka i błąd jak sakrament

Nieziemski widok wiosennego nieba

obejmuje podwórko, morze i wysypisko.

Kometa zawraca.

Krzywo przysięgasz

i giniesz pod Hastings14.

Pył

Pył drogi wzbija się i przykleja, wiruje i spada na świat

razem z pyłkami roślin prerii i zapachem zwierząt.

Czasem jest samym westchnieniem, rzewną pozostałością

wielkiego kamienia, z którego powstał, nim obrócił się w proch.

Zupełnie jak ktoś, kto odszedł w nieznane i nie pamięta już

drogi ani ramienia, które wspierał, a które dawało mu

poczucie istnienia wobec drugiego, identycznego człowieka.

Z nim i innymi zwykł wędrować i trudzić się do wieczora.

Teraz żyje w rozproszeniu. Pył klei się od łez porannej rosy,

szemrzą trawy. Samotny bizon żywi się przy drodze,

aż nadjeżdżają samochody i stają przed nim na baczność.

Bizon łypie krwawym okiem i majestatycznie

przekracza szosę, nie zważając na wzruszonych ludzi,

którzy gapią się w jego kark i zad, aż znika za linią lasu.

Wtedy samochody ruszają po nowe wrażenia. Jednak beznamiętnie

przemierzają Wielkie Równiny — ziemię Indian Lakota.

Grunt oddycha tu równo, spokojnym tonem, aż do Badlandów15,

gdzie nie ma już wytchnienia, tylko susza, kaniony i skalne fortece.

I sen o najgorszym oblężeniu. Samochody zatrzymują się

przy szklanych gablotach, które kryją szczątki hienodona16

i innych równie śmiertelnych dinozaurów w miejscach

ekshumacji, czyli ich miejscach na ziemi, która

stała się dla nich kryptą aż po nasze muzealne czasy. Ale

tysiącletnie wykopaliska bywały potem witane ze łzami,

każda czaszka z zębami, kośćcem kręgosłupa i pęcinami.

Za złymi ziemiami pył nabiera koloru — różu ziem rzadkich,

samochody zatrzymują się pod motelami, żeby ochłonąć.

Pasażerów, którzy przywieźli ze sobą bażanty, spotyka

nieprzyjemna niespodzianka — wyraźny zakaz mycia

bażantów w wannie. Niektórzy są więc niezadowoleni.

Ich bażanty będą musiały poczekać na bardziej liberalną

łazienkę. Samochody pędzą dalej w stadach, z których jedno

szuka patriotycznych wrażeń. Na Mount Rushmore17 flaga

jest spuszczona do połowy masztu. W tym dniu

składają do grobu żołnierza zamordowanego w Iraku,

który mieszkał w stanie Południowa Dakota, a może stamtąd

także pochodził. I czuje się jakiś ból w powietrzu, jakby kłucie.

Aleja flag stanowych prowadzi do punktu widokowego,

z którego można podziwiać kamienne spojrzenia wielkich

prezydentów. Na kolumnach, pod każdą flagą, widnieje

rok i numer kolejności przystąpienia stanu do Unii. Pierwszy

Delaware, co dziwi niedokształconych, którzy nigdy nie lubili

historii, nie doceniali jej nauki ani mądrości tylko co najwyżej

jej skutki, ale te najbardziej aktualne i obowiązkowe.

Jednak w Rushmore można doznać wewnętrznej,

obywatelskiej przemiany, tak głoszą dumne transparenty.

Chyba, że kogoś interesuje głównie shopping18 to może zapaść

na dłużej w sklepie z pamiątkami z Rushmore, wśród których

najmocniej zachwyca szklana choinka. Geometryczny design19,

artystyczne przeniesienie obrazu igieł w cięte kwadraty szklane,

zielonomorskiego koloru, poprzetykane wzdłuż pnia małymi kostkami,

największe na dole, zmniejszające się ku górze, aż do gwiazdy

kryształu czubka, ale co najważniejsze skręcone względem siebie,

o niewielki kąt, tak że boki sąsiednich płytek, będące

kolejnymi piętrami gałęzi nie są nigdy równoległymi.

Choinka nie ma związku z prezydentami, ale z ziemią

Rushmore wysadzaną sosnami. Za to uczy i bawi kieliszek

do prawdziwej wódki ze złoconymi brzegami, różową

metalicznokrzemową zewnętrzną powierzchnią

lustrzaną i wnętrzem takim samym, tylko niebieskim,

na którym widnieją złotą farbą namalowane głowy

amerykańskich prezydentów: Waszyngtona, Jeffersona,

Lincolna i T. Roosvelta, który powiedział, że sekret

życia polega na tym, by robić to, co się da, za pomocą

tego, co się ma, i tam, gdzie się jest. Więc jest ten

kieliszek z sekretem dla zuchwałych miłośników

pamiątek i niespodzianek. Jednak to nie koniec wyprawy

do ciekawych sklepów. W Wyoming czekają jeszcze

ozdobne miniatury gipsowe kapeluszy kowbojskich

i plastikowe bizony. Samochody pędzą dalej

na dzikszy jeszcze zachód, przez szybkie Rapid City20,

Big Horny i kanion Tensleep. Gdzieś po drodze kelnereczka

z fioletowymi, obdrapanymi paznokciami podaje wino

w czerwonych plastikowych kubkach do wody. I jest

nielegalne spożycie przy legalnym stoliku, stojącym

na chodniku. Stróże prawa mogą się przyczepić i ukarać

grzywną szefa kuchni, który wygląda jak Big Mario21,

za zewnętrzną sprzedaż za murami i za zepsucie wizytówki

miasta, jaką jest skrzyżowanie. W tym samym mieście,

czy to może być przypadek (?), dwa śmiałe jelenie

patrzą kontrolnie turystom w oczy, czy na nie doniosą,

czy może jednak nie. Oszacowawszy zdolność do donosicielstwa

jako niewielką, beztrosko włażą do prywatnego ogródka, żeby

pożywić się warzywami i kwieciem rosnącym solidnie

w równych grządkach. Jest doza nieuczciwości w przyrodzie,

z którą turysta się godzi, kolaboruje, a nawet z niej korzysta,

choć lepiej by było, gdyby np. posłuchał wykładu

o „Historii wspinaczki na Devil’s Tower22 w opowiadaniach i piosence”

ale on nie, on woli podziwiać spacerkiem żebrowania szatańskiej skały,

wiekową nieścieralność magmy, karmić zdemoralizowane

pieski preriowe23 i jechać dalej. Zabiera tylko swój samochód.

Nie brak po drodze wygód i atrakcji: przyjaznych moteli

z pokojami dla niepalących i dostępem do sieci, a także

niezliczonych baz śniadaniowych z wyśmienitym stekiem,

zasmażanymi ziemniaczkami i jajkami w optymistycznej formule:

sunny side up24 i oczywiście kelnerkami — tymi hożymi, przemiłymi

dziewczętami, które mają dla Ciebie mnóstwo serdeczności

i zainteresowania przebiegiem Twojego posiłku i czasem nawet

któraś nazwie Cię: sweetie25. Aż chce się żyć i nie odjeżdżać.

Ale trzeba dać się wyjeździć samochodom. Niech brną przez parne

leśne tunele, przez matową prerię przetykaną zielonoszarą szałwią,

wśród prekambryjskich gnejsów26, omijając nierozpoznawalną padlinę,

drogami poprowadzonymi w szpalerach sosen, obok ciekawskich,

obojętnych saren, poprzez rezerwaty Indian i góry Shoshoni,

doliną Wind River i przez tereny pustyni. Samochód musi jechać,

aż dotrze do płaskich pól i ściany Grand Teton i Mount Moran27

z czarną inkrustacją i śnieżną kotliną. Tam turysta traci oddech

i kłania się z wrażenia wielkim górom, które podchodzą

pod same domy jak wielkie zwierzęta do zadbanych ogródków.

A propos: w okolicach Jackson pan Henderson miał fatalny wypadek.

Został tej wiosny poturbowany przez niedźwiedzia grizzly,

na własnym terenie. Po prostu wyszedł na spacer ze swoim psem.

Grizzly normalny i dobrze w okolicy znany, pożywiał się padliną łosia,

który musiał zdechnąć na terenie pana Hendersona. Zachował się jak

prawdziwy niedźwiedź, bronił jedynie swojego pożywienia.

A Pan Henderson trafił od razu do szpitala i teraz wraca

po ciężkich ranach do zdrowia. Grizzly jednak został odstrzelony.

Takie są zasady. Wszyscy współczują Panu Hendersonowi

i jego rodzinie, ale nie wiadomo dokładnie, ile leżała na jego

prywatnym terenie padlina, którą Pan Henderson powinien był

natychmiast zgłosić lub własnoręcznie usunąć. Historia

ta przestrzega turystów przed padliną, która może być pożywieniem

zwierząt i ceną ich życia. Jeśli ktoś jest bojaźliwy,

powinien raczej jechać do Yellowstone przez łąki rozświetlone

zielem ognistym, astrami, koronką królowej Anny28, lnem

i dziką pelargonią aż do wulkanicznej ziemi bulgoczącej błotem,

dymiącej siarką i parą wodną, z wzdychającymi gejzerami.

Jakby ktoś zakopał pod ziemią piece i czajniki, jakby życie miało

wulkaniczną wersję podskórną i mocarną, a na wierzchu

kwitnącą w gorącej wodzie kolorowymi algami albo trawą

wyrastającą z wapiennego mleka. Pożar, który trawił Yellowstone

przed laty, wydaje się mieć magiczny związek z podziemnym

ogniem. Pozostawił kilometry spalonych pni sterczących jak pale

wbite w dno coraz głębszego, zielonego jeziora, złożonego z młodych,

ambitnych drzew. Podobno jest jakaś przedsiębiorcza sosna, która w ogniu

zamyka szyszki i po pożarze pierwsza się wysiewa i szybko rośnie.

Ale jakże niezłomne są te martwe pnie, setki stoją jak z kamienia,

a przewrócone tworzą rozległe, zapałczane złoża, jakby niesforne

olbrzymie dziecko rozsypało bierki albo patyczki do liczenia.

Za to gejzery nie są tak stałe jak drzewa, tylko ten jedyny

Old Faithfull, dający pokaz co półtorej godziny.

Można jeść i patrzeć. O czasie wybuchnie całkiem wysoko.

Ale w Norris głupi turyści zepsuli naprawdę fajny, punktualny gejzer

wrzucając do niego kamienie. I był koniec, już się nie podniósł.

Albo inny Vixen działał i przestał działać. Tak mówią strażnicy.

Niech mówią, gejzer MOŻE zaniechać wybuchania, ale

najgorsze jest to, że oni nie wiedzą dlaczego. To denerwuje.

Niewiedza.

Ale naprawdę możesz się wkurzyć dopiero wtedy, gdy na drodze

trzy razy w ciągu kwadransa przekroczysz granicę zlewisk

Atlantyku i Pacyfiku. Wtedy naprawdę nie wiesz, gdzie jesteś,

dokąd płyną rzeki i chociaż naczynia oceanów są połączone,

to Ty jesteś tak daleko, że chciałoby się wiedzieć, którędy

płyną krople deszczu od Ciebie. I jakie mogłoby być

ich szczęśliwe przeznaczenie, gdyby przypadkiem

nie były jak pył.

