Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu

Lis

— Czy to «Orbis»1?

— Tak, proszę pana.

— Gdzie jest Ciemnogród2?

— Stacja nieznana.

— Jak to nieznana?

— Tak to nieznana.

— Czy to «Orbis»?

— Tak, proszę pana.

Bulwieć słuchawkę cisnął: łoskot.

A niech to jasny piorun!

Za oknem jesień jak kalejdoskop.

Lub szarfa. Do wyboru.

Bulwieć słuchawkę poprawia na widełkach;

porządku wzywa głos go.

Za oknem jesień jak barwne szkiełka,

czyli wspomniany kalejdoskop.

Taką jesienią, gdy liście lecą,

chętka na podróż bierze.

Bulwieć w atlasach szuka ze świecą.

O, Ciemnogrodzie, gdzieżeś?

Jesienią odkrył Guglielmo Mezzo

Wyspę Łotrów Panteję;

Bulwieć też mógłby odkryć co nieco,

np. Ciemnogród gdzie jest.

Chryzostom Bulwieć chce Ciemnogród ujrzeć;

wciąż o tym piszą gazety;

patrzy na globus: Barcelona, Brema,

a gdzie Ciemnogród? Oto problemat.

Bo Ciemnogrodu nie ma i nie ma,

nie ma i nie ma.

Niestety.

Gdzie się dowiedzieć?

Jak to wyjaśnić?

Chryzostom Bulwieć

nie może zasnąć.

Wertuje księgi,

szuka w opisach;

w końcu po radę

idzie do Lisa.

— Lisie kochany,

lisku, liseczku,

gdzie jest Ciemnogród,

gdzie to miasteczko?

— Panie — Lis powie —

w tym jest coś z szykan3.

Może pan myśli,

że to Watykan4 ?

Pan mnie znieważa!

Pan mnie potrąca!

Ciemnogród to rzecz

nieistniejąca.

Paszkwil5 jest taki6,

nie mówię, że nie,

Ale Ciemnogród

to przywidzenie.

Bulwieć coś bąknął.

Lis zmrużył ślepie.

Nie ma, to nie ma.

Może i lepiej.

A jednak myśli:

lisy to zbóje.

Pójdę. Spróbuję.

Wypenetruję.

Przez siódme góry

Więc sakum-pakum7

puścił się w teren.

Księżyc odmieniał

rogi jak jeleń.

Minęła jesień

druga i trzecia:

wciąż cień na szosach:

to cień Bulwiecia;

i jeszcze drugi,

i ogon wisi,

coś niby lisi,

niby nie lisi.

Bulwieć miał nieraz

przeprawy trudne:

to Rzeki Siódme;

to Góry Siódme;

gdzie rak zimuje;

i gdzie pieprz rośnie;

widział Feniksa8;

i Łąki Ośle;

nawet odwiedził

znany po części

straszny Przylądek

Zielonej Gęsi9.

Pierwszy widoczek

A stamtąd udał

się w podróż dalszą.

Patrzy: postaci

jakoweś walczą.

Gęby perfidne.

Spojrzenia tępe.

— Z czym to walczycie,

bracia? — Z postępem.

— A jak wam leci?

— Jak to jarmarek:

raz kapnie deszczyk,

a raz dolarek.

W walce nam sił do-

daje piosenka

z refrenem VIVAT

TRZECIA WOJENKA.

Lis, co w Bulwiecia

ślady podążał,

chwalił ten refren,

jak tylko można.

Był zachwycony

melodią, rymem

i w lisiej mowie

wołał: — Optime!10

Tak! Złączcie serca

w pieśni wysokiej!

Ja jestem z wami.

Amen i Okay.

«Koniec świata»

Bulwieć się pięknie

skłonił łobuzom,

a nagle skądsiś

ozwie się puzon:

— Tratata tata,

tratata tata!

Panie, panowie,

już koniec świata.

Na dźwięk puzonu,

czyli tej surmy11,

zaraz na sklepy

rzucą się hurmy12

Zgnieceni w tłumie

wołają: — Mamo!

A w sklepach znika

pieprz i cynamon;

kolejki stoją

jak stąd do Zgierza;

baby uuu! wyją,

pisk się rozszerza;

baby skupują

kołdry, szparagi,

pineski, nawet

wypchane ptaki,

rurki do włosów,

oliwę z soi;

tak zwany konsum-

pcyjny wszystkoizm.

