płodne dni

W takie dni już tylko herbata liptona nad

tomikami bohdana zadury, albo poprawianie

dykcji przed brązowym lustrem.

na przystanku smarkanie wprost do kosza z

przytrzymaniem jednej dziurki,

i po czesku odwracanie numerów autobusów

i tak jadących w jedno i to samo miejsce.

już tylko umywanie rąk od wszystkich ważnych

i nieważnych, od przegranych naszych bitew,

od zaraz. mimowolne przełykanie umykającego

spod podeszw kurzu, latarniane puszczanie oczek

w rajstopach kabaretkach.

nazywają to szerokim układem odniesienia,

jeśli to coś mówi komukolwiek.

w takie dni już tylko do skupu butelek,

po więcej pustki, po więcej.