Pamięci córki i inne wiersze z lat 1942–1944
Pamięci córki i inne wiersze z lat 1942-1944
Oskarżam
Grochów 5 VII 1942
Mijają lata, mijają wieki,
Ja: matka Żydówka — wciąż trwam...
Gdy w nocy sen ludziom klei powieki,
Ja w niepokoju i rozpaczy czuwam.
Nie zmogły nas piaski i żary pustyni,
Nie zmogły Egiptu trudy i bicze.
Wiodłeś Twe nieugięte i zuchwałe syny,
By w nas zapalić dla ludzkości znicze
Wiodłeś przez ból, cierpienia i ofiary,
By przez nas światu Zakonu Twego wręczyć dary,
I dałeś nam kącik w sercu Swym, o Panie w niebie,
I wyznaczyłeś miejsce dostojne w świata kolebie1
Nie zmogła nas kośba [...] Niniwy [...] [Babilonia] [...],
Nie zmiotły z powierzchni ziemi,
Krwawe widowiska rzymskiej tyranii,
Nie zmogły, bo Ty byłeś z nami, o Panie,
I szliśmy w świetlistym narodów rydwanie.
A teraz: co to, co dziesiątek lat,
Inny krwawą topiel urządza nam kat.
A świat... się naszą udręką bawi...
Jehowa, naród Twój ginie, krwawi!...
Zmiłuj się, wybaw nas Panie!
Błagamy Twego ratunku, zmiłowania,
Czyż zgadzasz się, o Boże, na naszą zagładę, konanie?!
Byliśmy Twym żywym Słowem ludzkości,
I serca były pełne Chwały Twej, Światła! I Jasności,
Snać2 teraz dusza świata na bezdroża zeszła, już wygasa
Potwór obłąkany kosą po nas hasa,
A nasz pogrzeb smutny ścigają drwiny.
Ciężko karzesz, Jehowa, swe Syny,
Gdzie obejmiesz wzrokiem świat,
Wszędzie naszej męki ślad.
Skazańcy bez dziś i jutra.
Każdej chwili i każdej godziny,
Na nas śmierć czyha,
Śmierć podstępna, okrutna,
Śmierć niegodna i licha.
Duszę świata ogarnęły mroki nizinne,
Szał i orgia zbrodni ją zaćmiewa,
Nienawiść i niechęć zewsząd wezbraną i rwącą nawałnicą,
Nas dławi i zalewa...
Boże, zwróć nam wędrówki pustynne,
Odmień naszą ciężką niedolę tułaczą,
Zawróć nas w strony ojczyste, rodzinne!
Czyż za to: Żeś nas za Swoje Naczynie Prawdy i Światła wybrał,
Twoich Synów: Mojżesza i Jezusa w nas wcielił,
A nasze dziady posłannictwa nie pojęli,
Twoje Proroki lżyli, kamieniowali,
Twego Syna na Krzyżu hańbiącym rozpięli,
Dziś ich wnuki Twój gniew tak miażdży i pali?!
O Boże, czyż nie dość tej krwawej męki?
Twój ongiś, naród, dziś również na Krzyżu rozpięty!...
Świat cały wypełniłyby jego ból i jęki!
O Boże, jak ongiś rozstąpiłeś dla nas Czerwone Morze,
Prosim Cię w skrusze, prosim w pokorze,
Odwróć od nas rozhukane i to nienawiści krwawe morze,
Odwróć unicestwienia naszego i boleści naszej fale!
My dziś hańbę dziadów stokrotnie zmyli.
Przed Tobą w skrusze dusza nasza się chyli,
Wysłuchaj, o Boże, nasze modły, żale.
Powiedź nas hen w słoneczne, ojczyste dale!
I odwróć od nas swego gniewu bicze,
A my Ci znowu zapalimy znicze,
Odbudujemy Twoje Jeruzalem,
Jeruzalem świetliste, Twą dźwięczące Prawdą Odwieczną, Jedyną,
Prawdą miłości bliźniego, Prawdą Miłosierdzia, Sprawiedliwości,
Prawdą objawioną nam, ongiś, przez Twego Syna,
A Ty, o Boże, przed nami niebo odchylisz, otworzysz,
Naszych ciemięzców zawstydzisz, upokorzysz.