A Lis się cieszy,

że taki zamęt,

łapkę podnosi:

— Okay i Amen.

Kręci się w tłumie

nie szczędzi nóg

i naszeptuje

Vatike Fuchs13.

Trochę bakteriologii

Od szeptu Lisa

fala po fali

szept poszedł w tłumie.

Wszyscy szeptali:

(i że podobno)

(i że na pewno)

(że już już już już)

(że pod Izdebną)

(że wczoraj w nocy)

(że w pewnej puszczy)

(na własne oczy)

(na własne uszy)

(że niewątpliwie)

(że daję głowę)

(że nad Warszawą)

(że pod Mrągowem)

(że wieprzowina)

(że w wieprzowinie)

(że Karolina)

(że w Gogolinie)

A Lis się śmieje,

aż zrywa boki.

Bo strasznie lubi

te szeptokoki14.

O łzach

Tu płacz niewieści

usłyszał Bulwieć.

Jakaś szantrapa15

snać musi ból mieć.

Głowa jak kubeł.

Supermanikir16.

Suknia sportowa

w białe koniki.

— O, matko! matko! —

łka szantrapina —

Com ja znalazła

u mego syna!

O, hańbo! świecie,

gdzieś ty się zapadł? —

I pokazuje

czerwony krawat.

Niektórzy chcieli

powstrzymać babkę,

lecz ona skacze

w rzekę Ciemnawkę17;

ale nie tonie,

choć słychać chlupot.

Wielka jak słonie

jest siła głupot.

Niewątpliwie u celu podróży

Bulwieć na sobie

poprawił odzież:

— Teraz na pewnom

jest w Ciemnogrodzie,

bo taka mżawka,

noc, pleśń, swąd, mrok, brud;

a jak Ciemnawka,

to i Ciemnogród.

Tylko Lis zniknął,

lecz widać ślady.

Poszedł na pewno

do Ambasady.

«Barbara Ubryk»18

zwał się hotelik,

gdzie się położył

Bulwieć w pościeli.

Przez okno widać

gwiazdeczkę z nieba;

szlafmyca19, nocnik,

wszystko jak trzeba.

Mamo, jak rzewnie!

Tato, jak cudnie!

Kiedy się zbudził,

było południe.

Umył się. Z szynką

zjadł trochę groszku

i na wizytę

udał się do szkół.

Ciekawe, co też

w tym Ciemnogrodzie

studiuje złota,

kochana młodzież.

Z katedry upiór

zdobny siwizną

nauczał magii

i okultyzmu20.

Inny profesor

(z łagodną twarzą)

miał kurs dywersji

i sabotażu.

Nad nim sentencja

wisiała śliczna:

SZKOŁA BYĆ WINNA

APOLITYCZNA.

Dyrektor szkoły,

wpółniewidomy,

twierdził, że WSZECHŚWIAT

JEST NIERUCHOMY;

że WSZYSTKO STOI,

NIE MA SPRZECZNOŚCI.

Bo bardzo lubił

NIERUCHOMOŚCI.

Wciąż w żółtym palcie,

jak duch, w swym biurze

pisał swój traktat

«Przeciw Naturze».

— Dziękuję! — Bulwieć

powiedział mistrzom

i poszedł zwiedzać

Ciemnogrodziszcze.

Tu widok dziwny

oko mu przykuł:

wiele tysięcy

parawaników.

Wszędzie: przez skwery,

place, placyki,

chodziły jakieś

parawaniki.

Bo tutaj każdy

ma parawanik,

chodzi z nim, jeździ

i sypia na nim.

Gdy się, na przykład,

spotka dwóch panów,

to rozmawiają

zza parawanów;

u góry widać

głowy, kosmyki,

zaś za zasłoną

reszta psychiki.

Taka metoda,

jak łatwo zgadnąć,

ocala w pełni

życia prywatność;

i tę intymność,

i to zacisze,

świat psychoprzygód...

Któż to opisze?

Ciemnogród nie zna

publicznych latarń,

każdy ze swoją

latarnią lata.

Każda latarnia,

choć wielki to kram,

ma swój futerał

oraz monogram21.

