Pojemne

mówię oczy, patrzę zapach, pachnę las, czyimi płucami

oddycham

słyszę gorzkie coraz ostrzej sosnom do igieł, wyłaniam kraje

kory pękate, drzewa nie swoje — czym dla nich jestem, ziemią

ich czy śmiercią, jakby śmiertelnym urodzajem siebie

one też z bieli formują w skok zielony