I zaśpiewamy: Hosanna Ci, o Boże!
Zaśpiewamy w rozmodleniu i pokorze.
[Wysepko mała...]
24 IV 1943
Wysepko mała3, maleńka,
Z wściekłością biją w ciebie ciemnego potopu zbrodni, fale
Już sięgają cię4, obejmują, zagarniają większe odcinki
A Ty się wynurzasz, to znów wyłaniasz,
Choć w Ciebie taranem luf armatnich walą,
A szkarłat i dym płomieni twe gniazda owija, pali,
Ty stoisz wciąż nieugięta, nieruchoma na kpinki5.
Może ocalejesz?!
Twój opór fale rozbestwia.
Sięgnąć cię, zmiażdżyć, unicestwić!
Mała wysepko, czołem, dzielnie walczysz,
Za chwilę cię może pochłoną głębiny,
Niewzruszona stoisz na wściekłość, drwiny,
Podziwiam Cię, rośnie mój zachwyt, rośnie mój żal,
Jaki nie mierzy niebieską dal,
Z prośbą gorącą, choć niemą i głuchą.
Do tego, co Swą dłonią trzyma losy świata
Co i twoją zgubę powstrzymać może
Z modlitwą i w pokorze,
Ślę ku Niemu swą prośbę w dal:
O, Boże, spraw małego Dawida cud6,
Rozgrom pychę niszczycielską, zbrodniczą Goliata,
Ocal ten szczuty, udręczony lud.
Przywróć Pokój i Sprawiedliwość światu,
A miłość niechaj ludzkość znów węzłem twórczym zbrata.
[Garstko maleńka...]
24 IV 1943 r. Warszawa
Garstko maleńka, garstko znikoma,
Sztandar walki wywiesiłaś, powiewa7,
A łopot jego gra ci muzykę,
Do walki zagrzewa.
Walą się Waszych mieszkań ściany, sufity,
Bez przerwy pracują wroga armaty, sztylety,
Okrutnie zanurzają się w twe ciało, a ty w walce trwasz,
To nic, że mordują ci dzieci, kobiety,
Tobie nowa melodia dziś gra,
Nowa dziś pieśń śpiewa ci w duszy,
Pieśń Makabeuszy8!
Jeszcze nosisz niewolnika łachmany,
Lecz pęta i łańcuchy zerwane,
To nic, że wróg większy liczebnie,
Cię zmoże i zegnie
I polegniesz
Lecz ujrzysz przedtem spełnione nadzieje,
Twe męczeństwo otworzy ci boskiej świątyni wierzeje,
I ujrzysz odwetu godzinę
I obraz swój własny, prawdziwy,
Nie przysypany brzemieniem ciężkim legendy o tobie głoszonej,
Rzekomych twych grzechów legendy:
tchórzostwa, chciwości, podłości,
Dla niskich celów o tobie szerzonej okrutnie,
W którą nieomal świat cały uwierzył lekkomyślnie,
W którą i ty w rozpaczy uwierzyłeś smutnej,
I rozwiejesz krwią własną, mocą własną
Legendę perfidną, złośliwą, w golusie9 utkaną.
Legendę na niewygodnego pasierba, intruza
Choć wróg w twej krwi się kąpie, nurza
Choć konasz, giniesz z rąk zbrodniarzy,
Lecz nareszcie zerwałeś sidła potwarzy,
Misternie wokoło Ciebie utkanych.
To nic, że wściekłość zbrodnicza podpalaczy,
Bezustannie na cię miota zarzewia ognia
Że matki z dziećmi małymi w rozpaczy
Z płonących domów skaczą,
I palicie się jak płonące pochodnie.
Już śmierć całunem mroku was otula
Wydziera z okrutnych wroga szponów.
Jak dobra, roztropna, oddana matula,
Ty wbrew zakusom wcielonych demonów,
Zaśniesz, o garstko, śmiercią bohaterów.
Niech cię nie trwoży śmierci całun,
Już wychyliłeś do dna goryczy piołun...
