rozstępy

przełomy i wyłomy o kant dupy. pozostaje

niesmak. no przecież sam mówiłeś —

zmieni się niechybnie, zmieni się już wkrótce.

tymczasem stagnacja zżera energię jak dwustuwatówka,

bez skrupułów, bo jeśli nic już nie drgnie, nie popłynie,

na potem będzie tylko tu i teraz —

to co wtedy?

będziemy pielęgnować stagnację, odwiedzać cmentarz,

pielić i odchwaszczać z uporem maniaka? albo

pozwolimy sobie pomóc chociaż nie lubimy takich pomagierów?

na początek zapalmy papierosa. to światło w oddali

nie może być daleko.

coś się jeszcze wydarzy tej nocy, ścieżki poplączą się,

buty zamokną. duszna ciemność zamieni się w

wilgotną mgłę, łzy napłyną do oczu, wódka do szklanek.

w tym stanie rzeczy zachowanie zasad będzie

niemożliwe — z przyczyn obiektywnych.

nazajutrz przekażemy sobie znak pokoju.