Pantum roślinny

@}—*`–**,–,``~~~—-

+}}}}}}})——————

——~~~~`’`/’`//’/``//`’``

——`\,—–,/,–`~–{C<

——————{{{{{{{{(~

—`-,-’—-’/—–,~~~((@

——`/,—–,\,–`-~{C<

+D}—-`,–`–,–~~~~~-

—`-,-’—-’/—–„~~~((@

–~**~```~~„—~{{{{((@

>D—–`,–`–,–~~~~~–

`’`/’`//’/``//`’`}}~~~——-.

Jaki korbowód zmienia muśnięcia w rotacje?

Dostałam dziś dowód miłości, a więc jednak ktoś mnie kocha. Mogę mieć

tę pewność, że tak, i nieważne, kto mi go przysłał. Niech to pozostanie naszą

tajemnicą, małym misterium. Bo przecież gdyby nawet to była, powiedzmy —

perfumeria — to miłość jest już dziś udowodniona.

Rzadko spotyka się w życiu dowody miłości, brak na ogół twierdzeń o niej, brak

dobrych założeń i definicji. Miłość właściwie nigdy nie jest stwierdzona, określona

i zasadna, nawet w sentencjach stanu cywilnego.

Podobnie jest z łaską i niełaską losu. Czasem trafia się jej kuriozalny znak

niezwykłe znalezisko w kieszeni, w trawie lub na chodniku. Coś tak tandetnego

jak niebieskie oczko z rumieniem opalu — różowawość perląca się w błękicie albo

jeszcze gorzej: irytujący napis na śniegu z czułym błędem ortograficznym,

przywodzącym na myśl najgorsze dyktanda, lęki szkolne i stres tablicy.

Ale gdy dostrzega się taki okaz — człowiek przyklęka, bo czyta pewne ślady,

a gdy wkłada zdziwioną dłoń do kieszeni — w palcach odgaduje podrzuconą

niespodziankę. Wtedy w jego oku skrzy się legendarna łza, bo opale i perły

przynoszą nieszczęście, okala tęczówkę brokatowym halo, płynnie zmienia

ogniskową. I naraz znalazca, któremu nigdy nie przytrafiło się nieoczekiwane,

hojne szczęście, staje się zabawką wiecznej tęsknoty, która gryzie jak czekoladowy

mus albo gorzka mysz.

O, myszy słodka na ciepłym dywaniku, jesteś w przeciwieństwie.

Jaki korbowód zmienia muśnięcia w rotacje?

Krążenie nad ranem, nad czułym snem i historią kotów.

Bo we śnie, tej nocy lub może poza czasem, w nieznajomości rzeczy uruchomiłam

zdalne karmienie kotów. Karmazynowa wskazówka poszła w górę osiągając

maksimum karmy, co oznaczało śmierć kotów z przejedzenia. Woda w poidle

zagotowała się. Przerażona, widziałam na ekranie koty podchodzące do wrzącego

strumienia buchającego parą i nie mogłam nic zrobić.

Nie wiem, co było dalej. Czy koty dotknęły się ukropu? Koty z mojej głowy:

Samodzielność, Rozkosz, Upór i Wola. Może uciekły jak nie poparzone.

Ale wtedy pojawił się w pamięci miły dowód miłości i nagły pocałunek znad

morza.

(Jaki ty masz związek z prądem morza wokół?)

Absolutnie histrioniczny29 lazur

na ulicy dzicz astralna i imieniny

w życiu nie widzieliście takich kolorów

w windzie wydrapane:

siostro przyłóż granat do mojego ciała

będziemy trwonić róże pomarańczy

ranna miłość zmieni nas w powoik

który wokół marnej twarzy tańczy

i jeszcze:

nasze Herkulanum30 nigdy nie przeminie

kiedyś była tu przeprawa, nie wymagająca

luksusowych westchnień tylko gorliwości

teraz w uwielbieniu można wzdychać

i iść w pośpiechu na lody w rożku

bo zenit, bierny finisz słońca

oko wykol śnieżycy

Kwietyzm, błogostan

Kwietyzm to kierunek w katolicyzmie uznający za podstawę życia religijnego

bierną kontemplację. Chcesz wiedzieć więcej — zamów Leksykon Papieży na CD.

Witamy na stronie o kwietyzm. Dziękujemy, że odwiedziłeś naszą stronę testową,

na której badamy popularność słowa kwietyzm. Zastanawiamy się, w jaki sposób

tu trafiłeś i dlaczego akurat poszukiwałeś informacji na temat kwietyzm. Będziemy wdzięczni, jeśli nam o tym napiszesz. Najciekawsze historie zamieścimy na naszej

stronie.

Siedemnastowieczna duchowość katolicka była oskrzydlona przez dwie skrajności:

jansenizm oraz kwietyzm, czyli prądy złożone i dość łatwo zdobywające

zwolenników. Ich przedstawicielom czy sympatykom nie można odmawiać

dobrych intencji czy gorliwości. Jednak tak czy inaczej stały się one bardzo

poważnym zagrożeniem.

Tak w przypadku jansenizmu, jak i kwietyzmu niebezpieczeństwo wiązało się,

(co jest tym ciekawsze, że mamy do czynienia z poważnymi różnicami między

tymi prądami) z rozumieniem Boga i Jego zamiarów wobec ludzi,

a w konsekwencji z rozumieniem sytuacji człowieka. Jansenizm przedstawia status

quo31 potrzebujących zbawienia ludzi w ponurych barwach. W przypadku

kwietyzmu rozminięcie się z rzeczywistością polega na jej zbyt naiwnym, zbyt

optymistycznym rozumieniu. Kwietyzm to właściwie bierność religijna, błędnie

rozumiana jako wyraz zaufania Bogu, jako właściwa postawa wobec Niego.

Bóg jest miłością bezinteresowną, a miłości przecież nie utożsamia się ani

z lekceważeniem, ani z zupełną pasywnością.

Ascetyzm panował na prawicy, kwietyzm na lewicy. Spór między Fénelonem

a Bossuetem otrzymuje z tego punktu widzenia ogromnie ludzkie znaczenie.

Bossuet dostrzegł w kwietyzmie pierwszą, wciąż jeszcze nieśmiałą i skrytą

zapowiedź katastroficznego pomieszania Boga z człowiekiem, które miało

napiętnować erę nowożytną. Zepsucie kwietystyczne na polu religijnym równało

się zepsuciu demokratycznemu w dziedzinie polityki: jedno i drugie jest owocem

gorączkowego pośpiechu bezsilnego bytu, który, nie mając już sił do walki ani

zapasów, by czekać, spieszył się z realizacją swojego marzenia pełni i szczęścia

bez zwłoki i wysiłku zmieszania go z czymkolwiek.

Kwietyzm i mistyka demokratyczna polegały na pomijaniu etapów w marzeniach!

Zapyta mnie ktoś może, dlaczego wobec tego środkami chemicznymi można

osiągnąć podobny błogostan, do jakiego dochodzą mistycy. Na to odpowiem,

że nie na błogostanie zasadza się doświadczenie mistyczne, ale na tym, że człowiek

naprawdę spotyka się z Bogiem — niezależnie od tego, co odczuwa i czy w ogóle

coś wówczas odczuwa. W nocy ducha spotkanie z Bogiem może — nie musi — być

głębsze niż w momentach najżarliwiej odczuwanej radości. Błogostan osiągany

przez mistyków (nie zawsze zresztą i nie przez wszystkich) jest prawdopodobnie

zjawiskiem ubocznym, uwarunkowanym fizjologicznie, a towarzyszącym

poszukiwaniu Boga możliwie całym sobą i z całym samozaparciem. Nie po to

szukamy Boga, żeby przeżywać błogostany, szukamy Go dla Niego samego.

Natomiast tam, gdzie się używa środków chemicznych, błogostan jest celem

samym w sobie.

Pomimo tak ogromnego i autentycznego zaangażowania artystki, jej utwory

nie niosą zbyt wielkiej nadziei na przełamanie impasu pomiędzy przyrodą

i człowiekiem — a szkoda. Choć jej krzyk jest w całości zasadny i nie wymaga

usprawiedliwienia, to jednak stwarza szansę, by ruszyć sumienie,

by przezwyciężyć panujący błogostan bezduszności ludzi względem natury

własnego pochodzenia. Nie można bowiem przejść obojętnie obok ballady,

w której słyszy się taką deklarację: Ziemia moim ciałem, woda moją krwią,

powietrze oddechem, ogień siłą mą. (...)

Błogostan? Często mnie to ogarnia.

Jak już pewnie zauważyłeś nasz serwis na temat kwietyzm nie zawiera zbyt istotnej

treści, jednak informacje, których szukasz, powinieneś znaleźć na stronach naszych

partnerów lub w reklamach google. Linki znajdziesz poniżej.

Strony zawierające informacje o kwietyzm

— Wikipedia kwietyzm — Google kwietyzm

O ironio głównego nurtu

Światowy antychryst czy heretyk dzisiejszej doby?

Chodzi o tzw. koncentrację, hołdowanie szkole rozpieszczania,

nadejście królewskiej przewagi, gdzie każda deklaracja jest zorientowana

i zmierza do tego, by utrzymać stan pełnego odurzenia

lub przynajmniej oczarowania miłosnego uwieńczonego laurem.

Szczęśliwy, intonujący mantrę, gdy problem podobieństwa staje na osi.

Ma on zawsze rację. Nieomal zawsze. Jest konserwatywny,

ale długa jest liczba początkowo wzgardzonych, a w konsekwencji

odnoszących sukcesy, które świadczą o bezwładności.

Patrząc w przyszłość jak w pryzmat, to, czego właśnie oni chcą,

jest groźną receptą na kopiowanie. Jakby psy gończe pytały lisy,

jak je upolować. Jakby początkowo wzgardzeni mówili prawdę,

czego zwykle nie robią, więc nie możesz na nich polegać. Operują

schematami, wykorzystując najniższe uczucia, które powinno się ignorować.

Nie mam nic przeciwko nim. Niektórzy są moimi przyjaciółmi,

a przyjaźń to generalnie dobra rzecz, tylko jak ją pozyskać?

Adwokaci tradycyjnego podejścia zalecają służalczość, poniżenie,

niewolnicze poddanie się dyktatowi — pełzanie w cierpieniu.

Pełzamy więc wciąż z wiarą, że im bardziej będziemy zorientowani, tym lepiej.

A cel, jakim do niedawna była satysfakcja, zostaje zastąpiony zachwycaniem.

Tuż za rogiem czeka oczarowanie, więc zachwyt nie może być daleko.

Czyżby zbliżanie się było czymś złym? To niedorzeczne!

Więcej jednak nie znaczy lepiej. Jedna porcja lodów ok., dwie, trzy,

ale jak przyjaźń zareaguje na więcej? Zdumiona antynastawieniem?

Więc jak ją przyciągnąć i sprawić, by wracała? Czy doceni świeży powiew?

Przyjaźń nie wierzy w każde słowo, jeżeli kiedykolwiek wierzyła.

Odłóżmy więc na bok nasze oczekiwania co do miejsca w jej sercu.

Jest sceptyczna w stosunku do obietnic miłości, szacunku, respektu.

Żadna dawka uroczystej skruchy ani pokuty nie zmieni tego stanu.

Konieczna jest decydująca zmiana wielu „tulących do serca”.