A gdy pomylą

się monogramy,

wszystko się leje

po łbach latarniami,

tłuką latarnie

w bydlęcej złości,

no i Ciemnogród

stoi w ciemności.

A mostów nie ma.

Każdy cichutko

rżnie przez Ciemnawkę

prywatną łódką.

Orkiestr też nie ma

z tym strasznym brzękiem.

Każdy gra w domu

na własną rękę.

O tęsknocie

Szedł ulicami

ciemnogrodzkimi

Bulwieć Chryzostom.

Wieczór się czynił.

Ciemnogrodzianie

na placach stali,

wyczekiwali,

wypatrywali

tego zdarzenia,

tego konisia.

A może jutro?

A może dzisiaj?

Może wieloryb?

Pięć komet w masie?

Może już nigdy?

Lecz w każdym razie.

Jest w Ciemnogrodzie

niewąska wieża.

Na wieży stoi

rodzaj rycerza,

który w pogodę,

a i na deszczach

patrzy, czy Biały

Koń nie nadjeżdża.

A gdyby zjawił

się w jakiejś stronie,

rycerz ma sygnał

dać na puzonie;

wtedy Ciemnogród,

rajce22 i ludność

hymn odśpiewają,

kantatę23 cudną:

Hymn Ciemnogrodzian

«Aczkolwiek świat idzie do przodu,

My go ciągnijmy w tył,

Synowie my Ciemnogrodu,

Walczmy z postępem co sił!»

Hymn ten dla wprawy

też ćwiczą czasem:

baby sopranem,

mężczyźni basem;

bardzo prześlicznie

śpiewają oni,

a Lis przygrywa

na fisharmonii24.

Hotel «Ubryk»

«Barbara Ubryk» —

dziura nad dziury;

«Barbara Ubryk» —

hotel ponury.

Pokojów nigdy

się nie przewietrza,

wszyscy wołają:

— Powietrza nie trza!

Nieprzewietrzane

izby i bety25;

na oknach czarne

wiszą rolety

i dniem, i nocą.

Może to harem26?

Portier śpi pod sto-

jącym zegarem.

W tzw. hallu

trzy sztuczne palmy

i plakat: WIEDZĘ

BOMBĄ ROZWALMY;

tuż oleodruk27

z jakąś Wenecją;

w fotelach duchy

siedzą i szepcą,

ślęczą nad radiem,

mówią na migi —

duże kanalie

i kanalijki,

kombinujące

dzionki i nocki.

A deszczyk pada,

deszcz ciemnogrodzki.

Tajemniczy pustelnik

Lecz nawet pośród

takich żyjątek

czasem się zdarzy

jakiś wyjątek.

Na wprost Bulwiecia,

całkiem oddzielnie,

w pięciu izdebkach

mieszkał pustelnik.

Z dala od świata

i jego psotek

w cichym hotelu

pędził żywotek.

Każdą myśl zdrożną

odpędzał od się,

jadał owsiankę

i nic na occie,

sam prał koszule,

sam kurz omiatał,

z dala od życia,

z dala od świata.

Oczy miał smutne,

płuca miał słabe,

zdziebko zegarków

złotych i sztabek.

Zegarki w ścianę.

Sztabki do beczki.

Na beczce portret

zmarłej córeczki,

podpis: «Tatusiu,

twa Weronika...”

Tylko Lis bywał

u pustelnika.

Wizyta młodzianków i opis jesieni

Bezsenność. Bulwieć

w łóżku się kręci,

wtem: puk-puk: wchodzą

piękni młodzieńcy.

Ręce ich długie,

kręcone loki.

Może studenci

angelologii28?

— My przepraszamy,

że przeszkadzamy.

W kwestii rodzinnej,

np. mamy.

Pan nam wypłaci

małe à conto29:

mamę czy tatę

możemy sprzątnąć.

A może chciałby

pan zabić zięcia?

Jesteśmy zbóje

do wynajęcia.

A może kogoś

na stanowisku?

Rzetelnie panu

załatwim wszystko.

Nie? Żadnych życzeń?

Więc uciekamy

i przepraszamy,

że przeszkadzamy.

Już jesień z jabłkiem

biegła wądołem30,

a przez Ciemnogród

z miedzianym czołem.

