Matka Boska Stalagów

Była już prawie zima, lecz wiatr południowy dmuchał

i pachniał wstążkami dziewcząt. A był bliski drutom

bukowy las, a buki były podobne nutom.

Stamtąd wyszła do jeńca i powiedziała: — Posłuchaj!

Kładę ci dłonie na włosach, by miłosierdzie z odwagą

spleść w sercu twoim, ażebyś — czuły i mocny — wytrwał.

Ja jestem spokój twych nocy i walka dnia, i modlitwa,

i długi obłok złocisty — Matka Boska Stalagów1.

Znam wasze troski wszystkie i wszystko, co was zasmuca,

listy i noce samotne, i dni beznadziejnie długie,

ja troski wasze jak kwiatki splatam w szumiący bukiet

i składam na stopniach tronu mojego Pana — Jezusa.

Wtedy Pan Jezus powstaje, odkłada na chwilę berło

i każdej trosce najmniejszej nadaje tak śpiewne imię,

że jedna się staje rubinem, szmaragdem inna lub perłą,

a ta najcięższa, najkrwawsza wyrasta w drzewo olbrzymie.

Ja wiem, jak to wszystko boli, więc jestem do końca z wami

blaskiem nad waszą rozpaczą i śladem na śnieżnej bieli,

a jeszcze palmą i wieńcem dla tych, co zęby zacięli —

jak deszczem słodkim na kwiaty, spadam na włosy rękami.

Do widzenia. Już idę. Do uwięzionych kobiet.

Ześlę im sny szeleszczące o dzieciach w różowych sukienkach,

o mężach dobrych, o życiu, co dźwięczy jak piękna piosenka.

A tym, co od ran pomarli, jarzębiną zakwitnę na grobie.

Wiersz napisany w obozie jenieckim w Altengrabow w roku 1944; pierwsza publikacja książkowa: Wiersze, Oficyna Księgarska, Warszawa 1946.

Przypisy:

1. stalag — obóz jeniecki dla szeregowców i podoficerów. [przypis edytorski]