Wiedz, o garstko maleńka, garstko bohaterska,
Dziś spełnią się twych marzeń nadzieje,
Twa ofiara krwawa, przez Tego przyjęta,
Co otworzy ci boskich tajemnic wierzeje,
Ukaże ci pielgrzymki ziemskiej cel, oczyszczenia dzieje.
I spłynie na Cię słodycz odkupienia niepojęta,
Której ci żaden wróg wyrwać nie zdoła!
Gdy śmierć bolesna zamykać ci będzie powieki
Ty ujrzysz przyszłość swojego narodu,
W blasku świetności rodzinnego grodu,
W blasku chwały, jak ongiś, przed wieki,
A chóry niebiańskie ci śpiewać będą hejnały,
Nie umrzesz w hańbie, lecz zaśniesz w słodkiej melodii spełnionego czynu,
Z cudnym obrazem ojczyzny swych braci,
Których krwawy grad wojny nie wytraci,
Pod cudnym i lekkim ciężarem boskiego wawrzynu.
Nie smućcie się, że giniecie tak wcześnie,
Że mroźne śmierci tchnienie
Zdmuchnie was jak mgiełkę w życia wiośnie,
Że lodowatym pancerzem skuje młode wasze ciała,
W bolesną samotność i opuszczenie duszę waszą pogrąży,
Śmierć jest, wszak każdego udziałem10,
Wasza, dziś przyspieszoną na wieczności zegarze, chwilką
A później już wieczyste z mąk wyzwolenie
W boskim schronisku ducha, zmęczonego pielgrzymką.
Niech powiewają sztandary!
Niech ci grają fanfary
Moce twej duszy!
Rozbudzone, odczarowane dzieci Makabeuszy!
Swoim braciom nowy gotujecie świt:
Na wieki zgłuszycie fałszywy mit:
Waszego tchórzostwa podłości,
I rozproszycie nienawiści zgrzyt
Co w świecie się zagnieździł, zagościł
Cześć Wam bohaterzy, cześć,
Hen po świecie roznosi się wieść Waszego czynu,
Wasza droga krzyżowa się kończy,
Pan ją łaską wieńczy
Przyjmuje Was o strudzone dzieci do swojego ogrojca,
Wolny i jasny dziś Wasz duch!...
Z Waszej świętej ofiary wzejdzie piękne ziarno,
Krwi waszej posiew nie pójdzie na marne.
Choć sądził wróg, że zmełł waszego ducha,
w swych zbrodni żarnach.
Europa
16 XII [19]43
Jestem jedna wielka boleść
Krwawy ocean boleści bez dna i brzegu
A ludy me tułacze bezdomni
Z rodzinnych strzech wypędzeni
Bez własnego kąta, noclegu —
Ścigani, trzebieni jak dzika zwierzyna
Na pastwę wyuzdanego bestialstwa wydani
Nie znają spokoju, wytchnienia godziny,
W dręczącym oczekiwaniu nowych ciosów,
gromów,
Kiedyś o Boże, twój dopust przeminie!
I kuci w niewoli łańcuchy,
Szamocą się w ostatnim wysiłku woli
A dusze i serca drżą omdlałe,
Krwawą torturą i męką zbolałe,
Pobrzęk łańcuchów naszych miesza się z jękiem
Głodzonych i męczonych rzesz w mordowniach siepaczy
Krew i pot obficie rosi ich ciała sterane
Nadludzką męką i trwogą nękane.
Gdzie i skąd padnie tępiciela cios.
Uwięzieni, w potrzasku, jak dzicz zagnana w matnię,
Do Ciebie Roosevelt ślemy rozpaczy zew bratni S. O. S.
Święci szatan swój sabat, coraz więcej ofiar wydziera.
Mężów najlepszych, młodzież, nawet pisklęta wybiera
Plugawym jadem wszystko wokół truje,
Płomienie niszczycielskie wokół zażega
A wściekłe ich języki, wszystko ogarniają,
Dym gryzie oczy. Gore! Ratuj nas Boże!
Córce — Mirusi
«Mamo, do lasu pójdę
Odwet za zbrodnie, wolność zdobyć w walce»
I... na Śmiałej, przy forcie cytadeli przestało bić Twe serce...
