List motylka

Drogie dzieci!

— Właśnie krawiec

Nową przyniósł mi kapotę.

Atłas przedni, haftowany

W kółka modre, w kółka złote.

Na to płaszczyk z grodeturu,

Szyty brzegiem w piórka pawie,

Że i trudno coś takiego

Widzieć we śnie, lub na jawie!

Krój foremny, pierwszej mody,

Na podszewce skroś sajeta...

Wprawdzie słony był rachunek,

Ale co za toaleta!

Naturalnie, żem się musiał

Z mojej szarej kamienicy

Wyprowadzić w takim stroju,

I dziś — mieszkam na ulicy,

Na tej samej, Ogrodowej,

Gdzie biegacie wszystko troje,

I drżę z strachu, gdy was widzę,

O te nowe szaty moje.

Otóż błagam, drogie dziatki,

Co mam głosu, co mam siły,

Tej przecudnej toalety

Żebyście mi nie zniszczyły!

Broń was Boże za płaszcz chwytać

I oglądać mą kapotę,

Bo mi zaraz poczernieją

Kółka modre, kółka złote!

Broń was Boże, i podszewkę

Przepatrywać nadto zbliska,

Bo się zaraz na sajecie

Rączek waszych ślad odciska!

Liścik ten wam Wietrzyk wręczy

Za niedługich kilka chwilek...

Pamiętajcie prośbę moją!

Ściskam bardzo!

Wasz Motylek.