nasz ostatni raz
kiepskie przyjęcie. goście są jak duchy.
tylko w telewizorze nadzieja. błąd w poniedziałkowej
sztuce, na szczęście nie do wychwycenia dla laików,
jakimi jesteśmy.
żółta skorupka schnie na wymiętym białym prześcieradle.
wyszedłeś — nie wytrzymałeś tempa. szyba lustra
prześwietla mi piersi jak klisze, zakrzywia pustkę.
tym słowem, którego nie chciałeś wypowiedzieć
zapisałam każdy mały skrawek papieru w twoich
kieszeniach, nawet bilet. teraz złościsz się
w pociągu na wspomnienie.
wyrzucałeś mi, że jestem trupem i osunęłam się
właśnie w twoje łóżko. że płaczę i rozbieram się
zamiast wreszcie iść. wtedy nie wzięłam cię
poważnie, tylko do ust.