Narzeczona

Ona stojąc w jeziorze ręce obraca do góry

i z nich unoszą się z wolna kwiaty i białe motyle,

kiedy pod kolanami w wodzie mkną ciche chmury,

niebo się szybko przetacza. Ona się fali przychyla

i bierze w dłoń otwartą jak w pyszczek różowy kuny

niebieskie łodyżki wody, które się prężą jak struny

i grają cicho i miękko:

«W kwiaty nas zamień, panienko».

Więc ręce zwraca w górę, i krople wypryska wysoko,

czyni z nich liście i jabłka, węże i srebrne jaszczury;

zanim opadną znowu, jeszcze podobne są głogom,

co kwitną. Potem, gdy spadną, przemkną w nich szybko chmury.

Ona się z wolna zwróci, unosząc z sobą odbicie,

nie wiedząc jeszcze, czy w sobie, czy w wodnym obrazie prawdziwa,

patrzy w kryształ powietrza i widzi dalekie życie,

raz zapylone trakty, to znów potoków grzywę.

Nie wie i jeszcze czeka. Wtedy na brzegu, w kotlinie,

rycerz ogromny przystaje i jabłko wyciąga na dłoni,

błękitne jak kropla nieba. Ona ku niemu płynie,

powietrze w krąg rozgarniając, co jak pod skrzydłem dzwoni.

Potem ich las zamyka. I tylko drzewa dojrzałe

tak samo stoją w głębinie, jakby najmocniej kochały.

2 grudnia 1942