O łajdactwach męskich
PIPPA
Pozwólcie mi opowiedzieć sen, jaki nocą śniłam. Później chętnie Was słuchać będę.
NANNA
Opowiadaj zatem!
PIPPA
Dzisiejszego ranka, o jutrzni1, zdało mi się, że przebywam w przestronnej, wysokiej i pięknej komnacie, ukraszonej2 obiciem z zielonego i żółtego aksamitu; na kobiercach wisiały szpady o złoconych rękojeściach, kapelusze z aksamitu przetykanego srebrnymi nićmi, birety, medale, obrazy i inne szacowne przedmioty. W kącie komnaty stało łoże zasłane złotogłowiem3, ja zasię4, pusząc się i dmąc niby opat, królowałam na stolcu5 obitym purpurowym jedwabiem i usianym złotymi guzami na podobieństwo tronu papieża. Woły, osły, barany, bawoły, lisy, pawie, pantery i kosy cisnęły się do mnie. Tłukłam je, waliłam, skubałam je i podstrzygałam, gręplowałam6 ich wełnę, wyrywałam im pióra tak ze skrzydeł, jak i z ogona, podrzucałam je ku górze, jednakże żadne ze zwierząt nie oddalało się, ani nie uciekało ode mnie; przeciwnie, bydlęta lizały mnie od stóp do głowy. Chciałabym wiedzieć, co oznaczać może ta zjawa senna?
NANNA
Sen ten pojmuję lepiej niż Daniel7, dlatego też możesz się za szczęśliwą poczytywać. Woły i osły — to nikczemne kutwy, zabiegające o twoje względy, Pippo! Niechaj się rozpukną8 ci skąpcy! Barany i woły oznaczają poczciwych głuptaków, którzy pozwolą się łatwo skubać i podstrzygać; w lisach widzę chytrych łotrów, co ostatni dech wypuszczą, dostawszy się w twoje pazury, w pawiach bez ogonów — bogatych i urodziwych otroków9. Pantery i kosy przedstawiają czeredę10 mężczyzn, którzy głowy potracą, gdy cię ujrzą i gdy twój szczebiot usłyszą.
PIPPA
Jakie jest znaczenie innych okoliczności i przydatków11?
NANNA
Powoli, powoli, córuchno! Komnata ozdobiona kobiercami oznacza wielkość; szacowne przedmioty, wiszące powszędy12 — to łupy, które invisibilium lub visibilium13 wydrzesz temu lub owemu kaczale14. Tron papieski jest wyobrażeniem honorów, jakie na całym świecie odbierać będziesz. Tak więc dojdziesz aż pod baldachim!
PIPPA
Poczekajcie, poczekajcie! Pawie, które mi się we śnie zjawiły, nie wrzeszczały wcale, co zwykle są w obyczaju15 czynić. Co to może znaczyć?
NANNA
Oto, na czym prawdziwość moich przepowiedni się gruntuje16, oto, co okazuje17, jak bardzo roztropna będziesz! Ci, których sidła twojej miłości pozostawią gołych na piasku Barbarii18, nie wydadzą nawet jednego okrzyku skargi. Teraz zasię słuchaj mnie, a słuchając, dobrze sobie w pamięć wrażaj19 moje słowa. Oby Bóg sprawił, by pouczenia twojej mateczki ochroniły cię skutecznie przed łajdactwami mężczyzn. Niestety! Mówię: niestety, myśląc o tych nieszczęśnicach, co swoją zgubę znalazły dzięki rajfurkom20, rufianom21, obietnicom, natręctwu, wszelakim sposobnościom, pieniądzom, pochlebstwu, urodziwym licom22 i złej fortunie, która je chwyta za włosy. I nie sądź, aby te losów obroty czyniły jakąś różność między kurwami a nie-kurwami — przeciwnie, dotykają one po równo wszystkie białogłowy23.
Już się dorozumiewam24, że moja gawęda będzie jak obiad, złożony z różnych rodzajów potraw; ponieważ nigdy do stołu nie usługiwałam, więc nie wiem, co podać wprzód25. Chociaż antypasty26 pojawiły się na świecie, aby apetyty zaostrzać, przecię27 ja, jedząc, wolę zaczynać od tego, co najsmakowitsze. Dlatego też uraczę cię na początek jednym z najwstrętniejszych bezeceństw, jakie znam. Urodziwe oblicze białogłowy od razu podaje się na widok28 temu, co na nie patrzy. Któż by zabiegał o względy podwiki29, wiedząc, że ma ona pod suknią kształt krowy? Przeciwnie, gdy mężczyzna widzi piękną twarzyczkę, zaraz jest skłonny przypuszczać, że i reszta musi być łakomym kęskiem30.
PIPPA
Jakież udatne31 porównania czynicie! Ale teraz do rzeczy!
NANNA
Pewien baron romański32 (a nie rzymski) uciekł z obleganego Rzymu przez dziurę w murze, przez którą zaledwie mysz by się przecisnąć zdołała33. Znalazł się na pokładzie statku, pospołu34 z chmarą swoich towarzyszy. Siła rozpętanych wiatrów rzucała ich na wybrzeże, tuż obok portu wielkiego miasta, którego panią była pewna signora35 o nieznanym mi imieniu.
Wyszedłszy na przechadzkę, obaczyła36 nieboraka, leżącego na ziemi. Był przemokły do nitki, srodze potłuczony, wybladły i kudły miał na łbie zjeżone. Gorsza sprawa, że kmiecie37, biorąc go za jakiegoś znacznego hiszpańskiego granda, otoczyli go, chcąc z nim i z jego towarzyszami uczynić to, co czynią łotrzykowie w gąszczu leśnym z człekiem odbitym ze swojej drogi. Aliści38 signora, jednym skinieniem głowy hultajów na szubienicę wysławszy, zbliżyła się doń dobrotliwie i łaskawie go pocieszyła, zawiodła go do swego pałacu, a potem kazała naprawić statek i z książęcą hojnością obdarować rozbitków. Udała się takoż39 w odwiedziny do barona, który już swą pyszną minę odzyskał. Jęła słuchać poematów, dyskursów, przysiąg i kazań, z jakimi się do niej obrócił, upewniając, że zapomni o jej dworności dopiero wówczas, gdy rzeki bieg swój odmienią.
O wy zdrajcy, o wy kłamcy, o oczajdusze40! Gdy się fanfaron41 tak romańską modłą42 chełpił43, nieszczęśnica, biedaczka i idiotka pożerała go oczyma, a pomiarkowawszy szerokość jego bar44 i piersi, w osłupienie popadła. Jeszcze większym zadziwieniem napełnił ją pyszny i dumny wyraz jego oblicza. Spojrzenie ócz45 barona wywołało jej serdeczne westchnienie, jego kędzierzawe, złote włosy w zachwyt ją wprawiły. Nie mogła się powstrzymać od tego, aby nie pochłaniać wzrokiem jego wdzięcznej postaci, aby nie podziwiać wdzięków, w jakie go wyposażyła ta maciora-natura. Jednym słowem chłonęła boskość jego oblicza. Niechaj będzie przeklęta ta twarz i reszta!
PIPPA
Po cóż przeklinać, mateczko?
NANNA
Oblicze prawie zawsze w błąd wprowadza, oszukuje i zwodzi dwieście razy na sto; świadectwem tej prawdy niech będzie pyszny pozór46 barona, w którym nasza signora zadurzyła się47 na zabój. Przykazała zastawić stoły i gdy już wszystko do królewskiej uczty przygotowane zostało, usiadła obok swego gościa. Opodal zajęli miejsca inni rozbitkowie, a takoż i niektórzy poddani signory. Służba postawiła na stole srebrne półmiski z różnym rodzajem mięsiwa. Gdy przytomni już pierwszy głód zaspokoili, baron ofiarował signorze upominki.
PIPPA
Czymże ją obdarzył, na Boga?
NANNA
Wręczył jej mitrę48 z brokateli49, którą Jego Świątobliwość, papież, miał na głowie w popielcową środę, parę sandałów przybranych złotą lamówką, zdobiących stopy papieża w ów dzień, gdy Jan Mateusz50 je całował, pastorał51 jednego z papieży, gałkę z obelisku, klucz wydarty przemocą z rąk świętego Piotra, strażnika niebieskich schodów, obrus służący do cichej mszy52 w Watykanie i nie wiedzieć ile jeszcze relikwii, które, zgodnie z tym, co mówił, przed zachłannością swoich wrogów ocalić zdołał. Później pojawił się grajek, zawołany mistrz w grze na skrzypcach, i dobrze swój instrument nastroiwszy, jął53 śpiewać różne androny54.
PIPPA
Cóż on śpiewał, mateczko?
NANNA
Śpiewał o nienawiści gorąca do zimna i zimna do gorąca, wyjaśniał, dlaczego lato ma dni długie, a zima krótkie, mówił o pokrewieństwie, jakie zachodzi między piorunem a grzmotem, między grzmotem a błyskawicą, błyskawicą a chmurą i chmurą a pogodą. Tłumaczył, gdzie się znajduje deszcz, gdy pogoda panuje, i gdzie się ukrywa pogoda, kiedy deszcz pada. Opowiadał o śniegu, gradzie, szronie i mgle, o gospodyni zamtuza55, która wstrzymuje się od śmiechu, słysząc płacz, a takoż wstrzymuje się od płaczu, śmiech słysząc. Później rozwodził się szerokimi słowy56 nad ogniem płonącym na dnie błyszczących pucharów i nad tym, czy konik polny śpiewa skrzydłami czy też gardłem.
PIPPA
Piękne są to sekrety!
NANNA
Jej Oświeconość, signorę, która słuchała śpiewu tak, jak zmarli Kyrie eleison57 słuchają, otumaniły już całkiem dworne maniery barona oraz jego szczebiot. Ponieważ, jak jej się zdało, żyła na świecie tylko wówczas, gdy ten człek gadał, jęła więc wypytywać się go o papieży i kardynałów. Później błagała go, aby jej wytłumaczył, jak to mnisia przebiegłość mogła zginąć w pazurach drapieżnych łap. Baron, chcąc spełnić jej prośbę, dobył z piersi westchnienie, jakie się wymyka kurwie, ilekroć ta obaczy dobrze nabity mieszek58, i rzekł:
„Ponieważ Wasza Wysokość pragnie, abym przypomniał sobie rzeczy, które mnie napełniają odrazą do mej pamięci, opowiem tedy59, jak to cesarzowa świata stała się niewolnicą Hiszpanów, a takoż rzeknę o wszystkich niedolach i nieszczęściach, jakie widziałem. Jakiż jednak Żyd, Niemiec czy Turek mógłby być tak okrutny, aby opowiadać o tych rzeczach bez tego, by nie pęknąć od żalu60 i boleści?”. Później przydał: „Pora już na spoczynek, signora, bowiem gwiazdy mierzchną61 na niebie. Jeżeli jednak macie wolę dowiedzenia się o nieszczęściach naszych, rozpocznę moją historię, chocia62 jest ona dla mnie rozdzieraniem ran niezabliźnionych”. Po tych słowach zaczął opowiadać o ludzie, który chcąc zaoszczędzić sześć dukatów63, pozwolił się obłupić ze skóry.
Pewnego dnia poszły w Rzymie słuchy, że lancknechty64 niemieckie zbliżają się do murów miasta, aby koniec świata uczynić. Jeden mieszczuch mówił do drugiego: „Zabieraj swoje manatki i czmychaj65!”. Wielu uciekłoby, gdzie pieprz rośnie, gdyby ich nie wstrzymało zdradzieckie obwieszczenie: „Pod karą stryczka!”. Gdy to obwieszczenie wiadomym się stało, tchórzliwy lud jął zakopywać dukaty, naczynia srebrne, klejnoty, naszyjniki, szaty i wszystkie szacowne66 przedmioty. W zbiorowiskach pospólstwa każdy gadał to, co mu do głowy przychodziło o materii67 przerażenia, jakie duszami wszystkich owładnęło. Od czasu do czasu kapitanowie i dowódcy (niechaj im kat świeci!) przechodzili i odchodzili na czele oddziałów żołnierzy. Gdyby odwaga zasadzała się na pięknych kaftanach, lśniących butach i szpadach, dobre przyjęcie spotkałoby Hiszpanów i Niemców! Baron opowiadał, jak to pewien pustelnik wrzeszczał na ulicach: „Odprawiajcie pokutę, mnisi! Czyńcie pokutę, złodzieje, i proście o zmiłowanie, bowiem godzina kary zbliża się już wielkimi krokami”. Aliści ich pycha nie miała uszu! Jednakoż68 skryby69 i faryzeusze70 zebrali się koło krzyża na Monte Mari71, do czego pustelnik nawoływał. Gdy słońce błysnęło na puklerzach72 wojsk wrażych73, blask ten przeraził tchórzów zebranych na wałach, bardziej niźli74 blask błyskawicy lub huk gromu. Nikt nie myślał o tym, co przedsięwziąć należy, aby odeprzeć zbliżających się nieprzyjaciół. Wszyscy szukali oczami jakiejś dziury, przez którą by czmychnąć mogli. W tej chwili wszczął się piekielny rumor w stronie75 Monte San Spirito76. Nasi dzielni wojacy od parady czynili w pierwszym natarciu wrażenie tych, co umieją jakąś rzecz zrobić od pierwszego zamachu; później już niezdatni są do niczego. Chcę rzec, że zabili Bourbona77 i że, pochwyciwszy siła78 sztandarów, zanieśli je do pałacu, wrzeszcząc: „Wiwat, wiwat, hura!”. Od tych okrzyków ziemia i niebo ogłuchnąć by mogły. Gdy już sądzili, że zwycięstwo odnieśli, zniesione zostały barykady na Monte i nieprzyjaciel uczynił pasztet z pospólstwa nieprzyjmującego udziału w bitwie; później posunął się aż do Borgo79. Stamtąd niektórzy przebrali się80 przez most i dotarli aż do Banchi81, aliści wkrótce cofnęli się z powrotem. Powszechnie mniemają, że dobra duszyczka Zamku Świętego Anioła82, gdzie nasz poczciwiec83 schron84 znalazł, nie chciała ostrzeliwać wrogów z dwóch przyczyn: aby nie puszczać na wiatr pigułek i prochu i aby nieprzyjaciół w jeszcze gorszą kolerę85 nie wprawiać. Troskano się86 tylko o spuszczenie sznurów, by przy ich pomocy wciągnąć na górę kleryków87, których już ogień w tyłki prażył. Lecz oto noc nastała; z pierwszym mrokiem nieprzyjacielskie zastępy rozlały się z Zatybrza88 po całym Rzymie. Wrzask bije w niebo, słychać huk wywalanych bram, każdy ucieka, chowa się i lamentuje. Krew leje się na ulicach, powszędy mord się szerzy, wzięci na tortury krzyczą okropnym głosem, więźniowie zeznania składają, białogłowy wydzierają sobie włosy, starcy drżą; całe miasto przewraca się do góry nogami. Szczęśliwy ten, co zginął od pierwszej kuli, lub ten, kto, leżąc ranny, został przez kogoś podniesiony z ziemi. Któż jednak przedstawić zdoła okropności podobnej nocy? Mnisi, braciszkowie, kapelani i pospólstwo uzbrojone — wszyscy pospołu tłoczyli się w grobowcach, bardziej martwi niż żywi. Nie było już jednego zakątka, jednej dziury, jednej studni, dzwonnicy czy jamy, która by się nie zapełniła ciżbą89 ludzką. Osoby czcigodne na pośmiewisko wystawiano, deptano po ich szatach lub pluto na nie. Nie szczędzono domów, szpitali ani kościołów. Bezbożnicy wtargnęli nawet w te miejsca, gdzie mężczyzna pokazywać się nie waży, zmuszali także białogłowy, aby wchodziły tam, gdzie klątwa spotyka każdą kobietę, gdy tylko przez próg przestąpi. Serce się ściskało, gdy się patrzyło na mężów, czerwonych od krwi i przyzywających swoje zaginione żony głosem, który by mógł pobudzić do szlochu marmurowy głaz z Koloseum90. Baron opowiadał signorze to, co ja tobie powtarzam, a gdy doszedł do lamentów, jakie w Zamku papież czynił, przeklinając tego, co mu słowa nie zdzierżył91, wylał tyle łez, że w tych śluzach mógłby snadnie92 oczy swoje zatopić. Później, nie będąc w stanie wykrztusić choćby jednego słowa, zamilkł.
PIPPA
Jak to być może, aby współczuł nieszczęściu papieża, będąc wrogiem księży?
NANNA
Ponieważ nie jesteśmy gorszymi chrześcijanami niźli księża i ponieważ dusza winna dbać o swoje sprawy. Oto dlaczego baronem takie strapienie owładło93, iż signora podniosła się, ścisnęła go dwa razy z wylaniem94 za rękę i odprowadziła do gościnnej komnaty, gdzie ostawiła95, życząc mu dobrej nocy; później zasię sama na spoczynek się udała.
PIPPA
Dobrzeście uczynili96, mateczko, skracając tę historię. Nie mogłabym was dalej słuchać, łez nie roniąc.
NANNA
Opowiedziałam ci jeno97 ułomek98, utykając na jedną nogę i wtajemniczając cię to w jeden szczegół, to w drugi; przez ten cały czas skupiałam dopiero swoją pamięć. Potem nigdy do końca nie dojdziemy, tyle się bowiem znajdzie bezeceństw99 w moich wspomnień saku100. Gdybym ci chciała opowiadać o wszystkich mordach, łupiestwach101 i gwałtach dokonanych w domach, gdzie zbiegowie sądzili się być bezpiecznymi102, mogłabym łacno103 ściągnąć na się nienawiść ludzi, którzy mniemają, że nikt nie wie o tym, w jaki sposób zarzynali oni swoich przyjaciół.
PIPPA
Ostawcie prawdę na stronie104 i mówcie tylko same kłamstwa; za zasługę wam to poczytają.
NANNA
W samej rzeczy uczynię tak pewnego dnia.
PIPPA
Zróbcie to, ale przedtem nic nie rozgłaszajcie.
NANNA
Obaczysz sama! Tymczasem wracajmy do naszych spraw. Signora, która poszła na lep zaprawiony miłością do udatnego pozoru i dwornych manier barona, była cała w ogniu, a serce tak jej skakało w piersiach, jakby z żywego srebra było. Myśląc o znakomitości jego rodu i o dzielnych czynach, jakich, ani chybi105, dokonać musiał w czasie tej okrutnej nocy, przewracała się po swym posłaniu jak człek jakąś gorącą żądzą trawiony. Postać i słowa tego człeka tak silnie się jej w pamięć wraziły106, iż niewiele dbała o sen. Gdy dzień przy pomocy farb pana słońca nałożył nieco różu na policzki panny jutrzenki, podniosła się z łoża, poszła na spotkanie swej siostry i, opowiedziawszy jej pewien sen, rzekła: „Co sądzisz o przybyszu, który u nas gości? Czy widziałaś równie dostojną postać? Jakichże cudów dokazać musiał z bronią w ręku w czasie walk w Rzymie! Niemożliwą jest rzeczą, aby w żyłach jego nie płynęła krew wielce szlachetna. Gdybym po śmierci mego pierwszego męża nie uczyniła ślubu, że zostanę na zawsze we wdowieńskim stanie, może bym popełniła błąd po raz wtóry107, jednakoż uczyniłabym to tylko dla niego, dla niego!