Już tu-uit, tu-uit

wołała sowa,

a księżyc w niebie

coś tam majstrował,

potem za chmurkę

chował się śmiało,

jak gdyby nigdy

nic się nie stało;

rycerz na wieży

wytrzeszczał gały;

Ciemnogród marzył;

liście szeptały;

jesień szła w miasto

supergrobowa,

cibalginowo-

aspirynowa31.

Plaga egipska

W ostatniej chwili,

po dżdżu śmigusie,

niezwykła ilość

zjawiła much się:

dużych i małych,

końskich, jelenich

i wirowały

w ciemnej przestrzeni:

krótkie i długie,

i choleryczne,

i te malutkie

muchy komiczne.

W ślad za muchami

wyszły pająki,

gzy, ćmy, komary,

trzmiele i bąki,

z nóżką włochatą,

z ryjkiem i z noskiem

i przez ulice

szły ciemnogrodzkie.

Potem stonogi,

potem szczypawki

sekstylionami32

wyszły z Ciemnawki.

Pustelnik, który

o pladze słyszał,

twierdził, że to jest

dopust Jowisza.

Więc panom licznym

drygały kupry

w hotelu ślicznym

«Barbara Ubryk».

Medycyna Prospera

Opodal szpital

stał w bzowych laskach,

szpital na medal,

mówiąc z warszawska.

Leczył tam Prosper33

z Baltazarei,

a wszystko octem

siedmiu złodziei:

padaczkę, odrę,

stadia pleurytu,

i cichy obłęd,

i fixum-dyrdum;

najwięcej raka:

baltazarejskim

cudownym octem

siedmiozłodziejskim.

Rano przez lufcik

(a mieszkał nisko)

świeciło kuprem

szarlatanisko.

Wtedy Ciemnogród

z obłędnym krzykiem

wyciągał ręce

pod tym lufcikiem:

— Prosper! ach, Prosper! —

krzyki szalone.

A w jasnym niebie

dzwonił skowronek.

Co drugi przez ten

ocet umierał,

ale, kitując,

chwalił Prospera,

że się tak schyla

nad ludzką dolą,

że taki skromny,

chociaż onkolog.

Ci, którym ocet

poszedł na zdrowie,

w bzowych gaikach

chodzili sobie.

Każdy szczęśliwym

spozierał liczkiem,

na głowie świeczkę

miał lub doniczkę.

W głębi gaików

był rodzaj auli.

Tam się zbierali,

dyskutowali —

«że w tym Pekinie

w pewnej dzielnicy

tunel przebili

czterej Chińczycy,

czterej Chińczycy

z oczami w ukos

tunel przebili

kitajską34 sztuką,

z wierzchu przykryli

papą krakowską,

a tunel idzie

przez cały kosmos;

tam się tych czterech

skryło głęboko,

książki czytają

i grają w oko35;

że mnie tu, panie,

w dołku coś tego,

co im do tego,

panie kolego;

lecz przyjdzie moment,

mój przyjacielu,

czterej Chińczycy

wyjdą z tunelu,

a wtedy, panie,

kosmos i odór,

sodomagomor,

siarka i wodór,

pustynia naga,

ni pół człowieka...»

Bełkot się wzmaga,

szumi jak rzeka,

że aż tańcują

flaszki na szafkach.

Tak bełkotała

rzeka Ciemnawka.

«To be or not to be»

Bulwieć od plot tych

niemal się zatruł.

Trzeba odetchnąć.

Jak? Do teatru!

Ogolił zarost,

wdział spodnie inne.

Teatr ma siły

rekreacyjne.

Na mieście śnieżna

szalała zamieć,

lecz jednak dojrzał:

«Hamlet» w programie!

Na placu Baki36

pośród olszynek

stał z drewna bardzo

dziwny budynek:

tu przybudówka,

tam przybudówka,

na jednej blacha,

indziej dachówka.

Od frontu żółto,

po bokach biało,

halucynacja,

horror i chaos:

tutaj filarek,

tam zakamarek,

tu parka kolumn,

tam kilka parek;

tu jakiś wykusz,

tam jakiś psikus,

wokoło balkon,

a na nim fikus.

W niszy Apollo

z lutnią natchnioną

pomalowany

był na zielono.

Dawniej ten teatr

był większy o pół,

lecz pożar strawił

piętnaście kopuł.

Bulwieć siadł grzecznie

na strapontenie37

i czekoladkę

przełknął z nadzieniem.

