O łajdactwach męskich

PIPPA

Pozwólcie mi opowiedzieć sen, jaki nocą śniłam. Później chętnie Was słuchać będę.

NANNA

Opowiadaj zatem!

PIPPA

Dzisiejszego ranka, o jutrzni1, zdało mi się, że przebywam w przestronnej, wysokiej i pięknej komnacie, ukraszonej2 obiciem z zielonego i żółtego aksamitu; na kobiercach wisiały szpady o złoconych rękojeściach, kapelusze z aksamitu przetykanego srebrnymi nićmi, birety, medale, obrazy i inne szacowne przedmioty. W kącie komnaty stało łoże zasłane złotogłowiem3, ja zasię4, pusząc się i dmąc niby opat, królowałam na stolcu5 obitym purpurowym jedwabiem i usianym złotymi guzami na podobieństwo tronu papieża. Woły, osły, barany, bawoły, lisy, pawie, pantery i kosy cisnęły się do mnie. Tłukłam je, waliłam, skubałam je i podstrzygałam, gręplowałam6 ich wełnę, wyrywałam im pióra tak ze skrzydeł, jak i z ogona, podrzucałam je ku górze, jednakże żadne ze zwierząt nie oddalało się, ani nie uciekało ode mnie; przeciwnie, bydlęta lizały mnie od stóp do głowy. Chciałabym wiedzieć, co oznaczać może ta zjawa senna?

NANNA

Sen ten pojmuję lepiej niż Daniel7, dlatego też możesz się za szczęśliwą poczytywać. Woły i osły — to nikczemne kutwy, zabiegające o twoje względy, Pippo! Niechaj się rozpukną8 ci skąpcy! Barany i woły oznaczają poczciwych głuptaków, którzy pozwolą się łatwo skubać i podstrzygać; w lisach widzę chytrych łotrów, co ostatni dech wypuszczą, dostawszy się w twoje pazury, w pawiach bez ogonów — bogatych i urodziwych otroków9. Pantery i kosy przedstawiają czeredę10 mężczyzn, którzy głowy potracą, gdy cię ujrzą i gdy twój szczebiot usłyszą.

PIPPA

Jakie jest znaczenie innych okoliczności i przydatków11?

NANNA

Powoli, powoli, córuchno! Komnata ozdobiona kobiercami oznacza wielkość; szacowne przedmioty, wiszące powszędy12 — to łupy, które invisibilium lub visibilium13 wydrzesz temu lub owemu kaczale14. Tron papieski jest wyobrażeniem honorów, jakie na całym świecie odbierać będziesz. Tak więc dojdziesz aż pod baldachim!

PIPPA

Poczekajcie, poczekajcie! Pawie, które mi się we śnie zjawiły, nie wrzeszczały wcale, co zwykle są w obyczaju15 czynić. Co to może znaczyć?

NANNA

Oto, na czym prawdziwość moich przepowiedni się gruntuje16, oto, co okazuje17, jak bardzo roztropna będziesz! Ci, których sidła twojej miłości pozostawią gołych na piasku Barbarii18, nie wydadzą nawet jednego okrzyku skargi. Teraz zasię słuchaj mnie, a słuchając, dobrze sobie w pamięć wrażaj19 moje słowa. Oby Bóg sprawił, by pouczenia twojej mateczki ochroniły cię skutecznie przed łajdactwami mężczyzn. Niestety! Mówię: niestety, myśląc o tych nieszczęśnicach, co swoją zgubę znalazły dzięki rajfurkom20, rufianom21, obietnicom, natręctwu, wszelakim sposobnościom, pieniądzom, pochlebstwu, urodziwym licom22 i złej fortunie, która je chwyta za włosy. I nie sądź, aby te losów obroty czyniły jakąś różność między kurwami a nie-kurwami — przeciwnie, dotykają one po równo wszystkie białogłowy23.

Już się dorozumiewam24, że moja gawęda będzie jak obiad, złożony z różnych rodzajów potraw; ponieważ nigdy do stołu nie usługiwałam, więc nie wiem, co podać wprzód25. Chociaż antypasty26 pojawiły się na świecie, aby apetyty zaostrzać, przecię27 ja, jedząc, wolę zaczynać od tego, co najsmakowitsze. Dlatego też uraczę cię na początek jednym z najwstrętniejszych bezeceństw, jakie znam. Urodziwe oblicze białogłowy od razu podaje się na widok28 temu, co na nie patrzy. Któż by zabiegał o względy podwiki29, wiedząc, że ma ona pod suknią kształt krowy? Przeciwnie, gdy mężczyzna widzi piękną twarzyczkę, zaraz jest skłonny przypuszczać, że i reszta musi być łakomym kęskiem30.

PIPPA

Jakież udatne31 porównania czynicie! Ale teraz do rzeczy!

NANNA

Pewien baron romański32 (a nie rzymski) uciekł z obleganego Rzymu przez dziurę w murze, przez którą zaledwie mysz by się przecisnąć zdołała33. Znalazł się na pokładzie statku, pospołu34 z chmarą swoich towarzyszy. Siła rozpętanych wiatrów rzucała ich na wybrzeże, tuż obok portu wielkiego miasta, którego panią była pewna signora35 o nieznanym mi imieniu.

Wyszedłszy na przechadzkę, obaczyła36 nieboraka, leżącego na ziemi. Był przemokły do nitki, srodze potłuczony, wybladły i kudły miał na łbie zjeżone. Gorsza sprawa, że kmiecie37, biorąc go za jakiegoś znacznego hiszpańskiego granda, otoczyli go, chcąc z nim i z jego towarzyszami uczynić to, co czynią łotrzykowie w gąszczu leśnym z człekiem odbitym ze swojej drogi. Aliści38 signora, jednym skinieniem głowy hultajów na szubienicę wysławszy, zbliżyła się doń dobrotliwie i łaskawie go pocieszyła, zawiodła go do swego pałacu, a potem kazała naprawić statek i z książęcą hojnością obdarować rozbitków. Udała się takoż39 w odwiedziny do barona, który już swą pyszną minę odzyskał. Jęła słuchać poematów, dyskursów, przysiąg i kazań, z jakimi się do niej obrócił, upewniając, że zapomni o jej dworności dopiero wówczas, gdy rzeki bieg swój odmienią.

O wy zdrajcy, o wy kłamcy, o oczajdusze40! Gdy się fanfaron41 tak romańską modłą42 chełpił43, nieszczęśnica, biedaczka i idiotka pożerała go oczyma, a pomiarkowawszy szerokość jego bar44 i piersi, w osłupienie popadła. Jeszcze większym zadziwieniem napełnił ją pyszny i dumny wyraz jego oblicza. Spojrzenie ócz45 barona wywołało jej serdeczne westchnienie, jego kędzierzawe, złote włosy w zachwyt ją wprawiły. Nie mogła się powstrzymać od tego, aby nie pochłaniać wzrokiem jego wdzięcznej postaci, aby nie podziwiać wdzięków, w jakie go wyposażyła ta maciora-natura. Jednym słowem chłonęła boskość jego oblicza. Niechaj będzie przeklęta ta twarz i reszta!

PIPPA

Po cóż przeklinać, mateczko?

NANNA

Oblicze prawie zawsze w błąd wprowadza, oszukuje i zwodzi dwieście razy na sto; świadectwem tej prawdy niech będzie pyszny pozór46 barona, w którym nasza signora zadurzyła się47 na zabój. Przykazała zastawić stoły i gdy już wszystko do królewskiej uczty przygotowane zostało, usiadła obok swego gościa. Opodal zajęli miejsca inni rozbitkowie, a takoż i niektórzy poddani signory. Służba postawiła na stole srebrne półmiski z różnym rodzajem mięsiwa. Gdy przytomni już pierwszy głód zaspokoili, baron ofiarował signorze upominki.

PIPPA

Czymże ją obdarzył, na Boga?

NANNA

Wręczył jej mitrę48 z brokateli49, którą Jego Świątobliwość, papież, miał na głowie w popielcową środę, parę sandałów przybranych złotą lamówką, zdobiących stopy papieża w ów dzień, gdy Jan Mateusz50 je całował, pastorał51 jednego z papieży, gałkę z obelisku, klucz wydarty przemocą z rąk świętego Piotra, strażnika niebieskich schodów, obrus służący do cichej mszy52 w Watykanie i nie wiedzieć ile jeszcze relikwii, które, zgodnie z tym, co mówił, przed zachłannością swoich wrogów ocalić zdołał. Później pojawił się grajek, zawołany mistrz w grze na skrzypcach, i dobrze swój instrument nastroiwszy, jął53 śpiewać różne androny54.

PIPPA

Cóż on śpiewał, mateczko?

NANNA

Śpiewał o nienawiści gorąca do zimna i zimna do gorąca, wyjaśniał, dlaczego lato ma dni długie, a zima krótkie, mówił o pokrewieństwie, jakie zachodzi między piorunem a grzmotem, między grzmotem a błyskawicą, błyskawicą a chmurą i chmurą a pogodą. Tłumaczył, gdzie się znajduje deszcz, gdy pogoda panuje, i gdzie się ukrywa pogoda, kiedy deszcz pada. Opowiadał o śniegu, gradzie, szronie i mgle, o gospodyni zamtuza55, która wstrzymuje się od śmiechu, słysząc płacz, a takoż wstrzymuje się od płaczu, śmiech słysząc. Później rozwodził się szerokimi słowy56 nad ogniem płonącym na dnie błyszczących pucharów i nad tym, czy konik polny śpiewa skrzydłami czy też gardłem.

