prz[...]szłość
rondo Prawa praw
westrzał czerwonego ciała z gazów i plazmy rozświetlony na ciemno
z budynków bloków bram ludność kobiecość żeńskość wzdłuż ulic wszerz
wrywa się biodrami kolanami stopami obutymi w spacerujący marsz
poruchem ramion dłoni rozpościera transparentność wydarzeń
piersi wybijane natłokiem skurczów dudniących pod skórą
w mieszaninie azotowo-tlenowej przyrychtowane do plecaków toreb tułowia
tłoczą się tłumnością okrzyków skandowanych z ust w usta
skręcanych w sznur ściśle opasujący kordon służb ochrony porządku i bezpieczeństwa
rozwibrowuje się w tańcu rondo prawa praw
wwalają się oślepiające wrzaski w uszy obite białym kaskiem
mrowie mundurowe iluminuje odblaskami na kurtkach
ciskanymi pomiędzy wulgarne litery wędrujące banerami
skaczące w rękach kartonowych haseł
przodem niesie się ryk ostentacji negacji
w propagandowym rytmie odblokowanych represji
rezerwy mięśni gazu teleskopowych pałek wobec protestujących
na podstawie podstawy prawnej serwowanej z hojnych środków
przymusu bezpośredniego: ataku obezwładnienia i innych technik perswazji
wije się w mechanizmie prewencji wieloramienny rząd tarcz
w opresji presji wywieranych na osoby poprzez wywoływanie bólu
fizycznego i dyskomfortu psychicznego w celu spowodowania ich zachowania
lub działania wbrew wolnej woli zgodnie z poleceniami funkcjonariusza publicznego
w kotłowisku biernego oporu uniemożliwiającego wykonywanie czynności
następuje rozchwianie dychotomicznych relacji
siła bezsilnych nie poniży już pragnień
krzywda w balkonie płonie jak tęczowa chorągiew
pomimo warstw rozwarstwienia mniejszości wykluczenia
zewsząd napiera znieorganizowany gniew
aplikacje serwisy portale komunikatory społeczności
czatują w sieciach demonstracji w wielości różnorodności
w wyniku orzeczenia trybunału nieopublikowanego niezwłocznie
iskrą rozdrażniono nerw
stanu wyższej konieczności
w bezprawnych zgromadzeniach powstającej rewolty
zatarasowano barierkami sejm
otoczono
zablokowano
z czarnych parasolek
strugami popłynął
deszcz
śmiechu i śpiew
zajadle
a pani tak szczuje tak język na język
żeby sam się wygadał z tego jak smakuje rozszarpuje
mechanizmy podłości automatyzmy wściekłości rozrywa
wyrazy obrazy na kęsy bezsensu strzępy resztki ochłapy
szczekawarczycharczyjazgocze a pani czeka
aż się rzuci do gardła zajadłości zajadle trwoniąc zjadliwości
ironii w sarrr-kasss-tyczcz-nym stac-caat-to
w sarrr-kasss-tyczcz-nym stac-caat-to
a pani amplifikuje pluje niehigieniczną wścieklizną
fortepian preparowany to kalectwo bicia piany pałkami
zgryźliwości wgryzają się w struny instrumentów smyczkowych
ścięgna naszej wywrażliwionej ko-lo-ra-tu-ro-wo-ści
a pani obscenicznie inscenizuje język
negliżuje jego wy-krocze-nia bezwstydnie odsłania
zaciśnięte zęby zgrzytające jak pięści grzmotające bez opamiętania
pamiętania przecież przeszłość to przeszło
dostojnym krokiem wyzwolenia nas z wszelkiego uznania
a pani odżywia trupy
językami narodowości żywi urazami jak porachowanymi kośćmi
jak długo tolerować pani wyskoki na boki wieloznaczności
kluczowe to trzymać się języka ale tylko pod kluczem trzymać
nie wypuszczać nie rozpuszczać na rozwydrzenie
dyscyplinować w harcie i karnie egzekwować jego rozpasanie
austriackie gadanie
to bezcenna cena przyzwoitości
a pani wlecze język na postronku zniewagi
bierze w obroty język do niewyparzonej gęby
rzuca językiem pod nogi
wpycha nam język jak knebel
wytrąca nam język z ust jakiejkolwiek świętości
a pani co wydaje
wydaje nasze wyroki
zdradza językiem historię
naszego udziału korzyści i winy
co się nam narodziły w chwili przyjęcia przejęcia
a pani pani Elfriede
na upartego szuka wypartego
***
mama mówiła że idzie się powiesić
jak schnąca bielizna na sznurku
widzieliśmy tam szkielet zakuty w klamerki śnił nam się po nocach
zapach pranych rajstop
czasami wydawała się nam lekko prześwitująca
sukienka w kwiaty ociekająca wodą
chodziliśmy nad rzekę dziewczyny z drugiej strony
puszczały kaczki tak samo jak my
.Kambium.