A są odporni na postępy, znają chwyty i doskonale wiedzą, kto jest „królem”.

Co więc pozostaje? Kończyć z aspirowaniem do roli przyjaciela,

nie bazować więcej na złudzeniu, że jeśli będziesz mocno kochał,

to zyskasz wzajemność. To kompletny nonsens.

Lepiej sytuowani porzucą cię i twoje nabożne, rozpieszczające praktyki,

uznają twój cel za prosty. To żaden wstyd. Tak jesteśmy postrzegani

przez większość. Nie obraża to naszej inteligencji, podczas gdy

typowe relacje „I-will-allways-love-you”32 to działanie poniżej krytyki.

Bądźmy więc dalecy od żartów, w sferach najnudniejszych jak sztuka

i literatura popularna walczmy o zmienną uwagę. Bo każdego,

kto nie potrafi zaistnieć i utrzymać się możemy traktować niepoważnie.

Dziś każdy biznes to show biznes.

Wszyscy jesteśmy w reality TV33 lub działamy tak, jakbyśmy byli.

To nie margines, czy domena unikających poważnego zajęcia.

Jesteśmy liderami wśród generatorów oblicza naszych czasów,

kluczowymi wśród tych, którzy wpływają na ożywienie miast.

Nienasycone ambicje posiadania marki to antyteza głównego nurtu.

Pozostaje jednak w zgodzie z duchem naszych czasów. Oryginalny koncept,

wyartykułowany przez Newtona i Einsteina oraz ich niezliczone klony,

stopniowo nabrał uniwersalnego wymiaru.

O ironio głównego nurtu, która stale deklamujesz z patosem idee

„zróżnicowania”, a nic się nie zmienia, nie odchodzi od swej centryczności!

Jednak już czas na zmiany. Piękne — czas na zmiany, jakaś alternatywa

dla klasycznego modelu rozpieszczania. Drażnienie dręczycieli,

zamęczanie ich zamiast swatania, jak to robią tradycjonaliści.

Jak dawniej piękne dziewice ostre, by dostać co chciały

rozumieć i dręczyć, stworzyć nieosiągalne i nieprzemijające,

nieśmiertelne najwyższej próby — to najlepsza kombinacja

z najwyższej półki i trudno dostępnej. Pożądana atrakcja w jednym./

Spis i skrót operacyjny w drugim, bo zawsze muszą być skróty operacyjne.

Trudno je komentować jak prezent, który odmawia poszukiwaczom dostępu.

Potrzeba do nich wyczucia, przebłysku losu inspirującego natchnieniem.

Spis nie jest dla każdego, a jeśli oczekujesz, to szukaj gdzie indziej.

(Jego dodatkowa strona odradza czytelnikom lekturę).

(_- | |^ |_ /-\ |\| |) /-\ \/\/ | |) [- ()

|< () ( |-| /-\ |\/| |\/| /-\( |-| () !

|\/| /-\ | |_ () \/\/ /-\

|< |^ (’) |_ () \/\/ /-\

Prestige

Tapczan Prestige i kanapa rozkładana typu wersalka.

Posiadająca funkcję spania i ruchome boczki.

Wybarwienie dowolne.

System Warszawa.

Wypoczynki. Zestaw Szopen i Zestaw June.

Są to meble bardzo modne aktualnie.

Są to zestawy bardzo ciekawe i nierozkładane.

Świetnie się sprzedawające. Zestaw June

jedyny w swoim rodzaju.

Narożniki typu Romuald i Czesław.

W narożniku Czesław może być przedłużany

i kanapa, i róg. Bez opcji spania,

za to w bardzo ciekawej cenie. Komplety Inka i Beata.

Do wersalki Inka oferujemy fotel Inka,

a do wersalki Beata jest również sofa Beata i fotel Beata.

Wersalka Beata wygląda prawie identycznie jak wersalka Inka.

W wersalce Beata skrzynia jest wykończona jak przy fotelu Beata.

Prestige — głównie wykonujemy go w skórze,

ale może być wykonany w ekoskórze.

Na specjalne życzenie dostępne dodatkowo

pufy nerki.

Czy może być coś lepszego niż własnoręcznie wykonany prezent?

Taki prezent ma niezwykłe znaczenie. Sprawia, iż czujemy się jak prawdziwi

artyści.

Walentynki to doskonała okazja, aby sprawić ukochanej osobie niepowtarzalny,

własnoręcznie wykonany prezent. Aby samemu go zbudować, nie potrzeba wiele.

Najważniejsza jest fantazja i chęci. Pamiętając o kilku podstawowych zasadach,

z pomocą elektronarzędzi Boscha bez trudu można wykonać prezent

walentynkowy.

A bez tych narzędzi i pięciolatki sobie poradziły dla swoich gości, policjantów,

wykonały obrazek samochodu policyjnego. Natomiast dzieci ze szkoły

podstawowej nie tylko przygotowały wiersze i piosenki dla księdza Biskupa,

ale i wręczyły mu kwiatki oraz własnoręcznie wykonane figurki z masy solnej.

Ksiądz Biskup wygłosił katechezę o Miłosierdziu Bożym.

Z pewnością miłą odmianą będzie podarowanie własnoręcznie wykonanej

niespodzianki. Dostarczy ona obustronnej satysfakcji, a obdarowana osoba

poczuje, że podarek przygotowywany był specjalnie z myślą o niej.

A oto kilka prostych pomysłów na własnoręcznie wykonane prezenty.

Pachnące drzewko lub wykonany według własnego pomysłu bukiet może stanowić

oryginalną ozdobę. Przymocowujemy do gałązek świeczki i mamy dodatkowy

efekt. Albo wystarczy obręcz wykonana ze słomy, siana lub zwinięte w pętlę pędy

leszczyny, dzikiego wina — po prostu czegoś, co uda Ci się pozginać w kształt

serca. Do tego przywiązuje się za pomocą drutu lub cienkiego sznurka: kawałki

mchu, gałązki świerku, sosny, małe kokardki, mikro-serduszka i pęczki kwiatów

z bibułki. Ładnie opakowane cukierki też się nadają. Można też ukochanej uszyć

sukienkę.

Hiob podszedł do manekinu i zaprezentował go dumnie Lizzie.

— Pięknie będzie wyglądał na Evie...

— Z pewnością jej się spodoba... Własnoręcznie wykonany prezent na Walentynki...

Lizzie z zachwytem przyglądała się koronkowej sukience w kolorze jadeitu.

A tradycyjną kartkę walentynkową można łatwo wykonać własnoręcznie z kartonu

i papieru kolorowego i co najważniejsze nie przyozdobić jej badziewnymi

serduszkami.

Bo własnoręcznie wykonane prezenty mają większą siłę i bardziej cieszą niż te

„kupione w Tesco”.

Walentynki to święto jak święto, komercja taka sama jak podczas Bożego

Narodzenia czy Wielkanocy. Tam ozdoby choinkowe od Chińczyków, tutaj

kiczowate serduszka. Jeżeli nie podoba Ci się to święto, to po prostu go nie

obchodź, nie kupuj pierdoł, raz zamiast radia zapuść sobie jakąś płytę

i przeżyjesz... Nie przepada się za walentynkami, gdy nie ma się zbytniego

powodu do świętowania. Ale nikt nie ma zamiaru narzucać swojego sposobu

myślenia i jeżeli komuś podobają się Walentynki — to niech je świętuje i się cieszy!

Nie ma co wyzywać kogoś takiego od pustaka czy konsumenta komerchy. Bo tak

naprawdę to wszyscy jesteśmy konsumentami, nie tylko w święta, ale i na co dzień.

W święta możemy jednak od czasu do czasu od komercji konsumpcji odpocząć

i na takie Walentynki podarować ukochanej osobie własnoręcznie wykonany

prezent.

Kto się nie lęka, sam jest przerażający

Kolonizować lilie, gdy kwiecień rośnie wysoki,

Gdy oczy rozrzucone wokół, wibrując zbladły?

Więc mąż! Więc miernik! Do zanim już, do zanim

Iść w spust! Ach, pójdźka z piekła w niezniszczalną noc!

Lecz kto weźmie? Kto stracony? Komfort się marudzi

Jeśli jest bez męża. Niezależna jakże wyleczona, niezależna już od zamęścia!

Boża igła pokutna, ledwo oprzeć oczy: skrzypce, skrzypce i już łóżko,

Krwawy siennik, szorstka plama. I ach! Spory, spory strach.

Co, co? Jak, jak ten rąbać lód? Twarz się słania, wtórują refrakcje.

Z grobu wystają dwa kłosy trupa i udokumentowany nóż.

Zabiwszy jak wokalistka, zsiniała na wylot. To jej styl drżenia:

Jak iwa, jak tęcza, a pod nią się kiwa martwe ciało męża.

Więc kto weźmie? I kto straci? Żywy nie zrozumie trupa.

Rzeczenica jest w obłędzie, pan i władca jej się zepsuł w rok.

Och, Samico, Rzeczenico — nie twój smutek tylko zbój.

Różnorodność się zmitręża, głowa śnięta, głowa męża!

Zły sposób żono, nieszczęsna we wnętrzu bagna herbata,

Twarde żądło wieczności, a kaloryfer zabójczy z żelaza.

Gotowość: grób posiać, wegetować kwiatki? Ha! Zsiniał blady

Jak opakowanie, podczas gdy ona oznacza kurtyny krochmalem.

Dlaczego smutek przyszedł jak złodziej? Bóg drobiazgu od niej żądał

W tę noc adiutant spał i nie powstał. Klamka, rykoszet i grzechu rząd!

Ale widz słyszał zakład teatralny. Diabeł posłał kwity krwawe.

Skarbiec wzorów, Rzeczenico. Ach, to bankier, bank i wstrząs!

Ale skoro wyobrażenie złoczyńcy i znajomość z nim skryta,

To są miłej rzeczy zawiadomienia, to nie majak dobrobyty.

Kto się nie lęka, sam jest przerażający i jako żywy nie wejdzie

Na parkiet twardawej wieczności ani w port, który zawiał wiatr.

Rzeczenica ma rysy człowieka, pan jej — typ siebie

Skrycie trzymał łup wojenny. Za miłą kiedyś tęsknił rok,

A siebie wciąż wskrzeszał. Został pokonany winem

Teraz w gaju flora kwiatów kryje jego potłuczone binokle.

Co skryte w zgiełku poronionego życia, kto weźmie? Jak poraniony?

Kto upada w dół nagły, a służący bagna przecinają go żelazem wpół,

by uwolnić od kary i wypuścić w lesistej okolicy śniadość?

Łup mój miła żono, grzech twój niedostatek. Wzdryga się kurtyna.

Ha! Tutaj krew, tutaj nóż pomoże! Rzeczenico grzywnę płać!

Lecz kto weźmie, czyja grzywna? Requiem34 ducha, żagiel krwawy,

Zakład i rykoszet. Nie masz popełnienia bez przykładnej kary.

Tam gdzie urna lilii rozrzucona leży pan i wieczysta jego nocy marynarka.

A ona, Rzeczenica, dlaczego samotna za nieszczęście się chwyta w chwili odwetu?

Rzuć bojaźń, ośmiel lica, wieczna twa ukradkowość, którą weźmie chwila.

