Cięcie

Nazywałem się Latos. Tej środy, jak każdego

dnia kwadrans po ósmej, jechałem

samochodem do pracy. Dziwna rzecz — jakiś

czas temu poczułem, że tracę serce

do tych wszystkich spraw. Zacząłem się oddalać.

Nie przykręciłem półki. Sądząc, że jeszcze

zdążę, nie pozwoliłem zrobić sobie zdjęcia

z własnym synem. Zniechęcony rozmyślałem

wyłącznie o drobnych porażkach. Teraz leżę

ubrany w weselny garnitur. Mój ojciec

płacze głosem zranionego zwierzęcia.

Moja matka pyta bez końca: Dlaczego?

Nie rozumiem, co zaszło. Moja zdeformowana

głowa tonie w poduszce, jakby zapadała

się w ciemność. Ludzie, których kochałem i których

nie potrafię teraz rozpoznać, opowiadają

zdumiewającą historię, jakoby pogoda rozpadła

się na dwoje w miejscu mojego zejścia.

Do zakrętu słońce. Od zakrętu deszcz. Czuję, że

słabnę. Powoli staję się kimś innym. Ale,

jak przez mgłę, przypominam sobie, że nazywałem

się Latos, zanim nastąpiło cięcie.