I.
całka nietknięta forma
czysta
mówisz trąci myszką
mówisz brak ci logiki
mówisz i znaczę tyle
co dwie jednogroszówki w portmonetce
zapinanej na metalowy bigiel
i ten mechaniczny acz uprzejmy głos w głowie nakręcany korbką
jak i by
chociaż to już raczej należy do świata którego nie ma
płatność realizujemy tylko zbliżeniowo
(zbliżeniowo bierzesz w nawias wąskich ust)
mała brzęcząca monetka miedź brzęcząca pocierająca o drugą
cymbał brzmiący zgrzyt na peryferiach drogi mlecznej
sic!
a śniła się wilgotna lepka i słodka
morelka brzoswkinka błonka skórka
pańska kora ścianka
warstwa drewna wiosennego przylegająca do warstwy drewna letniego
żelazna naprzemienność — śpiewasz to na jazzowej nucie kołysząc ramionami
w powietrzu rysując biodrami ósemki (ale jak to? <udajesz zdziwienie a ja udaję
że w nie wierzę i składam ręce do modlitwy> to tak można? <czasem nawet trzeba> teraz rysuje się symbol nieskończoności albo już nie
ma na to hypa1)
i to pewnie stąd ten nagły przypływ
czułości fala rozlewającego się ciepła na podbrzusze tam wiesz poniżej pępka
całe to tłuste mleko prosto z piersi kapiące bezwstydnie po brodzie
na ramiona brzuch uda
i to mrowienie
pianka
pękające bańki powietrza i sssssyk dźwięk łaskoczący małżowinę
ciiii podróżuj po mózgowym szlaku przyjemności
twoja wina moja wina wielka wina
II.
pod koniec września majstrowali w moim sercu
nie pierwszy raz rozbieramy to mięsko
dobieramy się obrabiamy
i pewnie stąd te niedogodności na łączach
nie tłumacz się nie tłumacz
mnie
przeciągłe no signal
w czuciu
nadwrażliwość i przyspieszanie
na zakrętach
uporczywy brak kontroli
i skórki wygryzione do krwi
ogryzki obierki
a oni tak sprawnie wsuwali we mnie cienki kabel jakby spuszczali
się ze smyczy spuszczali małą śliską jaszczurkę
żarłoczny laserek i grali
we mnie
ja — żywa konsola i jasne błyski na granacie ich oczu
cali w bieli i błękicie
nie widziałam ich twarzy
tylko błyski
a oni nie zobaczyli mojego serca
chociaż twierdzili bijąc się w piersi
że żarzyło się jak neon
smyrnąłem komory twojego serca rzekł/
przepełniony dumą jeden z tych
onych
a oni przeglądają się w nim jak w lustrze
lustereczko powiedz przecie
a to tylko szkiełko
i ta płaska przekrzywiona gęba
pod którą czaiło się
nic
chociaż licho podobno nie śpi
i chciałam złapać tę jaszczurkę na gorącym uczynku
i dać jej po łapkach
a ona zbiegła gubiąc swój ogon
pod żebrami
III.