PIPPA

Piękne są to sekrety!

NANNA

Jej Oświeconość, signorę, która słuchała śpiewu tak, jak zmarli Kyrie eleison57 słuchają, otumaniły już całkiem dworne maniery barona oraz jego szczebiot. Ponieważ, jak jej się zdało, żyła na świecie tylko wówczas, gdy ten człek gadał, jęła więc wypytywać się go o papieży i kardynałów. Później błagała go, aby jej wytłumaczył, jak to mnisia przebiegłość mogła zginąć w pazurach drapieżnych łap. Baron, chcąc spełnić jej prośbę, dobył z piersi westchnienie, jakie się wymyka kurwie, ilekroć ta obaczy dobrze nabity mieszek58, i rzekł:

„Ponieważ Wasza Wysokość pragnie, abym przypomniał sobie rzeczy, które mnie napełniają odrazą do mej pamięci, opowiem tedy59, jak to cesarzowa świata stała się niewolnicą Hiszpanów, a takoż rzeknę o wszystkich niedolach i nieszczęściach, jakie widziałem. Jakiż jednak Żyd, Niemiec czy Turek mógłby być tak okrutny, aby opowiadać o tych rzeczach bez tego, by nie pęknąć od żalu60 i boleści?”. Później przydał: „Pora już na spoczynek, signora, bowiem gwiazdy mierzchną61 na niebie. Jeżeli jednak macie wolę dowiedzenia się o nieszczęściach naszych, rozpocznę moją historię, chocia62 jest ona dla mnie rozdzieraniem ran niezabliźnionych”. Po tych słowach zaczął opowiadać o ludzie, który chcąc zaoszczędzić sześć dukatów63, pozwolił się obłupić ze skóry.

Pewnego dnia poszły w Rzymie słuchy, że lancknechty64 niemieckie zbliżają się do murów miasta, aby koniec świata uczynić. Jeden mieszczuch mówił do drugiego: „Zabieraj swoje manatki i czmychaj65!”. Wielu uciekłoby, gdzie pieprz rośnie, gdyby ich nie wstrzymało zdradzieckie obwieszczenie: „Pod karą stryczka!”. Gdy to obwieszczenie wiadomym się stało, tchórzliwy lud jął zakopywać dukaty, naczynia srebrne, klejnoty, naszyjniki, szaty i wszystkie szacowne66 przedmioty. W zbiorowiskach pospólstwa każdy gadał to, co mu do głowy przychodziło o materii67 przerażenia, jakie duszami wszystkich owładnęło. Od czasu do czasu kapitanowie i dowódcy (niechaj im kat świeci!) przechodzili i odchodzili na czele oddziałów żołnierzy. Gdyby odwaga zasadzała się na pięknych kaftanach, lśniących butach i szpadach, dobre przyjęcie spotkałoby Hiszpanów i Niemców! Baron opowiadał, jak to pewien pustelnik wrzeszczał na ulicach: „Odprawiajcie pokutę, mnisi! Czyńcie pokutę, złodzieje, i proście o zmiłowanie, bowiem godzina kary zbliża się już wielkimi krokami”. Aliści ich pycha nie miała uszu! Jednakoż68 skryby69 i faryzeusze70 zebrali się koło krzyża na Monte Mari71, do czego pustelnik nawoływał. Gdy słońce błysnęło na puklerzach72 wojsk wrażych73, blask ten przeraził tchórzów zebranych na wałach, bardziej niźli74 blask błyskawicy lub huk gromu. Nikt nie myślał o tym, co przedsięwziąć należy, aby odeprzeć zbliżających się nieprzyjaciół. Wszyscy szukali oczami jakiejś dziury, przez którą by czmychnąć mogli. W tej chwili wszczął się piekielny rumor w stronie75 Monte San Spirito76. Nasi dzielni wojacy od parady czynili w pierwszym natarciu wrażenie tych, co umieją jakąś rzecz zrobić od pierwszego zamachu; później już niezdatni są do niczego. Chcę rzec, że zabili Bourbona77 i że, pochwyciwszy siła78 sztandarów, zanieśli je do pałacu, wrzeszcząc: „Wiwat, wiwat, hura!”. Od tych okrzyków ziemia i niebo ogłuchnąć by mogły. Gdy już sądzili, że zwycięstwo odnieśli, zniesione zostały barykady na Monte i nieprzyjaciel uczynił pasztet z pospólstwa nieprzyjmującego udziału w bitwie; później posunął się aż do Borgo79. Stamtąd niektórzy przebrali się80 przez most i dotarli aż do Banchi81, aliści wkrótce cofnęli się z powrotem. Powszechnie mniemają, że dobra duszyczka Zamku Świętego Anioła82, gdzie nasz poczciwiec83 schron84 znalazł, nie chciała ostrzeliwać wrogów z dwóch przyczyn: aby nie puszczać na wiatr pigułek i prochu i aby nieprzyjaciół w jeszcze gorszą kolerę85 nie wprawiać. Troskano się86 tylko o spuszczenie sznurów, by przy ich pomocy wciągnąć na górę kleryków87, których już ogień w tyłki prażył. Lecz oto noc nastała; z pierwszym mrokiem nieprzyjacielskie zastępy rozlały się z Zatybrza88 po całym Rzymie. Wrzask bije w niebo, słychać huk wywalanych bram, każdy ucieka, chowa się i lamentuje. Krew leje się na ulicach, powszędy mord się szerzy, wzięci na tortury krzyczą okropnym głosem, więźniowie zeznania składają, białogłowy wydzierają sobie włosy, starcy drżą; całe miasto przewraca się do góry nogami. Szczęśliwy ten, co zginął od pierwszej kuli, lub ten, kto, leżąc ranny, został przez kogoś podniesiony z ziemi. Któż jednak przedstawić zdoła okropności podobnej nocy? Mnisi, braciszkowie, kapelani i pospólstwo uzbrojone — wszyscy pospołu tłoczyli się w grobowcach, bardziej martwi niż żywi. Nie było już jednego zakątka, jednej dziury, jednej studni, dzwonnicy czy jamy, która by się nie zapełniła ciżbą89 ludzką. Osoby czcigodne na pośmiewisko wystawiano, deptano po ich szatach lub pluto na nie. Nie szczędzono domów, szpitali ani kościołów. Bezbożnicy wtargnęli nawet w te miejsca, gdzie mężczyzna pokazywać się nie waży, zmuszali także białogłowy, aby wchodziły tam, gdzie klątwa spotyka każdą kobietę, gdy tylko przez próg przestąpi. Serce się ściskało, gdy się patrzyło na mężów, czerwonych od krwi i przyzywających swoje zaginione żony głosem, który by mógł pobudzić do szlochu marmurowy głaz z Koloseum90. Baron opowiadał signorze to, co ja tobie powtarzam, a gdy doszedł do lamentów, jakie w Zamku papież czynił, przeklinając tego, co mu słowa nie zdzierżył91, wylał tyle łez, że w tych śluzach mógłby snadnie92 oczy swoje zatopić. Później, nie będąc w stanie wykrztusić choćby jednego słowa, zamilkł.

PIPPA

Jak to być może, aby współczuł nieszczęściu papieża, będąc wrogiem księży?

NANNA

Ponieważ nie jesteśmy gorszymi chrześcijanami niźli księża i ponieważ dusza winna dbać o swoje sprawy. Oto dlaczego baronem takie strapienie owładło93, iż signora podniosła się, ścisnęła go dwa razy z wylaniem94 za rękę i odprowadziła do gościnnej komnaty, gdzie ostawiła95, życząc mu dobrej nocy; później zasię sama na spoczynek się udała.

PIPPA

Dobrzeście uczynili96, mateczko, skracając tę historię. Nie mogłabym was dalej słuchać, łez nie roniąc.

NANNA

Opowiedziałam ci jeno97 ułomek98, utykając na jedną nogę i wtajemniczając cię to w jeden szczegół, to w drugi; przez ten cały czas skupiałam dopiero swoją pamięć. Potem nigdy do końca nie dojdziemy, tyle się bowiem znajdzie bezeceństw99 w moich wspomnień saku100. Gdybym ci chciała opowiadać o wszystkich mordach, łupiestwach101 i gwałtach dokonanych w domach, gdzie zbiegowie sądzili się być bezpiecznymi102, mogłabym łacno103 ściągnąć na się nienawiść ludzi, którzy mniemają, że nikt nie wie o tym, w jaki sposób zarzynali oni swoich przyjaciół.

PIPPA

Ostawcie prawdę na stronie104 i mówcie tylko same kłamstwa; za zasługę wam to poczytają.

NANNA

W samej rzeczy uczynię tak pewnego dnia.

PIPPA

Zróbcie to, ale przedtem nic nie rozgłaszajcie.