Nie chcę nic ukrywać przed tobą, pani siostro! Przeciwnie, klnę się na mój afekt108 do znakomitego gościa naszego, że po śmierci mego męża serce moje było skąpe dla miłości; dzisiaj dopiero spostrzegam ślady dawnego płomienia, który ongiś109 całą mnie, bez reszty, trawił. Aliści, nim popełnię jakieś plugastwo110, niechaj ziemia się otworzy i połknie mnie za żywa111 albo niech piorun niebieski zwali mnie na sam dół otchłani. Nie jestem białogłową, która może poszarpać w kawały prawa swego honoru; ten, co moją miłość posiadał, uniósł ją ze sobą na tamten świat, gdzie się nią cieszyć będzie in secula seculorum112”. Skończywszy te słowa, jęła płakać rzewliwie113.
PIPPA
Nieboraczka!
NANNA
Siostra, która nie była obłudnicą i która brała rzeczy, jak się należy, jęła dworować114 z jej ślubu i lamentów. Później rzekła: „Zaliż115 to możliwe, abyś nie wiedziała, jak miłą jest rzeczą posiadać małe dzieciątka i z jakiego to miodu uczynione są dary pani Wenus? Cóż to znów za szaleństwo? Zaliż mniemasz, że dusze zmarłych innych trosk nie mają, krom116 tej, czy ich żony powtórnie za mąż się wydadzą? Czyż nie dość ci jeszcze zwycięstwa, jakie odniosłaś, nie chcąc wstąpić w stadło117 z jednym z tych licznych książąt, którzy o twoje względy zabiegali; chcesz jeszcze wstręty czynić temu psotnikowi, Kupidynowi118? Nie próbuj tego, szalona głowo, bo sobie kark skręcisz! Poza tym wszyscy sąsiedzi są twymi wrogami; umiej skorzystać ze sposobności, która kosmyk swych włosów do rąk ci wkłada; gdy nasza krew zmiesza się z krwią rzymską, jakiż kraj będzie się mógł nam oprzeć? Teraz zaś rozkaż, aby po klasztorach odprawiano modły na intencję uskutecznienia naszego zamysłu. Znajdziemy, być może, sposób skuteczny, aby barona tutaj zatrzymać. Mniemam, że jako człek z majętności swoich wyzuty119 i mający przetrącone gnaty, dobrze się tu czuć będzie w czasie, gdy serce zimy ostrym chłodem na świat zionie”. W oczach twych widzę pytanie, Pippo! Siostrzyczka umiała tak dobrze nieszpory120 odśpiewać, że signora wysłała do wszystkich diabłów swój ślub i swoją wstydliwość, a cześć swoją nogami podeptała. Stojąc, siedząc, leżąc, milcząc czy rozmawiając, zawsze tylko widziała swego barona lub na niego czekała. Noc nadchodzi i gdy wszystko śpi, nawet świerszcze, ona czuwa, przewraca się w łożnicy121 z boku na bok, rozmawiając z nim w swej imaginacji122, trawiona cierpieniem znanym jeno tej, co kładzie się do łoża lub z niego wstaje, zgodnie z tym, czy zazdrość chce, aby się położyła, czy też, aby wstała. Aby ci powiedzieć jasno, signora, której się w głowie przewróciło, doszła do złej mety123, doszła tam, moja córko...
PIPPA
I mądrze zrobiła!
NANNA
Przeciwnie, bardzo głupio!
PIPPA
Dlaczego?
NANNA
Dlatego, że jak pieśń powiada:
Kto na swym łonie węża tuli.
Temu wąż jadem swym zapłaci.
Teraz opowiem ci o zdrajcy. Gdy signora przyprawiła już rogi świętej pamięci temu, kto przed niedawnym czasem udał się do Porta Inferi124, ta kumoszka125-fama126 ludzka, ta próżniaczka i zły jęzor, fama rozgłosiła to powszędy. Książęta, co o rękę signory zabiegali, klęli teraz, na czym świat stoi, szkalowali127 biedną białogłowę i obmawiali ją, co się zowie. Tymczasem Kain128, widząc się już przywróconym do pierwotnego stanu, nażartym i strojnie przybranym, przywołał swoich kompanów129 i rzekł:
„Przyjaciele! Rzym pojawił mi się we śnie i przez usta świętych swoich polecił mi, abym stąd precz wyruszył. Moim przeznaczeniem jest odbudować Rzym w jeszcze piękniejszej postaci. Gotujcie się zatem do drogi, ścisłą tajemnicę zachowując, ja zaś znajdę jakiś pozór130, aby się pożegnać z signorą”. Któż jednak mógłby zasypać popiołem oczy kochanków, którzy widzą to, czego nikt nie widzi, i słyszą to, czego nie słyszy nikt? Gdy signora spostrzegła, że upragniony jej łup przy pomocy swego statku chce uczynić Leva eius131, w taką wściekłość popadła, iż, zbywszy się rozumu, jęła latać jak szalona po całym mieście. Stanęła przed baronem, z obliczem pokrytym bladością śmiertelną, z oczyma czerwonymi od płaczu i ze spieczonymi usty132; rozwiązała swój język, zwikłany133 w sieciach Amora134, i rzekła w te słowa:
„Mniemasz, wiarołomny, że uda ci się uciec stąd bez mojej wiedzy? Masz więc serce tak twarde, że ani nasza miłość, ani ślubowana mi wiara, ani śmierć, na którą jestem gotowa, niezdolne są tutaj cię zatrzymać! Równym okrutnikiem jesteś jednak i dla samego siebie, bowiem chcesz wyruszyć na morze teraz, gdy zima sroży się okrutna. O bezlitosny człeku! Nie tylko nie lza135 ci odjeżdżać w kraj daleki, ale i do Rzymu udawać się nie powinieneś, choćby i owa pora roku, którą teraz przeżywamy, wiosenna i słoneczna była.
Ode mnie to uciekasz, okrutniku, ode mnie uciekasz, wiarołomco! Błagam cię i zaklinam na te łzy, co mi obficie z ócz tryskają, na tę prawicę, która kres męczeństwu memu postawi, na nasze ledwie rozpoczęte wesele, miej litość nad moim stanem i nad moim domem, jeżeli tylko rozkosze, jakich ze mną zażywałeś, mają jakąś cenę dla ciebie. Jeżeli prośby, które Boga zmiękczyć by zdołały, znajdą przystęp do ciebie, odmień swój zamysł i pozostań tutaj. Gdy mnie opuścisz, ściągnę na się nienawiść i rankor136 nie tylko książąt, markizów i znacznych panów, którym ręki swej odmówiłam, lecz i własnych poddanych oraz wasali137, co mną gardzić poczną. Zdawa138 mi się, że się stanę ich niewolnicą. Zniosłabym jednak wszystko, gdybyś ostawił mi synaczka139, mającego w oczach odbicie wdzięcznego oblicza twego”.
Płacząc i zawodząc, tym kształtem140 mówiła. Zdrajca i mistrz w sztuce chytrości trwał uporczywie przy złudzie swego snu i nawet oczu nie opuścił. Nie dawał się zmiękczyć łzom i prośbom, podobnie do tego skąpca i złodzieja, co w czasie głodu, widząc jak biedacy umierają na ulicach, nie chce dać kromki chleba głodnemu żebrakowi. Mówiąc węzłowato, oznajmił, że nie myśli zapierać się swych obowiązków wobec niej, że będzie zawsze o niej pamiętał i że nie miał zamiaru opuszczać jej bez uprzedniego uwiadomienia141. Hultaj z miedzianym czołem142 łgał misternie, że pragnął poślubić signorę, a winę, że tak się nie stało, przypisywał coeli coelorum143. Przysięgał jej, że anioł pojawił mu się we śnie, rozkazując mu wielkich dzieł dokonać.
Aliści było to wszystko jak kazanie do głazów. Signora patrzyła na barona gniewliwym144 wzrokiem; w jej zapalonym sercu dyszała wściekłość, a wzgarda, pomieszana z bólem, wyglądała z jej ócz. Obróciwszy się do swego kochanka, rzekła: „Nigdy nie byłeś rzymianinem, a takoż łżesz niegodnie, że ze szlachetnego pochodzisz rodu. Okoliczne suki swym mlekiem cię wykarmiły. Oto dlaczego nie okazałeś najmniejszego wzruszenia, gdy ja błagałam cię i zaklinałam. Do kogóż jednak ze swym nieszczęściem się udam, skoro tam, w górze, nie ma nikogo, kto by mógł zważyć krzywdy moje na szalach sprawiedliwości? Nie ma dzisiaj, widzę, wdzięczności i cnoty, a jam jest tego oczywistym dowodem. Przygarnęłam tego człeka, wydartego morzu, obdarzyłam go częścią moich dostatków, oddałam mu się, a on w zamian za to porzuca mnie, zdradzoną i osławioną145.
Na domiar wszystkiego stara się wmówić we mnie, że zjawił mu się poseł niebieski, aby go wtajemniczyć w sekrety Pana Boga, tak jakby Bóg nie miał nic do czynienia, krom zajmowania się podobnymi andronami. Ale nie wstrzymuję cię! Idź, idź drogą, jaką wskazują ci sny i widzenia; zapewne przywrócisz do dawnego stanu lud Izraela. Mam nadzieję, że kara okaże się skałą, o którą rozbiją się zamysły twoje. Będziesz wówczas wzywał imienia mego, będziesz mnie błagał tysiąc razy o wspaniałomyślność i tkliwość, aliści ja będę trwała w mojej zapamiętałości. Zemszczę się ogniem i żelazem, a gdy umrę, mój cień i moja dusza jeszcze cię prześladować będą”. Nie mogła już nic więcej powiedzieć, bo z nadmiernej boleści głos jej uwiązł w gardle, tak iż rozpoczętą mowę w połowie ucięła. Jak chora o gasnącym wzroku, nie mogąc się utrzymać na nogach, padła na ramiona ludzi stojących z nią, którzy zanieśli ją do łożnicy. Baron ostał sam. Wstyd, płynący z tego, że oszukał nieszczęsną białogłowę, wywołał rumieniec wstydu na jego zdradzieckim obliczu. Płaczesz Pippo?
PIPPA
Niechaj zginie ten tchórz nędzny!
NANNA
Zasłużył na ćwiartowanie, bowiem, wysłuchawszy lamentów signory, mimo to postanowił w drogę wyruszyć. Jego ludzie, ciągnący statek na brzeg, przypominali mrówki, które zapasy na zimę zbierają. Jeden niósł dzbany z wodą, drugi gałęzie, trzeci... a niechże mu czart świeci!
PIPPA
Cóż w tym trakcie146 czyniła opuszczona?
NANNA
Jęczała, wzdychała, drapała paznokciami ciało swoje, a słysząc okrzyki marynarzy, dyszała ciężko, mdlała i żegnała się z życiem. O okrutny Amorze, po co nas tak straszliwie na krzyżu rozpinasz?
Signora, żywiąc resztę nadziei, rzekła do swej siostry:
„Droga siostro! Zali147 nie widzisz, że baron odjeżdża i że statek już kotwicę podnosi? Przeczże148, o wielkie nieba, nie mam siły, aby znieść to opuszczenie? Ty jedna, droga siostro, możesz mi przyjść z pomocą, bowiem baron uczynił cię powiernicą swoich myśli i zawsze wielką ufnością cię obdarzał. Udaj się zatem do niego i staraj się zmiękczyć jego serce. Powiedz mu, aby mnie, która go miłuję nad życie, tę jedną łaskę wyświadczył, a mianowicie wstrzymał się z odjazdem do czasu, kiedy morze będzie łagodniejsze, a czas bardziej do podróży sposobny149. Nie chcę go zmuszać, aby mnie poślubił, wiem bowiem, że mną gardzi, nie pragnę go tu także zatrzymać. Niechaj mi tylko pewnej zwłoki użyczy, abym swój ból cokolwiek ułagodzić mogła. Jedno mam tylko pragnienie: nauczyć się ból znosić”.
Po tych słowach zamilkła, płacząc rzewliwie.
PIPPA
Serce mi się kraje!
NANNA
Jej nieszczęśliwa siostra, moja Pippo, powtórzyła mu szczegółowo wszystkie słowa, jęki i rozpacze, ale okrutnik nie zmiękł wcale. Można by było rzec, że jest murem, o który rozbijają się pęcherze, nadęte wiatrem. Wreszcie signora, upewniona już, że odjazd nastąpić musi, postanowiła uciec się do czarów, aczkolwiek sumienie srodze ją nękało.
PIPPA
Zaliż czary skuteczne się okazały?
NANNA
Owszem. Signora przywołała strzygi150, zjawy, demony, wróżki, harpie151, księżyc, słońce, gwiazdy, niebo, ziemię, morze, piekło i wszystkich diabłów. Rozlewała czarną wodę, rozrzucała prochy zmarłych i trawy suszone. Mruczała magiczne zaklęcia, kreśliła znaki i dziwne figury, gadała sama ze sobą, aliści żaden święty nie dbał o oszukaną kochankę. Zaklęcia te odprawiała zawsze o północy; sowy, puchacze i nietoperze drętwiały we śnie, jedynie ona nie mogła swych oczu snem pokrzepić. Miłość męczyła ją okrutnie. Milcząc przez czas niejaki, wreszcie rzekła do się:
„Cóż teraz, nieszczęsna, uczynię? Wezmę za męża jednego z tych, których odrzuciłam? Będęż czekała, aż dla rzymian fortuna się uśmiechnie? Może z ich pomyślności niejaki profit152 odniosę, bowiem przychodziłam im nieraz z pomocą, a ten naród umie być wdzięczny za dobrodziejstwa mu okazane. Któż by jednak mnie przygarnął, nawet gdybym się dostała na ich dumny statek? Zaliż nie doświadczyłam krzywoprzysięstwa od tych rzymian, którzy dworują sobie ze mnie? Mam więc patrzeć spokojnie, jak podnoszą żagle i wyruszają na morze? Ach, mrzyj153, mrzyj, nieszczęsna, i ból ten żelazem ulecz! A ty, o moja siostro, przeczże rzuciłaś mnie w otchłań tego zła, przeczżeś mi zdradzić kazała prochy mego męża i mój ślub czystości? O ja, nędzna białogłowa!”.
PIPPA
Jakież żałosne narzekania!
NANNA
Skoro się już wzruszasz, słuchaj mnie, która opowiadam jeno ich ułomek i wszystko osładzam litościwie, cóż byś uczyniła, słysząc te lamenty z jej własnych ust?
PIPPA
Ani chybi z wielkiej litości popadłabym w omdlenie.
NANNA
Baron kazał zanurzyć wiosła w wodę; nim odbił od brzegu, ciągle się oglądał w obawie, czy lud nie rzuci się na niego. Gdy wzeszła jutrzenka, zrozpaczona signora, dla której noc była dłuższa niźli msza na Boże Narodzenie, stanęła w oknie i, ujrzawszy statek już daleko od portu, jęła się ryć paznokciami po piersiach, drapać do krwi twarz, wyrywać sobie włosy i krzyczeć:
„O mój Boże, człek ten ucieka ode mnie, wbrew mej woli! Cudzoziemiec wzgardził moją potęgą, a moja władza wobec niego nie zdała się na nic. Zaliż nie będę go ścigała na koniec świata? Do mnie tu, do mnie wszyscy, przynieście oręż154, dajcie ognia z muszkietów. Cóż ja jednak mówię, gdzie jestem? Ach nieszczęsna, twój okrutny los już jest bliski! Powinnam to uczynić wtedy, gdy mogłam, a nie teraz, gdy nie jestem w stanie. Oto wierność tego, co ocalił relikwie Rzymu! Oto człek, który, jak tkliwy syn, miłuje ojczyznę swoją! Obrócił się do mnie plecami i tym kształtem płaci mi za dobrodziejstwa mu okazane i za moją dworność155. Dlaczegóż jednak, będąc już na tropie jego zdrady, nie zabiłam go? Albo czemu nie posiekałam go na potrawę, aby jeść jego gorące i jeszcze drgające ciało? Ponieważ i tak umrzeć muszę, winnam była ich spalić pospołu ze statkiem”.
To rzekłszy, przeklęła Rzym, miejsce, na którym jest postawiony, a takoż jego przyszłość i przeszłość. Błagała niebo i ziemię, aby z jej prochów powstało plemię zemsty i nienawiści. Później, odesławszy pod jakimś pozorem swą dawną karmicielkę156, postanowiła się zabić.
PIPPA
Jak to zabić się?
NANNA
Ano zabić się!
PIPPA
W jaki sposób?
NANNA
Z twarzą obłąkaną, na której widniała już bladość śmierci, z oczyma krwią nabiegłymi, weszła do swojej komnaty i w paroksyzmie rozpaczy obnażyła jedną ze szpad, pozostałych po Kainie. Gdy już chciała przebić pierś swą na wylot, mroczny wzrok jej padł na rzymskie szaty i na łoże, w którym sypiała z Judaszem157. Wstrzymała na chwilę swoją rękę, wstrzymała ją, aby wypowiedzieć ostatnie słowa, które takie były:
(Odkąd mnie ich nauczono, zachowuję je w pamięci, niby Pane Nostrum Quotidiano158).
„O szczątki, które byłybyście mi drogie, gdyby Bogu i losowi tak się podobało, przyjmijcie, proszę, do siebie tę duszę, rozdzieloną od ognia ją ożywiającego. Przeżyłam już mój czas, do życia oznaczony159, a teraz pospołu z mym cieniem pod ziemię schodzę. Zbudowałam wielkie miasto, widziałam, jak się wznosiły moje gmachy, zemściłam się za brata mego męża160, byłabym więc najszczęśliwszą pośród szczęśliwych, gdyby statek rzymski nie przypłynął do mych brzegów”.
To rzekłszy, jęła walić w łoże głową, przewróciła je na ziemię i szczękając zębami, krzyknęła:
„Nie porzucę tego życia bez zemsty! Żelazo, przeszywając moją pierś, zabije tego rzymianina, który żyje w moim sercu. Umierajmy, bowiem trzeba, abyśmy umarli!”.
Zaledwie te słowa wyrzekła, już padła na ziemię, mając pierś szpadą przeszytą.
PIPPA
Cóż powiedział baron, kiedy się o tym dowiedział?
NANNA
Że postąpiła jak wariatka. Tak tedy odbyła niewielką przechadzkę na tamten świat, tym kształtem, jak ci tu przedstawiam, a stało się to dlatego, że zbytnio mężczyźnie ufała. Och, mężczyźni, mężczyźni! Prawdziwą zasługą jest was uśmiercać, zważywszy na to, że wy nas ciągle zabijacie. Abyś mi na przyszłość nie skąpiła wiary, przejdę teraz do figla, jaki spłatał biednej kurwie pewien dworak161 i pewien żak162.
PIPPA
Nie powiedzieliście mi jeszcze, mateczko, jak mam poczynać sobie z żakami lub dworakami.
NANNA
Ci dwaj łotrowie, miasto163 mnie, sami cię pouczą. Wystarczy jeden dworak i jeden żak, abyś się nauczyła wszystkiego.
PIPPA
Dobrze, mateczko, ale wstrzymajcie się, wstrzymajcie się przez chwilę...
NANNA
Dlaczego?
PIPPA
Śniłam dwa sny tej nocy, a opowiedziałam wam jeden tylko.
