Błękitne kamienie

Zima dogasa. Białe ognie szronu tlą się

jeszcze — pod płotami, na trawnikach; wkrótce

zgasną. Ptak słyszany rano umilkł, teraz

sprzedawca warzyw przyjmuje pospiesznie

nową dostawę towaru w obawie przed deszczem.

Chmura za jego plecami rośnie jak wzgórze

formowane przez ruch lodowca. Świat obojętnieje,

traci tętno, potem znów się rozpędza. Dotyczy

ich? Nas nie? Woda, z której wyszliśmy, otwiera

się i zamyka nad nami z cichym pluskiem?