uciekinier bez powodu

sygnały niezdrowego zainteresowania docierają co jakiś

czas, podobnie jak pocztówki z odległych miasteczek

sygnowane beznamiętnym „do zobaczenia” przez kogoś,

w kim można się było zakochać, tylko przegapiło się

okazję. pozostawanie w przyjaźni z niezliczoną

ilością niedoszłych mężów i żon jak kolekcjonowanie

kapsli z niemożliwością wygrania jeszcze czegoś ponad

to, co już się otrzymało. a trzeba wkalkulować

mieszanie imion, rosnące rachunki telefoniczne,

niespodziewane wizyty. konsekwencje drobnych kłamstw

jak zimujący w kościach złośliwy nowotwór czekają na

swoją chwilę. odłożona na bok jak zaległe listy słuchawka

jeszcze ciepła ciepłem policzka, traci miarowy puls sygnału.

ostateczne rozwiązanie — rwiesz żyłę kabla strzępiąc opuszki

palców, cieknąc ryglujesz drzwi, udajesz, że wyszedłeś

i nie wiesz, kiedy wrócisz. po drugiej stronie światła gasną

z równą gwałtownością, chociaż nie wszędzie rozgrywa się

dramat. długa zima osłabia czujność, wypycha z resorów,

wymusza podjęcie ryzyka. kupisz pół litra, zmienisz adres na

etykiecie, znikniesz cicho jak wywabiona wybielaczem plama.