Bandyta i diabeł

(Panom Bandytom)

W okropnie ciemne rano, o godzinie czwartej,

przyszli ludzie po Dudka, bandytę z Przegorzał.

Dudek wyszedł posłusznie w otoczeniu warty,

a za murem więzienia świt miedziany gorzał1.

Dudek bał się ogromnie, bo któż by się nie bał,

i z tęsknotą spoglądał, jak to słońce świta.

Nie pragnął wcale piekła. Nie chciał także nieba.

W ogóle nie był ciekaw. Lecz nikt się nie pytał.

Wicher strachu trząsł Dudkiem jak umarłym listkiem.

Poprosił o papieros. Nie było i basta.

Diabeł usłyszał. Skoczył galopem do miasta.

Znalazł, wraca z tryumfem. A tu już po wszystkiem...

Przypisy:

1. gorzeć (daw.) — płonąć. [przypis edytorski]