Psalm 3. O łasce

J. Andrzejewskiemu

Cóż mi, Panie, żem lepszy od cieni? W ich tłumie

ognia Twoich objawień rozróżnić nie umiem

od cieni, które we mnie i wśród których błądząc

jestem sercem ciemności i ciemności żądzą.

Kiedy przeze mnie wołasz, jakże ja ostaję,

kiedym jest sam dla siebie obiecanym krajem?

I cóż mi, żem szkatuła, w której nic już więcej

ponad głos w niej zamknięty i złoto uświęceń?

Ja nie okrętem Tobie, bo gdzie by mi unieść

Twój czas nienazywany, Twoje sny — zrozumieć.

Ja sam we śnie płaczący, skuty małym strachem,

przybity niebem znaków jak zwalonym dachem.

Ja sam w tym śnie rzucając ramionami w ciszę,

sam swoich dni nie umiem, swych ramion nie słyszę.

Przywróć mi, Panie, siłę zamyśleń skupionych,

gdzie mimo trwóg świadomość — ręce są jak dzwony

poważne, morzem brzmiące, a światem serdeczne,

co choć w nim, to ponad nim blaskiem — ostateczne

dn. 20. XII. 41 r.