co więcej z nas zostanie
połyskliwy jadalny papierek
nadpalony papieros pet kiep
kłąb dymu
popiół
słodka oranżadka
(pod czy na język dopytujesz szyfrem miłujących
spojrzeń
rolling eyes)
gubisz rzęsę za rzęsą ale obydwoje wiemy że nie ma to nic wspólnego
ze szczęściem i jeszcze język
— dzięcioł mięsista platforma wiertnicza
przecież chodzi tylko o drylowanie
rozsmakować w owocu pochłaniać go w opór
i wypluć pestkę
połknięcia zdarzają się rzadziej
wystarczy przejechać paznokciem a wytryśnie
sok spomiędzy ud skały wprost do ust
nigdy moich
jedno wielkie
dolewanie oliwy do ognia
miazga twórcza2
złudzenie
.kolektyw.
weź i wysyp
się
ze mnie przesyp
tu są takie pyszne naczynka
hotele i domki
dla pszczół samo centrum
miasta
i jaka szkoda że nie jesteśmy owadami
a nasze ciałka nie są połączone giętkimi elastycznymi błonami
mogłabym porzucić praktykowanie jogi i wygiąć się w łuk
triumfalny
to rozczulające nieprawdaż
chwasty zioła kwietne łąki
a tu jedynie moje łono
opuszczona gawra
dajcie mi mleko
a będę miała wszystko pod żebrami
i niech wytryska z piersi
jak z otwartej rany
bo ktoś tu już był
ruch zdradza się w wymiętej ściółce
uchodzi i wychodzi tędy życie
jak przez uchylone wrota
tyle już zrobiliśmy a zrobimy jeszcze mniej
powiedziałeś chcę mieć z tobą dom jakby chodziło o psa
albo o dziecko
i rzeczywiście gra się to na tych samych akordach
refren powraca jak echo
akcent kładzie się na chcieć i na mieć
historia parzy w język
zróbmy sobie dom
ale to nie moja wiara
wierzę w schrony
w dym nie w dom
i czasem jeszcze w święte obcowanie
słodkie i lepkie jak miód
próżno mnie szukać w ciele
puste pokoje prawdziwie tętnią życiem
gdy odejdą wszystkie zapachy
wysiejemy tu łąki
niech wabią
pszczoły
Niebezpieczeństwo jedzenia w miejscach publicznych i prywatnych
Odcinanie się od rodziny jest odcinaniem końcówek banana —
niektórzy to robią, inni nie. Mama od zawsze powtarzała —
w końcach czają się pasożyty, które wydrążą cię od środka
jak smakowitą wydmuszkę. Moja wiedza na temat poetyki bananów
w żaden sposób nie zmniejsza lęku przed byciem pożartym przez drapieżnego
robaka, który tylko czeka, aż ten jeden raz nie odetnę jego lokum,
zapraszając go w ten sposób na pobyt w żołądkowej zupie. Rębacze bananów są wśród nas —
jest na przykład mój kolega, Andrzej, który boi się piłki nożnej i pomarańczy,
więc odcina się od ojca grubą warstwą kapitału kulturowego.
Gdy stary je pomarańcze jak jabłko, Andrzej czyta kolejną książkę Foucaulta.