Piętnastoletnie, czyste, śmiałe serce
Córeczko moja, Miriam... Irenko,
O bezbronności, słodyczy sarenki,
Już nie strzec ci skrzętnie swej smutnej tajemnicy,
W obawie, że zza węgła domu, z ulicy,
Wyda Cię konfident w ręce siepaczy,
I nie stąpać Ci tak lekko, śpiewnie,
Nie kochać Polski tak wstydliwie, rzewnie,
Nie odczuwać ci miłości ludzkiej głodu,
Nie dziwić się obojętności świata i chłodu
Dla naszej niewoli, zabłąkanych dzieci Wschodu.
I nie miłować Ci Pana Jezusa serduszkiem pełnym żaru,
Nie sunąć w rozmodleniu przed ołtarze klasztoru,
Wolności świętej sprawie oddałaś swe życie,
Spoczywasz piętnastoletnim żywotem, strudzona,
A ja tęsknię i płaczę twa matka niepocieszona,
Dziecino moja, Mirka — Irenko,
Miast śpiewać ci dziecięctwa ulubione piosenki,
Miast ciepłem i pieszczotą tulić Cię w ramionach
Miast zdobić twą główkę w świeże barwne kwiaty,
Wiatr i drzewa nad twą mogiłą Ci dzwonią kołysankę.
Śnieg gęstym puchem ściele Ci pierzynę,
A wiosną mogiłkę twą przyodziewa ziemia w swoje szaty,
Ja matka tęsknię — boleję niepocieszona!
Ramiona me puste, oczy suche, a serce z żalu kona.
Dziecino moja, maleńka Miriam — Irenko,
Śmiertelnie ugodzona, zawarłaś swe młode oczy na wieki,
I przyjęły Cię cytadeli stoki
Ich ziemia zroszona przedśmiertelnym potem
i krwią Mierosławskich i Traugutt[ów]
I fort niemy świadek żydowskiej niedoli11,
I bezprzykładnej walki i zmagań getta
Przyjęły i ciebie młode dzieci, i dały wreszcie łoże
I spłynęło twoje tęskne, przedśmiertne westchnienie wolności,
I włączyło się do chóru pieśni bojowej bohaterów,
Ofiarowałaś swe wzruszające krótkie lat piętnaście
I zawiodła cię śmierć w ciche męczenników szeregi
Tam gdzie nie dojdą cię zgrzyty walki bratniej
A gdzie sprawiedliwości i wyrównania schodzą się brzegi
Spocznij mała Irenko, 15-letnia Irenko strudzona
Tęsknię i płaczę twa matka niepocieszona.
Pamięci córki
2 IX 1944 Warszawa
Dzwoni ci, dziecino ma, cisza zwalisk szeregu,
Dzwoni ci cisza ruin i bezludzia,
Dzwoni ci cisza miasta, zatrzymanego w pełni życia biegu,
Po ciężkim żywota i walki trudzie.
Dzwoni i otula twoją mogiłę
Wiatru ciche westchnienie
Traw współczujący poszum,
Kołyszą i opłakują swe krótkie istnienie,
Drwiąc z pychy ludzkiej, jej wobec losu bezsiły
Z nędzy jej krwawych poczynań i zadum.
Otula Cię cisza zgliszcz i ruin
Otula krzywd bolesnym wieńcem,
Otula Cię cisza bratnich mogił
Tych, co bez strachu szło tworzyć z ciał swych szańce
Tych, co zerwać śmieli kagańce
Na dusze im zarzucone gwałtem i zbrodnią
Tych, co bronili wolności pochodnie,
I tych co bronili duszy ludzkiej świątyń.
Otula Cię cisza zgliszcz i ruin
Jęczy domów zburzonych skarga niema
Otula Cię cisza bratnich mogił
Spod kurhanów i gór cegieł i kamienia
Wymownych świadków ludzkości spodlenia
Skrzywienia tragicznego ludzkości kolein
I twego również przedwczesnego skonu.
Znikły drzewa, ogrody, ulice,
Legły jako towarzysze broni
Zwaliły się domy wywrócone na nice
Wszystko runęło coś kochała w swym życiu
Legło, jak Ty