NANNA
Nie widziałam nigdy dzieweczki bardziej od ciebie krotochwilnej164. Pleciesz dzisiaj, co ci ślina na język przyniesie.
PIPPA
Posłuchajcie, co jeszcze śniłam.
NANNA
Opowiadaj zatem, córuchno!
PIPPA
Zdawało mi się, że cały Rzym wrzeszczał: „Pippo, ach Pippo, ta oszustka, twoja matka, ukradła ćwierć Wergiliusza165 i poszła z nią na ustronie, aby...”.
NANNA
Ha, ha, ha! Jeszcze dwa słowa, a zmusiłabym cię, abyś mi jaśniej wszystko wytłumaczyła. Tam do diabła, któż to mógł być? Jednakoż zbytnio się nad tym nie głowiąc, powiem, że ani chybi był to jakiś wielki nicpoń, skoro przyzwolił, aby ukradziono ćwierć jego osoby. Resztę można spokojnie psom na pożarcie rzucić.
PIPPA
A teraz prędko do żaka i do dworaka!
NANNA
Żak, bardziej w dwornościach niż w księgach zawołany166, chytry, przebiegły, zwinny, żywy, złośliwy, a do tego hultaj w najwyższym stopniu, przybywa do Wenecji. Ukrywa się z początku przez kilka dni i w tym czasie dowiaduje się szczegółowo o wszystkich najbogatszych kurtyzanach167, czyli o największych złodziejkach, jakie są w mieście. Wszczyna rozmowę z głupcem, u którego zatrzymał się w gospodzie, i daje mu do poznania, że jest siostrzeńcem kardynała. Przybył do Wenecji w przebraniu, aby rozkoszy przez miesiąc zażywać, a jednocześnie zakupić siła klejnotów i materii168.
Bierze oberżystę169 na stronę i powiada:
„Mój przyjacielu, chciałbym się przespać z tą signorą; idź, odszukaj ją i powiedz jej, kim jestem, ale niechaj przysięgnie, że mnie nie zdradzi. Gdy będzie umiała tajemnicy dochować, pozna szlachetność duszy mojej”. Posłaniec pognał na złamanie karku, dopadł do bramy pięknisi i, schwyciwszy za kołatkę, wywołał na ganek pokojową. Pokojowa poznała rajfura, a później, żadnych trudności nie czyniąc, pociągnęła za sznur. Wysłaniec170 wszedł do domu i, wtajemniczywszy damę w całą sprawę, przepuścił przez groblę171 rzekomego synowca172 Jego Rewerencji173. Nicpoń wszedł na schody z całą dostojnością kardynalską. Signora wyszła mu naprzeciw i na pierwszym pojrzeniu174 poznała, że jest mu dobrze do twarzy w kaftanie z czarnego atłasu, w kapelusiku okrągłym i w trzewikach de terzio pelo175, że się tak górnie po hiszpańsku wyrażę. Podała mu do pocałunku rękę i usta, z gestem najszlachetniejszego kurwiarstwa176, jakie sobie tylko wystawić177 można. Gdy się rozmowa zaczęła, przybysz za każdym słowem wtrącał: „...Monsignore178, mój wuj”. Potrząsał przy tym głową ruchem bardziej książęcym niźli sami książęta i zachowywał się tak, jakby mu wszystko śmierdziało pod nosem. Mówił powoli, dostojnie, cedząc słówka przez zęby, w miarę spluwając i udając, że słucha, co dama powiada.
PIPPA
Jakbym go tutaj przed sobą widziała!
NANNA
Wenecjanka, przy każdym duserze179, którym ten ladaco180 ją obsypywał, wołała:
„Ach, ach, nie mogę, umieram, dość tego, na Boga!”. Mówiła takoż jakieś głupstwa, które daremnie siliłabym się powtórzyć. Później postanowili przespać się razem. Żak skinął na swego rajfura, dał mu dwa cekiny181 i rzekł:
„Oswobodź mnie od kłopotów; sam zajmij się wszystkim!”. Nicpoń poszedł, zakupił siła przysmaków i odesłał żywność przez tragarza do domu boskiej piękności.
PIPPA
Można by było rzec, że przebywaliście w Wenecji, gdy się słyszy, jak opowiadacie o tragarzach.
NANNA
Zali nie wiesz, że znam to miasto?
PIPPA
Wiem, wiem!
NANNA
Nadeszła pora, gdy się już należało kłaść do łoża. Przyszły doktor, rozdziewając się182, rzecze:
„Ach, nie, nie, nie trudźcie się, Pani” i „Wasza Dostojność jest zbyt uprzejma!”. Później jednak pozwolił zdjąć ze swych pleców podarty, brudny żupanik183, wielce ciężki z powodu dwóch tysięcy dukatów, o których zaraz usłyszysz.
PIPPA
Cała w słuch się zamieniam.
NANNA
Kurwa, poczuwszy ręką ciężar skarbu, zaszytego pod podszewką, czyniła wrażenie rzezimieszka184, który zagiął parol185 na jednego z tych gapiów, co to pozwalają sobie wykradać sakwy186 spomiędzy ud.
Gdy żupan położono na stole, udała, że się niczego nie dorozumiewa, i tuszyła187, że otumani całkiem miłośnika, dając mu w łożu do woli rajskich jabłuszek i kopru188. O świcie pokojowy szalbierza189 wszedł do komnaty, bijąc czołem o ziemię; przeklęty żak rzucił mu swój mieszek, który przy upadku wielkiego hałasu nie sprawił, i rzekł: „Idź poszukać małmazji190 i marcepanów191”.
Nie trzeba było czekać długo. Przyniesiono małmazję, marcepany, tudzież192 jaja świeże. Miłośnicy zjedli obiad, wleźli do łoża z powrotem, później wstali i znów się położyli. Tą modłą193 spędzali czas przez pięć dni z okładem. Policz, że łotr użył rozkoszy przynajmniej za pięćdziesiąt bitych dukatów! Wreszcie żak-ladaco, wyłażąc z gniazda, rzekł gromkim głosem: „O gdybymż zrobił syna Waszej Wysokości! Podarowałbym mu wnet plebanię, opactwo lub arcybiskupstwo!”.
„Oby Bóg zdarzył” — odparła gamratka194 z cichym westchnieniem.
„A teraz nie traćmy czasu po próżnicy195” — rzecze ten zwodziciel, co zwiódł cały świat. Cóż uczynił?
Gdy trzymał w ręku żupanik, wzrok jego padł na skrzynię, na której widniało mnóstwo szatańskich zamków i kłódek. Poprosił swoją miłośnicę, aby zamknęła tam, dla różnych racji196, dukaty zaszyte pod podszewką. Signora zamknęła pieniądze i oddała mu klucz, mniemając, że już posiada ze dwie setki dukatów. Wówczas ten obsrajmurek197, ten zbrodzień198 powiada:
„Chciałbym nabyć złoty łańcuch w cenie stu pięćdziesięciu cekinów. Ponieważ nie jestem zbytnim znawcą, każcie mi przynieść kilka sztuk; dziś lub jutro łańcuch nabędę”. Signora, mniemając, że podarek będzie dla niej przeznaczony, przyniosła kilka łańcuchów i łańcuszków skromnej wartości, aliści jako że żaden nabywcy do smaku nie przypadł, zdjęła z szyi swój łańcuch, dwieście złotych dukatów wartający199, i posłała go Jego Wysokości przez rzekomego złotnika. Gamratka była wielce ukontentowana200, mówiąc do się: „Łańcuch powróci do mnie, a krom tego będę posiadała dwieście dukatów profitu”.
PIPPA
Już się dorozumiewam tego fortelu201, a przecie nie wiem, na czym się on zasadzał.
NANNA
Matacz202, trzymając w ręku łańcuch, zachwalał go nie inaczej jak handlarz, który by go chciał sprzedać komukolwiek. Mrużył oczy, obracał klejnot w ręku, mlaskał językiem i wreszcie rzekł:
„Jeśli pozwolicie, signora, dam złotnikowi jako zastaw pieniądze, które u was złożyłem. Chciałbym pokazać łańcuch jednemu z moich przyjaciół. Później podejmę sumkę, jaką jestem winien za klejnot, podniosę ją, mówię, tam, gdzie jest płatny ten oblig203”. I ukazawszy skrawek papieru, podstawił nogę tej, co była równie przebiegła jak on.
PIPPA
Jak to podstawił jej nogę? Nie pojmuję!
NANNA
Aby nie dobywać ze skrzyni jubki204, nabitej dukatami z mosiądzu, rzekła: „Weźcie łańcuch, Bogu dzięki, mam jeszcze kredyt u ludzi!”. I obróciwszy się do swego kuma205, pożegnała go skinieniem dłoni. Żak oswobodził dom od swojej czcigodnej osoby.
Nadchodzi wieczór — nie ma go, dzień wstaje — nie zjawia się wcale, znów noc zapada — żadnych wieści! Wówczas signora posłała do człeka, u którego szalbierz przemieszkiwał. Oberżysta wzruszył ramionami i pokazał całą majętność swego gościa: parę starych buciarów206, brudną koszulę i podarty kapelusz. Gdy przyniesiono jej te skarby, pobladła na twarzy niby ten, kogo pokojowiec okradł doszczętnie, osadzając go gołym tyłkiem na lodzie.
Rozbiła skrzynię, podarła żupan zębami i, obaczywszy same liczmany207, nie powiesiła się tylko dlatego, że jej w tym przeszkodzono.
PIPPA
Cóż czynią stróże porządku na tym brudnym świecie?
NANNA
Nic wcale, moja córuchno! Nie ma już żadnej sprawiedliwości dla biednych kurew. Nasz świat był dobrym światem, bowiem w dobrych żyłyśmy czasach. Mój znamienity kum, Motta, dał mi ongiś dobry przykład. „Nanno — mawiał — kurwy dzisiejsze podobne są do dzisiejszych kurtyzan, które, chcąc się zbogacić208, kraść muszą — w przeciwnym razie bowiem umierają z głodu. Na jedną, co ma trochę mąki w dzieży209, przypada siła takich, co po żebrach chodzą. Całe zło stąd jednak płynie, że gust wielkich person się odmienił. Bądźcie przeklęte, małe koźlęta i wielkie kozły, co jesteście jedyną tego przyczyną”.
PIPPA
A ogień miłosny? Cóż on czyni?
NANNA
Ogień ogrzewa piece i pieczyste rumieni, wiesz dlaczego?
PIPPA
Nie, na mą duszę!
NANNA
Ponieważ ten nikczemnik-ogień bardziej lubi dzielnicę tylną, którą przypieka, niżli dzielnicę przednią, którą we wrzenie wprawia210.
PIPPA
Niechaj zginie odmieniec plugawy!
NANNA
Posłuchaj teraz opowieści o dworaku. O święta i droga sercu Wenecjo! Jesteś boska, jesteś godna podziwu, jesteś rozkoszna, aliści gotowa bym była na twą intencję w czasie dwóch wielkich postów ścisły post zachować tylko dlatego, że żarłoków, rozpustników, obsrajmurków i gołodupców dworakami zowiesz.
Pewien messere211, jeden z tych panów, co to żyją, jak się należy, a umierają na wiązce słomy, tyłkokręciciel, wiercipięta, urwis i pochlebca nabrzęczał tyle do uszu pewnej biedaczce, że ta upiekła się w dymie jego chwalb212. Zwodził ją przez cztery miesiące, darząc ją nikczemnymi213 upominkami: pantoflami ze zużytego jedwabiu lub aksamitu, parą chudych kurczaków od czasu do czasu, różańcem z drozdów, beczułką Corso214 i innymi podarkami, jakie mają zawsze w zanadrzu galanci bez grosza w kieszeni. Możesz łatwo obliczyć, że przez ten cały czas wydał zaledwie dwadzieścia talarów215. Dama, której wszystkie potrzeby pewien miłośnik zaspokajał, była pod urokiem tego wszarza216 i dlatego też wypuściła z rąk tylu kochanków, ilu ich mieć mogła. Serce rosło jej w piersiach, gdy wielkiego pana udawał.
PIPPA
Z jakiegoż to powodu przybierał taki pański ton?
NANNA
Z powodu ścisłej swej przyjaźni z pewnym kardynałem. Rzekomo Jego Rewerencja ściskał go za szyję dwa razy na dzień, nie jadł ni kęsa strawy217, nim się z nim nie podzielił, i odkrywał mu wszystkie swoje tajemnice. Gdy wszarz dość się już narozprawiał o swych krzywdach, stratach, profitach i beneficjach218, a takoż o nadziejach, związanych z Hiszpanią, Francją i Niemcami, zaczynał śpiewać głosem pękniętego dzwonu:
O włosy złote na wietrze rozwiane!219
Tak cienka jest ta nić, och, taka cienka! 220
Kieszeń jego kaftana była zawsze po sam wierzch nabita madrygałami221, napisanymi własnymi rękami poetów, których nazwiska wymieniał z taką wprawą, jak plebani wymieniają dni świąteczne. Kalendarz nie zna tych świąt tak dobrze, jak ja je znałam. Wbiłam je sobie kiedyś dobrze w pamięć z okazji pewnej komedii i były mi bardzo użyteczne. Wmówiłam w pewnego głupca, że jestem poetką... ale dosyć na tym!
PIPPA
Nauczyliście mnie, abym, gdy mi się zdarzy rzecz podobna do tej, co się wam przytrafiła, umiała postępować jak należy.
NANNA
Z nazwiskami możesz się zadawać, ale z poetami w ich własnej osobie nigdy!
PIPPA
Dlaczego z nazwiskami, a nie z osobami?
NANNA
Ponieważ ich talary są z drzewa i ponieważ nam płacą Gloria Patri222. Są oni (tu o wybaczenie ich proszę) czeredą szaleńców zamkniętych w klatce. Jak ci to już wczoraj mówiłam, otwórz im, wpuść ich do komnaty, usadź ich na pierwszym miejscu za stołem, ale nie dawaj im łakoci, jeżeli później tego ciężko żałować nie chcesz. Aliści wracam do mego dworaka, woniejącego223 pachnidłami, bez grosza w kieszeni, całego z mgły utworzonego. Otóż pewnego dnia zaczął się on dobijać do drzwi signory. Wdrapując się na schody z pośpiechem tego, co dobrą nowinę przynosi, zanucił Te Deum Laudamus224, a później pocałował w rękę signorę, która wyszła mu naprzeciw, i zawołał:
„Szatan nareszcie mi dopomógł i z nędznego stanu mnie wyprowadził”.
Poczciwa idiotka wzruszyła się na te słowa i już była twardo przekonana, że umieściła na lichwę225 tę rozkosz, co mu ją dała.
„Cóż się wam tak pomyślnego przytrafiło?” — zapytała.
„Umarł ten wielki bogacz, mój wuj, który nie miał syna ani córki, ani też innego siostrzeńca, krom mnie” — odparł dworak.
„Ach, ach — zawołała dama — Wasza Wysokość mówi o tym starym sknerze226, o którym wiele razy wspominać raczył”.
„Tak, o nim” — rzecze galant.
Chytra młódka, usłyszawszy o dziedzictwie, zaczęła lizać zalotnika po gębie i przez „ty” do niego się obracać227. On zaś był wielce ukontentowany, że uwierzyła w jego wielkość.
PIPPA
Patrzcie no łajdaka!
NANNA
Cała rzecz doszła tam, dokąd dworak zmierzał. Tak biedaczce w głowie zakręcił, że wierzchołki drzew widziała pod nogami. Oto z jakimi słowy na harc228 wyruszył: „Nie mogłem, moje serce, złożyć ci do dziś dnia prawdziwych dowodów miłości, jaką dla cię żywiłem. Wszystkie siły wkładałem w pracę u monsignora, czekając, aż spłynie na mnie odeń jakaś znaczna nagroda. Teraz Bóg zechciał (powołując do siebie brata mojego ojca) pokazać, że jest równie miłosierny, jak niewdzięczni są te kundle, wielcy panowie. Powiem wam jeno, że odziedziczyłem pięćdziesiąt tysięcy dukatów, w ziemi, domostwach, w monecie brzęczącej, i że nie mając matki, ojca, braci ani sióstr, pragnę was uczynić moją prawą229 małżonką, aby w łożnicy małżeńskiej z wami godziwej230 rozkoszy zażywać”. Szlachetny pokojowiec księdza, rzekłszy te słowa, zdjął pierścień z palca i włożył go na palec signory. Wpadła w taką radość, że aż poczerwieniała na obliczu. Tuląc kochanka w ramionach, z trudem wstrzymywała łzy. Chciała mu podziękować, ale słowa uwięzły jej w gardle. Później oszust rozłożył przed nią list uwiadamiający, napisany jego własną ręką i inkaustem231, usiadł na krześle i rzekł: „Oto, co list powiada!”. Później odczytał go jej w całości.
PIPPA
Aż do Alleluja232 nauczył ją alfabetu!
NANNA
Signora, przycisnąwszy łajdaka kilka razy miłośnie do swych piersi, pożegnała go, chcąc mu dać czas do przygotowania się do drogi. Wbiła sobie do głowy ćwieka233, że razem w świat wyruszyć powinni. Zaledwie dworak przez próg przekroczyć zdołał, otwarła skrzynię, w której trzymała siła klejnotów, pieniędzy, łańcuchów i półmisków srebrnych. Te szacowne przedmioty warte były ze trzydzieści tysięcy talarów. Gdy już to wszystko do kupy złożyła, oszust znowu się we drzwiach pojawił. Podbiegła doń i rzekła:
„Oto całe moje nędzne dostatki234, mój najdroższy małżonku! Ofiaruję ci je, nie jako wiano235, ale jako dowód miłosnej tkliwości”.
Obmierzły zdrajca wziął do rąk skarby, położył je z powrotem tam, gdzie się przedtem znajdowały, i własnoręcznie zamknął skrzynię.
Wariatka, chcąc się wkraść w jego łaski, błagała go, aby zatrzymał klucz; później posłała go po Żyda i zamieniła swoje szaty i stroje na złoto brzęczące. Za te pieniądze łotr ubrał się jak paladyn236, zakupił na Campo di Fiore237 dwa rumaki i, słów po próżnicy nie tracąc, zabrał z sobą nieboraczkę, kazawszy jej wprzód męski strój przywdziać.
Postanowiwszy wziąć z sobą tylko klejnoty, obrócił się238 wraz z swą kochanką w stronę Neapolu.
PIPPA
Dobre miejsce dla filutów239!
NANNA
W ciągu dwóch czy trzech nocy traktował ją jak markizę i ściskał ją w ramionach jak najczulszy kochanek. Wreszcie, zapragnąwszy uprościć całą sprawę, wsypał jej do wina jakiegoś usypiającego proszku, przywiezionego ze sobą z Rzymu. W chwili gdy biedaczka spała w najlepsze, ogołocił ją ze wszystkiego i ostawił ją samą w łożu oberżysty.
Później pomknął na koniu jak wicher i zniknął bez wieści.
PIPPA
Cóż uczyniła nieszczęsna po obudzeniu się?
NANNA
Przewróciła do góry nogami całe miasto, pobiegła do stajni, wzięła klacz za ogon i powiesiła się na nim. Oberżysta, chcąc odziedziczyć jej suknie, nie przeszkodził jej w tym.
PIPPA
Dobrze tak głupiej!
