Sonet — morze

Noc się w morzu zatapia na ciemną żałobę —

kiry czernią zaleją dawności odpryski

odbijane nad ranem w gładzi zimno-śliskiej

i pochylą się ciemnią nad byłości grobem.

Porty wgryzą się światłem w pół-umarłą wodę,

roześmieją się nocą po pustych ulicach

i miasto w głąb, aż do dna światła chce przemycać,

jak ja, obrazy szczęścia opryskane chłodem.

Morze czarne i barwne! Słoneczne i dumne!

załamane twe ręce horyzontów mglistych

w rozpaczy zamgławionej, jak w płaczu znad trumny.

Żegnaj, morze! W perłowych koronkach błękitne,

morze, morze kwitnące bielą w kwiatach czystych,

i ja tak pewno kiedyś powrotem zakwitnę...

jesień 38 r.