Czyją grzywnę? Chwila głodna jak samotność. Przymkną hazard,

Rzucą wszystko słysząc trupa. Co, co? Jaka wina jest odwetu warta?

Skrwawione plamą pieniądze nie pomogą dokonać odpłaty,

Ale złoczyńcę Bóg obserwuje. Zna on ukradkowość bogactwa.

Trzeba ssać krwi karawan — westchnął bogaty ze łzami.

Nie lękaj się zostawić jałmużnę, bezduszny zastaw do Niedzieli.

Mistrz — wiatr wzniosły i podobny do osoby najbliższej bieli

Ma już wieniec dla ciebie ma, z kwiatów, które grób mój zszyły.

Zły sposób żono zawiesić szkarłat po walce. Naprzód na tamten świat!

Ze zrębu się szkielet wytęża — trzeszczą bagna szeroko w górze.

A tam świat, tam głowa włada, nad nią drzewo, żaba, lilia...

Bo jak pan leżał w grobie bogaty, to go wyniosłe pokryły kwiaty.

Skorpionom możesz zaufać

Jeżeli chcecie zaufać mężczyźnie, lepiej od razu podetnijcie sobie żyły, to moja

rada dla was, młode istoty. Pomińmy sytuację, w której wiedźma zakochuje się

w mężczyźnie. Zaufać ponownie mężczyźnie pachnącemu w ten sposób,

że nie jest możliwa pełna recenzja ani ocena, to jak skazać się na dożywotnią

i powtarzającą się śmierć.

Zaufać jednak na tyle, żeby zaryzykować? Chociaż w drobnym procencie.

Spoczywa na nas jarzmo prowadzenia domu, to czy możemy powierzyć

mężczyźnie dokładne wysprzątanie mieszkania? Na stan dzisiejszy nie. Nie można

ufać mężczyźnie, którego inni nazywają łotrem. Jedyna szansa, to zaufać obcemu,

którego intencje wydają się nieodgadnione.

Ale czy obcy będzie w stanie zaufać kobiecie i uwierzyć jej, że nie jest wiedźmą

i nie ukształtuje uczuć wbrew jego woli? Czy uda mu się pokonać duchy

przeszłości i zaufać tej, którą pokocha? Nawet, jeśli porzuci ona dla niego

wszystkie skrupuły i zaufa, choć nigdy zaufać nie chciała, gdyż zawsze

bała się uwierzyć mężczyźnie, który wyznaje miłość po tygodniu.

Zagubiona pyta na łamach: „Czy jeszcze mogę zaufać urodziwemu mężczyźnie?”

Lęka się jednak wyjść poza skorupę. Bez przyczyny bym się nie martwiła.

Każdy spacer daje nadzieję na iskierkę poznania wartościowego mężczyzny.

A najważniejsza jest dusza i charakter człowieka. Ale jak znów zaufać kobiecie?

Zostaw jej prezent, który dostanie za 9 miechów.

Wartościowym mężczyzną jest ten, który chce poznać twe wnętrze. Mówię tu

o charakterze. Ale bardzo trudno jest budować związek wartościowej dziewczyny

z wartościowym chłopakiem. Spotykam się z naprawdę wartościowym i mimo

że chcę i staram się, żeby nam się udało — nie wychodzi.

Skorpionom możesz zaufać zawsze, jeśli pozwolą na zbliżenie — powiedziała

wartościowa dziewczyna o niesamowicie seksownym głosie.

Banicja podwodna

Co zostaje za rogiem, nie powiewa chusteczką,

nie wywiesza białych ani czarnych flag.

Co nabrzmiewało tłuszczem, rosło w trawach,

stężało w padliną i ciemno jest jak przed burzą.

Dziewczyny kołysały biodrami

w takt czytania poezji, a wiara

marnowała się od niedzieli.

Namówiona do głupoty lespedeza35

straciła wszystkie najlepsze trójlistki

i wyczerpały się stare korowody.

Ktoś miał zawał w wyjściu awaryjnym,

ktoś wołał na pomoc przeznaczenie.

Zostało mi pięć minut na ucieczkę,

ale wykorzystałam cztery.

Rytm opuszcza zapomniane jednostki,

pływające wśród ogłupiałych słupów,

gdzie prędzej można usnąć niż położyć kamień.

Miałam zestaw oczu szklanych i raz wygrałam

w „małego sadystę”, choć starożytny żeglarz

doradzał mi w sprawach mapy i deszczu.

Potem bity amen pakowały się manatki,

żeby nie zapomnieć niczego, co może się

przydarzyć przed nowiem.

Położyłam cyrkiel na szali. Ważny język

ani drgnął. Radosne, podwodne komunikaty

urywały się w połowie. Bo nim zdołał się

zrozumieć koniec z początkiem,

na brzegu wyłączano urządzenie.

Sportowa propozycja

Sportowa propozycja w nocnym liście i czuła odpowiedź: sio do łóżka! I dalej

milczenie — w domu, jako poeta. Nienawykła do twardej ręki wygląda ładnie na

rozkładanym krzesełku, w przejściu widziana czułym kątem oka, gdy na scenie

patroszą się same primadonny.

30 lat czarnej dziury w poezji polskiej i rodzi się kolejna. Banalne jak drobnolistna

mgła zmienia się w szadź igielną. Ten wieczór nie był dobry, tylko chłodny. Miałeś

brokat na ustach, który śmiesznie lśnił. Podobno zostało nam pięć lat w ciemnej

energii, w podejrzanym, skalarnym polu, i zaraz klasycznie odezwie się puenta

urodzonym w niedzielę i tym, którzy lubią pisać w łóżku.

Namierzam czas i buduję trzy razy to samo zdanie. W faktach mam krach

równoczesności i miłość, która obraca się w posępną stałość. Będzie wypalona do

końca, zanim zakwitną mroźne mgły. Obojętnie jak zawirują blotki. Użyj więc

jeszcze tego cudownego wołacza, a będę Cię wspominać w małej zaspie, w drodze

do ciepłych źródeł, na której znów zepsuł się autobus.

Myśl o mężczyznach, poszukujących partnerek rzetelnych, nie daje mi w spokoju

wytrwać w rzetelności.

Za życia nikt

Za życia nikt nie wyruszyłby w wyboistą drogę z kobietą, która przez ubranie

sprawdza jednym muśnięciem palca sztywność kręgosłupa, choć jest on

najpewniejszą linią ludzkiego ciała. Nikt za nią by nie pożądał, nie śledził jej

posunięć nawet do najbardziej zaawansowanych pozycji. Samo życie dałoby jej

radę i prelekcję na temat przeżycia, czyli samotnego doświadczenia i przetrwania.

Radosne komunikaty nietrafiające do celu, ale błogosławione ich lotki znaczone

uczuciem, które grzęzły w trawie, choć ich nie znalazł tam ani jeden uśmiech.

Widoczne były jednak kątem oka jak spadające gwiazdy, wśród sennych pyłków

i baniek mydlanych, które wypadały z wysokich pięter, wydmuchiwane przez

dziecko, badające z przejęciem długości ich życia i krótkiej przygody.

Mimo obojętności liczbowej i niedoceniania na co dzień skarbów sztuki

całkowania36, z pomocą nadeszła niezawodna ekspertyza — statystyczny rozdział na

trafione i niezatopione, których nikt jednak nie obserwował dalej. A te, które nie

chciały tonąć, żeglowały niezbicie w stronę chóru i nikomu nie chciały się

tłumaczyć, jak człowiek śpieszący na próbę generalną, który po drodze nie chce

nawet słyszeć przechodniów, bo oszczędzał głos już w windzie i przedpokoju,

żeby go wydać z siebie w ostatecznym, foremnym wykonaniu, w splendorze

i blasku sceny.

Bo czyż scena nie jest miejscem wiadomości dobrego i złego, sercem i rozumem

zaistnienia, niebędącego przeżyciem, lecz samodzielnym wyczynem — tą mityczną,

wyniosłą woltą, której w ramach aktualnie panującego DNA zazdroszczą zaocznie

nawet nienarodzone dzieci, w tym także te nie poczęte?

Gdyż ten rodzaj istnienia okazuje się najważniejszym z ostatnio proponowanych

wyników płodnej ewolucji, bo ludność myśli nawet, iż jest to rodzaj wiedzy:

że warto poćwiczyć lotki, w wątpliwym celu, żeby następnie z brawurą godną

obłąkanego, w ostatniej chwili pozdrawiając fale, spaść z uśmiechem ze skraju

granatowego klifu. Odlecieć w poczucie niechybnego awansu, pozwalając sobie

na chwilową nieobecność, zużytą całkowicie na twórczą cyrkulację, w wyniku

której znów zakwitną na targach książki i róże, i bzy. A tam już prawdziwe,

czytelne dziewczyny z krwi i ciała spojrzą na kwiaty z nieskrywanym zachwytem.

I stanie się światło, bo odwieczny cel rozbłyśnie im w dłoni.

Magiczne odcienie połysku

Namiętny fiolet i czar purpury, nasycony tajemnicą, niepojętą jak sztuka

równowagi między słodyczą a ogniem. Tchnienie aksamitu w fioletach tysiąca

i jednej nocy.

Fetysze przeznaczone są dla osób dorosłych.

Kto za życia określany był beztalenciem, musiał rzeźbić figurki z masy solnej —

nigdy nie widział promienia. Teraz rozumie i cała jego wiedza staje się aktualna.

Uprawiał okultyzm i, jak wiadomo, lubił duchowość. Odszedł do pentagramu37,

choć pasjanse wychodziły mu albo nie.

Podłoga w kuchni nie ma łatwego życia — narażona jest na plamy, a także na

wszelkie uszkodzenia np. przez spadające widelce. Duże koszty wynikają z natury.

Na encyklopedii trzeba trzymać porządek.

5 minut

Jednak najgorzej, gdy wpadnie się w oko światła, gdy nagle snop wygarnie człowieka

z przyjemnie przykurzonej nory i każe grać całe pięć minut tzw. jego pięć minut.

Z chrypką i tremą kłania się człowiek wpół i wykonuje. Potem przychodzi czas na

podsumowania, nadchodzą komplementy będące wyrazem pozytywnego

rozczarowania, pytania-zagadki, pojawiające się na wprost równie zagadkowych

odpowiedzi.

Można się przemknąć z powrotem do legowiska i odfajkować, a jednak uczucie

niesprawdzenia się w rzeczywistości lekko niepokoi. Bo martwi to, że chyba się

zapomniało, jak działa jeden uśmiech albo proste słowo połączone z serdecznym

gestem, nie mówiąc już o komplikacjach, które napotyka się, gdy tylko śmierć

zaświta nam w głowie albo poetyczna kruchość i inne słabości, warte dla nas

najśmielszych pieśni. Wiotkie witki łączące nas ze światem, a zwłaszcza te nici

i przewody, które napawały dumą w czasach, gdy było się jednością z jakąś grupą

formującą karawanę, teraz mają sens symbolicznych kresek, nienaostrzonych nawet

strzałkami. Jakby to były jakieś zamierzchłe genealogie, a tamci, niezapomniani

przecież ludzie, dalekimi antenatami, pomieszanymi w zbiorowym grobie

i niebudzącymi żywszych wspomnień ani sentymentów.