NANNA
Mężczyźni, oszukując kurwy, mniemają, że czynią rzecz chwalebną, tak jakby kurwa była świętą Nafissą240, tak jakby gamratki nie musiały płacić czynszu za mieszkania, nie potrzebowały kupować chleba, wina, drzewa, oliwy, świec, mięsa, kur, jaj, sera, wody, a także miejsca dla siebie pod słońcem. Tak jakby mogły chodzić zupełnie nagie, tak jakby kupcy, chcąc je przyodziać, dawali im darmo jedwab, aksamit i brokat! A z czegóż mają żyć? Może przypadkiem z Ducha Świętego? Żołnierze domagają się żołdu od swego dowódcy, palestranci241 nie wystąpią z procesu, póki lubego242 grosza nie obaczą, dworacy wysyłają swoich panów na tamten świat, jeżeli ci są skąpi i nieużyci dla nich, masztalerze243 otrzymują swoją zapłatę i mają z tego swój zysk, że biegają koło strzemienia pańskiego. Jeżeli tedy każde rzemiosło, które trudu wymaga, opłacane być musi, dlaczegóż my miałybyśmy za nic ulegać każdemu, kto nas zapragnie? Ładna historia, piękne rezonowania244 i piękne wynalazki! Na mą duszę, stróże porządku wielkie niedbalstwa popełniają! Wielkorządca245 powinien wydać edykt: „Pod karą ognia” przeciwko każdemu, kto chce oszukać i zwieść biedną kurwę.
PIPPA
Może taki edykt kiedyś ogłoszą?
NANNA
Kiedy rak świstnie246. A teraz chcę ci opowiedzieć o pewnym jegomościu, który u siebie w domu dął się247 i puszył, niby wielki pan, jadł na modłę francuską, pił na modłę niemiecką, a na swym małym kredensie ustawiał dla parady248 półmiski i kubki srebrne. Półmisek i kubek zajmowały miejsce między czterema srebrnymi pucharami, trzema solniczkami i dwiema salaterkami. Stary wszetecznik249 umarłby nagłą śmiercią, gdyby co tydzień gamratki nie zmieniał. Nie chcąc jednakoż swego mieszka otwierać, wymyślił najpiękniejsze szachrajstwo, najzręczniejszy fortel, jaki kiedykolwiek przyszedł do głowy łotrowi, godnemu stryczka. Drab posiadał spódnicę z karmazynowego atłasu, jednakoż bez stanika. Ilekroć sprowadził do swego domu jakąś signorę, aby się z nią pospołu przespać, miał zwyczaj po wieczerzy250 mówić:
„Wasza Wysokość słyszała, ani chybi, o złośliwym figlu, jaki mi wypłatała ta dziewka? Na mą duszę, na jądra świętych młodzianków, nie postępuje się w podobny sposób! Zasłużyła na gorszą rzecz niż na wyrzuty”.
Nie było ani słowa prawdy w tym, co gadał. Signora, dając wiarę jego paplaninie, starała się go ze wszystkich sił przekonać, że nie jest niewdzięcznicą i że nie przyrzeka bez tego, aby nie dotrzymać. Galant chwycił ją za rękę i rzekł:
„Nie przysięgajcie, gdyż wam wierzę! Wiem, że jesteście białogłową, jakiej drugiej na całym świecie nie znaleźć”. Rzekłszy to, przywołał swego pokojowca (nie potrzebuję ci mówić, drogie dziecko, że pokojowiec dobrze wiedział, w czym rzecz) i kazał mu wyciągnąć z szafy ową atłasową spódniczkę. Gdy już ze stołu uprzątniono, dał do zrozumienia damie, że chce tę szatkę złożyć jej w upominku. Spódniczka, pozbawiona stanika, wisiała jak wór na każdej białogłowie, która ją przymierzała. Oszust jeszcze raz przywołał pokojowca i rzekł:
„Biegnij duchem251 do mego krawca i powiedz mu, aby przyszedł zaraz wziąć miarę z signory”. Pokojowiec pobiegł, jeżeli już nie pofrunął, i wkrótce powrócił z krawcem, który znał na pamięć historię ze spódnicą. Krawczyk wpadł do komnaty srodze zadyszany i, zdejmując swój biret z głowy, zapytał:
„Co Wasza Dostojność rozkaże?”.
PIPPA
A to ładna historia!
NANNA
„Chciałbym się was zapytać — powiada ów możny pan — czy nie macie karmazynowego atłasu, aby z niego dorobić stanik do tej oto spódnicy” (tu wskazał mu sukienkę, jaką biedaczka nosiła na grzbiecie). Krawiec cedzi przez zęby: „O, to będzie bardzo trudno znaleźć tak przedni252 atłas, ale uczynię, co będzie w mojej mocy; może uda mi się dostać resztkę z tego materiału, jaki sobie wybrał monsignore na trzewiki; kazał je sobie zrobić dla odkupienia swoich grzechów. Gdyby mi się go dostać nie udało, postaram się o skrawki z kapeluszy kardynałów, promowanych w czasie najbliższego postu”. „Byłabym wam bardzo wdzięczna, mistrzu, gdybyście mi ten staniczek uszyli” szczebiocze dama w zielonej sukience, koloru nadziei. Krawczyk żegna się, dodając: „Niech pani będzie spokojna, już ja się o to postaram” i udaje, że zanosi sukienkę do swego sklepu. Tymczasem biedaczka została sama z tym hultajem i kosztowała owocu z jego ogrodu tak długo, jak mu się to podobało, słuchając ciągle jego ponętnych obietnic: „Dziś wieczór, a już najpóźniej jutro, będziecie tę sukienkę mieli”. Po pewnym czasie zalotnik, zagniewany na nią bez najmniejszego powodu, udaje, że się pieni z wściekłości. „Prędzej — krzyczy do swego pokojowca — odprowadź ją do domu; słyszał to kto, żeby mnie tak traktować!” Potem zamyka się w swej komnacie i głuchy jest na prośby i wołania nieboraczki.
PIPPA
Jeszcze nigdy nie zanurzałam swego wiadra do takiej studni.
NANNA
Trzeba je opuścić bardzo głęboko, a dopiero wówczas napełni się ono wiedzą. Ów możny pan powtarzał ten sam fortel z mierzeniem sukienki i przywoływaniem domniemanego krawca z każdą gamratką, jaką sobie do domu sprowadzał. Gdy już z jedną albo z drugą pofiglował do woli, gdy ją wymiętosił na wszystkie boki, udawał wściekły gniew i wyrzucał ją za drzwi, nie dając jej nic w zamian; uważał, że zapłacił jej dostatecznie samą nadzieją na sukienkę, którą przyrzekał każdej, a nie dawał żadnej.
PIPPA
Cóż za podłe plemię!
NANNA
Hołota, jakiej mało, moja córko. I trzeba się wystrzegać jej jak ognia. Opowiadam ci niektóre tylko historyjki z tych, co mi do głowy przychodzą; nie wybieram żadnej, bo bym sobie rady nie dała. Trzeba ci wiedzieć, że plugawość tych ludzi, co to udają baranków, a są wilkami, jest tak wielka, że nawet czarnoksiężniczka wszystkich ich świństw by nie wykryła, choć przecież czarnoksiężniczka umie wywoływać duchy. Miód płynie im z gęby, a brzytwy mają w zanadrzu. My, kobiety, choć jesteśmy kute na cztery nogi, złe, skąpe, bez czci i wiary, jednak przecie nie robimy awantur o byle co; a ten, kto nam patrzy na ręce, pozna się lepiej na naszej grze, niż najlepszy znawca potrafi się poznać na sztuczkach kuglarzy253 albo na znikaniu gałek korkowych. A poza tym, czy mało jest powodów, byśmy były skąpe? Wynika to z nikczemności naszej profesji, żyjemy w ciągłym strachu, że wypadnie nam umrzeć z głodu — dlatego też właśnie zgarniamy, co się da, dlatego żebrzemy o byle głupstwo, dlatego przymawiamy się o wszystko! Nie ma takiej drobnostki, która by dla nas nie posiadała wartości. Czyż pracowite mrówki nie dają nam przykładu? Mimo wszelkich starań w dziewięćdziesięciu wypadkach na sto wychodzimy z próżnymi rękami. A tymczasem mężczyźni, którzy dokazują cudów dzięki swym talentom i z osób mizernej kondycji stają się najznakomitszymi ze znakomitych, najszanowniejszymi z szanownych, ci mężczyźni są takimi podlecami254, że nie wstydzą się kraść nam w naszym domu ten książeczki, tamten lusterka, ów grzebyka, wazonika, serwetki, kawałka mydła albo choćby wstążki. Kradną byle co, co im tylko w ręce wpadnie.
PIPPA
Czy to prawda?
NANNA
Prawda najświętsza! Czy może być coś bardziej nikczemnego, jak schwytać nieboraczkę, która jak ślimak — całe swoje bogactwo ma na sobie — uszkodzić jej cembrowinę255 studni i zbiornik, a potem jako zapłatę dać jej fałszywy brylant, cztery srebrniki pozłacane albo mosiężny łańcuszek? I tacy chełpią się jeszcze potem, jakby byli przynajmniej chorążymi jerozolimskimi256. Nie ma nic gorszego, jak słyszeć tych panów, gdy rozprawiają o nas niczym z ambony, gdy nam zarzucają rzeczy, które ani nie są prawdziwe, ani do wiary podobne. „Przed dwoma dniami — powiada jeden — chciałem poruchać taką a taką! Kuper ma bardziej szorstki niż gęś, oddech jak trup, nogi śmierdzące potem, tłumok zamiast brzucha, bagno z przodu i przepaść z tyłu. Każdy by splunął i poszedł. Co za wyciruch257, co za bydlę zatracone, co za maciora parszywa! Gdy już ma całą kiełbasę we wnątrzu, wierci się jak fryga i trzęsie jak żywe srebro; gdy kusia258 wyjmiesz, zaczyna go lizać, podrzucać go i czyścić w taki sposób, o jakim się człowiekowi nie śniło”.
Im więcej wokół siebie ludzi widzą, tym bardziej głos podnoszą: „Co za pierdziucha śmierdząca, cóż za lafirynda!”.
Ci hultaje pamiętają tylko o tych grymasach i minach, jakie na naszych obliczach dostrzegli, gdy już schodzili z naszych schodów, ale o swoich minach, gdy my z ich schodów schodzimy — to żaden z nich nie wspomni; przecież my ich nigdy tak nie szkalujemy i nie mieszamy z błotem jak oni nas. Najwyżej wymknie nam się kiedy: „A to nędznik i niewdzięcznik!”. Gdy zaś nas największa złość ogarnia, mówimy: „To zdrajca!”. Nigdy sobie na nic więcej nie pozwalamy. Jeżeli czasami przywłaszczymy sobie jaką bagatelkę należącą do tych panów, to tylko po to, by wyrównać rachunki; za cześć, którą nam zabrali, nie zapłaci nam nikt największymi skarbami świata.
PIPPA
Stracham się259, mamo, tych wszystkich okropności.
NANNA
Naumyślnie lęk na ciebie sprowadzam, abyś i ty z kolei ich przerazić umiała dzięki tym mądrym środkom, jakie ci już przedtem doradzałam. Któż potrafi porównać ich sztuczki, kłamstwa, skargi, przysięgi, bluźnierstwa, w jakie się zbroją, aby nas zwieść, z wykrętami, udawaniem, łzami i kłamliwymi przysięgami, to składanymi, to cofanymi, z przekleństwami, którymi my wobec nich się posługujemy — kto to porównać potrafi, ten już będzie wiedział, która strona lepiej oszukuje i zwodzi. Pewien szlachcic (ażeby ich wściurności!260) zdaje mi się, że z Piemontu261, a może zresztą z Sabaudii262, z gębą jak latarnia, wygrał w jakąś grę łóżko, bardzo piękne łóżko orzechowe, wysadzane złotem. Wchodząc w konszachty263 z jakąś signorą, zaraz wyjeżdżał na harc ze swoim zatraconym łóżkiem. Gdy już je nawychwalał na wszystkie boki, oceniając je na pięćdziesiąt dukatów, pod koniec gadania ofiarowywał ten sprzęt panience; dzięki takiemu fortelowi szedł z nią spać — w zapłatę miała dostać to łoże. Igrał z nią potem dwanaście nocy z rzędu, a gdy już się nią po uszy nasycił, zaczynał udawać jednego z tych łobuzów, co to chcieli koniecznie zyskać podobną sławę do sławy Bevilaque’a264, który szukał zwady265 z muchami. Dokuczał jej, że niby to nawet chleba nie umie ukrajać, dręczył ją, aby znaleźć sposobność do zerwania z nią; wreszcie, gdy już uważał, że miarka się przebrała, zrywał się nagle i wrzeszczał: „Wyrzutku jeden, wszarko266 parszywa, już ja cię nauczę! Będziesz najostatniejszą z ostatnich dziewek w burdelu! Oddaj mi moje łóżko, zwróć mi je, pókim dobry!”. Wyjmował potem z pochewki mały nożyk, którym by nawet z tysiąca baranów ani jednej kropli juchy267 nie wytoczył, i takiego jej stracha napędzał, że nieboraczka, nie namyślając się wiele, zaraz rozkazywała, by łóżko rozłożyć i wynieść z jej domu.
PIPPA
Ładnie tak dawać i odbierać — zupełnie jak dzieci.
NANNA
Mój szlachcic dawał je tak i odbierał sześćdziesięciu panienkom; od tego czasu przylgnęło już do niego przezwisko — szlachcic ze złotym łóżkiem. Wszystkie kurwy wytykały go palcami, tak samo jak wytykają palcami owego możnego pana ze spódniczką bez bluzki. Sam Ponte Sisto268 nie pocałowałby go, choćby i mógł nadzieję żywić, że dzięki temu straci swą złą sławę.
PIPPA
Chciałabym bardzo go poznać.
NANNA
Mnie on ani grzeje, ani ziębi. Trzeba ci wiedzieć, że dzięki swojej szlacheckiej godności, swoim dostojnym minom, nawet mnie potrafili ci panowie w pole wywieść, mnie, która ci przecież nauk udziela, a cóż dopiero uczynią z tobą, moją uczennicą.
PIPPA
Bardzo się tego stracham.
NANNA
Opowiem ci teraz jedną historyjkę, bardzo piękną dla wszystkich, ale nie dla tej, której się ona tyczyła. Była sobie do powszechnego użytku pewna signora, nie powiem ci, jak jej było na imię... dziewczyna doprawdy jak malowanie: rosła269, ładna, świeża, że o świeższą na świecie trudno; jeżeli już jaka kurwa może mieć dobry charakter, to właśnie ta dziewczyna go miała; była przy tym wesoła, grzeczna, zawsze uśmiechnięta, zgodna, ustępliwa i pełna przyrodzonego wdzięku. Któregoś dnia zaproszono tę miłą signorę do winnicy za miastem na wino i na wieczerzę. Ten, co ją prosił, nie potrzebował się długo wysilać, gdyż dziewczyna lgnęła do każdego, kto miał obyczajny270 wygląd i kto się do niej z miłym zaproszeniem obracał. Ten parzygnat271, zasię, wydawał się jej bardzo przyzwoitym człekiem. Około dwudziestej drugiej godziny zajechała na mule razem z tymi hultajami do winnicy; kolacja była wcale272 niezła: koźlę, cielęcina, kuropatwy, pieczeń z sosem i najlepsze owoce — ale koniec tej zabawy był dla signory o ufnym sercu smutny i żałosny.
PIPPA
Chyba jej nie posiekali na kawałki?
NANNA
Na kawałki może i nie, ale za to prawie na cztery części. Zaraz się o tym przekonasz! Właśnie rozległ się pierwszy dzwon na Ave Maria273, gdy dzieweczka poprosiła panów, z którymi wieczerzała274, by jej pozwolili odejść, chciała bowiem pójść spać z tym, kto na jej potrzeby łożył. Pijacy, łobuzy i wariaci odpowiedzieli jej przez usta jednego szubrawca275 w te słowa: „Signora, ta noc nam się należy, nam i naszym chłopcom stajennym...”.
„Jeżeli się Wam wydaje, że Was źle traktujemy, to proszę się złapać za tę rzecz, za którą ja się teraz trzymam”. Hultaj nie przydał już ani słowa więcej, tylko wziął w garść swój trzonek276 i zaczął podśpiewywać:
Smutna wdowa śpi samotnie,
Skarżąc się na los swój srogi,
Gdyby do mnie teraz przyszła,
Zmilkłyby skargi niebogi277
Biedna ofiara swej własnej dobroci i okrucieństwa innych, w chwili gdy słuchała tej pijackiej piosenki, była prawie w takim samym położeniu jak ja, gdy obudziwszy się o świtaniu w lesie Montefiascone278, uderzyłam plecami o ciało powieszonego. Biedaczka nie mogła wybełkotać nawet jednego słowa. Świntuch zaciągnął ją tymczasem do pnia obalonego drzewa migdałowego i o ten pień oparł jej głowę. Podniósł jej suknię i gdy już jej kusia wetknął, gdzie mu się podobało, podziękował jej potem za usługę, waląc ją na odlew po tyłku dwa razy z taką mocą, na jaką go tylko było stać. Był to znak dla drugiego, który ją przewrócił i wraził jej swój mięsisty walec tam, gdzie trzeba, bawiąc się setnie przy tym, bowiem szorstka kora uwierała ją w siedzenie, co ją zmuszało do podskakiwań, chociaż wcale nie miała do tego ochoty; na zakończenie przekoziołkował ją jak małpę. Krzyki nieszczęśliwej zwabiły trzeciego mistrza. Wszystko, co tamci wyrabiali, to tylko niewinne igraszki w porównaniu z tym, jak ją ten trzeci wywracał i miętosił, tkając279 swoje przyrodzenie, gdzie popadło. Nagle z domu, znajdującego się obok winnicy, wypadła cała czereda wałkoniów, drabów, kuchcików i pachołków, którzy z ujadaniem i szczekaniem wygłodzonych i spuszczonych ze smyczy psów rzucili się na nią, jak wróble na okruchy. Moje dziecko, rozpłakałabyś się, gdybym ci opowiedziała po kolei, szczegół za szczegółem, te wszystkie obelgi i cierpienia, jakie owa signora znieść musiała; jak ci nikczemni zaszczali ją od stóp do głowy, w jakich pozycjach ten i ów z jej wdzięków korzystał i jak nieszczęśliwa kurczyła się i jęczała. Powiem ci tylko, że przez całą bożą noc radlowali280 ją bez ustanku; wreszcie, zmęczeni po tym używaniu jej ze wszystkich stron, włożyli jej na głowę wianek z figowych liści i zaczęli ją okładać rózgami wierzbowymi; w tym czasie jeden z żartownisiów czytał głośno całą litanię oskarżeń, wytoczonych przeciwko niej za rzekome czary, i wyliczał oszukaństwa, gusła281, łajdactwa, sprośności, kurewskie kawały, okrucieństwa i lubieżności, jakie sobie tylko wystawić można — a jakie niby to miała ona popełnić.
PIPPA
Doprawdy, że mi ręce opadają.
NANNA
Gdy nastał ranek, uczynili pobudkę z gwizdania, ryków, hukania i klaskania w ręce — robili przy tym więcej hałasu niż chłopi, gdy zobaczą lisa albo wilka. Nieszczęśliwa dziewczyna, bardziej martwa niż żywa, błagała ich najsłodszymi i najbardziej rozczulającymi słowami, by ją nareszcie ostawili w spokoju; oczy miała błyszczące jak w gorączce, policzki zalane łzami, włosy w nieładzie, wargi suche, a sukienkę poszarpaną na strzępy. Wyglądała jak jedna z tych nieszczęśliwych mniszek, wyklętych przez ojca i matkę, co się dostały między nogi Niemców dążących do Rzymu.
