Lirnikowi na „via Montebello”

„W ogniach jesteś świętych — idź i świeć”.

(Z listu T. L.)

Słowy mnie swemi namaścił zdaleka,

Jakoby święte wylawszy oliwy

Na czoło moje, ten pieśniarz, co czeka

Oparty o swój kij pątniczy, krzywy,

Aż łódź tułacza odbije się z brzega,

Do ostatniego, cichego noclega.

A sam, pośpieszny będąc w drogi one,

Patrzył komuby swą lirę zostawił,

I pieśni, jako gołębie uśpione...

A zaś mnie jasną ręką błogosławił,

I rzucił na mnie przebłogie swe blaski,

I zdał dziedzictwo miłości i łaski.

Słowy mnie swemi namaścił do pieśni,

I struny zładził na sercu mem drżącem,

Jako ci ślepce, co chodzą boleśni

Po sinym stepie, po polu grającem

Od ech, a ręce na srebrnych piołunach

Nad mogiłami kładą, jak na strunach.

Aż one zioła gorzkie i żałosne

Złotą się gędźbą rozbrzęczą po stepie,

I poczną wróżyć kurhanom tym wiosnę,

I szum obudzą w wyschniętym czerepie,

I kość obwieją na stepie spróchniałą

Echem, co niegdyś na szpiku jej grało.

Jako na skałach siedzący orłowie,

Wypatrzył lot mój pierzchliwy i niski,

I tchu mi dostał, i mocy w swem słowie,

I sam się mienić począł w różne błyski,

By mnie nauczył, jak z piersi snuć zorze,

I wielkie światła jutrzenne a boże.

I pióra zjeżył siwe, i pod pióry

Piersi pokazał zczerniałe i krwawe,

A zaś się lotem wyniósł, i wskroś chmury

Przebił na wielką świetlistą kurzawę,

I uczył brać się do słońca od ziemi,

Bez jęku, skrzydły bijący krwawemi.

I rzekł mi: «W ogniach świętych jesteś oto —

Idź, a świeć, bym się na ciebie nie żalił»

I dziwną ducha swojego robotą,

W jasny mnie płomień objął i zapalił.

I wiem, że już mi w ogniach onych chodzić,

I żyć płomieniem — i płomienie rodzić.

A nie z rozkoszy próżnej, ni z uciechy

To gorejące wzięłam namaszczenie:

Bo rzadkie w pieśni ziemi tej uśmiechy,

A ciężą na niej popioły i cienie

Rzeczy pomarłych, a praca to sroga

Śpiewać, gdy w piersiach jest ucisk i trwoga...

Ale mi czynić trzeba, co duch zdarzy,

A iść za głośnym od mogił podmuchem

Ku jutrzni onej, co na dzień się żarzy,

I za tym wielkim, żórawim łańcuchem

Pióreczkiem lecieć porwanem od ziemi,

Z piosenką cichą i łzami srebrnemi...