Labirynt

Ostatnia jaskółka — pożegnanie urwane z okna.

Jestem sam w mieście otoczony przez zło.

Od ulic pochlebnie nawisłych

odrywam za krokiem krok

martwy.

Na bulwarze unoszonym przez opar

liście — ciszy zielony bastion

nieporuszone.

Wszystkimi ulicami naraz świat się okopał.

Pilnuje mnie — rodzinne, wrogie miasto.

Nie znam twej fotografii

odklejanej o świcie z murów.

Głuchnie gwiazd kolorowy afisz

w ścianach

z krwi i marmuru.

Nie pamiętam dzisiejszego świtu,

tak mnie noc, dzień omija.

Widzę szeregiem ulic zamurowany dworzec —

wyjazd.

Nie umiem ulic na pamięć,

tylekroć powtarzanych, nie znam zwykłych torów.

Szatan przysiadł na chmurze księżycem,

księżycem upływa nieostrożny rok.

Codzienny postój. Za uliczką przedmieść czeka

narożny sarkofag,

o który roztrzaskam wzrok.