NANNA

Obaczysz sama! Tymczasem wracajmy do naszych spraw. Signora, która poszła na lep zaprawiony miłością do udatnego pozoru i dwornych manier barona, była cała w ogniu, a serce tak jej skakało w piersiach, jakby z żywego srebra było. Myśląc o znakomitości jego rodu i o dzielnych czynach, jakich, ani chybi105, dokonać musiał w czasie tej okrutnej nocy, przewracała się po swym posłaniu jak człek jakąś gorącą żądzą trawiony. Postać i słowa tego człeka tak silnie się jej w pamięć wraziły106, iż niewiele dbała o sen. Gdy dzień przy pomocy farb pana słońca nałożył nieco różu na policzki panny jutrzenki, podniosła się z łoża, poszła na spotkanie swej siostry i, opowiedziawszy jej pewien sen, rzekła: „Co sądzisz o przybyszu, który u nas gości? Czy widziałaś równie dostojną postać? Jakichże cudów dokazać musiał z bronią w ręku w czasie walk w Rzymie! Niemożliwą jest rzeczą, aby w żyłach jego nie płynęła krew wielce szlachetna. Gdybym po śmierci mego pierwszego męża nie uczyniła ślubu, że zostanę na zawsze we wdowieńskim stanie, może bym popełniła błąd po raz wtóry107, jednakoż uczyniłabym to tylko dla niego, dla niego!

Nie chcę nic ukrywać przed tobą, pani siostro! Przeciwnie, klnę się na mój afekt108 do znakomitego gościa naszego, że po śmierci mego męża serce moje było skąpe dla miłości; dzisiaj dopiero spostrzegam ślady dawnego płomienia, który ongiś109 całą mnie, bez reszty, trawił. Aliści, nim popełnię jakieś plugastwo110, niechaj ziemia się otworzy i połknie mnie za żywa111 albo niech piorun niebieski zwali mnie na sam dół otchłani. Nie jestem białogłową, która może poszarpać w kawały prawa swego honoru; ten, co moją miłość posiadał, uniósł ją ze sobą na tamten świat, gdzie się nią cieszyć będzie in secula seculorum112”. Skończywszy te słowa, jęła płakać rzewliwie113.

PIPPA

Nieboraczka!

NANNA

Siostra, która nie była obłudnicą i która brała rzeczy, jak się należy, jęła dworować114 z jej ślubu i lamentów. Później rzekła: „Zaliż115 to możliwe, abyś nie wiedziała, jak miłą jest rzeczą posiadać małe dzieciątka i z jakiego to miodu uczynione są dary pani Wenus? Cóż to znów za szaleństwo? Zaliż mniemasz, że dusze zmarłych innych trosk nie mają, krom116 tej, czy ich żony powtórnie za mąż się wydadzą? Czyż nie dość ci jeszcze zwycięstwa, jakie odniosłaś, nie chcąc wstąpić w stadło117 z jednym z tych licznych książąt, którzy o twoje względy zabiegali; chcesz jeszcze wstręty czynić temu psotnikowi, Kupidynowi118? Nie próbuj tego, szalona głowo, bo sobie kark skręcisz! Poza tym wszyscy sąsiedzi są twymi wrogami; umiej skorzystać ze sposobności, która kosmyk swych włosów do rąk ci wkłada; gdy nasza krew zmiesza się z krwią rzymską, jakiż kraj będzie się mógł nam oprzeć? Teraz zaś rozkaż, aby po klasztorach odprawiano modły na intencję uskutecznienia naszego zamysłu. Znajdziemy, być może, sposób skuteczny, aby barona tutaj zatrzymać. Mniemam, że jako człek z majętności swoich wyzuty119 i mający przetrącone gnaty, dobrze się tu czuć będzie w czasie, gdy serce zimy ostrym chłodem na świat zionie”. W oczach twych widzę pytanie, Pippo! Siostrzyczka umiała tak dobrze nieszpory120 odśpiewać, że signora wysłała do wszystkich diabłów swój ślub i swoją wstydliwość, a cześć swoją nogami podeptała. Stojąc, siedząc, leżąc, milcząc czy rozmawiając, zawsze tylko widziała swego barona lub na niego czekała. Noc nadchodzi i gdy wszystko śpi, nawet świerszcze, ona czuwa, przewraca się w łożnicy121 z boku na bok, rozmawiając z nim w swej imaginacji122, trawiona cierpieniem znanym jeno tej, co kładzie się do łoża lub z niego wstaje, zgodnie z tym, czy zazdrość chce, aby się położyła, czy też, aby wstała. Aby ci powiedzieć jasno, signora, której się w głowie przewróciło, doszła do złej mety123, doszła tam, moja córko...

PIPPA

I mądrze zrobiła!

NANNA

Przeciwnie, bardzo głupio!

PIPPA

Dlaczego?

NANNA

Dlatego, że jak pieśń powiada:

Kto na swym łonie węża tuli.

Temu wąż jadem swym zapłaci.

Teraz opowiem ci o zdrajcy. Gdy signora przyprawiła już rogi świętej pamięci temu, kto przed niedawnym czasem udał się do Porta Inferi124, ta kumoszka125-fama126 ludzka, ta próżniaczka i zły jęzor, fama rozgłosiła to powszędy. Książęta, co o rękę signory zabiegali, klęli teraz, na czym świat stoi, szkalowali127 biedną białogłowę i obmawiali ją, co się zowie. Tymczasem Kain128, widząc się już przywróconym do pierwotnego stanu, nażartym i strojnie przybranym, przywołał swoich kompanów129 i rzekł:

„Przyjaciele! Rzym pojawił mi się we śnie i przez usta świętych swoich polecił mi, abym stąd precz wyruszył. Moim przeznaczeniem jest odbudować Rzym w jeszcze piękniejszej postaci. Gotujcie się zatem do drogi, ścisłą tajemnicę zachowując, ja zaś znajdę jakiś pozór130, aby się pożegnać z signorą”. Któż jednak mógłby zasypać popiołem oczy kochanków, którzy widzą to, czego nikt nie widzi, i słyszą to, czego nie słyszy nikt? Gdy signora spostrzegła, że upragniony jej łup przy pomocy swego statku chce uczynić Leva eius131, w taką wściekłość popadła, iż, zbywszy się rozumu, jęła latać jak szalona po całym mieście. Stanęła przed baronem, z obliczem pokrytym bladością śmiertelną, z oczyma czerwonymi od płaczu i ze spieczonymi usty132; rozwiązała swój język, zwikłany133 w sieciach Amora134, i rzekła w te słowa:

„Mniemasz, wiarołomny, że uda ci się uciec stąd bez mojej wiedzy? Masz więc serce tak twarde, że ani nasza miłość, ani ślubowana mi wiara, ani śmierć, na którą jestem gotowa, niezdolne są tutaj cię zatrzymać! Równym okrutnikiem jesteś jednak i dla samego siebie, bowiem chcesz wyruszyć na morze teraz, gdy zima sroży się okrutna. O bezlitosny człeku! Nie tylko nie lza135 ci odjeżdżać w kraj daleki, ale i do Rzymu udawać się nie powinieneś, choćby i owa pora roku, którą teraz przeżywamy, wiosenna i słoneczna była.

Ode mnie to uciekasz, okrutniku, ode mnie uciekasz, wiarołomco! Błagam cię i zaklinam na te łzy, co mi obficie z ócz tryskają, na tę prawicę, która kres męczeństwu memu postawi, na nasze ledwie rozpoczęte wesele, miej litość nad moim stanem i nad moim domem, jeżeli tylko rozkosze, jakich ze mną zażywałeś, mają jakąś cenę dla ciebie. Jeżeli prośby, które Boga zmiękczyć by zdołały, znajdą przystęp do ciebie, odmień swój zamysł i pozostań tutaj. Gdy mnie opuścisz, ściągnę na się nienawiść i rankor136 nie tylko książąt, markizów i znacznych panów, którym ręki swej odmówiłam, lecz i własnych poddanych oraz wasali137, co mną gardzić poczną. Zdawa138 mi się, że się stanę ich niewolnicą. Zniosłabym jednak wszystko, gdybyś ostawił mi synaczka139, mającego w oczach odbicie wdzięcznego oblicza twego”.

Płacząc i zawodząc, tym kształtem140 mówiła. Zdrajca i mistrz w sztuce chytrości trwał uporczywie przy złudzie swego snu i nawet oczu nie opuścił. Nie dawał się zmiękczyć łzom i prośbom, podobnie do tego skąpca i złodzieja, co w czasie głodu, widząc jak biedacy umierają na ulicach, nie chce dać kromki chleba głodnemu żebrakowi. Mówiąc węzłowato, oznajmił, że nie myśli zapierać się swych obowiązków wobec niej, że będzie zawsze o niej pamiętał i że nie miał zamiaru opuszczać jej bez uprzedniego uwiadomienia141. Hultaj z miedzianym czołem142 łgał misternie, że pragnął poślubić signorę, a winę, że tak się nie stało, przypisywał coeli coelorum143. Przysięgał jej, że anioł pojawił mu się we śnie, rozkazując mu wielkich dzieł dokonać.

Aliści było to wszystko jak kazanie do głazów. Signora patrzyła na barona gniewliwym144 wzrokiem; w jej zapalonym sercu dyszała wściekłość, a wzgarda, pomieszana z bólem, wyglądała z jej ócz. Obróciwszy się do swego kochanka, rzekła: „Nigdy nie byłeś rzymianinem, a takoż łżesz niegodnie, że ze szlachetnego pochodzisz rodu. Okoliczne suki swym mlekiem cię wykarmiły. Oto dlaczego nie okazałeś najmniejszego wzruszenia, gdy ja błagałam cię i zaklinałam. Do kogóż jednak ze swym nieszczęściem się udam, skoro tam, w górze, nie ma nikogo, kto by mógł zważyć krzywdy moje na szalach sprawiedliwości? Nie ma dzisiaj, widzę, wdzięczności i cnoty, a jam jest tego oczywistym dowodem. Przygarnęłam tego człeka, wydartego morzu, obdarzyłam go częścią moich dostatków, oddałam mu się, a on w zamian za to porzuca mnie, zdradzoną i osławioną145.