I nie jest to problem samotności ani zobojętnienia, raczej braków połączeń prywatnej,

witalnej historii z zewnętrzną telenowelą, bo to słowo najlepiej przybliża scenariusz

rzeczywistości, tej, której udaje się dotknąć, gdy wynurzy się na krótko głowę

z wielkiej wanny, gdy ktoś nas wywoła z sali i sytuacja nakaże nam zachowywać się

odpowiednio.

A prywatna historia ma swój pociągający, pogodny i piękny trakt, który wiedzie przez ulubione krajobrazy, zaznaczone okazami słodkich niespodzianek, gdzie spokojna

miłość jest tkanką światła i nocą nie gaśnie, tylko milczy z czułością i uwagą. Udział bliskich istot jest w nim większy, niż miłych duchów zmarłych, do ich historii się przylega i wie się o nich najwięcej. Od nich też płyną ciepłe przypływy i stałe

komunikaty świadomości. Nie trzeba przed nimi występować nawet pięciu minut.

Gdyż odkąd się odeszło do odległej, niedostępnej jaskini, żeby wypisać na jej ścianie

wiersz do nieznanych bogów lub siebie samego, nie można znaleźć drogi powrotu,

ale wiersz zostaje bezpiecznie w sekretnym miejscu, na zawsze zapisany i na zawsze

nieodczytany, mimo to skończony i pełny jak życie, które trwało na przekór

związkom i motywacjom, a nawet z wątpliwym dla społecznego ogółu pożytkiem.

Praktyczność bowiem jest tajemnicą, zarówno jej mapa, jak i wytyczne.

Dystrakcja

oceaniczna, ten precyzyjny chód w nieznane,

zrzucenie uczuć z niekochliwego języka

na światło dzienne w jakąś jedyną konfigurację

zdań rzutkich i lekkich jak rześkie rozkazy,

romantyzm kawy, jej wyczuwalny napar w wersie

aromat niezmarnowany, bo każe się uśmiechnąć

na myśl o tropikalnej bryzie w zodiakalny

poranek, gdy gwiazdy nikną w słonecznej gali,

a ciało ciepłe i namiętne zbiera się do steru

nie mogąc niczego już napisać we mgle na kamieniu,

ani na stronie piasku, ani w kręgach wody

Obwieszczenie

Człowiek rozbija się o półki z girlandami, tonie w zaułkach po to, żeby w końcu

w uroczystej głuszy odnaleźć obwieszczenie, które być może wisiało w tym

miejscu od dawna, na tak zwanym widoku, a które w procederze wytrwałych

eliminacji i koncentracji na migotliwych obserwablach38, co mila potykając się na

drodze o kamienie węgielne, przeoczył chcący albo i nie, ze ślepą premedytacją

lub dlatego, że był gapą od urodzenia. Może nawet gdyby wyrżnął głową

w obwieszczenie, nie dostałby przedwczesnego oświecenia.

I teraz u kresu wykorzystanych możliwości stoi i czyta jak ktoś, kto zdawał

egzamin na studia dzienne. I okazuje się, że wszystko się zdawało i było na nic,

a w gruncie powszechnym rzeczy każdy czarny szlak albo choćby na niego pomysł

nie nazywał się inaczej niż bolesny powróz do nierozwiązania. Więc cóż mu

pozostaje w tej malkontentnej klaustrofobii, w tej nadętej sferze notorycznego

przesądzenia, w napuszonym inflacją39 kosmosie, który udawał tylko klasyczny

niedeterminizm i skomplikowanie. Jakaś kwiecista beletrystyka, bukiet poezji

kobiecej czy może rozpaczliwie zapoznawczy wieczorek?

Żaden projekt mu nie wystarczy, tylko czysta radość — różanopalcy40 uśmiech

niebios. Radość, która trwa i jest prawdziwym bohaterstwem, słodycz zaś i rozkosz

bezcennymi darami niezrozumienia. I tu lekceważymy wszystkich posępnych

belfrów chorych na rozmaite formy przymusu, racjonalizm i prężne nerwice.

Wszystkich za jednym hurtowym zamachem. Nie szkodzi, że byli naszymi

wychowawcami, że starali się nam wpoić prawidłowe zasady życia i współżycia

oraz pojęcia świata w zarysie i że dotąd należycie okazywaliśmy im na pozór

wielki szacunek. Ich nauki nadają się na podpałkę zdarzeń, a my nie jesteśmy

piromanami. To oni zresztą oduczyli nas zabaw z ogniem, dusząc w nas każdą iskrę

zainteresowania płomieniem, choć niektórzy z nas chcieli w przyszłości zostać

prawdziwymi strażakami.

Więc starliśmy się i staliśmy się jak dzieci od wielu pokoleń, ale zdecydowaliśmy

jak ludzie dorośli nazwać to miejsce od nowa niekońcem wbrew kwaśnym

sugestiom, że trzeba się ze sobą szczerze rozprawić i przyznać do globalnego

błędu, a następnie zaakceptować. Pokochać siebie w najtrudniejsze dni. Zatem

niekońcem, tylko miejscem własnym, ponieważ mieliśmy władzę w oczach i dar

zapomnienia. I to my wywoływaliśmy najbardziej spektakularne i skandaliczne

rezonanse, nie jakieś podziemne maszyny i dlatego po wszystkim nazywaliśmy się

już całkiem inaczej, więc cóż mogło nam zrobić to albo inne miejsce lub czas.

Proszę bardzo o więcej zagubionego czasu. Oto ewolucja w czasie — potężna

operacja na obrazie natury w walce z jej niezłomnością. Oto też postępujący

akompaniament i krąg światła na naszej scenie, a na niej nasz ulubiony bohater:

w zaślepieniu ewolucji w czasie — legendarny romantyk, beztrosko zakochany

w muzyce i w tym stanie niezdolny do najmniejszego smutku, do żadnej

przedżałobnej refleksji, choć czujący na twarzy żar za grzechy.

Oto on w obliczu obwieszczenia staje na palcach pod kolorową banderą

najświeższych, zbuntowanych orchidei i rzuca w świat flagę z promienia jak

oszczep, finałową flarę wielkiego koncertu. I podpisuje się pod nim jakby miał

na wszystko pieczątki urzędowe, grzecznie w prawym dolnym rogu,

mrówkowatym charakterem pisma jako

Ja — Twój mały niezmiennik.

diOda do miłości

Złotko, ma się na końcu języka tę noc drżącą, przerywaną snem i pierwszym

ochłodzeniem. I jakże bezładna jest w niej radość z wątłego istnienia, jak dotkliwie

cierpka tęsknota. Powiew i ostatnia pieczęć lata, czuła jak pocałunek w trzech osobliwych

częściach, rozpływają się po wierzchu w tętniącej pamięci.

Śliczności, siły zbierają się na nieznane przejścia, podobno są nowe bariery w nowiu

miłości. Gdzieś jednak przebywa się z pewnością, w nieruchomym wzruszeniu i

wyczekiwaniu na starcie albo na zupełny rozpad. Czucie jest mocne i wyraziste niczym

samotność w najtkliwszej rozkoszy, w którą tylko bezwzględny kochanek posyła bez

wahania. Czy to należy jednak traktować jak zamach? A jeśli czeka na dnie?

I nagle coś lub ktoś wybiega zza zakrętu. Jakaś obleśna gra wstępna ma miejsce na

scenie, jakieś cudze amory. Brzydko pleść warkocze. Bił ją po dupie i tak nagle zasnęli.

Matryca Oriona41, prosty gwiezdny wzorzec nie był źródłem najmocniejszych wspomnień.

Bardziej przyroda — liście starannie układane warstwami, zrzucane żakardy42 gałęzi i klisza

miłości, jej wczesny semikontynent, odkryty samotnie, cały w kolorystycznych

gardeniach, wiciokrzewie i zawiniętych hortensjach.

I jeszcze te natarczywe dźwięki z mętnego gramofonu, stres dnia, w którym koszt zabił

transakcję z największą aglomeracją i pierwsze, niezawodne oznaki płonicy. Twarda

w każdym języku tratwa z niekruszonych kości jawiła się jako jedyny, lakoniczny ratunek

przed żarłoczną przepaścią, która sama chciałaby przywitać gości wygodnym, krótkim

lotem i twardością dna.

Ale może pod jej wiekiem jest jakaś kolonia? Och, tak. I rozbrajający dwukropek świata

i nienapisana jeszcze dioda do miłości.

Przyjacielskość tego mężczyzny

nie ma nic wspólnego z braterstwem rany, odniesionej w boju.

Och, zabawmy się z patosem! (Koturn poturlamy).

Dość podpierania ściany, która stoi krzepko.

Będę się metaforyzować (serio) i fosforyzować

na wyżynach skali, głosić będę też parafrazy

biblijne, a jak sobie sięgnę, zadam się z materią.

Z losem (przeznaczeniem) będę tylko spółkować (Piękne plany!) pośrednio.

Na aforyzmy nadejdzie też moja godzina.

Najpierw będzie je ćwiczyć najbliższa rodzina,

a potem już czytelnicy, co masowo łakną

wiedzy, którą wypowiada się łatwo. I skrótowo.

W skrócie myślowym. Bo myśl owym czytelnikom

jest na co dzień potrzebna jak bułki i masło,

także świetlna moc poezji (i słowa poety), gdyby słońce zgasło.

Więc moje zapytania: dlaczego, jak, komu, po co?

Przydadzą się wszystkim jak nie wiadomo co.

Zeszyt do ćwiczeń z botaniki ogólnej

wrębiasto ziemnozwrotny kochanek

i jej szklannoguziczkowa sukienka

w zefirowoliliowym cieniu

jak pięknobarwna głownia skłania się

w dotyku obłączastych palców,

dęta, żółta forma

krucha turkaweczka ametystowostronna

w szerokim ujęciu

ostrygowaty potwór bez skazy na sumieniu,

wielkolubny, wypaleniskoworozciekliwy

gromadzi w sekrecie bezsprzączkowe koronki

płaskie, mokre kamienie i trutki gruszkowonne

na liściolubne, gorzko pachnące

pelargonie

Marathon de Paris, 15 kwietnia 2007

P.

Maratończyku, który znasz wszystkie typy lotnisk

i wiesz, gdzie są na nich ukryte gniazdka, z których

można doładować komórkę, wygrałeś dziś mękę

różowych balonów.

Czas stoi przygotowany na wszystko.

My już nie, żadne tu schronienie, żaden list.

Tylko śmiertelna czułość. Tak to się przędzie,

gorzka dokumentacjo, słodka marcepanno.

Arcynędza: nagi ślimak wikła się na lodzie i po wierzchu.

Miękko wypełniam formularz, żadnych uchyleń.

Zdrowiej, uważaj na czułość. A jeśli zobaczysz dziś Kair

w egipskich ciemnościach, wypatrz dla mnie

na południowym niebie srebro gołębia i kruka.

I jeszcze kil, rylec i żagiel.

Moment słabości

Moment słabości wydaje się najodpowiedniejszy do napisania testamentu albo

choćby spisu posiadanych rzeczy, rozsądnego zagospodarowania reszty dna

i zestawienia najbliższych przyjaciół. Jest też dobrym momentem zapomnienia,

zaniedbania, jak to się robiło zawsze z nieznaczącymi wartościami. Ale także

szczególnej wymowy, nie wobec skromnych dokonań życia, lecz wobec

śmiertelnego zadania, które zawsze kusiło migotliwym światłem, mrugającym

nawet czasem na człowieka z wyrazem bezpośredniego porozumienia. I choć nie

każdemu jest dany ten moment zdziwienia, że to już teraz, że kończy się krótki

pobyt, po którym nie będzie już wakacji nad ciepłym morzem, o ile w ogóle

wakacje będą miały znaczenie, to można wykorzystać któreś piętnaście minut na

niezobowiązujące wyobrażenie sobie tej niewątpliwie ciekawej przygody.