Proste równanie eskaluje, gdy podczas Euro, Andrzej zapisuje się na studia z filozofii,
bo nie chce słyszeć, że Polska gola. Martwi się dopiero wtedy, gdy zapisuje się na doktorat
— zastanawiamy się, czy warto studiować do trzydziestki,
tylko dlatego bo ojcowie jedzą ogórki prosto ze słoika
i gryzą je wtedy tak i leje się ogórkowa woda ogórowa breja cerata brudna wielkie łapska z powyginanym ogórem który piszczy i skwierczy w otworze gębowym rozdziawionym na widok łydek lewandowskiego dalej piłkarzyki roberciki tancerzyki jeszcze jedna JESZCZE JEDNA GOOOOOL a nie no prawie rożny spalony rzut karny marny nic się nie stało zawsze pozostaje arka gdynia kurwa świnia no totalnie tak
Bombluje w nas prosecco. Wyrzucamy z Andrzejem strzępki i ile z nich
jest obcych, ile rzeczy jest we mnie cudzych,
rozsmarowanych w ruchach rąk jak atawistyczna
niechęć do masła, jak notowanie wszystkiego co popadnie,
w lęku przed zapomnieniem, jak zbudować namiot z prześcieradeł.
Gdy jem banana, myślę, że matki są robakami,
ojcowie są ogórkami. Generator kulinarnych traum,
na zachodzie bez zmian. Mój kapitał gastronomiczny
drży przed jedzeniem w miejscach publicznych.
badania terenowe nad polskim seksem
Moja koleżanka zawsze powtarza, że przed seksem z Polakiem
zjada pierogi ruskie z cebulką i to najlepszy sposób,
by sprawdzić temperament partnera. Przede wszystkim
testujesz wtedy czy płynie w nim szlachecką krew
poprzez szybki test wytrzymałości —
czy odór cebuli zmiecie go z planszy?
A potem, już w zaciszu sypialni
wychodzi kwestia języka:
pierogi ruskie nie są ruskie — mówi co bystrzejszy,
imponując swoją rozległą wiedzą w dziedzinie food studies.
Niektórzy potrafią perorować godzinami i szczytują przy samej gadce,
więc o seksie z profesorem nadzwyczajnym wyższej szkoły wyrobów mącznych nie ma mowy. Ci bardziej uparci zaciskają ci palce na sutkach i szepczą:
to pierogi ukraińskie,
a potem,
nie wdając się w dysputy etymologiczne,
przechodzą do rzeczy, nie krzywiąc się nawet
na szklistą cebulę, która utknęła ci między jedynkami.
Ale bywają też radykałowie:
RUŚ CZERWONA TO TERENY HISTORYCZNEJ KRAINY PÓŁNOCNO-ZACHODNIEJ UKRAINY I POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ POLSKI.
I wiesz, że taki mógłby cię za te pierogi zamordować,
więc gdy idzie wziąć prysznic, wyskakujesz oknem
lub szykujesz się na historyczną klęskę polskiego patrioty.
Najprawdopodobniej będziecie kochać się przy Rocie,
widziałaś przecież, że typ śpi ze Śpiewnikiem Patriotycznym pod poduszką.
Znam dziewczynę, która uprawia seks tylko przy muzyce Marka Grechuty.
Czuję, jak drętwieją mi stopy, gdy odpala się hymn Polski,
bo dobrze wiem, że seks homoseksualny w Polsce
bywa seksem z nienawiści.
Unieszczęśliwiam polskie rodziny na pełen etat.
Jest to stosunek ideologii z ideologią.
Seks w szafie wśród palt matki, w odorze starych pantofli.
Tajemnica może być pociągająca na początku, ale w końcu
chce się zasnąć w salonie na łyżeczkę, oglądając Milionerów.
Chyba że emigrujemy. Wtedy czeka nas łóżkowy jet lag.
Polish lesbian girls, unikatowa okazja,
nie tylko jako kategoria na pornhubie.
Ustawcie się w kolejce,
rozdajemy autografy w polskich łzach.
Stan wiedzy na temat seksualności i płci w Polsce jest porównywalny
do wiedzy naukowców z NASA, którzy wysłali Sally Ride
w kosmos z setką tamponów związanych jak pęczek kiełbas
na sześć dni. Czy to wystarczający asortyment w wypadku sytuacji kryzysowej? —
martwi się NASA pod postacią trzech zarumienionych chłopców.
Najgorętsze chwile łóżkowe przeżywam na forach internetowych.