Na domiar wszystkiego stara się wmówić we mnie, że zjawił mu się poseł niebieski, aby go wtajemniczyć w sekrety Pana Boga, tak jakby Bóg nie miał nic do czynienia, krom zajmowania się podobnymi andronami. Ale nie wstrzymuję cię! Idź, idź drogą, jaką wskazują ci sny i widzenia; zapewne przywrócisz do dawnego stanu lud Izraela. Mam nadzieję, że kara okaże się skałą, o którą rozbiją się zamysły twoje. Będziesz wówczas wzywał imienia mego, będziesz mnie błagał tysiąc razy o wspaniałomyślność i tkliwość, aliści ja będę trwała w mojej zapamiętałości. Zemszczę się ogniem i żelazem, a gdy umrę, mój cień i moja dusza jeszcze cię prześladować będą”. Nie mogła już nic więcej powiedzieć, bo z nadmiernej boleści głos jej uwiązł w gardle, tak iż rozpoczętą mowę w połowie ucięła. Jak chora o gasnącym wzroku, nie mogąc się utrzymać na nogach, padła na ramiona ludzi stojących z nią, którzy zanieśli ją do łożnicy. Baron ostał sam. Wstyd, płynący z tego, że oszukał nieszczęsną białogłowę, wywołał rumieniec wstydu na jego zdradzieckim obliczu. Płaczesz Pippo?

PIPPA

Niechaj zginie ten tchórz nędzny!

NANNA

Zasłużył na ćwiartowanie, bowiem, wysłuchawszy lamentów signory, mimo to postanowił w drogę wyruszyć. Jego ludzie, ciągnący statek na brzeg, przypominali mrówki, które zapasy na zimę zbierają. Jeden niósł dzbany z wodą, drugi gałęzie, trzeci... a niechże mu czart świeci!

PIPPA

Cóż w tym trakcie146 czyniła opuszczona?

NANNA

Jęczała, wzdychała, drapała paznokciami ciało swoje, a słysząc okrzyki marynarzy, dyszała ciężko, mdlała i żegnała się z życiem. O okrutny Amorze, po co nas tak straszliwie na krzyżu rozpinasz?

Signora, żywiąc resztę nadziei, rzekła do swej siostry:

„Droga siostro! Zali147 nie widzisz, że baron odjeżdża i że statek już kotwicę podnosi? Przeczże148, o wielkie nieba, nie mam siły, aby znieść to opuszczenie? Ty jedna, droga siostro, możesz mi przyjść z pomocą, bowiem baron uczynił cię powiernicą swoich myśli i zawsze wielką ufnością cię obdarzał. Udaj się zatem do niego i staraj się zmiękczyć jego serce. Powiedz mu, aby mnie, która go miłuję nad życie, tę jedną łaskę wyświadczył, a mianowicie wstrzymał się z odjazdem do czasu, kiedy morze będzie łagodniejsze, a czas bardziej do podróży sposobny149. Nie chcę go zmuszać, aby mnie poślubił, wiem bowiem, że mną gardzi, nie pragnę go tu także zatrzymać. Niechaj mi tylko pewnej zwłoki użyczy, abym swój ból cokolwiek ułagodzić mogła. Jedno mam tylko pragnienie: nauczyć się ból znosić”.

Po tych słowach zamilkła, płacząc rzewliwie.

PIPPA

Serce mi się kraje!

NANNA

Jej nieszczęśliwa siostra, moja Pippo, powtórzyła mu szczegółowo wszystkie słowa, jęki i rozpacze, ale okrutnik nie zmiękł wcale. Można by było rzec, że jest murem, o który rozbijają się pęcherze, nadęte wiatrem. Wreszcie signora, upewniona już, że odjazd nastąpić musi, postanowiła uciec się do czarów, aczkolwiek sumienie srodze ją nękało.

PIPPA

Zaliż czary skuteczne się okazały?

NANNA

Owszem. Signora przywołała strzygi150, zjawy, demony, wróżki, harpie151, księżyc, słońce, gwiazdy, niebo, ziemię, morze, piekło i wszystkich diabłów. Rozlewała czarną wodę, rozrzucała prochy zmarłych i trawy suszone. Mruczała magiczne zaklęcia, kreśliła znaki i dziwne figury, gadała sama ze sobą, aliści żaden święty nie dbał o oszukaną kochankę. Zaklęcia te odprawiała zawsze o północy; sowy, puchacze i nietoperze drętwiały we śnie, jedynie ona nie mogła swych oczu snem pokrzepić. Miłość męczyła ją okrutnie. Milcząc przez czas niejaki, wreszcie rzekła do się:

„Cóż teraz, nieszczęsna, uczynię? Wezmę za męża jednego z tych, których odrzuciłam? Będęż czekała, aż dla rzymian fortuna się uśmiechnie? Może z ich pomyślności niejaki profit152 odniosę, bowiem przychodziłam im nieraz z pomocą, a ten naród umie być wdzięczny za dobrodziejstwa mu okazane. Któż by jednak mnie przygarnął, nawet gdybym się dostała na ich dumny statek? Zaliż nie doświadczyłam krzywoprzysięstwa od tych rzymian, którzy dworują sobie ze mnie? Mam więc patrzeć spokojnie, jak podnoszą żagle i wyruszają na morze? Ach, mrzyj153, mrzyj, nieszczęsna, i ból ten żelazem ulecz! A ty, o moja siostro, przeczże rzuciłaś mnie w otchłań tego zła, przeczżeś mi zdradzić kazała prochy mego męża i mój ślub czystości? O ja, nędzna białogłowa!”.

PIPPA

Jakież żałosne narzekania!

NANNA

Skoro się już wzruszasz, słuchaj mnie, która opowiadam jeno ich ułomek i wszystko osładzam litościwie, cóż byś uczyniła, słysząc te lamenty z jej własnych ust?

PIPPA

Ani chybi z wielkiej litości popadłabym w omdlenie.

NANNA

Baron kazał zanurzyć wiosła w wodę; nim odbił od brzegu, ciągle się oglądał w obawie, czy lud nie rzuci się na niego. Gdy wzeszła jutrzenka, zrozpaczona signora, dla której noc była dłuższa niźli msza na Boże Narodzenie, stanęła w oknie i, ujrzawszy statek już daleko od portu, jęła się ryć paznokciami po piersiach, drapać do krwi twarz, wyrywać sobie włosy i krzyczeć:

„O mój Boże, człek ten ucieka ode mnie, wbrew mej woli! Cudzoziemiec wzgardził moją potęgą, a moja władza wobec niego nie zdała się na nic. Zaliż nie będę go ścigała na koniec świata? Do mnie tu, do mnie wszyscy, przynieście oręż154, dajcie ognia z muszkietów. Cóż ja jednak mówię, gdzie jestem? Ach nieszczęsna, twój okrutny los już jest bliski! Powinnam to uczynić wtedy, gdy mogłam, a nie teraz, gdy nie jestem w stanie. Oto wierność tego, co ocalił relikwie Rzymu! Oto człek, który, jak tkliwy syn, miłuje ojczyznę swoją! Obrócił się do mnie plecami i tym kształtem płaci mi za dobrodziejstwa mu okazane i za moją dworność155. Dlaczegóż jednak, będąc już na tropie jego zdrady, nie zabiłam go? Albo czemu nie posiekałam go na potrawę, aby jeść jego gorące i jeszcze drgające ciało? Ponieważ i tak umrzeć muszę, winnam była ich spalić pospołu ze statkiem”.

To rzekłszy, przeklęła Rzym, miejsce, na którym jest postawiony, a takoż jego przyszłość i przeszłość. Błagała niebo i ziemię, aby z jej prochów powstało plemię zemsty i nienawiści. Później, odesławszy pod jakimś pozorem swą dawną karmicielkę156, postanowiła się zabić.

PIPPA

Jak to zabić się?

NANNA

Ano zabić się!

PIPPA

W jaki sposób?

NANNA

Z twarzą obłąkaną, na której widniała już bladość śmierci, z oczyma krwią nabiegłymi, weszła do swojej komnaty i w paroksyzmie rozpaczy obnażyła jedną ze szpad, pozostałych po Kainie. Gdy już chciała przebić pierś swą na wylot, mroczny wzrok jej padł na rzymskie szaty i na łoże, w którym sypiała z Judaszem157. Wstrzymała na chwilę swoją rękę, wstrzymała ją, aby wypowiedzieć ostatnie słowa, które takie były:

(Odkąd mnie ich nauczono, zachowuję je w pamięci, niby Pane Nostrum Quotidiano158).

„O szczątki, które byłybyście mi drogie, gdyby Bogu i losowi tak się podobało, przyjmijcie, proszę, do siebie tę duszę, rozdzieloną od ognia ją ożywiającego. Przeżyłam już mój czas, do życia oznaczony159, a teraz pospołu z mym cieniem pod ziemię schodzę. Zbudowałam wielkie miasto, widziałam, jak się wznosiły moje gmachy, zemściłam się za brata mego męża160, byłabym więc najszczęśliwszą pośród szczęśliwych, gdyby statek rzymski nie przypłynął do mych brzegów”.

