Ręka natrafia na radio

Ręka natrafia na radio i łapie Cohena

jest północ w styczniu środek Europy

przez środek serca biegnie nowa linia

kolei losu Trzaska mróz obcasami

Otwieram się na zachód

zamykam się na wschód Nic co z południa

nie jest mi obce Kolejny odcinek ironicznej

powieści przerwany w połowie

chrząknięciem spikera I po co ta ironia

mówię do człowieczka który pełznie w lustrze

Jest to podmiot liryczny uciekł

z podręczników i wygląda na zadowolonego

Tam groziło mu rozstrzelanie przez analizę

Tutaj jest sobą a właściwie mną

pozwalam mu na wszystko

w granicach prawa i rozsądku

Prawem poety jest być szalonym

prawem podmiotu jest być posłusznym

toteż mój podmiot jest nieco stuknięty

Wybaczcie nie stać go na razie na więcej

i nie powiesi się jeszcze tej nocy

Przetrwa do rana i wyjdzie na mróz

tam go dobiją szyderczym spojrzeniem

Na razie wygląda na zadowolonego

nie przeczuwa biedak swej publicznej

śmierci Szuflada do której go

za chwilę wtrącę podoba mu się

już znalazł ołówek i kartkę z notesu.

„Ręka natrafia na tomik Cendrarsa

i łapie się na tym że jest już pod Wozem

przycięta równo powyżej nadgarstka

koślawo zwisa z nieba bo lepiej nie może”.