Kotek Psotek

Miała Zosia Kotka-Psotka;

Tak go w domu nazywano,

Bo coś spsocił w każdej chwili,

Czy to wieczór, czy też rano.

To poplątał w motkach nici,

To umaczał wąsy w sosie,

To się z Kruczkiem pobił w budzie,

To podrpał nawet Zosię.

Aż raz patrzy, Zosia w wodę

Puszcza śliczne rybki złote.

Psotek przysiadł, uszki stulił,

I obmyśla nową psotę.

— Rybka — duma — to potrawa!

To mi przysmak doskonały!

Cóż to?... Zawsze będę chlapał

Mleko, jakby kociak mały?

Wnet nad wodą się przechyla,

Patrzy okiem zachwyconem,

Sięga łapką, jedną, drugą,

Aż — buch! cały wpadł z ogonem.

Ledwo, że się nie utopił!

A narobił krzyku, wrzasku...

Wszyscy biegli przestraszeni,

Dom był pełen prasku, trzasku.

Dostał febry, sczerniał cały,

Lecz nie poszła w las nauka.

Odtąd Psotek u starego

Rybołowa rady szuka.

Często też ich widzieć można,

Jak podrywką, albo wędką

Łowią sobie rybki złote,

Złote rybki z krasną cętką.

Psotek zmienił obyczaje:

Rzucił figle, rzucił psoty,

Obrał sobie stan rybacki,

Ostro wziął się do roboty.

Nie żałuje znoju, trudu,

I panience swojej, Zosi,

To miętusa, to kiełbika,

To okuńka nawet znosi.

Zczasem zrobił się z kociny

Rybak sławny w okolicy,

Dziś drżą przed nim wszystkie płotki

Od Kamionki do Bystrzycy.