To rzekłszy, jęła walić w łoże głową, przewróciła je na ziemię i szczękając zębami, krzyknęła:

„Nie porzucę tego życia bez zemsty! Żelazo, przeszywając moją pierś, zabije tego rzymianina, który żyje w moim sercu. Umierajmy, bowiem trzeba, abyśmy umarli!”.

Zaledwie te słowa wyrzekła, już padła na ziemię, mając pierś szpadą przeszytą.

PIPPA

Cóż powiedział baron, kiedy się o tym dowiedział?

NANNA

Że postąpiła jak wariatka. Tak tedy odbyła niewielką przechadzkę na tamten świat, tym kształtem, jak ci tu przedstawiam, a stało się to dlatego, że zbytnio mężczyźnie ufała. Och, mężczyźni, mężczyźni! Prawdziwą zasługą jest was uśmiercać, zważywszy na to, że wy nas ciągle zabijacie. Abyś mi na przyszłość nie skąpiła wiary, przejdę teraz do figla, jaki spłatał biednej kurwie pewien dworak161 i pewien żak162.

PIPPA

Nie powiedzieliście mi jeszcze, mateczko, jak mam poczynać sobie z żakami lub dworakami.

NANNA

Ci dwaj łotrowie, miasto163 mnie, sami cię pouczą. Wystarczy jeden dworak i jeden żak, abyś się nauczyła wszystkiego.

PIPPA

Dobrze, mateczko, ale wstrzymajcie się, wstrzymajcie się przez chwilę...

NANNA

Dlaczego?

PIPPA

Śniłam dwa sny tej nocy, a opowiedziałam wam jeden tylko.

NANNA

Nie widziałam nigdy dzieweczki bardziej od ciebie krotochwilnej164. Pleciesz dzisiaj, co ci ślina na język przyniesie.

PIPPA

Posłuchajcie, co jeszcze śniłam.

NANNA

Opowiadaj zatem, córuchno!

PIPPA

Zdawało mi się, że cały Rzym wrzeszczał: „Pippo, ach Pippo, ta oszustka, twoja matka, ukradła ćwierć Wergiliusza165 i poszła z nią na ustronie, aby...”.

NANNA

Ha, ha, ha! Jeszcze dwa słowa, a zmusiłabym cię, abyś mi jaśniej wszystko wytłumaczyła. Tam do diabła, któż to mógł być? Jednakoż zbytnio się nad tym nie głowiąc, powiem, że ani chybi był to jakiś wielki nicpoń, skoro przyzwolił, aby ukradziono ćwierć jego osoby. Resztę można spokojnie psom na pożarcie rzucić.

PIPPA

A teraz prędko do żaka i do dworaka!

NANNA

Żak, bardziej w dwornościach niż w księgach zawołany166, chytry, przebiegły, zwinny, żywy, złośliwy, a do tego hultaj w najwyższym stopniu, przybywa do Wenecji. Ukrywa się z początku przez kilka dni i w tym czasie dowiaduje się szczegółowo o wszystkich najbogatszych kurtyzanach167, czyli o największych złodziejkach, jakie są w mieście. Wszczyna rozmowę z głupcem, u którego zatrzymał się w gospodzie, i daje mu do poznania, że jest siostrzeńcem kardynała. Przybył do Wenecji w przebraniu, aby rozkoszy przez miesiąc zażywać, a jednocześnie zakupić siła klejnotów i materii168.

Bierze oberżystę169 na stronę i powiada:

„Mój przyjacielu, chciałbym się przespać z tą signorą; idź, odszukaj ją i powiedz jej, kim jestem, ale niechaj przysięgnie, że mnie nie zdradzi. Gdy będzie umiała tajemnicy dochować, pozna szlachetność duszy mojej”. Posłaniec pognał na złamanie karku, dopadł do bramy pięknisi i, schwyciwszy za kołatkę, wywołał na ganek pokojową. Pokojowa poznała rajfura, a później, żadnych trudności nie czyniąc, pociągnęła za sznur. Wysłaniec170 wszedł do domu i, wtajemniczywszy damę w całą sprawę, przepuścił przez groblę171 rzekomego synowca172 Jego Rewerencji173. Nicpoń wszedł na schody z całą dostojnością kardynalską. Signora wyszła mu naprzeciw i na pierwszym pojrzeniu174 poznała, że jest mu dobrze do twarzy w kaftanie z czarnego atłasu, w kapelusiku okrągłym i w trzewikach de terzio pelo175, że się tak górnie po hiszpańsku wyrażę. Podała mu do pocałunku rękę i usta, z gestem najszlachetniejszego kurwiarstwa176, jakie sobie tylko wystawić177 można. Gdy się rozmowa zaczęła, przybysz za każdym słowem wtrącał: „...Monsignore178, mój wuj”. Potrząsał przy tym głową ruchem bardziej książęcym niźli sami książęta i zachowywał się tak, jakby mu wszystko śmierdziało pod nosem. Mówił powoli, dostojnie, cedząc słówka przez zęby, w miarę spluwając i udając, że słucha, co dama powiada.

PIPPA

Jakbym go tutaj przed sobą widziała!

NANNA

Wenecjanka, przy każdym duserze179, którym ten ladaco180 ją obsypywał, wołała:

„Ach, ach, nie mogę, umieram, dość tego, na Boga!”. Mówiła takoż jakieś głupstwa, które daremnie siliłabym się powtórzyć. Później postanowili przespać się razem. Żak skinął na swego rajfura, dał mu dwa cekiny181 i rzekł:

„Oswobodź mnie od kłopotów; sam zajmij się wszystkim!”. Nicpoń poszedł, zakupił siła przysmaków i odesłał żywność przez tragarza do domu boskiej piękności.

PIPPA

Można by było rzec, że przebywaliście w Wenecji, gdy się słyszy, jak opowiadacie o tragarzach.

NANNA

Zali nie wiesz, że znam to miasto?

PIPPA

Wiem, wiem!

NANNA

Nadeszła pora, gdy się już należało kłaść do łoża. Przyszły doktor, rozdziewając się182, rzecze:

„Ach, nie, nie, nie trudźcie się, Pani” i „Wasza Dostojność jest zbyt uprzejma!”. Później jednak pozwolił zdjąć ze swych pleców podarty, brudny żupanik183, wielce ciężki z powodu dwóch tysięcy dukatów, o których zaraz usłyszysz.

PIPPA

Cała w słuch się zamieniam.

NANNA

Kurwa, poczuwszy ręką ciężar skarbu, zaszytego pod podszewką, czyniła wrażenie rzezimieszka184, który zagiął parol185 na jednego z tych gapiów, co to pozwalają sobie wykradać sakwy186 spomiędzy ud.

Gdy żupan położono na stole, udała, że się niczego nie dorozumiewa, i tuszyła187, że otumani całkiem miłośnika, dając mu w łożu do woli rajskich jabłuszek i kopru188. O świcie pokojowy szalbierza189 wszedł do komnaty, bijąc czołem o ziemię; przeklęty żak rzucił mu swój mieszek, który przy upadku wielkiego hałasu nie sprawił, i rzekł: „Idź poszukać małmazji190 i marcepanów191”.

Nie trzeba było czekać długo. Przyniesiono małmazję, marcepany, tudzież192 jaja świeże. Miłośnicy zjedli obiad, wleźli do łoża z powrotem, później wstali i znów się położyli. Tą modłą193 spędzali czas przez pięć dni z okładem. Policz, że łotr użył rozkoszy przynajmniej za pięćdziesiąt bitych dukatów! Wreszcie żak-ladaco, wyłażąc z gniazda, rzekł gromkim głosem: „O gdybymż zrobił syna Waszej Wysokości! Podarowałbym mu wnet plebanię, opactwo lub arcybiskupstwo!”.

„Oby Bóg zdarzył” — odparła gamratka194 z cichym westchnieniem.

„A teraz nie traćmy czasu po próżnicy195” — rzecze ten zwodziciel, co zwiódł cały świat. Cóż uczynił?

Gdy trzymał w ręku żupanik, wzrok jego padł na skrzynię, na której widniało mnóstwo szatańskich zamków i kłódek. Poprosił swoją miłośnicę, aby zamknęła tam, dla różnych racji196, dukaty zaszyte pod podszewką. Signora zamknęła pieniądze i oddała mu klucz, mniemając, że już posiada ze dwie setki dukatów. Wówczas ten obsrajmurek197, ten zbrodzień198 powiada:

„Chciałbym nabyć złoty łańcuch w cenie stu pięćdziesięciu cekinów. Ponieważ nie jestem zbytnim znawcą, każcie mi przynieść kilka sztuk; dziś lub jutro łańcuch nabędę”. Signora, mniemając, że podarek będzie dla niej przeznaczony, przyniosła kilka łańcuchów i łańcuszków skromnej wartości, aliści jako że żaden nabywcy do smaku nie przypadł, zdjęła z szyi swój łańcuch, dwieście złotych dukatów wartający199, i posłała go Jego Wysokości przez rzekomego złotnika. Gamratka była wielce ukontentowana200, mówiąc do się: „Łańcuch powróci do mnie, a krom tego będę posiadała dwieście dukatów profitu”.

PIPPA

Już się dorozumiewam tego fortelu201, a przecie nie wiem, na czym się on zasadzał.

