I aż do bólu. Ciemność

Poczekalnia pełna głosów

głosownia nastawnia języka

wyobraźnia sprawdza bilety słów a konduktor

jest wierszem Benna pt. „Składnia”

czytanym przedwczoraj Otarty o mur do krwi

stoję za chlebem drugorzędny poeta

rozstrzelany drukiem pszenny czy żytni Nie wiem

Polsko jesteś dziwna te głosy każą mi Ciebie

kochać ze wszystkich stron Wzgórza

w jaśminach zapach poranka Przeskakuję

z wiersza na wiersz tak się nie robi ja wiem

Ze swojego wiersza na wiersz kolegi i pytam

czy jestem zepsuty jak mówią do rdzenia

do szpiku zwątpienia do ostatniego słowa

które trąci w kręgosłup i runę

(o poczekalnio pełna głosów!) w szum wodospadu

w szelest węża na ścieżce A to tylko mój

syn nienarodzony wyplątuje się ze ścieżek

pościeli sunie przez poduszkę jak żuk

trącając bosą stopą strunę napiętego

czuwania i aż do bólu ciemność jego krzyk świeca

szukająca płomienia