Tren

Antoniemu Mackiewiczowi

Przebiera palcami ciemność

i pociera o pierścionek pełni

zastawiony w lombardzie uschłych olch;

miasteczka pełnią wartę tylko dla mnie,

połyka je horyzont, chłodzi wiatr.

Kobieta drzemie, a spod jej nóg

ucieka ziemia. Agresywny pot,

ale nawet mi nie staje;

robi się starzec ze mnie, powoli

smakuję ten chleb, niosę trumnę,

ocieram się o sąsiedni grób.

a potem przebieram palcami,

sypiąc na twoją twarz

kamyczki, muszelki, grudki. Ciemność

dnia.