Podobna trasa

Było jak wtedy, gdy jechałem na pogrzeb wujka

Adama do Makowa i wieniec telepał się w bagażniku.

Październik rześki, wyrazisty.

Podobna trasa. Favoritka mruczała czule,

wpadając z wiatrem w głębokie doliny;

jechałem sam i czułem się potrzebnym

ogniwem w łańcuchu wieńców, ciał

i trumien suwanych do przodu.

(Chciałbym widzieć te trumny

z samego początku.

Właściwie nieraz je widzę.

Czemu, głupi, biegasz

w nocy po mieszkaniu —

pytają potem.

Tak jakoś się zrywam).