.kolektyw.

weź i wysyp

się

ze mnie przesyp

tu są takie pyszne naczynka

hotele i domki

dla pszczół samo centrum

miasta

i jaka szkoda że nie jesteśmy owadami

a nasze ciałka nie są połączone giętkimi elastycznymi błonami

mogłabym porzucić praktykowanie jogi i wygiąć się w łuk

triumfalny

to rozczulające nieprawdaż

chwasty zioła kwietne łąki

a tu jedynie moje łono

opuszczona gawra

dajcie mi mleko

a będę miała wszystko pod żebrami

i niech wytryska z piersi

jak z otwartej rany

bo ktoś tu już był

ruch zdradza się w wymiętej ściółce

uchodzi i wychodzi tędy życie

jak przez uchylone wrota

tyle już zrobiliśmy a zrobimy jeszcze mniej

powiedziałeś chcę mieć z tobą dom jakby chodziło o psa

albo o dziecko

i rzeczywiście gra się to na tych samych akordach

refren powraca jak echo

akcent kładzie się na chcieć i na mieć

historia parzy w język

zróbmy sobie dom

ale to nie moja wiara

wierzę w schrony

w dym nie w dom

i czasem jeszcze w święte obcowanie

słodkie i lepkie jak miód

próżno mnie szukać w ciele

puste pokoje prawdziwie tętnią życiem

gdy odejdą wszystkie zapachy

wysiejemy tu łąki

niech wabią

pszczoły