Hymn do miłości

Tyś jest najwyższą z sił, wszystko ulega tobie,

Miłości.

Życie jest żądzą, a tyś z żądz największą,

Prócz samej żądzy życia; duszą duszy

I sercem serca życia tyś jest,

Miłości.

Jeśli najwyższym szczęściem zapomnienie,

Bezwiedza i niepamięć własnego istnienia:

Toś ty jest szczęściem szczęścia, ty, co dajesz

Omdlenie duszy i omdlenie zmysłom

I myśli kładziesz kres upajający,

Miłości.

Jeśli złudzenia są jedynym dobrem:

Toś ty największym dobrem, najsilniejsze

Ze wszystkich złudzeń, ty, moc mocy,

Pierwotna, dzika, nieznająca kiełzań1,

Święta potęgo,

Miłości.

Jeśli pragnienia są jedyną ową

Poręczą, która chroni

Od upadnięcia w przepaść rozpaczy i wstrętu;

Jeśli są jedynym

Mostem, po którym można iść nad odmęt nudy;

Jeśli jedynym są lekarstwem, które

Broni od cierpień zwątpienia i zbrzydzeń,

Pogardy świata i od samowzgardy:

To ty, o matko pragnień, jesteś ową

Poręczą, mostem i lekarstwem, jesteś

Zbawczynią ludzi,

Miłości.

Czas idzie i zmieniają się wiary,

Bóstwa w proch upadają, jedne po drugich,

Dziś czczone, jutro deptane,

Przechodzą przed oczyma ludzkości,

By więcej nie powrócić.

Ty trwasz, wieczysta, jak strach, głód i zawiść,

Pierwotna, tak jak one,

Jak one tryumfalna,

Nad wszystko wyniesiona, niepokonana

Niczym i nigdy, tak, jak one,

Pierwotna, dzika potęgo,

Miłości.

Wdzięku, piękności natury,

Kędyś jest wobec wdzięku i piękna miłości?

Jesteś jak rama

Do obrazu, jak otęcz promieni

Skrzącemu kręgowi słońca.

Kędyś2 jest, liściu róży,

Wobec ust ukochanej?

Kędyś, szafirze niebios, morza błękicie,

Wobec ócz3 ukochanej?

Kędyś, szumie jaworów i śpiewie ptaków

W wiosenne rano,

Wobec głosu ukochanej?

Kędyś, ciszo grot pośród paproci,

Pod gęstymi zaplotami bluszczów,

Wobec milczenia ukochanej?

Kędyś jest, śniegu, różowiony blado

Od blasku słońca,

Wobec koloru ciała ukochanej?

Kędyście, linie cudowne

Gór i skał, kędy łuk tęczy świetlisty,

Kędy przepysznych wodospadów wstęgi,

Smukłe narcyzy, palmy wybujałe,

Kędy obłoki lotne i powiewne,

Wobec kształtów ciała ukochanej?

Kędyś, mchu miękki, liściu aksamitny,

Wobec jej piersi dotknięcia i dłoni?

Kędyś, marmurze gładki, grzany słońcem,

Wobec jej białych bioder, spływających

Cudowną linią

W odurzający wzrok, dech wstrzymujący

Kształt, który rękę przykuwa do siebie?

Kędyś jest, czarze nocy księżycowej,

Czarze poranku, kiedy słońce wschodzi

Z za gór dalekich;

Uroku jezior, co się nagle jawią

Pośród skał, senne,

I tej zieleni złocistej, ze szczytów

Widzianej w dali,

Wobec czaru ukochanej?

Kędyś jest, melancholio wieczorów jesiennych,

Wobec jej smutku?

Kędyś, wesele letniego południa,

Przy jej radości?

Kędy o sławie sny, sny o potędze,

Zwycięstwach dumy, odpłaceniu krzywdy,

O nieznoszeniu niesprawiedliwości,

Wobec snów o ukochanej?

Kędyś, pragnienie posiadania złota,

Przy posiadania jej ciała pragnieniu?

Kędyś jest, żądzo poznania wszystkiego,

Co jest poznanym, albo nim być może,

Wobec pragnienia poznania wskroś duszy

Ukochanej kobiety?

Tak, tyś najwyższą z sił, tyś życiem życia,

Miłości.

Najsłodszą rozkosz i najsroższą boleść

Ty sprawiasz; tyś jest tak, jak śmierć, królową

Wszechistnień ziemskich, pierwotna potęgo,

Miłości.

Przypisy:

1. kiełzać — nakładać koniowi wędzidło lub uzdę, przen. ograniczać. [przypis edytorski]

2. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

3. ócz — dziś popr.: oczu. [przypis edytorski]