Kurtyna wolno

w górę się wznosi.

O, cudowności

teatralności!

Więc jeszcze jedno

połknął nadzienie

i już zaczęło

się przedstawienie.

Przycichła nieco

orkiestra dęta.

Na scenę weszli

duńscy książęta;

chłopy jak byki

z grzywą na karkach,

przy kordelasach

i przy zegarkach.

Bo po co aktor

płacze i skamle,

że tylko on jest

jedyny Hamlet?

Dobra Dyrekcja,

by te łzy otrzeć,

zadaptowała

sztukę samotrzeć38.

Zamiast dwudziestu

pięciu postaci

sami Hamleci

byli w dramacie.

Na diabła Grabarz

z tą Ofeliją!

Chcą grać chłopaki,

niech się wyżyją.

W ten sposób szlagier!

pierwszy raz w świecie!

grali w «Hamlecie’’

sami Hamleci.

Ręka na sercu.

Twarze ponure.

«Być albo nie być»39

wołali chórem.

«Pod białą lilią»

Zima na mieście

bieliła już się.

Ciemnogród leżał

jak na obrusie.

Hotel jak lampa

naftowa pełgał40;

opodal wieża

jako butelka;

budynki różne

jak góry serów;

i żółte plamy

placów i skwerów.

już opuściły

miasto szkaradne

jaskółki, szpaki,

gile i trznadle.

Czasami tylko

mignie wśród ulic

pliszka, sikorka

lub mysikrólik.

Wróble zbierały

najmniejszy okruch.

Pod śniegiem biały

skrzył się Ciemnogród.

Bulwieć, że hotel

był zimny zimą,

w dzień tkwił w gospodzie

«Pod Białą Lilią».

Schodziły tu się

na kawkę słabą

różne aniołki

oraz kollabo,

mrugacze oczu,

deptacze schodów,

szeptacze nowin,

ćmy Ciemnogrodu.

Mieszali w głowach,

mieszali w szklankach

«korespondenci»

«Głosów» i «Ankar»41;

duże judasze,

małe judaszki

za cent złamany

piszące paszkwil;

łowcy srebrników

i soczewicy —

zdrajcy paryscy,

zdrajcy madryccy,

Siwy kollabo

(w nietrzeźwym stanie)

grał im Chopina

na fortepianie.

Wtem jakiś yankes42

rzucił dolarka

i już to bractwo

jest na czworakach.

Kłębią się, pędzą

sforą ponurą

korespondenci

«Wolnych Europ»43,

pod stolikami

wyją i kwilą.

Larum w gospodzie

«Pod Białą Lilią»:

Łapaj monetę!

Chwytaj monetę!

Jednego przy tym

zgnietli «poetę»;

czterej panowie

pod żyrandolem

piątemu panu

przegryźli wole.

— Hańba! — wołali,

robili zeza.

A piękny starzec

grał poloneza.

Pejzaż powyższy

z psami wśród niwy

jest zły czy dobry,

ale prawdziwy.

«Uliczkę znam w Ciemnogrodzie»

Jest w Ciemnogrodzie

pewna ulica,

groźna ulica,

lumpen-ulica.

A na chodniku

owej uliczki

trzy drzewka stoją,

drzewka-patyczki.

A nad drzewkami

nie ma niczego —

chyba że niebo,

niejasne niebo.

Na rogu knajpa,

innego cóż by?

A morska świnka

wyciąga wróżby

na katarynce,

że brunet kłamie

i jaki nosić

należy kamień.

Życie jest krótkie.

Ulica krótka.

Dzieci śpiewają

o krasnoludkach.

A śnieżek prószy.

i A deszczyk leje.

Ogonów końskich

i psów złodzieje

tutaj mieszkają,

na tej ulicy,

czarnej ulicy,

lumpen-ulicy;

i nie ma wyjścia:

ciemność grobowa,

ciemność i tęskność

100%-owa.

Biały koń

Tak się tęskniło

nad rzeką zgniłą.

Słońce wschodziło

i zachodziło.

Przez ciemnogrodzkie

bulwary mokre

chodził pod rękę

idiota z łotrem;

i naradzali

się, że aż miło,

jakby ten światek

cofnąć do tyłu;

potem zwracali

się do rycerza:

— Czy już nadjeżdża?

— Nie, nie nadjeżdża.

