Pieśń VI

Na kształt psalmu CXX

Ad te levavi oculos meos1

Panie nasz wszechmogący, wieczny, niepojęty,

Tobie Cheruby krzyczą: „Święty, święty, święty!”

Tobie Seraf, miłości prawej płomień czysty,

A twej chwały dwór znaczy firmament ognisty.

Przeto, choć wszędy tyś jest, oczy me płaczliwe

Tam podnoszę, i serce tam wzdycha teskliwe;

Bo ciężkościom nierówne zmysłów mych krewkości,

Jak słudzy od swych panów, pragną twej lutości.

I wola ma, twej woli sługa nie skwirkliwa,

Wżdy, by skromna od paniej panna, oczekiwa,

Rychło jej rękę podasz i sprawiedliwego

Ciężaru gwałt uskromisz z miłosierdzia twego.

O Ojcze miłosierny, którego dobroci

Żadnego grobla grzechu zdrojów nie odwróci,

Już się zmiłuj nad nami, zmiłuj się nad nami:

Jużeśmy nazbyt pełni szkody z despektami.

Już serce nie boleje, lecz jakmiarz2 umiera,

Gdy nam możność niewdzięczna część i cześć wydziera,

Gdy nas hardość nadęta przenosi oczami,

Nie bacząc, że nie gardzą oczy twoje nami.

Przypisy:

1. Do Ciebie wznoszą oczy swoje. [przypis redakcyjny]

2. jakmiarz — prawie. [przypis edytorski]