NANNA

Matacz202, trzymając w ręku łańcuch, zachwalał go nie inaczej jak handlarz, który by go chciał sprzedać komukolwiek. Mrużył oczy, obracał klejnot w ręku, mlaskał językiem i wreszcie rzekł:

„Jeśli pozwolicie, signora, dam złotnikowi jako zastaw pieniądze, które u was złożyłem. Chciałbym pokazać łańcuch jednemu z moich przyjaciół. Później podejmę sumkę, jaką jestem winien za klejnot, podniosę ją, mówię, tam, gdzie jest płatny ten oblig203”. I ukazawszy skrawek papieru, podstawił nogę tej, co była równie przebiegła jak on.

PIPPA

Jak to podstawił jej nogę? Nie pojmuję!

NANNA

Aby nie dobywać ze skrzyni jubki204, nabitej dukatami z mosiądzu, rzekła: „Weźcie łańcuch, Bogu dzięki, mam jeszcze kredyt u ludzi!”. I obróciwszy się do swego kuma205, pożegnała go skinieniem dłoni. Żak oswobodził dom od swojej czcigodnej osoby.

Nadchodzi wieczór — nie ma go, dzień wstaje — nie zjawia się wcale, znów noc zapada — żadnych wieści! Wówczas signora posłała do człeka, u którego szalbierz przemieszkiwał. Oberżysta wzruszył ramionami i pokazał całą majętność swego gościa: parę starych buciarów206, brudną koszulę i podarty kapelusz. Gdy przyniesiono jej te skarby, pobladła na twarzy niby ten, kogo pokojowiec okradł doszczętnie, osadzając go gołym tyłkiem na lodzie.

Rozbiła skrzynię, podarła żupan zębami i, obaczywszy same liczmany207, nie powiesiła się tylko dlatego, że jej w tym przeszkodzono.

PIPPA

Cóż czynią stróże porządku na tym brudnym świecie?

NANNA

Nic wcale, moja córuchno! Nie ma już żadnej sprawiedliwości dla biednych kurew. Nasz świat był dobrym światem, bowiem w dobrych żyłyśmy czasach. Mój znamienity kum, Motta, dał mi ongiś dobry przykład. „Nanno — mawiał — kurwy dzisiejsze podobne są do dzisiejszych kurtyzan, które, chcąc się zbogacić208, kraść muszą — w przeciwnym razie bowiem umierają z głodu. Na jedną, co ma trochę mąki w dzieży209, przypada siła takich, co po żebrach chodzą. Całe zło stąd jednak płynie, że gust wielkich person się odmienił. Bądźcie przeklęte, małe koźlęta i wielkie kozły, co jesteście jedyną tego przyczyną”.

PIPPA

A ogień miłosny? Cóż on czyni?

NANNA

Ogień ogrzewa piece i pieczyste rumieni, wiesz dlaczego?

PIPPA

Nie, na mą duszę!

NANNA

Ponieważ ten nikczemnik-ogień bardziej lubi dzielnicę tylną, którą przypieka, niżli dzielnicę przednią, którą we wrzenie wprawia210.

PIPPA

Niechaj zginie odmieniec plugawy!

NANNA

Posłuchaj teraz opowieści o dworaku. O święta i droga sercu Wenecjo! Jesteś boska, jesteś godna podziwu, jesteś rozkoszna, aliści gotowa bym była na twą intencję w czasie dwóch wielkich postów ścisły post zachować tylko dlatego, że żarłoków, rozpustników, obsrajmurków i gołodupców dworakami zowiesz.

Pewien messere211, jeden z tych panów, co to żyją, jak się należy, a umierają na wiązce słomy, tyłkokręciciel, wiercipięta, urwis i pochlebca nabrzęczał tyle do uszu pewnej biedaczce, że ta upiekła się w dymie jego chwalb212. Zwodził ją przez cztery miesiące, darząc ją nikczemnymi213 upominkami: pantoflami ze zużytego jedwabiu lub aksamitu, parą chudych kurczaków od czasu do czasu, różańcem z drozdów, beczułką Corso214 i innymi podarkami, jakie mają zawsze w zanadrzu galanci bez grosza w kieszeni. Możesz łatwo obliczyć, że przez ten cały czas wydał zaledwie dwadzieścia talarów215. Dama, której wszystkie potrzeby pewien miłośnik zaspokajał, była pod urokiem tego wszarza216 i dlatego też wypuściła z rąk tylu kochanków, ilu ich mieć mogła. Serce rosło jej w piersiach, gdy wielkiego pana udawał.

PIPPA

Z jakiegoż to powodu przybierał taki pański ton?

NANNA

Z powodu ścisłej swej przyjaźni z pewnym kardynałem. Rzekomo Jego Rewerencja ściskał go za szyję dwa razy na dzień, nie jadł ni kęsa strawy217, nim się z nim nie podzielił, i odkrywał mu wszystkie swoje tajemnice. Gdy wszarz dość się już narozprawiał o swych krzywdach, stratach, profitach i beneficjach218, a takoż o nadziejach, związanych z Hiszpanią, Francją i Niemcami, zaczynał śpiewać głosem pękniętego dzwonu:

O włosy złote na wietrze rozwiane!219

Tak cienka jest ta nić, och, taka cienka! 220

Kieszeń jego kaftana była zawsze po sam wierzch nabita madrygałami221, napisanymi własnymi rękami poetów, których nazwiska wymieniał z taką wprawą, jak plebani wymieniają dni świąteczne. Kalendarz nie zna tych świąt tak dobrze, jak ja je znałam. Wbiłam je sobie kiedyś dobrze w pamięć z okazji pewnej komedii i były mi bardzo użyteczne. Wmówiłam w pewnego głupca, że jestem poetką... ale dosyć na tym!

PIPPA

Nauczyliście mnie, abym, gdy mi się zdarzy rzecz podobna do tej, co się wam przytrafiła, umiała postępować jak należy.

NANNA

Z nazwiskami możesz się zadawać, ale z poetami w ich własnej osobie nigdy!

PIPPA

Dlaczego z nazwiskami, a nie z osobami?

NANNA

Ponieważ ich talary są z drzewa i ponieważ nam płacą Gloria Patri222. Są oni (tu o wybaczenie ich proszę) czeredą szaleńców zamkniętych w klatce. Jak ci to już wczoraj mówiłam, otwórz im, wpuść ich do komnaty, usadź ich na pierwszym miejscu za stołem, ale nie dawaj im łakoci, jeżeli później tego ciężko żałować nie chcesz. Aliści wracam do mego dworaka, woniejącego223 pachnidłami, bez grosza w kieszeni, całego z mgły utworzonego. Otóż pewnego dnia zaczął się on dobijać do drzwi signory. Wdrapując się na schody z pośpiechem tego, co dobrą nowinę przynosi, zanucił Te Deum Laudamus224, a później pocałował w rękę signorę, która wyszła mu naprzeciw, i zawołał:

„Szatan nareszcie mi dopomógł i z nędznego stanu mnie wyprowadził”.

Poczciwa idiotka wzruszyła się na te słowa i już była twardo przekonana, że umieściła na lichwę225 tę rozkosz, co mu ją dała.

„Cóż się wam tak pomyślnego przytrafiło?” — zapytała.

„Umarł ten wielki bogacz, mój wuj, który nie miał syna ani córki, ani też innego siostrzeńca, krom mnie” — odparł dworak.

„Ach, ach — zawołała dama — Wasza Wysokość mówi o tym starym sknerze226, o którym wiele razy wspominać raczył”.

„Tak, o nim” — rzecze galant.

Chytra młódka, usłyszawszy o dziedzictwie, zaczęła lizać zalotnika po gębie i przez „ty” do niego się obracać227. On zaś był wielce ukontentowany, że uwierzyła w jego wielkość.

PIPPA

Patrzcie no łajdaka!

NANNA

Cała rzecz doszła tam, dokąd dworak zmierzał. Tak biedaczce w głowie zakręcił, że wierzchołki drzew widziała pod nogami. Oto z jakimi słowy na harc228 wyruszył: „Nie mogłem, moje serce, złożyć ci do dziś dnia prawdziwych dowodów miłości, jaką dla cię żywiłem. Wszystkie siły wkładałem w pracę u monsignora, czekając, aż spłynie na mnie odeń jakaś znaczna nagroda. Teraz Bóg zechciał (powołując do siebie brata mojego ojca) pokazać, że jest równie miłosierny, jak niewdzięczni są te kundle, wielcy panowie. Powiem wam jeno, że odziedziczyłem pięćdziesiąt tysięcy dukatów, w ziemi, domostwach, w monecie brzęczącej, i że nie mając matki, ojca, braci ani sióstr, pragnę was uczynić moją prawą229 małżonką, aby w łożnicy małżeńskiej z wami godziwej230 rozkoszy zażywać”. Szlachetny pokojowiec księdza, rzekłszy te słowa, zdjął pierścień z palca i włożył go na palec signory. Wpadła w taką radość, że aż poczerwieniała na obliczu. Tuląc kochanka w ramionach, z trudem wstrzymywała łzy. Chciała mu podziękować, ale słowa uwięzły jej w gardle. Później oszust rozłożył przed nią list uwiadamiający, napisany jego własną ręką i inkaustem231, usiadł na krześle i rzekł: „Oto, co list powiada!”. Później odczytał go jej w całości.

PIPPA

Aż do Alleluja232 nauczył ją alfabetu!

