W górę rzeki

Kamieniem się staje dotykane próchno

Świeci we mgle wypalany trawnik

wydawało mi się że znam mowę ptaków

ale w tym lesie jakoś wszyscy zmilkli

odjęło im mowę dodało mi skrzydeł

wyszło z płomienia płomień wił się w dłoniach

bił skrzydłami o ściany wiersza

zamierał na ustach jak kwiat kasztanowca

poobłoczna piana na gałązkach słów

„już po mnie” mówiło się bo tak było modnie

przede mną góra do zdobycia

mgła do rozproszenia miłość do zabicia

wypełzały z tej czaszki jaszczurki przeznaczeń

po równo obdarowani odchodziliśmy

do swych kruchych zajęć

pamiętam chciałeś być księdzem

teraz się męczysz na odległej plebanii

chciałem być tym który ucieka

co to ma znaczyć pytałeś

właśnie chciałem znaczyć tyle co hieroglif

metafora gnoma być i nie być

znikać wymigiwać pysznić się istnieniem

a co Bóg na to pytałeś

Bóg wiele wybaczy i przepuści przez palce

takim jak ja

są to boskie eksperymenta eskapady ekstrema

musimy być na przekór płynąć w górę rzeki

należało pragnąć goręcej należało goręcej pragnąć

należało