PIPPA
Bardzo jej współczuję.
NANNA
Koniec był jeszcze smutniejszy niż początek. Odstawili ją do domu, w chwili gdy otwierały się kramy lichwiarzy, posadzili ją na grzbiet konia jucznego, zupełnie podobnego do szkap, na jakich handlarze żyta dowożą swój towar na jarmark. Trzeba ci wiedzieć, że najgorsza nawet złodziejka, obita batami, nie najadłaby się tyle wstydu, co ta biedaczka; straciła kredyt282, nie wiedziała, co począć z sobą i umarła ze zmartwienia i rozpaczy. A teraz pomyśl, co mogą mężczyźni wobec tych, które im nie przypadają do gustu, jeżeli mogli dopuścić się podobnego bezeceństwa z dziewczyną, będącą arcywzorem wdzięku i uprzejmości.
PIPPA
Ach, ci mężczyźni!...
NANNA
Pewien kapitan, szlachcic z urodzenia, dzielny, sławny i złośliwy jak sam szatan, przybył do Rzymu w sprawach żołdu i upatrzył sobie pewną kurtyzanę, z którą nie chciał się rozstawać ani za dnia, ani w nocy; dziewczyna nie była co prawda najpiękniejszą z pięknych, ale zawsze miała dosyć urody, żeby przy jej pomocy móc zarabiać na życie; dobrze odziana, czyściutka wokół siebie, jędrna i ponętna jak mało która. Chociaż odmawiała wielu zalotnikom, aby tylko całe dnie i noce z owym kapitanem spędzać, jednak nie martwiła się tym, mówiąc do siebie: „Więcej zarobię z tym jednym, niż stracę, nie przyjmując tamtych”. Zdarzyło się przecież, że nazajutrz rano, skoro świt, kapitan miał odjechać. Nieboraczka sądziła, że Jego Wielmożność, który ją trzymał owego ranka za rękę i jednocześnie szeptał coś do ucha swemu pachołkowi, mówi do sługi: „Daj jej sto talarów”. Tymczasem niegodziwiec kazał jej zarzucić spódnicę na głowę i gnać ją przy świetle pochodni i pod razami dwóch dobrze podkutych butów zimowych przez Borgo Vecchio283, Borgo Nuovo284 i Most285 aż do Chiavica286. Kilku pachołków wzięło się rączo do roboty; taftowym paskiem zawiązali jej spódnicę nad głową; siedzenie jej, białe i okrągłe jak księżyc w pełni, podało się wówczas wszystkim na widok. Cóż to był za piękny tyłeczek! Twardy, mięsisty, ani nie za tłusty, ani nie za chudy, nie za szeroki i nie za wąski, wspierający się na dwóch udach, ustawionych na łydkach śmigłych jak wrzeciona i o wiele ładniejszych niż te małe kolumienki z alabastru, co to otaczają we Florencji podwórzec; te same żyłki, które widać w alabastrze, rysowały się wzdłuż ud i łydek dziewczyny! Podczas gdy spod spódnicy wydobywały się krzyki tak stłumione, jakby ktoś wołał z zamkniętego kufra, pachołcy, choć byli już gotowi do drogi i stali z zapalonymi pochodniami i butami na pogotowiu, tak się zachwycili tymi ślicznościami, że im krew do głowy uderzyła i buty im wypadły z rąk, jakby za sprawą jakichś czarów; tęgie uderzenie kijem przywróciło ich dopiero do przytomności. Podnieśli buty, wypędzili biedaczkę za próg i dalejże ją okładać: ten z tej strony, a tamten z drugiej. Z początku pupcia się zaczerwieniła, potem zsiniała, później sczerniała, aż wreszcie pokazała się krew. Pod wtór287 klaskania butów o ciało cała hołota uliczna wrzeszczała zupełnie w ten sam sposób, jak wrzeszczą chłopcy przyglądający się katowi, gdy ten biczuje przestępcę. Gdy się biedaczka wreszcie obaliła288, ludzie przenieśli ją do domu, gdzie zamknęła się na cztery spusty — była już zupełnie zbezczeszczona przez tę serenadę289 i w pogardzie u wszystkich, którzy się o tej historii dowiedzieli.
PIPPA
O sztylety, na cóż czekacie! Czemu czas tracicie, szpady ostre!
NANNA
Nie wiem, skąd się bierze ta zła sława nasza? Zaliż życzymy mężczyznom tylko tego, aby zawiśli na szubienicach? Dziwuję się290 wielce, czemu to nikt nie opowiada o swych postępkach wobec kurew?
Niechby tak kto z jednej strony postawił mężczyzn do nędzy przez kurwy przywiedzionych, a z drugiej kurwy pokrzywdzone przez mężczyzn, obaczylibyśmy wówczas, kto jest więcej winien: oni czy też my? Mogłabym ci wyliczyć dziesiątki, a może i kilka dziesiątków kurtyzan, które skończyły w szpitalach, w kuchniach, na bruku, na ławce, albo inne znów, co się stały praczkami, babami podnajmującymi komnaty, rajfurkami, żebraczkami, handlarkami ogarków od świec, a to wszystko przez to, że kiedyś jako kurwy dawały korzystać ze swych wdzięków to temu, to owemu na piękne oczy, jednakże nikt mi nie będzie mógł pokazać ludzi, którzy by z winy gamratek stali się właścicielami burdelów, stręczycielami, poganiaczami koni, szarlatanami, zbirami, przekupniami albo kuglarzami. Kurwa potrafi przynajmniej uszanować rzecz, jaką otrzymała za swoje trudy i znoje; te zasię jołopy291, mężczyźni, w jeden dzień zmarnują to wszystko, co im się udało ukraść, albo to, co wariatki, godne, aby je pod pręgierz292 postawić, rzucają im pełnymi garściami.
PIPPA
Nie mogę sobie darować, że mnie nieraz brała chętka zostania mężczyzną.
NANNA
Jest jeszcze inna niegodziwość, którą nas obarczają.
PIPPA
Cóż to znów takiego?
NANNA
Myślę o winie, jaką nam zawsze przypisują, gdy się któryś z naszych prześladowców skaleczy albo gdy go zamordują; cóż, do kaduka293, mogą nas obchodzić ich zawiści i ich brutalność? A nawet gdybyśmy były przyczyną ich porachunków, to proszę, niech mi kto powie, co się spotyka częściej — blizny na twarzach kurew, które są przeznaczone dla mężczyzn, czy szramy na obliczach mężczyzn, którzy się zabawiają z kurwami? Niestety, nie ma sprawiedliwości na tym świecie...
PIPPA
Nie ma, ani chybi, nie ma!
NANNA
Przychodzi mi akurat na myśl choroba francuska294. Jasną krwią się zalewam, gdy słyszę, jak jeden wielki naganiacz295 powiada do drugiego: „Ten i ten stał się przez tę i tę kaleką”. Ludzie gotowi ją poćwiartować, kołem by ją łamali, kurwę przeklętą. Każdy krzyczy: „Zmarnowała biednego chłopaka”. Ponieważ odkryto już, kto się pierwszy urodził — kura czy jajko, więc równie można żywić nadzieję, że ludzie odkryją tak samo, kto komu pierwszy przyniósł w darze chorobę francuską: mężczyzna kurwie czy kurwa mężczyźnie? Najlepiej będzie, gdy któregoś dnia spytamy się o to messira296 Joba297, bo w przeciwnym razie to całe gadanie nigdy nie będzie miało końca; przecież mimo wszystko mężczyzna pierwszy zaczepił kurwę, która nikomu na drodze nie zawadzała, a nie kurwa mężczyznę; wiemy to choćby z listów i próśb, jakimi nas mężczyźni zasypują. Dziewczyny z Ponte Sisto298, nawet i one wstydzą się zaczepiać ludzi. A zatem jeśli oni pierwsi ubiegali się o nas, to oni pierwsi złożyli nam francę299 w upominku.
PIPPA
Wyklarowaliście mi całą rzecz znakomicie.
NANNA
Powróćmy jeszcze do legend, jakie można by pisać o tym, jak często zdrada jest naszą zapłatą. Pewna panienka, najmilsza i najwdzięczniejsza młódka, jaka kiedykolwiek chodziła po tym świecie, służyła na dworze u pewnej wielkiej pani, dla której nie było większej przyjemności, jak widzieć ową panienkę u swego boku, tak miłe było obejście tej dziewczyny. Gdy ową damę rozbierała czy ubierała, gdy jej szykowała strawę, taką zręcznością przy tym celowała, że wszyscy byli w niej zakochani; oczywiście nie bez tego, żeby któraś z innych pokojowych wdzięcznemu dziewczęciu nie zazdrościła. Moja panienka wpadła w oko pewnemu papierowemu księciu, który cały swój majątek nosił w haftach swego kaftana, w ozdobach swego kapelusza, w galonach300 na swym płaszczu i w pochwie swej szpady. Książę szalał za dziewczyną, a że miał wstęp na dwór jej pani, nie brakło mu sposobności tańczenia z dworką301 i rozmawiania z nią; tańczył też i rozmawiał dotąd, aż się hubka zajęła ogniem; gdy książę za dwa grosze się spostrzegł, że rzecz jest na dobrej drodze, polecił napisać sonet na cześć panienki i przesłał go w liście, pełnym westchnień, udręczeń i ognia, jaki gorzał302 w jego piecyku; wychwalał w tym liście wszystkie wdzięki dziewczęcia w czczych303 słowach, jakie się zawsze w takich razach ma na pogotowiu, i opowiadał o jej włosach, o jej ustach, o jej rękach i o niej całej historyjki nie z tego świata! Dziewczyna, która nie miała więcej mózgu w głowie niż kraby, gdy minie ich miłosny miesiąc, nadęła się i poczęło się304 jej zdawać, że jest Angeliką Rolanda de Montauban305.
PIPPA
Renaud nie Roland, chcieliście pewnie powiedzieć!
NANNA
Powiedziałam Roland.
PIPPA
Mylicie się, mateczko, Roland był z innego kraju.
NANNA
Tym gorzej dla niego, jeśli był z innego kraju; co do mnie, to przez całe życie uczyłam się tylko, jak należy zarabiać pieniądze, a te legendy i historyjki nic mnie nie obchodziły; niech zatem będzie Roland! Jeżeli w ogóle wspomniałam Angelikę i tego drugiego jegomościa, to tylko dlatego, że słyszałam piosenkę o nich, którą co wieczór śpiewał pod moimi drzwiami pewien młody chłopak. Jakby tam i nie było, panienka, która umiała czytać, przejęła się tymi pochlebstwami, choć były one równie fałszywe, jak i ów książę, co je pisał; wkrótce k’temu306 przyszło, że im więcej dostawała tych czułych liścików, tym więcej się czuła szczęśliwa. Czasami książę, przybywszy na dwór, stawał gdzieś w kącie pod ścianą, gryzł swą chusteczkę, podrzucał ją i znów chwytał w rękę z gestem pełnym boleści; udawał przy tym, że mu los wnętrzności przewraca, groził niebu i pokazywał mu figę. Czasem tańczył z inną, a tańcząc, ciągle wzdychał; paź307 jego, odziany w liberię308 w tych barwach, jakie dziewczyna sobie wybrała, nie odstępował podczas tych wizyt swego pana. Ale fortuna potrafi być najgorszą zdrajczynią, dlatego też nie spoczęła, póki ich bardzo krętymi drogami nie doprowadziła do tego, by się nareszcie ze sobą sparzyli309. Omotana przyrzeczeniami i miłością, która w słowach gotowa jest zawsze ofiarowywać cały świat, dzięki linie, którą jej zalotnik dostarczył, nasza panienka spuściła się z okna; ponieważ jednak sznur był za krótki i do samej ziemi nie sięgał, biedaczka o mało sobie nóg nie połamała. Gdy dziewczyna na ziemi stanęła, śmieszny książę, drań, a nie książę, kazał ją wsadzić na grzbiet konia, na którym jeździł jeden z jego masztalerzy.
PIPPA
Ja bym spadła z pewnością z galopującego konia!
NANNA
Dziewczyna umiała jeździć konno lepiej niźli otrok, a cwałowała niby paladyn. Uciekła więc z tym plugawcem310, który po drodze, gdy już parę staj311 mieli za sobą, potrafił uzyskać od dziewczyny to wszystko, co było można. Koniec historii był taki, że po dwudziestu dniach książę miał jej po uszy i pewnego wieczoru za to, że ośmieliła się przymówić jednym ostrym słówkiem pokojowcowi, otrzymała przyrzeczoną i spodziewaną zapłatę, to jest całą chmarę razów kijem; po tygodniu jaśnie pan książę wypędził ją jak psa; poszła, tak jak stała, w starej sukience z żółtego aksamitu i w czepku nocnym. Nieszczęśliwa dziewczyna wpadła potem w ręce młodych łajdaków, którzy dojeżdżali ją, co się zowie! Gdy się okryła krostami, jakie jej książę dał w podarunku — nawet pies jej nie chciał powąchać i tylko zamtuz był jej pocieszycielem.
PIPPA
Niech będzie błogosławiony!
NANNA
Słyszałam, że towarzyszki zachwycały się, gdy mówiła; cnota, jaką przyniosła z sobą ze dworu, nadała burdelowi charakter klasztoru. Nie ma co do tego żadnej wątpliwości — cnota zdobiąca kurwy błyszczy w zamtuzie jaśniej, niż błyszczy ksiądz w najpiękniejszej szacie, gdy odprawia swą pierwszą mszę.
PIPPA
Jeśli cnota jest piękną rzeczą między kurwami, to czymże jest ona między dziewicami?
NANNA
Jest boginią bogiń, słońcem słońc, cudem nad cuda!
PIPPA
O cnoto szlachetna, o święta cnoto!
NANNA
Posłuchaj teraz, jak okrutnym był pewien człowiek, znany na tysiące mil od Calicut312; wyjmuję tę historię prosto z garnka, dlatego też będzie ona jeszcze ciepła, całkiem ciepła. Znamienity ten pan zauważył trafunkiem313 młodziutką dziewczynę, siedemnastolatkę, jak wychylała się lewym bokiem z okna domku, który jej matka odnajmowała — dziewczyna była o wiele piękniejsza niż sześć najpiękniejszych cór Italii razem wziętych; włosy jej były tak złociste i jasne, że na ich widok serce mogło zgorzeć w piersiach. Patrząc na jej wdzięk i dworność, skonać można było z zachwytu. Trudno także, wierę314, wypowiedzieć, ile uroku dodawała jej słodycz, jaką ją los obdarzył. Nędza, która ją odziała — jeśli się nie mylę — w sukienkę z brunatnej wełny, przybraną żółtą lamówką, lepiej oddawała całą wdzięczną postać tej osóbki, niż to uczynić by potrafiły strzępione i jeszcze raz strzępione aksamity, sukna i materie jedwabne, haftowane perłami, jakie noszą królowe. Przyznać trzeba, że piękność jej kształtów nie doszła jeszcze do szczytu, a to dlatego, że dziewczyna żyła w niedostatku; rzadko jadła i piła do syta i nigdy prawie się nie wysypiała. Najwięcej uderzała w niej skromność i jakby wstydliwość, malująca się zawsze na jej obliczu, czy to, gdy się pokazywała w oknie, czy też, gdy stała w progu domku. Nasz przyjaciel tak bardzo poddał się urokowi dziewczyny i tak począł za nią szaleć (niech mi Jego Wysokość wybaczy to słowo), że nie mogąc zaznać ani chwili spokoju, zaczął się rozglądać za stręczycielami; znalazł ich bez wielkiego trudu dzięki sławie imienia i bogactwu swej odzieży, którą co dzień zmieniał — te zmiany są przynętami, za pomocą których łapie się głupców. — Widzę, że się mnie o coś oczami pytasz. Mój pan zwąchał się z niejaką Łucją, przyjaciółką Angeli (tak się nazywała ta cnotliwa dzieweczka), i chociaż pewna jestem, że i ją oszwabił315, załóżmy jednak, że między nimi nic nie zaszło! Całował ją, brał ją za rękę, przyrzekał jej złote góry, i aby ją sobie jeszcze więcej zjednać, dał jej słowo, że będzie ojcem chrzestnym jej jedynego synka. Łucji paliło się pod nogami, tak jej pilno było; oczarowana przez tego jegomościa, bardzo prędko potrafiła zjednać sobie siostrę Angeli, która popełniła wielki błąd, słuchając namów i przyrzeczeń. Niewiele czasu upłynęło i ślub już naznaczony został.
PIPPA
Jestem pewna, że nikt by mnie tak prędko nie złapał.
NANNA
Nie bądź taka pewna. Nawet święta Petronela316 nie oparłaby się namowom siostrzyczki, która ci co dzień do głowy kładzie rozkosze i szczęśliwość, jakie na cię czekają. Powiedz sama, która z nas nie podniosłaby spódnicy, gdyby jej tak w kółko pletli: „To najlepszy, najmilszy, najładniejszy i najszlachetniejszy człowiek pod słońcem; kocha cię, ubóstwia cię i sam powiedział, że jeden pukiel twoich włosów, że jedno twoje oko więcej ceni niż wszystkie skarby świata, przysięga, że jak tylko się dowie, że go nie chcesz, zostanie pustelnikiem”.
PIPPA
I dziewczyna uwierzyła?
NANNA
Niech Bóg cię strzeże i odsuwa od twoich boków ostrogi takiego jak ten rajfura. Przekonałabyś się, czy należy mu wierzyć czy nie. Siostry, sąsiadki, nadzieja na bogactwo... a niechże to wszystko!...
PIPPA
Powiedzcie mi, nim od nowa opowiadać poczniecie, zali nie było takiego wypadku, że się ktoś przez nas stał mnichem?
NANNA
Niechże ich franca zeżre! Wieszają się w słowach, trują się w przysięgach i płaczą ze śmiechem nad tymi, które im wierzą. Robią czasem miny, jakby się chcieli zakatrupić jednym pchnięciem sztyletu, jakby się wybierali na dach, żeby się z niego rzucić, lub jakby chcieli się pójść utopić; udają, że odchodzą gdzieś daleko, skąd żadne słuchy o nich nie dojdą; zwłaszcza chciałabym, żebyś mogła ich zobaczyć, jak z postronkiem317 na szyi klękają przed naiwnymi dziewczynami, jak skamlą i szlochają. Ach, wy kurwiarze zatraceni! Gotowiście nawet walić łbem o ścianę, byleby w nas wmówić to, co wam się podoba!
PIPPA
Trzeba się mieć dobrze na baczności!
NANNA
Powróćmy do wesela! Turkawkę wyciągnięto z łóżka i zaprowadzono ją do pewnej znamienitej damy, matki chrzestnej galanta; siostra nieboraczki sama ją popchnęła w jego ramiona. Oczywiście zalotnik zaklął się na wszystkie świętości, że wszystko w tajemnicy zachowa!
PIPPA
No i co? Wydało się?