NANNA

Signora, przycisnąwszy łajdaka kilka razy miłośnie do swych piersi, pożegnała go, chcąc mu dać czas do przygotowania się do drogi. Wbiła sobie do głowy ćwieka233, że razem w świat wyruszyć powinni. Zaledwie dworak przez próg przekroczyć zdołał, otwarła skrzynię, w której trzymała siła klejnotów, pieniędzy, łańcuchów i półmisków srebrnych. Te szacowne przedmioty warte były ze trzydzieści tysięcy talarów. Gdy już to wszystko do kupy złożyła, oszust znowu się we drzwiach pojawił. Podbiegła doń i rzekła:

„Oto całe moje nędzne dostatki234, mój najdroższy małżonku! Ofiaruję ci je, nie jako wiano235, ale jako dowód miłosnej tkliwości”.

Obmierzły zdrajca wziął do rąk skarby, położył je z powrotem tam, gdzie się przedtem znajdowały, i własnoręcznie zamknął skrzynię.

Wariatka, chcąc się wkraść w jego łaski, błagała go, aby zatrzymał klucz; później posłała go po Żyda i zamieniła swoje szaty i stroje na złoto brzęczące. Za te pieniądze łotr ubrał się jak paladyn236, zakupił na Campo di Fiore237 dwa rumaki i, słów po próżnicy nie tracąc, zabrał z sobą nieboraczkę, kazawszy jej wprzód męski strój przywdziać.

Postanowiwszy wziąć z sobą tylko klejnoty, obrócił się238 wraz z swą kochanką w stronę Neapolu.

PIPPA

Dobre miejsce dla filutów239!

NANNA

W ciągu dwóch czy trzech nocy traktował ją jak markizę i ściskał ją w ramionach jak najczulszy kochanek. Wreszcie, zapragnąwszy uprościć całą sprawę, wsypał jej do wina jakiegoś usypiającego proszku, przywiezionego ze sobą z Rzymu. W chwili gdy biedaczka spała w najlepsze, ogołocił ją ze wszystkiego i ostawił ją samą w łożu oberżysty.

Później pomknął na koniu jak wicher i zniknął bez wieści.

PIPPA

Cóż uczyniła nieszczęsna po obudzeniu się?

NANNA

Przewróciła do góry nogami całe miasto, pobiegła do stajni, wzięła klacz za ogon i powiesiła się na nim. Oberżysta, chcąc odziedziczyć jej suknie, nie przeszkodził jej w tym.

PIPPA

Dobrze tak głupiej!

NANNA

Mężczyźni, oszukując kurwy, mniemają, że czynią rzecz chwalebną, tak jakby kurwa była świętą Nafissą240, tak jakby gamratki nie musiały płacić czynszu za mieszkania, nie potrzebowały kupować chleba, wina, drzewa, oliwy, świec, mięsa, kur, jaj, sera, wody, a także miejsca dla siebie pod słońcem. Tak jakby mogły chodzić zupełnie nagie, tak jakby kupcy, chcąc je przyodziać, dawali im darmo jedwab, aksamit i brokat! A z czegóż mają żyć? Może przypadkiem z Ducha Świętego? Żołnierze domagają się żołdu od swego dowódcy, palestranci241 nie wystąpią z procesu, póki lubego242 grosza nie obaczą, dworacy wysyłają swoich panów na tamten świat, jeżeli ci są skąpi i nieużyci dla nich, masztalerze243 otrzymują swoją zapłatę i mają z tego swój zysk, że biegają koło strzemienia pańskiego. Jeżeli tedy każde rzemiosło, które trudu wymaga, opłacane być musi, dlaczegóż my miałybyśmy za nic ulegać każdemu, kto nas zapragnie? Ładna historia, piękne rezonowania244 i piękne wynalazki! Na mą duszę, stróże porządku wielkie niedbalstwa popełniają! Wielkorządca245 powinien wydać edykt: „Pod karą ognia” przeciwko każdemu, kto chce oszukać i zwieść biedną kurwę.

PIPPA

Może taki edykt kiedyś ogłoszą?

NANNA

Kiedy rak świstnie246. A teraz chcę ci opowiedzieć o pewnym jegomościu, który u siebie w domu dął się247 i puszył, niby wielki pan, jadł na modłę francuską, pił na modłę niemiecką, a na swym małym kredensie ustawiał dla parady248 półmiski i kubki srebrne. Półmisek i kubek zajmowały miejsce między czterema srebrnymi pucharami, trzema solniczkami i dwiema salaterkami. Stary wszetecznik249 umarłby nagłą śmiercią, gdyby co tydzień gamratki nie zmieniał. Nie chcąc jednakoż swego mieszka otwierać, wymyślił najpiękniejsze szachrajstwo, najzręczniejszy fortel, jaki kiedykolwiek przyszedł do głowy łotrowi, godnemu stryczka. Drab posiadał spódnicę z karmazynowego atłasu, jednakoż bez stanika. Ilekroć sprowadził do swego domu jakąś signorę, aby się z nią pospołu przespać, miał zwyczaj po wieczerzy250 mówić:

„Wasza Wysokość słyszała, ani chybi, o złośliwym figlu, jaki mi wypłatała ta dziewka? Na mą duszę, na jądra świętych młodzianków, nie postępuje się w podobny sposób! Zasłużyła na gorszą rzecz niż na wyrzuty”.

Nie było ani słowa prawdy w tym, co gadał. Signora, dając wiarę jego paplaninie, starała się go ze wszystkich sił przekonać, że nie jest niewdzięcznicą i że nie przyrzeka bez tego, aby nie dotrzymać. Galant chwycił ją za rękę i rzekł:

„Nie przysięgajcie, gdyż wam wierzę! Wiem, że jesteście białogłową, jakiej drugiej na całym świecie nie znaleźć”. Rzekłszy to, przywołał swego pokojowca (nie potrzebuję ci mówić, drogie dziecko, że pokojowiec dobrze wiedział, w czym rzecz) i kazał mu wyciągnąć z szafy ową atłasową spódniczkę. Gdy już ze stołu uprzątniono, dał do zrozumienia damie, że chce tę szatkę złożyć jej w upominku. Spódniczka, pozbawiona stanika, wisiała jak wór na każdej białogłowie, która ją przymierzała. Oszust jeszcze raz przywołał pokojowca i rzekł:

„Biegnij duchem251 do mego krawca i powiedz mu, aby przyszedł zaraz wziąć miarę z signory”. Pokojowiec pobiegł, jeżeli już nie pofrunął, i wkrótce powrócił z krawcem, który znał na pamięć historię ze spódnicą. Krawczyk wpadł do komnaty srodze zadyszany i, zdejmując swój biret z głowy, zapytał:

„Co Wasza Dostojność rozkaże?”.

PIPPA

A to ładna historia!

NANNA

„Chciałbym się was zapytać — powiada ów możny pan — czy nie macie karmazynowego atłasu, aby z niego dorobić stanik do tej oto spódnicy” (tu wskazał mu sukienkę, jaką biedaczka nosiła na grzbiecie). Krawiec cedzi przez zęby: „O, to będzie bardzo trudno znaleźć tak przedni252 atłas, ale uczynię, co będzie w mojej mocy; może uda mi się dostać resztkę z tego materiału, jaki sobie wybrał monsignore na trzewiki; kazał je sobie zrobić dla odkupienia swoich grzechów. Gdyby mi się go dostać nie udało, postaram się o skrawki z kapeluszy kardynałów, promowanych w czasie najbliższego postu”. „Byłabym wam bardzo wdzięczna, mistrzu, gdybyście mi ten staniczek uszyli” szczebiocze dama w zielonej sukience, koloru nadziei. Krawczyk żegna się, dodając: „Niech pani będzie spokojna, już ja się o to postaram” i udaje, że zanosi sukienkę do swego sklepu. Tymczasem biedaczka została sama z tym hultajem i kosztowała owocu z jego ogrodu tak długo, jak mu się to podobało, słuchając ciągle jego ponętnych obietnic: „Dziś wieczór, a już najpóźniej jutro, będziecie tę sukienkę mieli”. Po pewnym czasie zalotnik, zagniewany na nią bez najmniejszego powodu, udaje, że się pieni z wściekłości. „Prędzej — krzyczy do swego pokojowca — odprowadź ją do domu; słyszał to kto, żeby mnie tak traktować!” Potem zamyka się w swej komnacie i głuchy jest na prośby i wołania nieboraczki.

PIPPA

Jeszcze nigdy nie zanurzałam swego wiadra do takiej studni.

NANNA

Trzeba je opuścić bardzo głęboko, a dopiero wówczas napełni się ono wiedzą. Ów możny pan powtarzał ten sam fortel z mierzeniem sukienki i przywoływaniem domniemanego krawca z każdą gamratką, jaką sobie do domu sprowadzał. Gdy już z jedną albo z drugą pofiglował do woli, gdy ją wymiętosił na wszystkie boki, udawał wściekły gniew i wyrzucał ją za drzwi, nie dając jej nic w zamian; uważał, że zapłacił jej dostatecznie samą nadzieją na sukienkę, którą przyrzekał każdej, a nie dawał żadnej.

PIPPA

Cóż za podłe plemię!

