Ciało

Naczynie nędzne i niegodne ducha,

Ciało człowiecze nagie i bezbronne,

Powłoko serca niepewna i krucha,

Którą wysiłki zamieszkały płonne!

Nieprzeliczona czyha wielość chorób

Z powietrza, ognia, napoju i strawy, —

Jeśliś stworzone według boskich wzorów,

Ciało człowiecze, — jakże wzór ten słaby!

Ani się ukryć, ani umknąć uda

Klęskom przedwczesnym zawsze i nieznanym;

Żadne cię leki, ani żadne cuda

Nie wydrą śmierci planom zawikłanym.

Podobne trawie, którą ziemia gości,

W bólu zrodzone, poczęte w rozkoszy,

Na łasce świata i własnej słabości

Byt okupujesz kosztem nędznych groszy.

Zanim cię młodość wykarmi do syta,

Soki twe pędząc drogą dookolną,

Ucząc miłości, która w niej ukryta,

Poczujesz starość chłodną i powolną.

Trucizny słodkie, które duszę koją

I myśli krzepią, — czemuż tobie szkodzą?

Jaką goryczą, lub słodyczą swoją

Duszę połączą z tobą i pogodzą?

Ty jedno, którem moja myśl porusza,

O, ciało, ciało, pulsujące, żywe, —

We krwi gorącej wypławi się dusza,

Słodkiej miłości narzędzie szczęśliwe!