Bajka

Ludzie prości i zbrojni, więc smutni,

wchodzili na okręty omszałe;

niebo grało podobne do lutni

srebrnej chyba i kwiatem pachniało.

Od uliczek rzeźbionych w cieniu

szła procesja, czy biały świt

i świergotał jak ptak na ramieniu

żywot mądry rosnących lip.

Potem morza dzieliły się, tarły

szorstką skórą bokiem o bok;

coś wchodziło, a potem marło,

nie odgadnąć: przez dzień czy rok.

Gwiazdy były nisko jak gołębie.

Ludzie smutni nachylali twarz

i szukali gwiazd prawdziwych w głębi

z tym uśmiechem, który chyba znasz.

Potem lądy się otwarły jak ramy,

góry mrucząc prowadziły pod obłok,

więc rzucali w fale nieba kamień,

żeby zmierzyć głębie nieba pod sobą.

I na wiatrów rozłożystych wydmach

sieli1 drzewek młodziutkich las

i marzyli złotych dębów widma

z tym uśmiechem, który chyba znasz.

Aż wyrosły krzepkie i jasne,

jakby wody przezroczysty płaszcz,

więc patrzyli jak na serca własne

z tym uśmiechem, który chyba znasz.

No i stolarz schylał z wolna głowę

i wyciosał przez czas niedługi

dla nich wonne trumny dębowe,

a dla synów ich dębowe maczugi.

Więc odeszli. Śpiewał obcy czas.

Więc odeszli przez powietrza białe smugi

z tym uśmiechem, który dobrze znasz.

23 czerwca 1944

Przypisy:

1. sieli — regionalna forma z gwary mazowieckiej; w języku ogólnopolskim czasownik brzmiałby: siali. [przypis edytorski]