NANNA
Gdyby się nie wydało, to jakżebym o tym uznać318 mogła? Trębacze, dzwonnicy, kuglarze na theatrum319, trybunał de la Rota320, śpiewacy uliczni, wszędzie i u wszystkich prędzej się jaki sekret dochowa niż u tego błazna. Gdyby mógł, to by i psu z kulawą nogą opowiadał to samo, co trąbił bez ustanku każdemu, kogo spotkał: „Nie mówcie nic do mnie — jestem w raju: mam dziś u siebie w domu dziewicę, powiadam wam, ósmy cud świata, krew i mleko... zakochana we mnie po same uszy. Jutro zapewne będzie nasz ślub, bo akurat dzisiaj jej matka ma złożyć wota321 w kościele Świętego Wawrzyńca za Murami322”. Ale to wszystko nic jeszcze — jak mówią Hiszpanie — w porównaniu z Te Deum Laudamus, jakie jej zaśpiewał, gdy ją ujrzał uwieszoną u swej szyi; brały go takie same drgawki, jak byka, co widzi jałówkę.
PIPPA
Zaliż mu te drgawki przykrość sprawiały?
NANNA
Języka w gębie przez nie zapomniał i nie wypowiedział tych wszystkich łgarstw i przyrzeczeń, jakie już miał dla niej przygotowane. Ta głupia gęś tymczasem obmacywała jego kaftan z brokatu, haftowany ciężkim złotem, spodnie z tkaniny srebrnej i podrzucała ogromny łańcuch złoty, jaki ów galant nosił na szyi — wyglądała przy tym jak jeden z tych dzikusów, co to nigdy nie widział mniszego habitu albo kurty323 z sukna rzymskiego i który, mimo że go ze wszystkich stron ludzie gniotą i popychają, przecież zawsze jakoś potrafi się dostać do klechy rozdającego świece, aby chociaż pogłaskać i pomacać jego stułę z podłego aksamitu. Ogień rozpalił się w ich piersiach i dziewczyna, która nie miała najmniejszej plamki ani zmazy na sobie, skoro już poczuła się bliską tak dostojnego pana, zaczęła sobie wystawiać, że... Nagroda za jej dobroć taka była, że diabeł schwycił za łeb ukochanego, który niezadowolony z tego, że miał trzy ćwierci, zapragnął całego jabłuszka dla siebie i w ten sposób dowiódł, że rację ma przysłowie, co powiada, że kto chce za dużo, ten wszystko traci.
PIPPA
Dobrze mu tak.
NANNA
Masz rację! Aby już tę historię skończyć, muszę ci powiedzieć, że nasze dziewczątko miało narzeczonego, jak ci już kiedyś o tym mówiłam. Był to prawdziwy nicpoń, który kochał się w jednej z sióstr dziewczyny; potem zaręczył się z ową młódką, o której mówię, ale nie spieszył się wcale, żeby jej wsunąć obrączkę na palec i do swego domu ją wprowadzić. Chodziły słuchy, że wprzód, nim się z nią ożeni, chciał koniecznie zadowolić z nią swoje chuci324, jak to teraz bardzo często się dzieje. Mogłabym ci pokazać niejedną dziewczynę, która się dała wziąć na taki fortel; gdy się potem zalotnik nasyci, puszcza biedaczkę kantem, nie zostawiając jej nawet kawałka chleba. Tym razem rzecz miała koniec zupełnie nieoczekiwany i nasz jegomość, umierający z miłości, wymyślił wcale niegłupi koncept, którego bezczelność na pewno by nawet mediolańczyka albo i mantuańczyka przyprawiła o rumieniec wstydu.
PIPPA
Rozumiem.
NANNA
Postanowił mianowicie zmącić przezroczą325 wodę narzeczeństwa, aby potem móc spokojnie wziąć ślub ze swoją lubą. Postępował więc tak, aby narzeczony, dowiedziawszy się, że jego przyszła żona jest na poły kurwą, a na poły uczciwą dziewczyną, wyrzucił ją za drzwi. Udałoby mu się wszystko jak najlepiej, gdyby nie to, że jednak przyszły mąż znaczył dla dziewczyny więcej niż kochanek: nie powiem, żeby go wolała od swego galanta, bo gdyby go nie kochała, to by mu nie przypięła rogów, jednakoż lęk przed kijem matki to sprawił, że stanęła po stronie męża. Galant przez całą noc bredził o tej materii, a rano posłał po tego matołka, przyszłego męża swej lubej, i wyjaśnił mu całą sprawę, nic nie zatajając. Chcąc go więcej oświecić, zdradził mu aż do najmniejszego znamienia te wszystkie tajemnice, jakie jego przyszła żona kryła pod koszulą. Napomknął mu takoż, że są już ze sobą po słowie; dalej wspomniał o upominkach, jakie dawał panience, i zaczął je wyliczać jeden po drugim. Nieszczęśliwy narzeczony, jakby go szlag trafił; był martwy, choć stał ciągle na nogach; wyciągał szyję i przypominał mocno naszą małpę robiącą grymasy, potem jakby skamieniał, pogrążywszy się w swe myśli, i odpowiadał zupełnie ni przypiął, ni przyłatał: „Jak? Co?”. Mówił zamiast tak — nie, zamiast nie — tak, przewracał oczami jak nieprzytomny, wzdychał ciężko i opuszczał głowę na piersi. Na koniec, drżąc z zimna, a raczej z zazdrości, zdołał wykrztusić kilka słów i z miną człowieka, którego prowadzą pod szubienicę, rzekł: „Signore326, jak na mój młody wiek, zostałem dość ciężko doświadczony, ale przez pamięć na chrzest święty — tu, podniósłszy rękę, wskazał na wierzchołek swej czaszki — przysięgam, że jej więcej nie chcę, że już nie jest ona moją narzeczoną, a kto powie inaczej, ten skłamie”. Galant zerwał się na te słowa i rzekł: „Jesteście jednym z ludzi, jakich coraz mniej jest teraz na świecie: honor, o który dbacie, więcej jest wart niż to całe miasto. Nie zabraknie Wam kobiet, już mnie to pozostawcie!”.
PIPPA
Zaliż udało mu się nabrać nieboraka?
NANNA
Pod wpływem wściekłości, w jaką wpadł z powodu takiego sprawowania się swej przyszłej, udawał fałszywą radość i ciągle mówił do siebie, że powinien panować nad sobą. Nie wiedząc sam, jak i kiedy zaszedł do domu tej, która mu przyprawiła rogi, domyślasz się, że mimo wszystko rzekł jej to, co by jej każdy inny na jego miejscu powiedział. Ale łzy nieszczęśliwej, jej krzyki i jej przysięgi sprawiły na nim wreszcie takie wrażenie, że zmiękł i przyniósł jej nawet świeżych jaj, aby się pokrzepiła; ona zasię padła na łoże i już, już zdawało się, że chce się przejechać na tamten świat. Ponieważ ów szlachcic dowiódł mu, że ją posiadł przed nim, a ten osioł mu uwierzył, więc matka panienki nagle wpadła na niego prosto z mostu, wołając: „A to dobre sobie, chyba sam wiesz najlepiej, czyś ją brał jako dziewicę czy nie?!”. Teraz nasz młodzian zamilkł, jak gdyby wielką rzeczą było zwęzić przyrodzenie i tak uczynić, żeby z niego krew poszła.
PIPPA
Samiście mnie przecież uczyli, jak to się robi.
NANNA
Więc już ci o tym ani słowa nie powiem. Ów pożeracz chleba i winogron tak się wbił w pychę, że ma za rywala szlachcica, iż ani myślał się z dziewczyną rozstawać, zabrał ją do siebie, sprawił327 wesele i tak ją potem obłapiał, że jedną nogą był ze zmęczenia na tamtym świecie. Sprzedał potem kilka swoich gałganów i sprawił sobie nowe szaty, aby ona kochała go równie mocno, jak on ją.
PIPPA
Jednym słowem, wyjawiwszy całą historię narzeczonemu, to tylko sprawił, że ów połączył się na zawsze z ukochaną.
NANNA
Całe to szczęście nie trwało długo, bo najczęściej, a właściwie zawsze, gdy mężczyzna bierze za żonę kobietę z miłości i bez wiana, rzecz się źle kończy. Namiętność mężczyzny, który ugania się za kobietą z szalonej miłości, podobna jest do ognia w takim kominku, co to robi tyle hałasu, że Tyber328 by się wystraszył, a daje się ugasić dwoma kociołkami wody. Koniec końców kobiety poślubione z miłości nie mają nigdy chwili czasu; o byle co spotykają je wyrzuty, uderzenia pięścią, kopniaki albo nawet kije, gęste jak grad; zamyka się je w komnacie, skazuje się je na siedzenie w domu, nie uważa się nawet, by były godne pójścia do spowiedzi, a niech Pan Bóg broni, żeby się ośmieliły wyjrzeć przez okno. Jeżeli takie jest ich życie, nawet wówczas, gdy są bez winy, cóż dopiero czeka kobietę, jeśli mąż zna jej sprawki z dawnych czasów?...
PIPPA
Zaiste329! Nie lza330 jej zazdrościć!
NANNA
Myślę właśnie w tej chwili o oszustwach, jakich się dopuszczają mężczyźni, zupełnie jak rajfurzy, kiedy sobie powiedzą, że muszą usidlić jakąś niezdobytą białogłowę. Tylko durnie twierdzą, że my, kobiety, umiemy udawać, jak nikt na świecie. Przypatrz się takiemu, co na białogłowy poluje. Oto stoi na przykład w kościele oparty o ambonę, a całym ciałem przechyla się w stronę tej, którą by chciał pochłonąć wzrokiem — jakbym słyszała jego westchnienia, które wydobywa ze swej torby myśliwskiej, napełnionej kłamstwami. Przyszedł sam, aby pokazać, że jest człekiem dyskretnym i że nie szczędzi trudów, chcąc zwrócić na siebie spojrzenia tej, którą pragnąłby złapać na wędkę. Puszczając do niej od czasu do czasu oko, podnosi przy tym głowę, spogląda na niebo i zdawa się331, że mówi: „O Panie, umieram przez tę kobietę, którą Twe ręce wszechmogące stworzyły”. Potem opuszcza głowę, obraca oblicze ku swojej ofierze, a wtedy trza332 widzieć te głębokie spojrzenia, jakie potrafi wydobywać z dna swojej obłudy. W tym trakcie ukazuje się jakiś ubogi; nasz jegomość powiada do swego pokojowca: „Daj mu jednego juliusza333”. Sługa daje, ile pan kazał.
PIPPA
Dlaczego nie dał quattrina334?
NANNA
Aby się wydać szczodrym i aby dowieść, że go stać na taki wydatek.
PIPPA
To ci sztuczka!
NANNA
Niech ci się nie zdaje, że w przytomności335 tej, na którą są zastawione sidła, pozwoli sobie taki pan na głośniejsze słowo albo na wyniosłą minę. Skądże znowu! Ze sługą rozmawia jak z przyjacielem, a to wszystko w tym celu, żeby wykazać łagodność swego przyrodzenia336, żeby się nie zdradzić ze swą wstrętną brutalnością i głupotą.
PIPPA
Psy prawdziwe!
NANNA
Czy wiesz, że na wagę złota potrafią kupować ukłony przechodniów?
PIPPA
Cóż im te ukłony za profit przynieść mogą?
NANNA
Liczą, że ich bogini zapisze im je na dobro; dowie się przecież, że nasz pan jest człowiekiem powszechnie szanowanym... I podczas gdy taki czcigodny jegomość oddaje ukłon skinieniem głowy, wycina sobie na twarzy nożycami fałszu minę, która mówi najwyraźniej: „O pani, wynoszę Was ponad wszystko na świecie”.
PIPPA
A to ci sztukmistrze!
NANNA
Gdy rozmawiają z innymi kobietami, a w towarzystwie znajduje się ktoś, przez czyje pośrednictwo pragną lubego celu dosięgnąć, wtedy stają się w rozmowie ujmujący wielce, na podobieństwo ludzi, którzy chcą od razu pozyskać sobie naszą przyjaźń; w samym środku gawędy taki pan zrywa się nagle z miejsca i wychodzi do przyległej komnaty, tak aby białogłowy miały sposobność rozwodzić się nad jego zaletami.
PIPPA
No, i bądź tu jeszcze kobietą...
NANNA
Gdy już opuszczą to miejsce, gdzie się im wydawało, że się ich raj mieścił, wtedy mówią do każdego, kto tylko ich słuchać zechce:
„Co za ohydna dziewka! Diabeł by się takiej kobiety przestraszył”.
Potem na takie kpinki się puszczają:
„Dziś rano na mszy miałem rozkosz nad rozkosze: na nabożeństwie była donna337 taka i taka; myślała, że konam z miłości do niej! A to kurwa tłusta, a to bydlę zatracone! Niech się tylko dostanie w moje ręce! Wydobędę z niej ostatni grosz, jaki ma przy duszy”.
PIPPA
Bardzo pięknie, bardzo pięknie, nie ma co gadać...
NANNA
Widzisz, gdy jakaś kurwa obgaduje tego albo tamtego, to jest przynajmniej wytłumaczona: robi to dlatego, żeby się jednemu albo drugiemu przypodobać, ale na co mogą się przydać mężczyźnie plotki, które po całym mieście rozsiewa i którymi szkaluje biedną kobietę?...
PIPPA
Niechaj nogi połamią!
NANNA
Stąd wynika, że jeśli chcesz skubać, a nie być skubaną, to powinnaś być ostrożna. Właśnie mam ci zamiar opowiedzieć o pewnym kapcanie338, który kazał, że tak powiem, otrąbić na wszystkich rogach, że szuka młodej dziewczyny od osiemnastu do dwudziestu lat najwyżej i że dałby jej zaznać wszelkich przyjemności życia, których sam używa, gdyby dziewczyna była z tych, co to prócz urody mają jeszcze trochę dworności. Wtedy zrobiłby dla niej... — krótko mówiąc — dawał do zrozumienia, że po pewnym czasie gotów byłby się z taką panienką ożenić. Gdy się rzecz rozniosła, rajfurki puściły się na poszukiwania i pukając to do tych, to do tamtych drzwi ledwie dech mogły złapać, tak były zmęczone od prędkiego latania. Każda dziewczyna nadymała się jak paw, każda myślała, że ją, a nie inną signore wybierze, toteż wszystkie przywdziały nowe szatki, czy to własne, czy też wypożyczone po tyle i tyle na dzień, założyły nowe kołnierzyki, wdziały najróżniejsze fatałaszki i z miną jak najbardziej skromną ruszyły w drogę za swoją przewodniczką. Dopuszczone przed oblicze Jego Wielmożności, dziewczyny kłaniały się nisko, potem siadały na uboczu, rzucając tylko czasami okiem w stronę wielkiego pana, który czesał sobie tymczasem brodę grzebykiem z kości słoniowej i żartował z pokojowcem, co szczotką muskał leciutko kaftan swego pana, jego pantofle i aksamitne spodnie. Gdy się te zabiegi miały ku końcowi, ów pan dawał lokajowi klapsa w kark, leciutko, leciutko, aby owa biedaczka, co przyleciała, by się stać jego małżonką, mogła z tych figlików osądzić, co to za miły człowiek i jak łagodnego jest przyrodzenia.
PIPPA
Zdaje mi się, że docieramy do sedna sprawy.
NANNA
Pod koniec, dając pokój tym głupstwom, mój pan wyprasza wszystkich z wyjątkiem staruchy i tej, która jest już pewna, że ma rybę na haczyku. Brodacz siada między obiema i zaczyna opowiadać, co ma na sercu — że mu się niby dziewczyna bardzo podoba, ale że nie chciałby związać się z krnąbrną ani z takim lekkoduchem, co to po dwóch dniach mu powie: „Chcę iść do domu i proszę o moją należność”. Na te słowa starucha zrywa się i krzyczy: „Jaśnie Panie, ta dziewczyna jest tak delikatna jak źdźbło trawy najlżejszej, jak ryba bez ości, a kto tylko jej pokosztuje, temu się w ustach rozpłynie. Jeżeli ją Jaśnie Pan weźmie, to inni, co szukają dobrych i ładnych dziewcząt, mogą machnąć ręką — nie znajdą takiej drugiej. Jeżeli mi pan nie wierzy, to proszę się spytać wszystkich w okolicy, przecież nie było człowieka, który by nie płakał, słysząc, że ta dziewczyna z naszych okolic wyjeżdżała”.
PIPPA
Starucha umiała dobrze ją zachwalać.
NANNA
Tak mniej więcej mówiła ta miła kobiecina. Przez ten czas nasz jegomość łaskotał palcem sutki dziewczyny i w pewnej chwili z trochę przebiegłym uśmiechem rzekł: „Czy aby jesteś zdrowa, panienko? Czy nie masz świerzby albo jakiej innej choroby?”. Starucha odpowiedziała za młódkę: „Proszę bardzo, na Boga proszę, Jaśnie Panie, rozbierzcie ją. Ona miałaby mieć świerzbę, ona miałaby być chora!?... Ha, ha! Jest zdrowa jak karp, a jej ciało więcej się boi brudów niż ona sama świństw i sztuczek złodziejskich. Zapewniam Jaśnie Pana, że cyrklem można by mierzyć jej kształty. Jest w sam raz dla pana — tak samo jak trójnóg jest w sam raz dla kociołka, w którym się czarninę339 gotuje, przecież was nie zmuszam, nie namawiam, żebyście ją wzięli, i nie chcę nic zrobić z lekkiej ręki, broń Boże, ja, Jaśnie Panie, nie jestem dzisiejsza, jużem z niejednego pieca chleb jadła i sroce spod ogona nie wypadłam. Umiem łazić po dachówkach i gzymsach bez trzewików na nogach!”.
PIPPA
Co za dziwna mowa.
NANNA
Jest to mowa z jej stron... Przyznaj sama, że jak się takiej mowy słucha, to zupełnie jakby się słuchało dawnych piosenek, tych, co to w nich wszystko jasno jest wyłożone!
PIPPA
Dobrze mówicie, mateczko!
NANNA
Przekonasz się, moja kochana, że niedługo wrócimy do dawnej mowy, tak jak już wróciliśmy do dawnej mody w ubraniach. Niech kto, co chce, gada, ale przecież wąskie rękawy wykurzyły do wszystkich diabłów szerokie. Pantofle nie są już tak wysokie jak szczudła; tak samo i ludzie, co naprawdę umieją rozmawiać, nie chcą już tak pleść trzy po trzy, jak się to dawniej zdarzało, zrozumieli bowiem, że takie próżne gadanie na nic się nie zda, chyba tylko na to, żeby je dać świniom do koryta, zamiast pomyj; pomyśleć tylko, co za banialuki, jakie głupstwa i bzdury te gaduły napleść potrafią. Ale dajmy temu wszystkiemu spokój! Ów szlachcic zaczął się pomalutku, powolutku dobierać do dziewczyny, a zwróciwszy się do staruchy, rzekł: „Matko, jeśli zezwolicie, to ta panienka zostanie tutaj z moją siostrą”. Powiedział to dosyć głośno, tak by owa rzekoma siostra mogła jego słowa usłyszeć; siostra wylazła z kąta, wzięła rajfurkę za rękę i dotąd ją prosiła, aż się kobiecina zgodziła na pozostawienie swego towaru; ugłaskana potem kilku słowami wyniosła się, a ta mała głuptaska, nasyciwszy dobrze ogiera, poszła wkrótce tam, skąd przyszła; na pożegnanie dał jej ów szlachcic parę dobrych słówek: że się nią zajmie, że jej da znać, że już zrobi, co do niego należy...