— A może jednak?

A w międzyczasie

zjechał karnawał

w złotej kolasie.

By lśniły w lodu

taflę lustrzaną,

rude pochodnie

pozapalano.

Pokryta ludźmi

cała Ciemnawka.

Wszyscy wołają:

— Cóż za ślizgawka!

— Co za bufety!

— I lodowisko!

— My się ślizgajmy!

— Chociaż tak ślisko!

Para za parą,

chaîne z prawej rączki,

my się ślizgajmy

jak te zajączki.

Nawet pustelnik

(zwan Smutne Oczy)

do swoich kapci

łyżwy przytroczył;

lecz — niezwyczajny —

na lodzie zemdlał,

potem na wieki

wpadł do przerębla.

I nagle — jak to

dziwnie się składa —

sygnał na wieży:

Trata tatata.

Trata tatata,

trata tatata,

ach, już nadjeżdża

Ojczyzny Tata,

ach, już nadjeżdża

Tata Ojczyzny,

który uleczy

rany i blizny.

Nadjechał. W siodle

wspiął się postacią

i: — Bracia! — zaczął,

ale się zaciął.

— Ten... tego... bracia...

lata... mordęgi... —

i ucho potarł,

bo mróz był tęgi.

Ciemnogrodzianie

stali na lodzie,

w zwykłym ordynku:

łotr przy idiocie,

pętak ze szpiegiem,

mętniak z faszystą,

a okultysta

z surrealistą,

kociak przy bubku,

koło chłoptasia.

A cisza była

jak makiem zasiał.

Takim się chwilom

cisze należą.

A Lis podawał

chleb na talerzu

i sól przy chlebie

w misce głębokiej.

— Witamy Ciebie!

Amen i Okay.

Że chwila była

nie byle jaka,

rycerz wciąż trąbił

tratatatata.

«Nemezis... Jowisz...»

(tratatatata)

«Zegar dziejowy...»

(tratatatata)

Że dźwięki trąby

były ogromne,

wciąż było słychać

tylko tę trąbę.

I coraz prędzej

uszy pocierał

Biały Generał!

Piękny Generał!

Tu wyżej w siodle

wspiął się postacią

i znowu zaczął,

i znów się zaciął:

— Tentego... bracia...

gdy pod Marengo... —

Mówił językiem.

Pocierał ręką.

— Zegar dziejowy...

chwila dziejowa... —

Tu wodze puścił,

trąc uszy oba.

Tratatatata

Tratatatata,

chwila gorąca,

lecz lodowata;

uszy jak maki

zielone kwitną.

Wtem koń się potknął

i wykopyrtnął;

na lód upadli

po jakiejś desce

pan razem z koniem,

koń razem z jeźdźcem,

z tego powodu,

że Białe Zwierzę

miało trzy nogi,

jedną protezę.

— Bracia!!! — Zawalił

tu z trzaskiem lód się

i potonęli

w jednej minucie

ludzie-upiory,

ludzie-koszmary,

chaîne z prawej rączki,

para do pary,

w Ciemnawce mętnej,

w mazi głębokiej,

z cichym lamentem.

Amen i Okay.

Została tylko

ciemność i mżawka.

Ale pod lodem

płynie Ciemnawka.

Finał [and] motto

Bulwieć do domu

udał się prosto,

znany podróżnik

Bulwieć Chryzostom.

Drogi powrotne

też były trudne:

to rzeki Siódme,

to Góry Siódme,

lecz w końcu dotarł

jesienią czwartą

i zaczął pisać

księgę in quarto.

Księdze dał motto

na pergaminie:

«ALE

POD LODEM

CIEMNAWKA

PŁYNIE».

Pierwodruk: «Przekrój» 1953, nr 447–452.

