O sonecie
Lubię sonetu trudną, misterną budowę:
zda mi się, że mi kawał marmuru odkuto,
w którym swobodnie rzeźbić może moje dłuto
w rozmiarach wiecznie jednych kształty coraz nowe.
Lubię te dźwięki pełne, szerokie, brązowe1,
brzmiące wiecznie tą samą melodyjną nutą.
a w nieskończoną różność motywów rozsnutą,
jak mgły na jednym niebie w przeróżną posnowę2.
Lubię ten mały kościół, w którym jednak może
olbrzymi Bóg się zmieścić, jak w potężnym tumie3;
lubię to górne, wąskie, naskalne wydroże4,
skąd runie, kto stóp pewnie położyć nie umie;
lubię tę gwiazdę małą, co świeci jak zorze,
dźwięk dzwonu, co nie głuchnie w huraganów szumie.
Przypisy:
1. brązowe — tu: brzmiące jak dzwony odlane z brązu. [przypis edytorski]
2. posnowa (daw.) — to, co zarasta coś bądź zasnuwa. [przypis edytorski]
3. tum (daw.) — kościół, świątynia, katedra. [przypis edytorski]
4. wydroże — droga a. ścieżka wykuta w skale. [przypis edytorski]