PIPPA
Co za świństwo, żeby nawet jej nie zapłacić!
NANNA
Wiesz, Pippo, do czego był podobny dom tego łobuza, gdy się rozeszła wiadomość o jego wielkich zamiarach wobec tej dziewczyny, która by chciała z nim wyjechać?
PIPPA
Skądże bym miała wiedzieć, mateczko?
NANNA
Do placu Navona340, gdy się na nim odbywa targowisko końskie; jak te szkapy, stojące na rynku z pięknie zaczesanymi grzywami i zaplecionymi ogonami, wyczyszczone, z wyglansowanymi341 siodłami, ze strzemionami gotowymi do zamiany na każdą nogę, z równo ułożonymi cuglami i wyświeconymi wszystkimi częściami metalowymi uprzęży, jak te szkapy, powiadam, wyglądały te biedne stworzenia — panienki; każda wykrygowana, ile się tylko dało, wystrojona w sukienki swoje własne albo w cudze; każda w łożu i poza łóżkiem robiła, co mogła, żeby tylko pozyskać sobie tego pana, u którego chciała pozostać. A tymczasem tego hycla342 toczył najokropniejszy szankier343 francuski, jakiego kiedykolwiek wielki pan posiadał. Nie przeszkadzało mu to jednak wcale, tak że pakował swój korek do każdej szyjki, że swoją miotłą przeczyszczał wszystkie kominy i że każdej panience zapuszczał jakby pętlicę344 śmiertelną, na której oby jak najprędzej sam zawisł; po jednym, dwóch, trzech albo najwyżej czterech dniach nasz wielki pan z wielkim choróbskiem wyrzucał dziewczynę za drzwi i mówił: „Ta jest za mądra, tamta źle wychowana, a owa jak tyka”. Jednej miało śmierdzieć z gęby, druga pozbawiona była wszelkiego wdzięku. Ale każdą ładną czy brzydką, mądrą czy głupią obdarzał okrutną spuścizną swego choróbska i każdej dawał dobrą część swoich wrzodów, swoich szankrów i swojego łamania po kościach — taką miały zapłatę! A jego choroba była tak pięknie rozwinięta, że po krótkim czasie panienkom zaczęły wypadać włosy na głowie, pod pachami, między nogami i nawet im brwi wychodziły, powiadam ci, tak im te włosy wychodziły, jakby kto wziął i kapłona345 w wrzątku oskubał — po pewnym czasie zostały wszystkie bez jednego zęba w ustach, biedne, biedne stadko zbłąkane... Teraz już wiesz, co potrafią mężczyźni, wiesz czy nie wiesz?
PIPPA
Zdaje mi się, że mają szyje tylko po to, żeby im głowy łatwiej było odrąbywać. Gdyby na torturach ostatni dech puścili, ich skóra przydałaby się na latarnie, a z ich piszczeli dałoby się może zrobić flety. Mówię naturalnie o tych łotrach, co popełniają podobne zbrodnie; nie mam wcale na myśli innych, którzy od takich nikczemności są dalecy.
NANNA
Dobrze mówisz. Dotychczas dałam ci skosztować tylko serwatki346, opowiadając o psotach psotników; poczekaj, teraz uraczę cię śmietaną; uważaj, abyś sobie moje słowa dobrze w pamięć wraziła. Postaram się otworzyć wszystkie zasuwki w drzwiach mojej pamięci, chcę bowiem, aby drzwi stanęły szeroko otworem i żeby było widać do ostatniej nitki tę sukienkę, jaką zdejmuję z prawdy, aby ci ją właśnie przedstawić zupełnie nagą, nagą, nagusieńką.
PIPPA
Słucham was, mamo.
NANNA
Nie dziwota347, że tak osobliwie mówię. Czasami, gdy sobie przypomnę ułomki naszej mowy, bardzo mi smutno na duszy. Odkąd z naszych stron się wyniosłam, zapomniałam na śmierć jędrnych słówek toskańskich. Stara rajfurka, która rozmawiała z owym kpiarzem, faworytem księcia czy też samego króla, tak żywo przypomniała mi naszą dawną mowę, że miałam ochotę wypluć język, byleby umieć tak pluć, jak to dawniej było w obyczaju. Nie uważaj mnie za starą nudziarę, dlatego że tak często wracam do sprawy mowy, chodzi o to, że tutaj, w Rzymie, coraz trudniej jest żyć: na każdym kroku spotyka się różne dworne małpy, które przy lada okazji wygadują niestworzone rzeczy; chociaż ci mówiłam, że więcej ukontentowania miałam, pchając talary do mieszka, niż zbierając piękne słówka, przecie jednak byłabyś zachwycona, gdybym się chciała górnie wyrażać. Wiem, że w wielu wypadkach posługiwałam się wzniosłymi zwrotami, a mianowicie, gdym opowiadała o lamentacjach348 signory opuszczonej przez barona: częściowo sama je ułożyłam, częściowo znałam je na pamięć, nie znaczy to jednak, abym nie wiedziała, jaka jest różnica między pakułami i paczesią349, między kasztanem gotowanym i kasztanem w skorupie, między łoziną350 i sitowiem. Nie powiesz takoż, że nie wiem, co to jest rączka u drzwi, co klin u balii, co motek przędziwa351, co kromka chleba, co koszyk wisien, co dzban oliwy, co poduszeczka pod głowę, a co podszewka; co to jest graca352 ogrodowa, tyczka w winnicy, co grono winogradu353; wiem także, że żuraw u studni i żuraw, co lata w powietrzu, to nie jedno i to samo. Ludzie dziwiliby się pewnie mocno, gdyby słyszeli, że znamy się na słowach i wiemy, że różne znaczenia one miewają. Znamy przecież stare i nowe wyrazy nie gorzej od doktorów354. Trzeba ci wiedzieć, że prosty chłop, znający trochę tych nowomodnych wyrazów, łacno za doktora może uchodzić. Nie brak takoż głupców, co zbierają skrzętnie zasłyszane słówka...
PIPPA
Lepiej opowiadajcie dalej o mężczyznach, matko! Takeście się rozpędzili, że usta wasze stały się podobne do ust przekupki. Nie wiem, po co wleźliście na wysokie gałęzie figowca, skoro się pod nim bardzo dobrze dotychczas rozmawiało. A poza tym nie uważajcie mnie za źrałą355 panienkę, tylko za małą dziewczynkę...
NANNA
Niech i tak będzie; wszystko mi jedno, mam ich wszystkich gdzieś, mianowicie z tej strony, którą się dmucha na orzechy; ja swoim tyłkiem na pewno lepiej potrafię zaklaskać niż oni rękami. A więc zajmijmy się naszymi wrogami, a właściwie wrogami tych dziewcząt, które nie umieją skubać mężczyzn i nie są dość zabiegliwe356, aby odkładać na czarną godzinę bodaj te skrawki płótna, które nasi wrogowie każą sobie często przykrawać. Jestem zdania, że różne panienki i kurwy, które pozwalają korzystać ze swych wdzięków raczej stajennym, lokajom, ogrodnikom, tragarzom i kucharzom niż szlachcicom i największym panom, mają słuszną rację. Spełniają one nie tylko czyny miłosierne, ale są kobietami ostrożnymi, pełnymi rozsądku, a nawet świętymi.
PIPPA
Czemu tak, mamo, sądzicie?
NANNA
Dlatego że rządcy, stajenni, ogrodnicy, tragarze i kucharze, w zamian za to, co im dajesz, stają się przynajmniej twoimi niewolnikami: gotowi są w ogień dla ciebie wskoczyć albo położyć głowę pod topór, byleby ci się przypodobać; gdyby ich nawet na kawałki siekano, nie wydadzą sekretu, zresztą nikt by przecież nie uwierzył, że taki a taki sługa wielkiego pana oporządza357 jego miłośnicę. A poza tym ludzie tego gatunku nie są wyuzdani: wymiętoszą ci prześcieradło w tym miejscu, w którym tobie, a nie im się podoba, i na tym koniec; żadnemu z nich przez myśl nie przejdzie, aby wziąć świecę do ręki i oglądać przy świetle, ile też masz zmarszczek na twarzy; żaden ci nie każe podnieść tyłka do góry, żeby ci dać klapsa w pośladek albo żeby wpić się w niego paznokciami; nigdy nie każe ci taki człowiek z gminu rozebrać się w biały dzień do naga, nie będzie cię obracał to brzuchem, to plecami do góry, nie będzie od ciebie żądał, pakując ci świder do środka, żebyś się zaczęła wiercić i wyginać albo żebyś gadała świństwa, ich chucie zwiększające; nigdy taki skromniś nie będzie na tobie leżał ze cztery godziny, tak iż później kości nie czujesz. Nikt nie każe ci przybierać jakichś wymyślnych póz, przy których trzeba się dać dziobać z podniesionymi nogami. W porównaniu z tymi historiami figura zwana „pasącą się owcą” jest słodka jak cukier, słodkie też są i inne różne figliki, o których ci wczoraj mówiłam; nieprawdaż, mówiłam ci o nich wczoraj?
PIPPA
Tak, mamo, mówiliście mi wczoraj.
NANNA
Trzeba ci wiedzieć, moja kochana, że są na świecie i takie świnie, co ci go pakują do ust.
PIPPA
Chyba zwymiotuję.
NANNA
Są inni, którzy ci ją liżą.
PIPPA
Zdaje mi się, że już mnie womity358 chwytają.
NANNA
A jak nabiorą tego dobrego pełną gębą, to się jeszcze chwalą, chełpią i opowiadają o tym szeroko, jakby nie było nic piękniejszego na świecie.
PIPPA
Oby na szubienicy zawiśli!
NANNA
A co najciekawsze to to, że ci panowie nie zdają sobie wcale sprawy ze swego upadku; oni to przecież zrobili z nas kurwy i oni nauczyli nas tych wszystkich świństw. Cała nasza wiedza wywodzi się od jednego albo drugiego kurwiarza i kłamcą, arcykłamcą jest ten, kto ośmiela się twierdzić, że ów pierwszy, któremu przyszła chęć posłużyć się kurwą jako chłopcem, nie musiał skłonić jej do tego siłą; jasną jest rzeczą, że przeklęte pieniądze oczarowały tę biedaczkę, która pierwsza odwróciła się do mężczyzny tyłem. Co do mnie (a jak ci wiadomo, zęby na mej profesji zjadłszy, stałam się jedną z największych łajdaczek), to nigdy nie zgadzałam się na takie plugawe historie, chyba że już nie mogłam dłużej opierać się memu kochankowi; gdy już mnie zupełnie otumanił, z tymi słowy się do niego zwracałam: „Ciekawam, czego ci się jeszcze potem zachce?”.
PIPPA
Ma się rozumieć, czego mu się jeszcze zachce?
NANNA
Gdybyś widziała, jak się śmieją, kiedy widzą, jak on tam włazi i wyłazi. Mdleją z rozkoszy, zwłaszcza gdy czują, że nas boli. Zdarza się, że biorą lustro, duże lustro, i najpierw każą nam najróżniejsze pozycje przybierać, a potem pożerają oczami naszą twarz, nasze piersi, ramiona, brzuch, pączek, pośladek i uda... Nie potrafię ci wcale opisać, ile rozkoszy znajdują w takich oględzinach. A ile razy się zdarza, że sprowadzają przyjaciół albo żony, żeby przez jaką szczelinę temu się przyglądali.
PIPPA
Doprawdy?
NANNA
Dałby Bóg, żebym kłamała. A czy to się rzadko trafia, że za przykładem mnichów zabawiają się w „trzech szczęśliwych”. O czeluście piekielne, otwórzcie się! Otwórzcie się teraz albo nigdy! Znam takich, co nie przebierali w sposobach i tak pod koniec opętali swoje kochanki, że te pozwalały im się oporządzać w bryce, w obecności woźnicy, na drodze pełnej ludu; chcieli przy tym, aby konie pędziły galopem, a to dlatego, że podskakiwania bryki podrzucały ich ciałami i wstrząsały ich w sposób zupełnie nieoczekiwany i nigdy niepraktykowany.
PIPPA
Cóż za pomysły!...
NANNA
Inny znów umówił się ze swoją signorą, a było to mniej więcej w sierpniu, że poświęci mu ona dni deszczowe. Gdy deszcz począł padać, musiała się biedaczka kłaść z nim do łóżka i leżeć tak długo, jak długo trwała niepogoda. Pomyśl tylko, co to za los — czuć się jak najlepiej i leżeć w łóżku jeden, drugi i trzeci dzień, jakby się było chorą.
PIPPA
Nie wytrzymałabym.
NANNA
Czy przy tym kobieta nie może zdechnąć? O Boże, mieć ciągle na myśli przyjemność, jaką taki wielki pan ma z tego, że mu się drapie i łaskocze jego grzechotkę! Cóż to za tortury: nie dać ani na chwilę zasnąć jego słowikowi i zawsze trzymać ręce przy jego gniazdku. Niech mi jedna z tych prześladowanych kurew powie, czy są na świecie takie pieniądze, które by mogły wynagrodzić naszą brudną i śmierdzącą profesję? Nie mówię tego, moja córko, aby ci to wszystko obrzydzić, przeciwnie, pragnę, żebyś sobie w każdej sprawie umiała dawać radę i to lepiej niż inne, poruszam te plugawe rzeczy tylko dlatego, żebyś wiedziała, iż otrzymujemy naszą płacę w zamian za naszą cześć, którą nam nędza zabrała. Gotowam oddać duszę diabłu, jeżeli prawdą jest, co mówią o nas, żeśmy się urodziły po to, aby żadnemu mężczyźnie nie dotrzymywać wiary; prawda, nie jesteśmy nikomu wierne, ale dla jakiej przyczyny miałoby być inaczej? Czy jesteśmy mniej kobietami przez to, że się kurwiarską profesją paramy? Kurwa jak każda białogłowa nie dotrzymuje wiary ani ślubów! Zło tkwi w tym, że wy, panowie mężczyźni, nie umiecie trzymać języka za zębami, że plotkujecie jak krawcy, podczas gdy my jesteśmy milczące jak gracze w szachy; za byle błahostkę dajemy i odbieramy. Wynika to stąd, że doprawdy same nie wiemy, co nam najbardziej odpowiada. Jedni mówią, że pieniądz jest dla nas wszystkim. Ale to nieprawda, to niesprawiedliwość! Mężczyźni są skąpsi od nas. Na czubku nosa możesz wyliczyć kobiety, które dla pieniędzy wydały twierdze, miasta, swych książąt, swych panów i Dominus Teco359, ale na palcach uda ci się dopiero wyliczyć mężczyzn, którzy takie sprawki mają na sumieniu i którzy gotowi są oszukać nawet ojców świętych — pasterzy wszechświata.
PIPPA
Idzie wam dzisiaj, matko, jak po maśle. Dobrze mówicie.
NANNA
Niech sobie każdy, co chce, gada i, co chce, robi; ty zaś trzymaj język za zębami i śmiej się po cichu z tych, co wszczynają wiele hałasu i wrzeszczą na prawo i na lewo: „A ścierwo jedno, a przeklęta kurwa! Nie dotrzymała obietnicy, zdrajczyni jedna!”. A jeżeli już koniecznie chcesz im odpowiedzieć, to powiedz głośno i wyraźnie: „Wy sami jesteście największymi zdrajcami i od was się ona tego uczyła!”.
PIPPA
Już ja im to powiem, już im przygadam do słuchu.
NANNA
Najlepsza sposobność, aby im się na tyłku rumieńce pojawiły, jakby ich kto porządnie puśliskiem360 zdzielił, nadarza się wtedy, gdy nam jeden albo drugi zarzuca, że nie kontentujemy się dwudziestoma pięcioma kochankami i gdy na nas z pyskiem wyjeżdża: „A ty suko, ty wilczyco wstrętna”. Pies czy wilk, nawet takie bydlę trzyma się jednej samicy. A mężczyźni? Nie wystarcza im, że wąchają każdą na drodze napotkaną, jeszcze im mało, tak iż łażą po najwstrętniejszych gospodach Rzymu, żeby tam swoje chucie z kuchcikami nasycać. Gdybym się nie bała zarzutu, że źle życzymy sodomitom361 tylko dlatego, że przez nich tracimy trzy czwarte zarobków, to bym ci mogła powiedzieć niejedną historię o tych świniach; opowiedziałabym ci takie rzeczy, że musiałabyś sobie uszy zatykać.
PIPPA
A żeby się pod ziemię zapadli!
NANNA
Pomówmy teraz o tych dziewczynach, które dają się nabierać na gałgaństwa mężczyzn.
PIPPA
Dobrze, pomówmy teraz o nich.
NANNA
Zdarzyło się pewnego razu, że jedna niewiasta, nie mogąc znosić dłużej napadów wściekłości, upokorzeń, pogardy, przekleństw i razów, jakimi ją przez dwa lata częstował pewien bydlak, który był jej przyjacielem, zdarzyło się — powiadam — że ta niewiasta wzięła nogi za pas, pozostawiając mu wszystkie swoje łachy, nie tylko te, co od niego dostała, ale i swoje własne. Uszedłszy cało, uczyniła ślub, że nie wróci do niego wcześniej, aż się w proch jego ciało nie rozsypie. Była to białogłowa zawzięta; gdy tylko kto próbował ich na nowo skojarzyć, to zaraz czuł jej pazury na swojej gębie. Ów jegomość nasyłał do niej przyjaciół i rajfurów, nawet swego spowiednika do niej przysłał, ale wszystko to na nic się nie zdało. Białogłowa była twarda jak kamień. Oczywista362, że ten pan nie przysłał jej przez tych ludzi ani jednej sukienki, trzeba ci bowiem wiedzieć, że mężczyźnie, który stracił swoją damę, wydaje się, że jeżeli ma w ręku jej łachy, to i ją samą łatwiej odzyska. Słuchaj, co było dalej. Mój lubieżnik nie przestawał myśleć nad sposobami, jak by tu ją odzyskać, aż nareszcie po upływie kilku tygodni wymyślił podstęp, a gdy go tylko wymyślił, to przede wszystkim, będąc pewien, że zaraz nadejdzie chwila zemsty, wpadł we wściekłość. Pytasz się, co to był za pomysł? Oto udał, że dostał nagłej gorączki, że zachorował na jakąś straszną chorobę; pewnego dnia wywalił się na ulicy jak długi; wszyscy sąsiedzi dowiedzieli się o tym bardzo prędko. Służba przybiegła do jego łoża i przypominała mu o zbawieniu duszy, bowiem o zbawieniu ciała, które było zdrowe jak rydz, nikt już nie myślał.
PIPPA
Kto nie uważa na swe nogi, gdy stąpa, ten się potyka.
NANNA
Mnich podszedł do łoża umierającego, upomniał go, by nie tracił nadziei, a potem, otworzywszy księgę wielkich grzechów, zapytał się go, czy nie zabił nikogo, ani czy nie kazał nikogo zabić? Ów błazen dalejże w płacz i w krzyk: „Gorzej postąpiłem. To, co mnie spotkało, to kara za moją złość wobec pewnej donny...”. Ledwie wymówił jej imię i przekonał się, że go mnich zrozumiał, zaczął udawać, że traci przytomność. — „Octu, octu!” — tyle tylko było w całym domu słychać. Skropiono mu pulsy363; przytomność powróciła natychmiast; wracając do swojej spowiedzi, umierający słabym głosem wyrzekł: „Ojcze, czuję, że moja ostatnia chwila nadchodzi, a ponieważ mamy przecież duszę i ponieważ jest piekło, to wiedzcie, że zapisuję moje dobra tej, o której wam mówiłem. Dajcie jej o tym znać od siebie, ojcze; gdybym wyzdrowiał, to spisałbym zaraz testament wobec notariusza”. Na tym swoją spowiedź zakończył. Jego Wielebność udzielił mu rozgrzeszenia, po czym poszedł do donny, wziął ją na stronę i przemówił jej do sumienia, wspominając o owym dziedzictwie.