Każda marność zyskuje na czułości, która ją ocala, która ją składa w harmoniczną

jakość. Przecież wierzchołek góry lodowej nigdy nie opowiadał podwodnej historii

góry, choć uważał się za koronkę trwałości — za szczyt istnienia, bo mocował się

z pogodą, z wiatrem, śniegiem i gradem, a także z rzewnie rozmywającym

deszczem i permanentnie natarczywą falą.

Więc obraz całości ma moc redefinicji. Słabość, ta przerażająca wątłość, bezwład

powiek obolałych od płaczu i zanik głosu w krtani wydają się mieć związki głębsze

i potężniejsze, od których zależy pomyślna inwersja, jednak nie losu, lecz natury.

Los w rękach przykrych, chropowatych nie toczy się gładko, lecz po piekących

szczelinach. Ale gdy pojawi się zakaz współpracy, banicja, systematyczna trudność

w wyrażeniu paru prostych rzeczy, należy się zdać na czynną niemożność

okoliczności.

Bo to jest najprawdopodobniej stan przygotowania do zmartwychwstania czegoś,

czego istnienia, nie mówiąc o nieżywotności, nawet się nie podejrzewało, chociaż

miało się niekiedy jaśniejsze wizje i intuicję śmieszną do granic radości.

Ale nigdy bym nie pomyślała, że kwestia śmierci może być wmieszana z flanki

w sprawę cudów, których przesadnie się nie obserwuje. Mówi się, że cudów nie ma,

to znaczy są, ale wyraźnie ma ich nie być — jakby miało biednemu człowiekowi

wystarczać posiadanie pewnej fizyczności i poznawanie najprawdziwszych jej

równań, a dostatecznie umilać czas wynajdywanie rozmaitości związków

znaczeniowych.

Choć to z nich może on sobie w odpowiednim czasie ułożyć ważny spis lub krótki

testament (mniej niż 60 stron), albo po prostu zwyczajną, najcichszą opowieść.

Tylko raczej bez poematów.

Bo życie nie jest poezją, jest nowelą.

Dramat Vanessy

Żegnaj miłości.

Moje szczęście — pa!

Witaj samotności.

Myślę, że będę dziś łkać.

Żegnaj miłości.

Słodka pieszczoto, bye.

Och, Pustko?! — Cześć!

Czuję, że mogę dziś zejść!43

Diadorius Boudleaux Bryant & Matilda Genevieve Scaduto (Felice) Bryant44

dla Everly Brothers

Heteroseksualna Vanessa ze łzami w oczach deklaruje wobec kelnerów dramat

bycia porzuconą, a do tego wpędzoną w koszty, gdy jej równie heteroseksualna

przyjaciółka Nola, wezwana niezwłocznie przez despotycznego szefa, pośpiesznie

wychodzi z restauracji, w ostatniej chwili beztrosko obwieszczając Vanessie

niemożliwość powrotu, podczas gdy od dobrych 25 minut jej szeroko zakrojone

zamówienie jest realizowane przez kuchnię, gotującą zawsze dania od zera.

Koszt pełnego lunchu złożonego z: sałaty inkrustowanej gésiers45, dania głównego

z młodych kałamarnic i gotowanych topinamburów46 oraz klasycznie karmelowego

deseru sufletopodobnego — unowocześnionego cytrynowym akcentem (zeste

du citron) spada nieubłaganie na portfel Vanessy, jednak w porę ujęci skargą

kelnerzy okazują jej empatyczne wsparcie i zwykłą, ludzką solidarność:

po naradzie z kuchnią wspaniałomyślnie zwalniają skrzywdzoną przez krewką

kochankę Vanessę, z zapłacenia rachunku Noli, czemu kibicuje i z czego

gremialnie cieszy się personel zmywaka, któremu dania niezapłacone przypadają

do natychmiastowego podziału (wyżerki — na ciepło). Spryciara jest do przodu

o niezłą kwotkę.

Szef-intendent, pedantycznie oddany idei kontroli i oszczędności, podejmuje

z nią nierówną walkę i bohatersko wygrywa — z rozrzewnieniem odnotowuje

stratę w rubryce „Zmarnowane”. Miłość czasem kończy się gwałtownie, w takiej

sytuacji nie można karać porzuconych, powinno się raczej pomagać im w imieniu

sprzyjającego uciśnionym Kosmosu. Włącza sobie najznakomitszy przebój

Everly Brothers i delikatnie nuci.

Drobny wpływ

Ciszy chciałeś i maku,

synogarlicy rozważającej

amfibrach47?

Agi Miszol48

Drobny wpływ skutkuje anihilacją kurtyny

i w sekundowym blasku rozgrywa się całość

na ufnych, rozpalonych oczach. Spektakl

jak z mordowni: tektonika tępieje, na tronie

światłocieni wznoszą się żyły, a niedołężny

żar bije z faszystowskiej spalenizny.

Jest to jak nagły wgląd w przyszłość, która ma nadejść

i już jej się nudzi za zasłoną. Żadne apokalipsy. Raczej

równość, dolny szlif w tumanie i w znieczuleniu.

W takim stanie idzie się na bezdyskusyjną potańcówkę,

na rytmiczną przyjemność i na coś mocniejszego.

Nie, nie na seks. Seks zmienił się w kochanie.

Jest nieprzystosowany, ale odważnie nie kryje swej natury,

tylko ją dyskretnie uświetnia.

Ciao.

Regulamin

Mieliśmy zamiar zorganizować imprezę studencką, która nie budzi zastrzeżeń

Opiekuna Sali Bankietowej ani Administracji DS. Udałam się więc do osoby

wyznaczonej przez RM do opieki nad Salą Bankietową czyli do Opiekuna Sali P-3

w celu wynajęcia Sprzętu. Byłam mieszkanką DS i RM nie miało do mnie

zastrzeżeń natury dyscyplinarnej, dlatego mogłam to zrobić bez wahania. Sprzęt

były to urządzenia i gry znajdujące się w Sali Bankietowej, z których jako

wynajmujący mogliśmy korzystać w przedziale czasowym — telewizor, bilard,

rzutki elektroniczne i piłkarzyki.

Zgłosiłam rezerwację Sprzętu Opiekunowi ustalając czas korzystania. Odebrałam

klucz i Sprzęt na kwadrans przed czasem rezerwacji. Opiekunowi Sali zostawiłam

dowód tożsamości. Ponieważ jako wynajmujący odpowiadałam za zniszczenia

poczynione przez Gości i stan Sprzętu to ja w czasie korzystania mogłam zezwolić

innym mieszkańcom DS na jednoczesne korzystanie ze Sprzętu znajdującego się

w Sali Bankietowej, jeśli wyraziliby taką chęć.

Dopuszczając osoby spoza grona Gości pobrałam od nich dowody tożsamości

w zastaw, a one dołączając się do towarzystwa sprawdziły stan Sprzętu, z którego

korzystały. Gdy opuszczały Salę przed upływem rezerwacji, zgłosiły się do mnie

w celu odzyskania dowodów tożsamości i przekazały mi użytkowany Sprzęt, który

sprawdziłam.

W Sali Bankietowej mogą przebywać tylko wynajmujący i jego Goście, a jednak

zdarzyło się w czasie rezerwacji wtargnięcie osób nieproszonych. Natychmiast

zgodnie z Regulaminem zawiadomiłam Komisję Dyscyplinarną, Straż

Akademicką, a w dalszej kolejności Opiekuna Sali. Osoby nieproszone nie chciały

się wylegitymować ani po upływie czasu rezerwacji opuścić Sali. Nie mogliśmy

więc po zakończeniu korzystania posprzątać ani zwrócić Sprzętu i klucza

Opiekunowi po to żeby odzyskać mój dowód tożsamości gdyż osoby nieproszone

w dalszym ciągu korzystały ze Sprzętu i utrudniały sprzątanie. Jak się okazało

potem osoby te także nie pozostawiły swoich dokumentów tożsamości na

portierni.

Jako organizator byłam odpowiedzialna za wszystkie uszkodzenia poczynione

przez uczestników imprezy zarówno w Sali jak i w budynku (łazienka, windy,

korytarz itp.). Okazało się, że osoby nieproszone użyły gaśnicy do zabawy,

za którą też byłam odpowiedzialna. Wezwałam Straż Akademicką, która jednak

nie przybywała, więc musiałam się liczyć ze stratą kaucji w wysokości 150 zł,

którą pozostawiłam Opiekunowi Sali gdyż kaucja nie jest zwracana, jeśli po

imprezie stwierdzi się naruszenie Regulaminu Sali Bankietowej.

Wprawdzie złożyłam w Administracji załącznik nr 1 i wpłaciłam 20 zł + VAT,

a także dostarczyłam pracownikom portierni i Opiekunowi Sali dwie identyczne

listy Gości, to nie było na nich osób nieproszonych, które używały gaśnicy na

terenie Sali Bankietowej i korytarza, wskutek czego trudno było doprowadzić

najbliższe otoczenie Sali do godziny 7:00 do takiego stanu, w jakim zastaliśmy

go przed imprezą. A do godziny 12:00 musieliśmy zwrócić klucz do Sali

Bankietowej Opiekunowi Sali bądź osobie wyznaczonej przez Opiekuna,

która miała sprawdzić stan Sali i Sprzętu po imprezie.

Na szczęście o godzinie 12:00 osoby nieproszone były już poza terenem budynku,

ale lista Sprzętu, w jaki wyposażona jest Sala Bankietowa, nie zgadzała się

ze stanem po imprezie. Okazało się, że osoby te wyniosły w ramach zabawy

piłeczki od piłkarzyków i czarną bilę, a ponieważ Opiekun Sali ma obowiązek

dbać o porządek w Sali Bankietowej i prowadzić listę wynajmujących

uprawnionych do korzystania z Sali Bankietowej, dlatego zakazał mi po

zakończeniu imprezy rezerwacji i zgłosił zaginięcie Sprzętu, a także użycie

gaśnicy do Rady Mieszkańców oraz Komisji Dyscyplinarnej.

Wskutek tych działań odebrano mi prawo do korzystania ze Sprzętu, gdyż

stwierdzono złamanie Regulaminu Sali Bankietowej przez moich niby Gości

na czas do wyjaśnienia. Salę Bankietową zapieczętowano plombą wprawdzie

z plasteliny, ale zawsze. Tłumaczyłam, że nie przybyła Straż Akademicka,

a członek Komisji Dyscyplinarnej miał telefon poza zasięgiem. Bezskutecznie.

W tej sytuacji, ponieważ w Sali Bankietowej i poza nią — na terenie akademika,

obowiązuje bezwzględnie wszystkich, także osoby nieproszone Regulamin DS,

więc jedyną moją nadzieją pozostawał Kierownik Domu Studenckiego, który

w sprawach spornych ma decydujący głos.

