Co Staś widział w polu?

Staś dzień cały w polu strawił;

Ach, jak on się też nabawił!

Nikt się o tem, nikt nie dowie,

Chyba, że mu Staś opowie.

Najpierw z rana, tak, jak trzeba,

Wypił mleczko, podjadł chleba

I het poszedł w pole miedzą,

Gdzie czerwone maczki siedzą.

Idzie, patrzy, aż tu z żyta

Jak nie smyknie lisia kita,

Stasio w krzyk: — A huź-ha kusy! —

Lis do boru dał dwa susy.

Szkodnik, lubi połów łatwy,

Chciało mu się kuropatwy.

Ale Staś go spłoszył w porę

I lisisko wpadło w norę.

Idzie dalej, patrzy w lewo,

Aż wiewiórka, szust! na drzewo.

I na samym czubku siadła

I orzeszki sobie jadła.

Jeszcze jej się Staś dziwuje,

Na orzeszki oblizuje,

Aż tu, słyszy, kaczka dzika

Ponad stawem się pomyka.

Więc się do niej z kijka zmierzy,

I... paf! — strzelił. Kto nie wierzy,

Niechaj idzie i zobaczy,

Czy tam znajdzie choć dziób kaczy!

Jak Stasiowi po tym strzale

Barszcz smakował doskonale,

Jak nazbierał niezabudek,

Jak mu w lesie uciekł dudek,

Jak napotkał na drożynie

Małą Kasię i Jadwinię,

Tego już się nikt nie dowie,

Chyba, że mu Staś opowie.