Przypisy:

1. Orbis — powstałe w 1920 roku we Lwowie Polskie Biuro Podróży (PBP Orbis). Działało do 1991 roku. Dziś już nie funkcjonuje w swojej pierwotnej formie instytucji turystycznej i hotelarskiej. [przypis edytorski]

2. Ciemnogród — nazwa fikcyjnej miejscowości; tytuł poematu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu, opublikowanego w „Przekroju” w 1953 r. odwołuje się aluzyjnie do piętnującej fanatyzm religijny i bezrefleksyjny konserwatyzm powieści satyrycznej Podróż do Ciemnogrodu (wyd. 1820) Stanisława Kostki Potockiego (1752–1821), aktywnego działacza i twórcy okresu polskiego oświecenia. [przypis edytorski]

3. szykana — przeszkoda; działanie, którego celem jest dokuczenie komuś lub prześladowanie go. [przypis edytorski]

4. Watykan — południowoeuropejskie państwo sprawujące zwierzchnictwo nad Kościołem katolickim; rezyduje tam papież; stolicą również jest Watykan. [przypis edytorski]

5. paszkwil — utwór literacki, którego celem jest ośmieszenie innego dzieła, autora, stylu itp.; jego przeciwieństwo to satyra, która zamiast personalnego ataku, skupia się na uniwersalnym dydaktycznym przesłaniu. [przypis edytorski]

6. Paszkwil jest taki — nawiązanie do powieści satyrycznej Podróż do Ciemnogrodu Stanisława Kostki Potockiego z 1820 r. [przypis edytorski]

7. sakum-pakum — gra językowa oparta na podobieństwie dzięki końcówce -um do łaciny; pośpieszne pakowanie sakw. [przypis edytorski]

8. feniks — mityczny ognisty ptak będący symbolem Słońca i nieustannego, ciągłego odrodzenia. Pisze o nim Herodot w swoich Dziejach, gdzie zauważa, że feniks ma złote upierze i rozmiary orła. [przypis edytorski]

9. Zielona Gęś — nawiązanie do cyklu groteskowo-satyrycznych miniatur teatralnych Teatrzyk Zielona Gęś autorstwa Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. [przypis edytorski]

10. optime (łac.) — najlepiej, doskonale. [przypis edytorski]

11. surma (z tur.) — instrument dęty drewniany używany w wojsku jako narzędzie do przesyłania sygnałów; pochodzi z Indii lub z Persji, gdzie zwyczajowo uświetniał ceremonie i procesje. [przypis edytorski]

12. hurma (daw.) — tłum ludzi. [przypis edytorski]

13. Vatike Fuchs — nawiązanie do tytułu i głównej postaci poematu heroikomicznego Johanna Wolfganga Goethego z 1793 r. Reineke Fuchs (dosł. Lis Reineke, w tłum. polskim funkcjonujący jako Lis Przechera); przez analogię byłby to „lis watykański”. [przypis edytorski]

14. szeptokoki — żart językowy polegający na połączeniu nazwy bakterii, które często atakują gardło i płuca: streptokoki (inaczej paciorkowce) z czasownikiem szeptać. [przypis edytorski]

15. szantrapa (pot.) — obraźliwie: niesympatyczna kobieta; często też nieatrakcyjna. [przypis edytorski]

16. supermanikir — prześmiewcze określenie stylizacji paznokci; spolszczenie francuskiego manucure i posłużenie się dodatkowo wartościującym przedrostkiem „super”. [przypis edytorski]

17. Ciemnawka — nazwa wymyślonej rzeki mająca korespondować z miejscowością Ciemnogród. [przypis edytorski]

18. Barbara Ubryk, właśc. Anna Ubryk (1817–1898) — mniszka żyjąca w XIX w. w klasztorze karmelitanek bosych na Wesołej pod Krakowem; jej nazwisko łączy się z tzw. sprawą Barbary Ubryk: duchowna miała być więziona przez współsiostry zakonne, na skutek anonimowego powiadomienia przekazanego do sądu rejonowego, po uzyskaniu pozwolenia miejscowego biskupa dnia 20 lipca 1869 r. komisja sądowa znalazła ją w celi z zamurowanym oknem nagą, poobijaną, wygłodzoną i z objawami choroby psychicznej (jak się okazało spędziła w karcerze 21 lat); po uwolnieniu umieszczona w zakładzie dla umysłowo chorych, dożyła wieku 81 lat. [przypis edytorski]

19. szlafmyca — czapka używana dawniej do spania. [przypis edytorski]

20. okultyzm — zespół poglądów opierających się na wierze w mistyczne stworzenia i nadnaturalne moce, których istnienia nie można zaobserwować naukowo. [przypis edytorski]

21. monogram — znak będący połączeniem dwóch lub więcej liter, zwykle inicjałów imion i nazwiska, czyli pewien znak własnościowy. [przypis edytorski]