Udałam się do Kierownika, który stwierdził, że Regulamin Sali Bankietowej

obowiązuje także jego i nie może go łamać, a ze Sprzętu znajdującego się

w spisie dla mieszkańców DS wolno korzystać jedynie na terenie Sali Bankietowej

i po dokonaniu zapisu na listę osób korzystających ze Sprzętu. Nie pomogła

argumentacja, że osoby nieproszone wtargnęły na imprezę zorganizowaną nie

pozostawiając dowodów tożsamości na portierni. Portiernia bowiem

nie potwierdziła tego faktu. Padło więc podejrzenie, iż to ja złamałam Regulamin

Sali Bankietowej i przywłaszczyłam sobie Sprzęt, a także zabawiałam się

z gaśnicą. Kierownik zakończył ze mną rozmowę ostrzeżeniem, że jeśli

nie zaprzestanę mówienia, to Komisja Dyscyplinarna i Straż Akademicka

w porozumieniu z Administracją DS i Radą Mieszkańców dokona przeszukania

mojego pokoju pod kątem piłeczek i czarnej bili, za co i tak będę musiała ponieść

koszty.

Na terenie DS imprezy studenckie mogą być organizowane w każdym dniu

tygodnia, a liczba gości zaproszonych nie może przekroczyć 40, zaś Salę

Bankietową można zarezerwować najwcześniej na 2 miesiące przed planowanym

terminem imprezy.

Nie polecam, gdyż nawet jeśli zastosuje się Regulamin Sali Bankietowej

w całości, to można go nie wypełnić, na skutek czego DS i RM mogą mieć

do organizatora zastrzeżenia natury dyscyplinarnej. Jest to nieopłacalne, chyba,

że ktoś ma naprawdę dobre układy na portierni.

Bibliografia

maj 2008 (chyba, że podano inaczej)

1, 2, 3 numer zdania; Ak. — akapit

Czy może być coś lepszego niż własnoręcznie wykonany prezent?

Tytuł: http://www.dzikie.net/index.php?news=5459 | 3b-5 — http://www.bosch-prasa.pl/informacja.asp?idinformacji=584; EW8 — 04. 06 | Ak. 7 http://forumrpg.nazwa.pl/index.php?s=dbcdod9a730afoa2b7d6ea4be46bb40b&showtopic=1131; Izmael | Ak. 9 — http://monweg.blog.onet.pl/2,D57038440,index.html; Martha | Ak. 10 — http://www.nastolatek.pl/pokaz.php?a=art&ida=3330; 6502

Kwietyzm, błogostan

Ak 1.1 — http://portalwiedzy.onet.pl/6126„„kwietyzm,haslo.html; | Ak 1. 2 — http://www.papieze.pl/slowniczek.php?what=slownik&id=20 | Ak. 3, 4 — http://duchowosc.scj.pl/sympozjum38.html; „Nabożeństwo do Bożego Serca i uczestnictwo w misterium uświęcenia”; ks. dr hab. Wojciech Misztal; | Ak. 5, 6 — http://christianitas.pl/x/modules/articles/article.php?id=13; Gustave Thibon — Duch lewicy i duch prawicy (1940); tłum. Piotr Kaznowski | Ak. 7 http://ww.nonpossumus.pl/biblioteka/jacek_salij/pytania_nieobojetne/025.php; „Pytania nieobojętne”. O. Jacek Salij; 7/03/2006 | Ak. 8 — http://www.zb.eco.pl/zb/58/recenz.htm; „Ballady duszy i lasu”; Ignacy S. Fiut; Zielone Brygady, Pismo Ekologów nr 4 (58)/94, kwiecień ’94 | Ak. 9 — http://figamaga.blogomania.pl/?a=pokaz_bloga&id=8969; cyryl

O ironio głównego nurtu na podstawie rozmowy ze Stephenem Brownem http://www.modemmarketing.pl/print.php?pg=arta&magnr=200401&artnr=06; 8/05/2008

Obcowanie z przyrodą przy dobrej zabawie dla przeciętnie wysportowanego turysty

Tytuł: http://www.wojsko-polskie.pl/wortal/document„id,347.html; MON 1 — http://www.zb.eco.pl/zb/154/recenzje.htm; Remigiusz Okraska; „W krainie leśnych ludzi” | 2, 3 — http://www.nadbugiem.com.pl/tips.php?tip=4&tip2=22; „Uroczysko Sterdyń” | 4 — http://dziewietn astakldh.republika.pl/sedlacz.htm; Komentarz do Prawa harcerskiego — hm RP Stanisław Sedlaczek | 5 — http://www.ranczo4x4.pl/oferta.htm | 6a — http://www.narty.pl/index.php?id=301&tx_ttnews%5Btt_news%5D=54&cHash=53854bb9b5; Jacek Tomkiewicz; „Podstawy carvingu” | 6b — http://www.ultimate.pl/show/4,15_impreza.html | 6c — http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_content&task=section&id=5&Itemid=49 | 7 — http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_content&task=category&sectionid=5&id=74&Itemid=52 | 8 — http://www.ndk.pl/newndk/latozmuzami2001.htm; Igor Marcin Wójcik | 9 — http://www.glosgorecki.msf.opoka.org.pl/ggo9_03.htm; 2/01/2006 | 10 — http://www.naszlaku.pl/dane/prezent/_prez_po/ostrolek/ostrol6.htm | 12 — http://www.sianow.pl/kola_lowieckie/kolalowieckie_wstep.htm; ze Zbioru Zasad Etyki, wydanego przez Naczelną Radę Łowiecką, 1992 | 13 — http://www.varsovia-tours.pl/index.php?page=761 | 14 — http://www.karpaty.pl/kamianna/apiterapia.htm; 2/01/2006 | 15a — http://www.sciagawa.pl/a/611.html; 2/01/2006 | 15b — http://www.zgapa.pl/data_files/referat_2364.html; „Tematy i idee liryki młodopolskiej” | 16 — http://forum.pttk.pl/index.php?co=watek&w=4539; Misiek [62. 233. 138. 50]; | 17a — lisek [212.160.35.2]; | 17b — Rentgen [62. 233. 138. 50]; 18–19 — Piotr Rościszewski [195.82.160.150]

Magiczne odcienie połysku

1, 2 — http://uroda.onet.pl/l30049l„„,safira_magiczne_fiolety,kosmetyki.html | 3 — http://www.tanisexshop.pl/budżet_min_Al.html | 6 — http://newsgroups.derkeiler.com/Archive/Soc/soc.culture.polish/2005–08/msgol327.html | 7a — http://www.quake.t.pl/?page=article&kat=2&artid=835 | 8 — http://kuchnie.host.pl/podloga.html | 10 — http://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Kawiarenka_pod_Weso%C5%82ym_Encyklopedyst%C4%85/Nieaktywni_administratorzy

Mieszkanie Niebieski Klub

na podstawie http://www.centro-vacanze.it/polska/azzurro.html; 21/03/2006

Prestige

na podstawie http://www.meble.pl/pl/26,26/26/strona2,0,0/meblel403.html; 2/01/2006 (opublikowane bez oznaczenia autora)

Regulamin

na podstawie 8/05/2008 download_file.php?fileId=3621; http://www.polibuda.info/art1298

Skorpionom możesz zaufać

Tytuł: http://www.polki.pl/?page=magia_horoskopy_artykul&cmn_id=10000190; 21/06/2006 | 1 — http://demonique.blog.pl/archiwum/index.php?nid=10209382,demonique; 2005–09–22 | 2 — http://7thsea.polter.pl/Czy-Stregi-potrafia-kochac-c6453; Fairhaven, „Czy Stregi potrafią kochać?” | 3 — http://www.miastoplusa.pl/photoblogs/DisplayPhotoBlog.do?id=740146; 21/06/2006 | 5 — http://notatkinamarginesie.blox.pl/html/1310721,2621446,169.html?6; odwodnik; 21/06/2006 | 6 — http://bezsenna.blox.pl/html/l310721,262146,14,15.html?5,2004; bezsenna | 9b http://www.proszynski.pl/asp/fiszka.asp?ksiazka_id=1193; 21/06/2006 | 13 — http://zakupy.wp.pl/Kristina-Ingulstad-Frid-2571–55383.html; | 15 — http://www.mediweb.pl/forums/viewtopic.php/t=7120/postdays=0/postorder=asc/start=5.html; gostik | 19 — http://rozrywka.onet.pl/l,47,8,6786751,20158172,1102305,0,forum.html; PaBaDa | 25b http://barpolsat3.interia.pl/forum?tid=448072&t=TWFnZGEgU211bWluc2tp&c=940; dorota

To regain strength, energy or vitality

14/05/2008 chyba, że podano inaczej

1, 2 — http://ogrody.agrosan.pl/krasnale.html Polski Ogród Internetowy; | 3, 4a — http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,17659407,49636376,2030032,0,forum.html Forum Onetu; Myszka4321; | 4c — http://www.kns.us.edu.pl/slawia/filmy/zliludzienigdyniespiewaja.html; 7/03/ 20 06 | 6b — http://www.kemipol.com.pl/firma.php; | 6c — http://www.biust.pl/info/historia_welle.htm | 7–11 — http://free.art.pl/artmix/archiw_4/1102ak.html; archiwalny nr 4, sierpień–listopad 2002, PRZEMOC, Agnieszka Kłos, Narcyz — m | 12a — http://www.programylojalnosciowe.pl/oferta,relacje,konsumenci.html; 7/03/2006 | 12b — http://www.nowaksvd.opoka.net.pl/center/02rozwoj.htm | 13a — http://centrogaz.pl/jakosc.html | 13b — http://www.hci.pl/badanie_satysfakcji.pdf; Zbigniew S. Wąsik, Barbara Dorożko, Zbigniew A. Kotulski; „Pomiar satysfakcji pracowników w praktyce przedsiębiorstwa”; W „Zarządzenie przedsiębiorstwem w warunkach konkurencji”, Olsztyn 2002, str. 429–438; praca zbiorowa pod redakcją Lecha Nieżurawskiego | 15 — http://igf.waw.pl/index.php?artykuly_akcja=tresc&artykuly_id=41; 7/03/2006 | 16 — http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=24837; „Impresja wyobraźni”; Krzysztof | 17 — http://syntax-error.blog.pl/archiwum/?rok=2003&miesiac=5;syntax-error | 20–21 — http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/l,66919,2166941.html; Irena Stanisławska, „Stres mój powszedni”; Poradnik domowy | 22 — http://www.wcwi.pl/modules.php?name=News&file=print&sid=3071; 7/03/2006 | 23 — http://www.us.szc.pl/przeglad_4_6_2005/7xml=load_page&st=9264&op=l&id=3128&gs=&pid=11084 „Prawda i rzetelność naukowa”; Józef Perenc; Przegląd Uniwersytecki (Pismo Uniwersytetu Szczecińskiego), nr 4–6 2005 | 24–25 — http://www.trybuna.com.pl/index.php?sel=arch&date=20050413; „Sto słów”; Wiesław S. Dębski | 26–27 — http://nurkomania.pl/ao822.htm | 28 — http://czame-ptashysko.blog.pl/;czame-ptashysko; wildhoney 2005–12–12;

Przypisy:

1. Legenda kolorów — w niniejszym wydaniu w przyczyn technicznych tekst nie jest różnicowany kolorami. Teksty nieautorskie oraz ich źródła wskazano w Bibliografii. [przypis edytorski]

