Miraże

Kiedy mi los posagiem w świat

Dawał swe dary:

Młodości wdzięk, urody czar,

Dostatek mienia,

Słyszałam głos: «Błogosław ty

Szczodre ofiary,

Którymi Bóg poranny świt

Twój opromienia.

Bo oto — dłoń przyjazną ci

Podaję tobie

I bratni duch za tobą w ślad

Pójdzie przez życie —

I otrze łzy, ukoi żal,

Kiedy w żałobie,

Straciwszy skarb w podróży tej,

Zapłaczesz skrycie».

Ufałam ja — i słów tych dźwięk

Pieścił me uszy;

I przyjaźń mi siostrzanych lic

Nigdy nie kryła.

W pomyślnych dniach rozkoszy sny,

Uśmiechy duszy,

I myśli skarb — i szczęścia cud

Jam z nią dzieliła.

Aż w drodze mej zgubiłam klucz

Od tego wiana...

Płakałam — lecz pociechy zdrój

Z przyjaźni płynie,

Wyciągam dłoń: O, pomóż mi,

Siostro kochana!

Lecz ona mnie nie znała już

W czarnej godzinie.