Wiersz dla zmotoryzowanych

Tiry smutne jak konie,

z opuszczonymi głowami

na poboczach szos,

dolewają im coś, donoszą

akumulator w brudnej folii

(jak obrok),

tu urywa opowieść, swoje patataj

przenosi do następnej zwrotki,

zwraca się w stronę publiczności

zatartej na obrazku, ukrytej,

też ma mokre podwozie

i czeka cierpliwie na ssanie,

został mu tytko jeden cylinder,

trzyma się go jak tonący,

kuśtyka do warsztatu boso;

tam się wszyscy spotkamy przy ogniu,

Hefajstos francuzem wskaże napis, porządek,