Kule duńskie

Anecie Lehmann, której nie widziałem

dziesięć lat, aż spotkaliśmy się we śnie

Oczyszczalnia wydala trujący gaz.

Trująca mgła przenika śpiących.

Ale we śnie prowadzę osła

przez śnieżycę i dawną kobietę

z dzieckiem obcego mężczyzny.

I już płomień liże uśpione palenisko,

i budzę się wypoczęty, śnieg mając

w płucach i w przejrzystej głowie.

Osioł leży na wznak, z racicami w górze.

Śmierć postronkiem ścisnęła osłu racice.

Oczy jego zmienione w duńskie kule.