Jak to w naszym dworze

W naszym starym dworze

Są dębowe ściany,

Jest ganek na słupkach

Ślicznie zbudowany.

Przed gankiem bzy kwitną,

Jaśmin pachnie wiosną,

Najpiękniejsze róże

Latem tutaj rosną.

Wielka stara lipa

Ganek nasz ocienia,

Pełne słodkiej woni

I pszczółek brzęczenia.

Pod lipą na ławce

Stary dziaduś siada,

I śliczne historje

Nam, dzieciom, powiada.

I wąsa siwego

Pokręca «mosanie!»

To targnie go na dół,

To w oku łza stanie.

A my tak słuchamy,

Jak trusie, wpatrzeni,

A słońce zachodzi

Wśród złotych promieni.

To śnią nam się dziwy

Przez całą noc potem,

Aż kogut nas zbudzi,

Co pieje za płotem.

*

W sień z ganku się idzie.

Nad drzwiami w tej sieni,

Z wielkiemi rogami

Łeb sterczy jeleni.

Tu lisia paszczęka

Kły ostre wytyka,

I głowa ogromna

Rozpiera się dzika.

Tu jastrząb skrzydliska

Rozpostarł od góry,

I patrzy, jak żywy,

I ostrzy pazury...

Ten jastrząb niecnota

Narobił nam szkody...

Maleńkie kaczątka

Porywał nam z wody.

Więc zabił go z fuzji

I wypchać dał tata,

I teraz tu wisi,

I wcale nie lata!

I puhacz jest jeszcze,

I brzydkie dwie sowy,

Co przyniósł je z boru

Walenty, gajowy.

Tu smycze na charty,

I torby borsucze,

(Ja także się strzelać

Niedługo nauczę!).

A starą tę strzelbę

Walenty mi sklei,

I pójdę z tatusiem

Na wilki do kniei!

*

Na prawo, na lewo,

To idą pokoje,

Tam z mamą się uczą

Siostrzyczki dwie moje.

I jedna i druga

Pomaga już mamie,

To jabłka obrywa,

(Gałęzie też łamie!)

To idzie do sklepu,

Gdzie nabiał zebrany,

(Jak wróci, to takie

Ma wąsy z śmietany!)

A dziecko zobaczą,

To wszystko-by dały

— A biedny! A śliczny!

A chudy!... A mały!

To zaraz go jedna,

To druga znów bierze,

To buzię mu myje,

To fartuch mu pierze.

To wstążki mu wiążą

Z warkoczy, pod szyją,

To mało się z sobą

O niego nie biją.

A kota potrącić?...

— A, kotuś!.. A, szkoda! —

Aż piszczą, aż płaczą!...

Już taka ich moda!

Ja kocham je bardzo,

Bo dobre ogromnie!

Lecz chłopiec, to lepiej

Pasowałby do mnie!

*

Gdy jesień już minie

I zima przyleci,

To wszyscy siadamy,

Gdzie wiąże Piotr sieci.

I ogień tak trzaska,

I iskry tak świecą,

I bajka za bajką

Ze śniegiem tam lecą.

A wicher zahuczy

Po mroźnem gdzieś niebie,

To zaraz się bliżej

Tulimy do siebie.

Wtem nagle drzwi skrzypną

— Pochwalon! — ktoś powie.

Wszedł biedny podróżny

W kapturze na głowie.

My dzieci już w strachu,

Za pasem już nogi...

A przybysz: — Z dalekiej

Powracam ja drogi —

I stoi i patrzy,

Oparty o ścianę,

I łzy mu u rzęsów

Tak świecą jak szklane...

A tata do niego:

— Gość w chacie — Bóg w chacie —

Siądź z nami u ognia

I ogrzej się, bracie!

I idzie podróżny

I mówi: — O Boże!

Błogosław te progi

I ściany w tym dworze.