22. rajca — członek rady miejskiej; dziś M.lm: rajcy. [przypis edytorski]

23. kantata — uroczysty utwór wokalno-instrumentalny. [przypis edytorski]

24. fisharmonia — instrument muzyczny z grupy instrumentów dętych klawiszowych, wyglądem przypominający niewielkie i niewysokie pianino. [przypis edytorski]

25. bety (pot.) — pogardliwe lub żartobliwe określenie brudnej pościeli. [przypis edytorski]

26. harem — w tradycji muzułmańskiej część domu przeznaczona dla kobiet, w tym żon i nałożnic mężczyzny. [przypis edytorski]

27. oleodruk — reprodukcja naśladująca obraz olejny; obraz tani, o znikomej wartości artystycznej. [przypis edytorski]

28. angelologia — chrześcijańska nauka o dobrych duchach, aniołach. [przypis edytorski]

29. à conto (fr.) — zaliczka. [przypis edytorski]

30. wądół — głęboka i wąska forma podmokłego terenu. [przypis edytorski]

31. cibalginowo-aspirynowa — złożenie powstałe z dwóch nazw substancji przeciwbólowych: cibalginy o działaniu uspokajającym oraz przeciwbólowej i przeciwzapalnej aspiryny. [przypis edytorski]

32. sekstylion — liczba 10 do potęgi 36, czyli jedynka i 36 zer w zapisie dziesiętnym. [przypis edytorski]

33. Prosper — łacińskie imię oznaczające „pomyślny” lub „szczęśliwy”. [przypis edytorski]

34. kitajski (pogard., z ros.) — chiński. [przypis edytorski]

35. oko a. oczko — prosta gra karciana, polegająca na dobieraniu kolejnych kart tak, aby osiągnąć wartość liczbową posiadanych kart jak najbliższą 21, lecz nie wyższą; gra się talią od 2 do asa, karty 2 do 10 mają wartość równą wartości karty, zaś figury odpowiednio: walet 2 pkt., dama 3 pkt., król 4 pkt., as 11 pkt.; perskie oko to dwa asy, które mimo wartości 22 zawsze stanowi wygraną. [przypis edytorski]

36. Baka, Józef (1707–1780) — jezuita, misjonarz, kaznodzieja, panegirysta i hagiograf, poeta późnego baroku jeden z najbardziej znanych przedstawicieli kultury czasów saskich, autor zbiorów wierszy religijnych: Uwagi rzeczy ostatecznych i złości grzechowej (1766) i Uwagi śmierci niechybnej (1766), przez lata uznawanych za przykład złego smaku, wręcz grafomanii, ze względu na hiperboliczną realizację motywu vanitas, prostotę formy, operowanie krótkim wersem, rymami gramatycznymi (częstochowskimi), dosadnymi sformułowaniami; dziś dzieło Baki uchodzi za skrajne spełnienie estetyki barokowej, jedną z odmian poezji metafizycznej epoki, wręcz za arcydzieło nasycone duchem groteski. [przypis edytorski]

37. straponten (z fr. strapontin) — składane siedzenie w kinie, teatrze itp., dostawka. [przypis edytorski]

38. samotrzeć (starop.) — samemu z dwoma towarzyszami; we trzech. [przypis edytorski]

39. Być albo nie być — początek najbardziej znanego monologu tytułowego bohatera sztuki Shakespeare’a Hamlet. [przypis edytorski]

40. pełgać — o płomieniu: palić się słabo, ledwo się tlić. [przypis edytorski]

41. korespondenci „Głosów” i „Ankar” — chodzi o nadające w języku polskim radiostacje zagraniczne: Głos Ameryki (ang. Voice of America, VOA) nadawał polską audycję z Waszyngtonu, począwszy od 7 maja 1942 r. aż do 27 lutego 2004 r. [przypis edytorski]

42. yankes — określenie Amerykanina, na początku indiańskie słowo odnoszące się do białoskórych osadników, potem termin używany przez Brytyjczyków względem Amerykanów w trakcie rewolucji amerykańskiej. [przypis edytorski]

43. Wolna Europa — Radio Wolna Europa (RWE, ang. Radio Free Europe), amerykańska rządowa rozgłośnia utworzona w 1949 r. i prowadząca transmisje audycji dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu. [przypis edytorski]