NANNA

Hołota, jakiej mało, moja córko. I trzeba się wystrzegać jej jak ognia. Opowiadam ci niektóre tylko historyjki z tych, co mi do głowy przychodzą; nie wybieram żadnej, bo bym sobie rady nie dała. Trzeba ci wiedzieć, że plugawość tych ludzi, co to udają baranków, a są wilkami, jest tak wielka, że nawet czarnoksiężniczka wszystkich ich świństw by nie wykryła, choć przecież czarnoksiężniczka umie wywoływać duchy. Miód płynie im z gęby, a brzytwy mają w zanadrzu. My, kobiety, choć jesteśmy kute na cztery nogi, złe, skąpe, bez czci i wiary, jednak przecie nie robimy awantur o byle co; a ten, kto nam patrzy na ręce, pozna się lepiej na naszej grze, niż najlepszy znawca potrafi się poznać na sztuczkach kuglarzy253 albo na znikaniu gałek korkowych. A poza tym, czy mało jest powodów, byśmy były skąpe? Wynika to z nikczemności naszej profesji, żyjemy w ciągłym strachu, że wypadnie nam umrzeć z głodu — dlatego też właśnie zgarniamy, co się da, dlatego żebrzemy o byle głupstwo, dlatego przymawiamy się o wszystko! Nie ma takiej drobnostki, która by dla nas nie posiadała wartości. Czyż pracowite mrówki nie dają nam przykładu? Mimo wszelkich starań w dziewięćdziesięciu wypadkach na sto wychodzimy z próżnymi rękami. A tymczasem mężczyźni, którzy dokazują cudów dzięki swym talentom i z osób mizernej kondycji stają się najznakomitszymi ze znakomitych, najszanowniejszymi z szanownych, ci mężczyźni są takimi podlecami254, że nie wstydzą się kraść nam w naszym domu ten książeczki, tamten lusterka, ów grzebyka, wazonika, serwetki, kawałka mydła albo choćby wstążki. Kradną byle co, co im tylko w ręce wpadnie.

PIPPA

Czy to prawda?

NANNA

Prawda najświętsza! Czy może być coś bardziej nikczemnego, jak schwytać nieboraczkę, która jak ślimak — całe swoje bogactwo ma na sobie — uszkodzić jej cembrowinę255 studni i zbiornik, a potem jako zapłatę dać jej fałszywy brylant, cztery srebrniki pozłacane albo mosiężny łańcuszek? I tacy chełpią się jeszcze potem, jakby byli przynajmniej chorążymi jerozolimskimi256. Nie ma nic gorszego, jak słyszeć tych panów, gdy rozprawiają o nas niczym z ambony, gdy nam zarzucają rzeczy, które ani nie są prawdziwe, ani do wiary podobne. „Przed dwoma dniami — powiada jeden — chciałem poruchać taką a taką! Kuper ma bardziej szorstki niż gęś, oddech jak trup, nogi śmierdzące potem, tłumok zamiast brzucha, bagno z przodu i przepaść z tyłu. Każdy by splunął i poszedł. Co za wyciruch257, co za bydlę zatracone, co za maciora parszywa! Gdy już ma całą kiełbasę we wnątrzu, wierci się jak fryga i trzęsie jak żywe srebro; gdy kusia258 wyjmiesz, zaczyna go lizać, podrzucać go i czyścić w taki sposób, o jakim się człowiekowi nie śniło”.

Im więcej wokół siebie ludzi widzą, tym bardziej głos podnoszą: „Co za pierdziucha śmierdząca, cóż za lafirynda!”.

Ci hultaje pamiętają tylko o tych grymasach i minach, jakie na naszych obliczach dostrzegli, gdy już schodzili z naszych schodów, ale o swoich minach, gdy my z ich schodów schodzimy — to żaden z nich nie wspomni; przecież my ich nigdy tak nie szkalujemy i nie mieszamy z błotem jak oni nas. Najwyżej wymknie nam się kiedy: „A to nędznik i niewdzięcznik!”. Gdy zaś nas największa złość ogarnia, mówimy: „To zdrajca!”. Nigdy sobie na nic więcej nie pozwalamy. Jeżeli czasami przywłaszczymy sobie jaką bagatelkę należącą do tych panów, to tylko po to, by wyrównać rachunki; za cześć, którą nam zabrali, nie zapłaci nam nikt największymi skarbami świata.

PIPPA

Stracham się259, mamo, tych wszystkich okropności.

NANNA

Naumyślnie lęk na ciebie sprowadzam, abyś i ty z kolei ich przerazić umiała dzięki tym mądrym środkom, jakie ci już przedtem doradzałam. Któż potrafi porównać ich sztuczki, kłamstwa, skargi, przysięgi, bluźnierstwa, w jakie się zbroją, aby nas zwieść, z wykrętami, udawaniem, łzami i kłamliwymi przysięgami, to składanymi, to cofanymi, z przekleństwami, którymi my wobec nich się posługujemy — kto to porównać potrafi, ten już będzie wiedział, która strona lepiej oszukuje i zwodzi. Pewien szlachcic (ażeby ich wściurności!260) zdaje mi się, że z Piemontu261, a może zresztą z Sabaudii262, z gębą jak latarnia, wygrał w jakąś grę łóżko, bardzo piękne łóżko orzechowe, wysadzane złotem. Wchodząc w konszachty263 z jakąś signorą, zaraz wyjeżdżał na harc ze swoim zatraconym łóżkiem. Gdy już je nawychwalał na wszystkie boki, oceniając je na pięćdziesiąt dukatów, pod koniec gadania ofiarowywał ten sprzęt panience; dzięki takiemu fortelowi szedł z nią spać — w zapłatę miała dostać to łoże. Igrał z nią potem dwanaście nocy z rzędu, a gdy już się nią po uszy nasycił, zaczynał udawać jednego z tych łobuzów, co to chcieli koniecznie zyskać podobną sławę do sławy Bevilaque’a264, który szukał zwady265 z muchami. Dokuczał jej, że niby to nawet chleba nie umie ukrajać, dręczył ją, aby znaleźć sposobność do zerwania z nią; wreszcie, gdy już uważał, że miarka się przebrała, zrywał się nagle i wrzeszczał: „Wyrzutku jeden, wszarko266 parszywa, już ja cię nauczę! Będziesz najostatniejszą z ostatnich dziewek w burdelu! Oddaj mi moje łóżko, zwróć mi je, pókim dobry!”. Wyjmował potem z pochewki mały nożyk, którym by nawet z tysiąca baranów ani jednej kropli juchy267 nie wytoczył, i takiego jej stracha napędzał, że nieboraczka, nie namyślając się wiele, zaraz rozkazywała, by łóżko rozłożyć i wynieść z jej domu.

PIPPA

Ładnie tak dawać i odbierać — zupełnie jak dzieci.

NANNA

Mój szlachcic dawał je tak i odbierał sześćdziesięciu panienkom; od tego czasu przylgnęło już do niego przezwisko — szlachcic ze złotym łóżkiem. Wszystkie kurwy wytykały go palcami, tak samo jak wytykają palcami owego możnego pana ze spódniczką bez bluzki. Sam Ponte Sisto268 nie pocałowałby go, choćby i mógł nadzieję żywić, że dzięki temu straci swą złą sławę.

PIPPA

Chciałabym bardzo go poznać.

NANNA

Mnie on ani grzeje, ani ziębi. Trzeba ci wiedzieć, że dzięki swojej szlacheckiej godności, swoim dostojnym minom, nawet mnie potrafili ci panowie w pole wywieść, mnie, która ci przecież nauk udziela, a cóż dopiero uczynią z tobą, moją uczennicą.

PIPPA

Bardzo się tego stracham.

NANNA

Opowiem ci teraz jedną historyjkę, bardzo piękną dla wszystkich, ale nie dla tej, której się ona tyczyła. Była sobie do powszechnego użytku pewna signora, nie powiem ci, jak jej było na imię... dziewczyna doprawdy jak malowanie: rosła269, ładna, świeża, że o świeższą na świecie trudno; jeżeli już jaka kurwa może mieć dobry charakter, to właśnie ta dziewczyna go miała; była przy tym wesoła, grzeczna, zawsze uśmiechnięta, zgodna, ustępliwa i pełna przyrodzonego wdzięku. Któregoś dnia zaproszono tę miłą signorę do winnicy za miastem na wino i na wieczerzę. Ten, co ją prosił, nie potrzebował się długo wysilać, gdyż dziewczyna lgnęła do każdego, kto miał obyczajny270 wygląd i kto się do niej z miłym zaproszeniem obracał. Ten parzygnat271, zasię, wydawał się jej bardzo przyzwoitym człekiem. Około dwudziestej drugiej godziny zajechała na mule razem z tymi hultajami do winnicy; kolacja była wcale272 niezła: koźlę, cielęcina, kuropatwy, pieczeń z sosem i najlepsze owoce — ale koniec tej zabawy był dla signory o ufnym sercu smutny i żałosny.

PIPPA

Chyba jej nie posiekali na kawałki?

NANNA

Na kawałki może i nie, ale za to prawie na cztery części. Zaraz się o tym przekonasz! Właśnie rozległ się pierwszy dzwon na Ave Maria273, gdy dzieweczka poprosiła panów, z którymi wieczerzała274, by jej pozwolili odejść, chciała bowiem pójść spać z tym, kto na jej potrzeby łożył. Pijacy, łobuzy i wariaci odpowiedzieli jej przez usta jednego szubrawca275 w te słowa: „Signora, ta noc nam się należy, nam i naszym chłopcom stajennym...”.