Biały koń w Rabat

Kochejlanie z sułtańskiego orszaku,

Arabczyku, marzenie Kossaków,

Z wiotką grzywą i z natchnieniem w oku!

Rozwichrzony, jak fala wezbrany,

Kipisz, mącąc twoich kształtów plany,

Pod czaprakiem, co cię w przepych okuł.

Cień twój tańczy, szafirowa struga,

A namiętność w twoich nozdrzach mruga,

Błyskasz sierści palącym się mlekiem...

— I tak dumnie, prychając dokoła,

I chwast grzywy odrzucając z czoła,

Nosisz godność niebycia człowiekiem!

Pochwalony, kochany do syta,

Wznosisz w górę, wyciągasz kopyto

Jak wyniosłą dłoń do pocałunku...

Stwórco! — patrząc na formę tak czystą,

Już cię wielbię, gorący artysto,

Już kwituję z naszych rozrachunków...

Rabat, kwiecień 1934