2. Hildegarda z Bingen (1098–1179) — frankońska mniszka, mistyczka, wizjonerka, kompozytorka, badaczka natury i lekarka, w Kościołach zachodnich uznawana za świętą. W jej wizjach kule pojawiają się zarówno w obrazie kosmologicznym, jak i antropologicznym: zstępujące z góry ogniste kule, ogarniające serce człowieka w łonie matki, są płomykami rozumienia, obrazem duszy ożywiającej ciało ludzkie. [przypis edytorski]

3. To regain strength, energy or vitality (ang.) — Aby odzyskać siłę, energię lub witalność. [przypis edytorski]

4. Gilgamesz — tu: Epos o Gilgameszu, poemat epicki ze starożytnej Mezopotamii, którego głównym bohaterem jest legendarny Gilgamesz, władca miasta Uruk; powstały w II tysiącleciu p.n.e. w języku akadyjskim na podstawie wcześniejszych odrębnych utworów sumeryjskich o tym władcy. [przypis edytorski]

5. bilokale i trilokale (żarg.) — w branży turystycznej: dwu- i trzypokojowe apartamenty, złożone z jednej lub dwu sypialni oraz pokoju dziennego z aneksem kuchennym i łazienki. [przypis edytorski]

6. westalki — w staroż. Rzymie: kapłanki strzegące świętego ognia w świątyni bogini Westy, patronki ogniska domowego; pełniły służbę przez 30 lat, obowiązane do zachowania dziewictwa, cieszyły się wielkim szacunkiem społecznym. [przypis edytorski]

7. Tetmajer-Przerwa, Kazimierz (1865–1940)— czołowy poeta Młodej Polski; zasłynął jako autor erotyków, a także piewca przyrody Tatr i popularyzator folkloru podhalańskiego. [przypis edytorski]

8. pantum a. pantun — malajska forma ludowego wiersza o czterowersowych strofach, w którym drugi i czwarty wers każdej strofy powtarzają się jako odpowiednio pierwszy i trzeci wers następnej strofy; zwykle na koniec pierwszy i trzeci wers pierwszej strofy, dotychczas niepowtórzone, stają się drugim i czwartym wersem ostatniej strofy, w odwróconej kolejności, w ten sposób ostatni wers wiersza jest taki sam jak pierwszy, a utwór zyskuje konstrukcję cykliczną. [przypis edytorski]

9. oczniak, opierak — odnogi poroża jelenia. [przypis edytorski]

10. róża — tu: pierścień wyrostków u nasady poroża jelenia. [przypis edytorski]

11. pustorożce (Bovidae) — rodzina ssaków przeżuwaczy mających na głowach rogi, które w odróżnieniu od poroża jeleniowatych (pełnorożców) nigdy nie są rozgałęzione ani zrzucane; należą do niej m.in. antylopy, bawoły, bydło domowe, koziorożce. [przypis edytorski]

12. huczka (łow.) — okres godowy dzików. [przypis edytorski]

13. parkotnia (łow.) — okres godowy zajęcy; parkoty. [przypis edytorski]

14. bitwa pod Hastings (14 października 1066) — starcie, w którym inwazyjna armia księcia Normandii, Wilhelma, zwanego później Zdobywcą, pokonała wojska angielskie pod dowództwem króla Harolda II. Król Harold zginął w bitwie, zaś w jej wyniku najeźdźcy z kontynentu europejskiego opanowali cały kraj. Krzywo przysięgasz: wg źródeł normandzkich Harold, zanim został królem, po zatonięciu swojego statku u wybrzeży Normandii trafił na dwór Wilhelma i złożył mu przysięgę, że wesprze go w dążeniach do objęcia tronu Anglii. Wersję taką podaje tkanina z Bayeux, długie, haftowane płótno z XI w. przedstawiające wydarzenia, które doprowadziły do bitwy pod Hastings, oraz samą bitwę. Kometa zawraca: na jednej ze scen tkaniny z Bayeux widnieje grupka ludzi wskazujących palcami dużą, jasną gwiazdę z pękiem promieni skierowanych w lewo, która pojawiła się na niebie pół roku przed klęską i śmiercią króla Harolda; łaciński napis nad nimi: „ISTI MIRANT[UR] STELLA[M]”, oznacza „Ci dziwują się gwieździe”; komety uważano za znak gwałtownych zmian, zapowiadający rychłą śmierć króla, fatalną wojnę lub klęskę żywiołową. [przypis edytorski]

15. badlandy (z ang. badlands, dosł.: złe ziemie) — suche obszary o ubogiej roślinności, silnie zniszczone przez wiatr i wodę, pokryte siecią wąwozów, występujące np. w amerykańskim stanie Dakota Południowa, gdzie znaczną ich część objęto ochroną jako park narodowy. [przypis edytorski]

16. hienodon — wymarły ssak mięsożerny, który zamieszkiwał Eurazję, Amerykę Płn. i Afrykę. [przypis edytorski]

17. Mount Rushmore (Góra Rushmore) — góra w zach. części stanu Dakota Południowa, w której w latach 1927–1941 wykuto pomnik o nazwie Mount Rushmore National Memorial, przedstawiający głowy czterech prezydentów USA szczególnie znaczących dla historii tego kraju. [przypis edytorski]

18. shopping (ang.) — zakupy, robienie zakupów. [przypis edytorski]

19. design (ang.) — wzór, wzornictwo. [przypis edytorski]

20. szybkie Rapid City — ang. Rapid City oznacza: szybkie miasto. Nazwa tego miasta w Dakocie Płd. pochodzi od szybko płynącego potoku, nad którym powstało. [przypis edytorski]

21. Big Mario (ang.: Wielki Mario) — postać z niektórych gier komputerowych z serii „Super Mario”, w którą może zmieniać się główny bohater, zyskując nadzwyczajne zdolności. [przypis edytorski]

22. Devil’s Tower (ang.: Wieża Diabła) — wysoka, samotna skała o stromych ścianach i płaskim wierzchołku, mierząca 386 m licząc od podstawy, położona we wsch. części stanu Wyoming; jeden z pierwszych amerykańskich pomników narodowych. [przypis edytorski]

23. pieski preriowe — niewielkie gryzonie podobne do świstaków, żyjące na preriach Ameryki Płn., w chwili zagrożenia wydające odgłosy przypominające szczekanie psa. [przypis edytorski]

24. sunny side up (ang.) — dosł.: słoneczną stroną do góry; o jajkach: sadzone. [przypis edytorski]

25. sweetie (ang.) — słodziutka, kochanie, skarb. [przypis edytorski]

26. prekambryjskie gnejsygnejs: skała metamorficzna o krystalicznej strukturze, zwykle pstra; prekambr: odcinek historii Ziemi od jej powstania aż do okresu kambryjskiego (542 mln lat temu). [przypis edytorski]

27. Grand Teton, Mount MoranGrand Teton: najwyższa góra (4199 m n.p.m.) w paśmie Teton Gór Skalistych, w stanie Wyoming, położona na terenie parku narodowego noszącego jej nazwę; Mount Moran: góra dominująca (3840 m n.p.m.) nad zach. częścią pasma Teton, w tym samym parku. [przypis edytorski]

28. koronka królowej Anny (ang. Queen Anne’s Lace) — pot. nazwa dzikiej marchwi, o drobnych, białych kwiatach, zebranych w baldach przypominający koronę. [przypis edytorski]

29. histrioniczny (z łac. histrio: aktor) — teatralny, dramatyczny; także: typowy dla histrionicznego zaburzenia osobowości, którego przejawem są przesadne, teatralne zachowania i starania o zwrócenie na siebie uwagi. [przypis edytorski]

30. Herkulanum — jedno z miast pogrzebanych pod popiołem podczas wybuchu Wezuwiusza w r. 79 n.e. [przypis edytorski]

31. status quo (łac.) — stały, obecny stan rzeczy. [przypis edytorski]

32. I-will-allways-love-you (ang.) — zawsze-będę-cię-kochać. [przypis edytorski]

33. reality TV — typ programów telewizyjnych, zwykle w postaci konkursu, mający z założenia pokazywać nieinscenizowane sceny z prawdziwego życia, w których występują osoby niezwiązane zawodowo z telewizją; istotą reality TV jest postawienie widza w roli podglądacza. [przypis edytorski]

34. requiem (łac.) — odpoczynek; msza żałobna lub utwór żałobny; od pierwszego słowa formuły rozpoczynającej modlitwę za zmarłych: requiem aeternam (wieczny odpoczynek). [przypis edytorski]

35. lespedeza — gatunek dekoracyjnego krzewu o różowofioletowych kwiatach i trójlistkowych liściach na długich ogonkach. [przypis edytorski]

36. całkowanie (mat.) — rodzaj sumowania nieskończenie wielu nieskończenie małych wartości, stosowany dla wielkości zmieniających się w sposób ciągły. [przypis edytorski]

37. pentagram — rysunek foremnej pięcioramiennej gwiazdy, w wielu kulturach uważany za symbol magiczny. [przypis edytorski]

38. obserwable — obserwowalne wielkości fizyczne, czyli wielkości mierzalne. [przypis edytorski]

39. inflacja kosmologiczna — teoria kosmologiczna, według której wczesny Wszechświat przeszedł przez fazę gwałtownego rozszerzania się. [przypis edytorski]

40. różanopalcy uśmiech — por. przydomek Eos, bogini zorzy porannej, w poematach Homera: „różanopalca Jutrzenka”. [przypis edytorski]

41. Orion — charakterystyczny gwiazdozbiór nieba zimowego, łatwy do odnalezienia i zidentyfikowania. [przypis edytorski]

42. żakarda — tu zapewne: tkanina żakardowa, o bardzo rozbudowanych wzorach, najczęściej motywach roślinnych, wykonywana na krosnach wyposażonych w mechanizm Żakarda (Jacquarda). [przypis edytorski]

43. Żegnaj miłości... — polskie tłumaczenie pierwszych zwrotek amerykańskiego przeboju Bye Bye Love z roku 1957, wykonywanego przez duet Everly Brothers. [przypis edytorski]

44. Diadorius Boudleaux Bryant (1920–1987) oraz Felice Bryant (ur. jako Matilda Genevieve Scaduto) (1925–2003) — małżeństwo amerykańskich autorów i wykonawców piosenek, w latach 50. i 60. XX wieku napisali muzykę i teksty do wielu znanych piosenek pop i country, szczególnie do przebojów duetu Everly Brothers. [przypis edytorski]

45. gésiers (fr.) — żołądki (ptaków). [przypis edytorski]

46. topinambur — słonecznik bulwiasty a. bulwa, roślina z rodziny astrowatych o jadalnych bulwach, pochodząca z Ameryki Płn. [przypis edytorski]

47. amfibrach — stopa metryczna w metryce iloczasowej, składająca się z trzech sylab: jednej długiej między dwiema krótkimi; w polskich wierszach jej odpowiednikiem jest sekwencja składająca się z jednej sylaby akcentowanej między dwiema nieakcentowanymi. [przypis edytorski]

48. Agi Miszol (ur. 1947) — izraelska poetka, zdobywczyni nagród w kraju i za granicą, m.in. nagrody imienia Jehudy Amichaja (2002) oraz Nagrody im. Zbigniewa Herberta (2019). [przypis edytorski]