PIPPA
Już dziewczyna przepadła, ani chybi, przepadła.
NANNA
Jak tylko owa donna usłyszała o spadku, zaraz poczuła, że serce jej mocniej bije i że skacze z radości w piersiach; drożąc się364 trochę, zrobiła skromną minę, pokiwała głową, zasznurowała wargi i ledwo otwierając usta, powiedziała: „Nic mnie te spadki nie obchodzą”.
Mnicha schwyciła złość ogromna, tak że wykrzyknął: „Z jakiej to gliny jesteście ulepieni, skoro nie możecie dać innej odpowiedzi, kiedy was los per Dominum Nostrum365 tak uracza? A poza tym, czy znajdzie się taki heretyk albo żyd, który by gotów był wziąć na siebie zgubę cudzej duszy, pomyśl nad tym, moja córko, ubierz się duchem i biegnij do umierającego w oka mgnieniu. Zdaje mi się — ciągnął klecha — jakbym jego głos słyszał — »Wyzdrowieję, jeśli ona przyjdzie«”.
Chcę, żebyś wiedziała, Pippo, że do spraw spadkowych diabeł się miesza. Biedaczka, poganiana przez wielebnego ojca, ruszyła do domu swego byłego kochanka, a gdy doszła do jego drzwi, zapukała z taką pewnością siebie, jaką mają tylko gospodarze domu. Gdy tylko rozległo się „puk-puk”, ów messire366, leżący jak umarły na łóżku, chociaż mu nic nie było, kazał jej otworzyć; dziewczyna przesadziła schody dwoma susami, rzuciła się kochankowi na szyję i ucałowała go w milczeniu, bo łzy, które nie były udane, chociaż nie były i zupełnie prawdziwe, przeszkadzały jej mówić. Przybycie jej wskrzesiło go. Podniósł się z łoża zdrów jak ryba i rzekł: „Jedźmy do majętności, którą ci zapisałem, umierając. Pragnę, abyś ją sobie wzięła, wiem bowiem, że wyzdrowiałem dzięki twojej dobroci”.
Wyruszyła z nim w drogę; gdy myślała, że już we władanie majętności obejmuje, została wydana na łup czterdziestu kmieciom, którzy tego dnia zebrali się w pewnej ruderze, pozbawionej okien. Manna sama im do gęby wpadła.
PIPPA
Rzucono zatem poziomkę w paszczę niedźwiedzia?
NANNA
Gdybym ci rzec chciała, jak wyglądały owe zardzewiałe machiny, które na pokaz z portek wydobyli, musiałabym je przyrównać do rogów ślimaka; nie jest jednak rzeczą obyczajną mówić o tych rzeczach, dlatego też nie chcę ci opisywać gestów, jakie czynili, wlewając przy podniesionych śluzach wodę do młyna. Dość na tym, że ją wstrząsali i tarmosili na sposób swojej wsi. Więcej uwagi zwracała na rzodkiew tkwiącą w pieczeni niźli na swoją cześć i honor, podarte na strzępy.
Kmiecie nasycili się wreszcie, zebrawszy do jednej beczki całą swoją oliwę. Wówczas biedaczkę, podrapaną na całym ciele, położono na derę367, której cztery końce czterech drabów trzymało. Chłopi bawili się setnie, patrząc jak skacze ku górze tak wysoko, że przez pół godziny w powietrzu zostaje; szatki jej i koszula, podniesione przez wiatr, odsłaniały słońcu jej biały miesiąc368. Gdyby im łapy nie zmartwiały z utrudzenia, skakałaby jeszcze do tej pory.
PIPPA
Oby Bóg sprawił, aby podskakiwała tak głowa tego, co tę niecną igraszkę wymyślił.
NANNA
Gdy łotrowi się zdało, że dość ją już nakołysali, przykazał przynieść wiązkę łoziny. Posadzono ją okrakiem na ramiona jednego z niegodziwców, ów trzymał ją w tak ciasnym obłapieniu, że całe jej ciało wyglądało jak zwinięty motek. Przędli na tym kołowrotku różne rodzaje kłaków. Wierciła się i trzepotała jak ptaszę, aliści uspokojono ją, wymierzywszy jej w tyłek tyle razów kijem, że przez kilka dni do utraconych zmysłów przyjść nie mogła z powrotem. Aby niczego nie brakło do neronowskiego okrucieństwa, ów kapcan kazał jej obciąć suknię do pasa i puścił ją wolną, pobłogosławiwszy ją wprzód na drogę.
PIPPA
Niech zostanie wydany na miecz katowski!
NANNA
Powiadają, że gdy oprzytomniała i gdy chciała swoje przyrodzenie ręką zakryć, rój pszczół ukrył się między jej udami, sądząc, że jest to pasieka pełna miodu.
PIPPA
Tylko tego jeszcze jej brakowało!
NANNA
Byłam w swej młodości pokojową pewnej znanej rzymskiej gamratki, której pewien człek, umierający z miłości do niej, zapisał w testamencie trzysta dukatów. Uważała, że jest to sumka na wodzie pisana, i wiesz, co uczyniła?
PIPPA
Nie wiem, ale chciałabym bardzo dowiedzieć się.
NANNA
Domieszała mu do wina szczyptę trucizny i wysłała go na cmentarz. W ten sposób, zgodnie z testamentem, odebrała zapis w gotowiźnie369.
PIPPA
Odmówię za nią różaniec. Pragnę, aby za pośrednictwem moich pater nostri370 dobry Bóg z Imoli371 wybaczył jej ów zręczny grzeszek.
NANNA
Jeden cierń nie tworzy krzaka ani jeden kłos snopu. Jeżeli tamta gamratka umiała poradzić sobie na schwał372, to ta, o której ci teraz rzeknę, zajmowała się świadczeniem dobra niegodziwcom. Mając na gębie już jedną szramę, która jej pozostała po ranie zadanej przez miłośnika, tak się wzruszyła jego łzami i obłudnymi przysięgami, że nie tylko go za drzwi nie wyrzuciła, ale co noc kładła się pospołu z nim do łoża.
W chwili gdy mniemała, że otrzyma jakiś bogaty upominek w nagrodę za niesłuszną zniewagę, jaka ją spotkała, znalazła się w gorszym położeniu niźli błogosławionej pamięci Don Feluccio373. Zalotnik ogołocił ją ze wszystkiego; waliła się pięściami po piersiach, wyrywała sobie włosy, jak to czynią córki zamykające swym matkom oczy na sen wieczny.
PIPPA
Ja, mając was za świecznik i pochodnię, będę się umiała w ciemnościach obracać.
NANNA
Zali sobie przypominasz, Pippo, co ci się często przytrafiało nocą, gdyś się podniosła z posłania, aby się wysikać?
PIPPA
Pamiętam, mateczko!
NANNA
Wiesz więc, że chcąc się położyć z powrotem, nie mogłaś łoża odnaleźć. Im dłużej szłaś po omacku, tym się więcej gubiłaś, tak iż nigdy byś do łożnicy nie trafiła, gdybym ja się ze snu nie ocknęła.
PIPPA
To prawda!
NANNA
Skoro zatem w najmniejszych rzeczach nie możesz sobie dać rady beze mnie, zezwól, abym w sprawach większej wagi za świecznik ci służyła. Pamiętaj zawsze o mnie, słuchaj się mnie, trzymaj się zawsze blisko mnie; jeżeli będziesz tak postępowała, zbędziesz się wszelkiej trwogi, gdyż nic ci zagrażać nie będzie. Wierę, nie mówię ci o karłach, jeno o olbrzymach. My, gamratki, powinnyśmy się mieć zawsze na baczności, ponieważ jesteśmy jako ci gracze, którzy sprawiwszy sobie dzięki szczęśliwej karcie szaty, butów już zakupić nie mogą. Weź jakąkolwiek kurwę, choćby najpiękniejszą i najbogatszą, koniec końców przypomina zawsze starego, steranego kardynała, który nie może zostać papieżem, bowiem już śmierć na niego swój głos oddała.
PIPPA
Mówicie mrocznie374.
NANNA
Tak bardzo starałam się pług mój prowadzić prosto przez meandry mowy, że aż sama się zaorałam — jak to przydarza się także tym, którzy nawlekają słowo za słowem niczym drobne twarde paciorki. Zaprawdę uwierz mi, że najszczęśliwsza i najbardziej kontenta kurwa jest w gruncie rzeczy nieszczęśliwa i niezadowolona; pozwól do woli plotkować plotkarzom i pleść trzy po trzy pleciugom, którzy utrzymują, że tak nie jest. Zwykł mawiać krajczy375 Malfetty, że szczęście i zadowolenie były rodzonymi siostrami nadziei dworzanina, który obwieszczał śmierć pewnemu człowiekowi (ten zresztą później cudownie ozdrowiał). Lecz powiedzcież mi wy, co tak staracie się być piękne: czyż jest szczęśliwa niewiasta, która, jak ci wcześniej mówiłam, czy to stoi, czy chodzi, czy śpi, czy je, musi — chcąc nie chcąc — siadać używając cudzego tyłka, chodzić cudzymi stopami, cudze oczy zamykać przed zaśnięciem i jeść za pomocą cudzej gęby? Czy jest zadowolona ta, którą wszyscy wytykają palcami jako kurwę i dziewkę publiczną?
PIPPA
Zaliż każda kurwa jest dziewką publiczną?
NANNA
Tak!
PIPPA
Dlaczego?
NANNA
Ten, co płaci, aby z nią trochę pofiglować, może włazić na nią bez różnicy, czy jest bogaczem wypchanym złotem czyli też obdartym pachołkiem wiejskim. Dukaty błyszczą tak samo w rękach pokojowców, jak i w rękach jaśnie panów. Talary nosiciela brzemion376 i talary korzennego kupca jednaki szacunek mają. Ów, co je otrzymuje, żadnej różnicy między nimi nie robi. Dlatego też równie pachołkowi, jak i królowi należy drzwi otwierać, jeżeli tylko każdy z nich pieniądze posiada. Z tego wynika, że każda kurwa, która chce mieć trochę grosiwa377, winna być kąskiem dla wszystkich.
PIPPA
Nie można było tego lepiej wyłożyć!
NANNA
Zapytaj nie tylko kaznodziejów, ale i kazalnice378 z drzewa, czy jesteśmy szczęśliwe i ukontentowane. Księża zadrą nosy do góry i krzykną: „Ach, przeklęte nałożnice szatana, siostry Lucypera379, zakało całego świata! Piekielne smoki pożrą wasze dusze, kotły pełne wrzącej siarki czekają na was, rożny zaczerwienione w ogniu są już na was przygotowane, pazury demonów chcą was rozszarpać. Staniecie się strawą dla ich kłów, będziecie biczowane wężami in aeternum, in aeternum!380”. A owóż381 teraz spowiednicy: „Ite in igne, in igne382 — powiadamy wam, czarownice, strzygi, wysłanki diabelskie, przeklęte nierządnice!”.
Nie tylko rozgrzeszenia dać nam nie chcą, ale i prawa do spowiedzi nam odmawiają. W Wielką Sobotę żydowinowie, którzy ukrzyżowali Pana naszego, Jezusa Chrystusa, są lepiej przyodziani niźli my. Do tego jeszcze sumienie nas dręczy: „Idźcie się zagrzebać pod górą popiołów, nie pokazujcie się wpośród383 chrześcijan!”. W jaki sposób mogłyśmy dojść do tak smutnego stanu? Dzięki mężczyznom, dzięki chęci podobania się im. Czemuż, ach czemuż uczynili z nas takie, jakimi jesteśmy?
PIPPA
Dlaczego księża nie grzmią przeciwko mężczyznom tak jak przeciwko nam?
NANNA
Właśnie chciałam się o to samo zapytać. Jego Rewerencja, ojciec kaznodzieja, winien się obrócić do jaśnie panów mężczyzn i rzec: „O dręczyciele, dlaczegóż gwałcicie, dlaczegóż szkalujecie, dlaczegóż do piekieł spychacie te biedne gamratki, te wartogłowy384 kobiety? Za cóż je okradacie, bijecie je i zniesławiacie?”. Mnich powinien zatroskać się o to, aby węże, kotły z siarką, rożny, bicze i rzemienie karały mężczyzn za ich brudne sprawki.
PIPPA
Może mnisi to sprawią?
NANNA
Nie oczekuj na tę chwilę po próżnicy, nie żyw takiej nadziei, bowiem biada, trzy razy biada słabym na tym świecie. Mężczyźni są głaskani, a nie karceni przez mnichów! Teraz przejdźmy do środków, jakich się chwytać trzeba, aby wyciągnąć grosz od tych, co nas zadręczają.
PIPPA
Zdaje mi się, żeście mi już o tym mówili.
NANNA
Tak, ale rady i pouczenia, które mają być skuteczne, trzeba powtarzać dwa albo trzy razy. Chciałabym się zapytać, moja Pippo, tych trzpiotów i pustaków, co nam złośliwe przycinki robią tylko dlatego, że swego profitu pilnujemy, że każemy sobie płacić za usługi okazane tym, co ich potrzebują, chciałabym się ich zapytać, dlaczegóż to mamy oszczędzać bliźniego naszego? Dla jego pięknych oczu może? Oto balwierz385, który cię goli i strzyże. Dlaczego? Dlatego, że masz pieniądze! Pachołkowie nie poruszą motyką w winnicy, krawcy nie wprowadzą igły do pary portek, jeżeli grosze nie posypią się wprzód do ich mieszków. Spróbuj zapaść na zdrowiu, nie mając pieniędzy. Zobaczysz medyka, zobaczysz go na świętego Jura386! Przyjmij służebną i nie płać jej zasług — będziesz musiała sama krzątać się po domu. Idź po rzodkiew, idź po oliwę lub po sól i nie miej grosza przy duszy — wierę, z pustymi rękami powrócisz! Za wszystko trza płacić, nawet za spowiedź, nawet za odpuszczenie grzechów.
PIPPA
O, co to, to nie!
NANNA
Nie pleć głupstw!
PIPPA
Tak mi powiedział ojciec penitencjariusz387, uderzając mnie różdżką po głowie.
NANNA
Wszystko to być może, ale spójrz na księdza, który ci absolucji388 udzielił! Jeżeli mu nic nie ofiarujesz, piękny pozór uczyni. Niechaj, co chcą, mówią. Za msze się płaci, a ten, co nie chce być pochowanym na cmentarzu pod murem, musi zapłacić za Kyrie eleison, za Porta inferi i za Requiem aeternam389. Nie będę się już więcej nad tym szerzyła390! Więzienia w Corte Savella, Torre di Nonna391 i na Kapitolu392 dobrze złoczyńców strzegą, aliści strażników także ugłaskać można.
Kat, który otrzymuje trzy dukaty od każdej szyi i od każdej uciętej głowy, nie napiętnowałby nawet jednego złodziejaszka, nie obciąłby żadnemu łotrowi nosa, gdyby senator, podesta393, wielkorządca i kapitan nie dawali mu tego, co mu się należy. Idź do jatki394 i zażądaj czterech uncji395 baraniego mięsa. Jeśli ci je dadzą bez zapłaty, to ja przestanę być Nanną. Wszyscy, nawet klerycy, którzy święcą jaja, domagają się jakiejś zapłaty.
Jeżeli tedy mniemasz, że sprawiedliwą i dobrą jest rzeczą oddawać swoje ciało, swoje członeczki i pieszczoty za jedno: „Dziękuję wam, Madonno396” — to twoja sprawa!
PIPPA
Nie, nie, wcale tego nie chcę!
NANNA
Staraj się zatem pojąć mnie dobrze, a gdy już mnie zrozumiesz, zaraz rady moje w czyn wcielaj! Jeżeli za nimi pójdziesz, nie ty mężczyzn, lecz mężczyźni ciebie wystrzegać się będą. Niech się umizgają przez okna wychodzące na okno twojej komnaty, niechaj się mizdrzą, trzymając w rękach naszyjniki, futra sobolowe, perły i pełne mieszki, w których dukaty brzęczą.
Te przynęty są pustą bajdą, igrą397 dziecinną, chytrą pułapką, środkiem, aby na dudka wystrychnąć te, co oczami na te skarby łypią. Gdy tylko spostrzegą, że oczy mrużysz, myśląc, że te szacowne przedmioty dla ciebie są przeznaczone, zaraz ci pokażą figę i rzekną: „Masz, weź to, ty jędzo, dziewko, macioro!”.
PIPPA
Jeśli mi takiego figla wypłatają, bądźcie pewni, mateczko, że dzieciom mym zemsty nie pozostawię.
NANNA
Bądź przygotowana jeszcze na garnki i kociołki, które przyniosą pod twoje okna, aby nimi szyby tłuc i rozbijać, i na szmaty pociągnięte woskiem, którymi będą szarpali zawiasy drzwi twoich. Aby ci lepiej smakowała zupa z bobu, będą wszczynali wrzaski piekielne. A owóż krzyki, gwizdy, żarciki grube, wdzięczne pierdzenia i odrzygania, a owóż pogróżki i przechwałki, jakie się słyszy z samego rana w pierwszy dzień Wielkanocy.
Będą obchodzili z procesją twój dom, wykrzykując o twoich wadach tak właśnie, jakby się było winno o ich wadach wrzeszczeć.
PIPPA
Niechże ich franca zadusi!
NANNA
Jeden z tych próżniaczych ptaszków ubrdał sobie398 pewnego dnia rzecz najszaleńszą, jaka kiedykolwiek powstała w głowie zalotnika, będącego wcieleniem kłamstwa, oszustwa i głupoty.
PIPPA
Jakież to widzimisię?
NANNA
Ubierał się na zielono, aby dać poznać, że żyje tylko nadzieją otrzymania łask i faworów399 swej damy. Zielony kapelusz, zielony płaszcz, zielony kaftan, trzewiki, pochwa, koniec pochwy, rękojeść szpady, pas, koszula, pończochy, federpusz400, agrafa, skówki, zawłóczki — wszystko zielone, nawet włosy i broda, gdyż i te pomalował.
PIPPA
Półmisek pełen szpinaku?
NANNA
Cha, cha, cha! Żarł tylko rzeczy zielone, dynie, arbuzy, melony, zupki z traw, kapustę, sałatę głowiastą i strączki. Aby wino także zielone się wydawało, wlewał je do kubka z zielonego kryształu. Gdy postawiono przed nim na stole mrożoną potrawę z indyka, wysysał tylko liście laurowe. Rozczyniał401 swój chleb w rozmarynie i siadał zawsze na ławce pomalowanej na zielono. Spał w zielonym łożu i rozprawiał tylko o trawach, ziołach, ogrodach i wiośnie. Śpiewając, posyłał swoje trele402 na zielone pola; wplatał w swoje wiersze winne gałązki i biedrzeńce403 i podlewał je zielonymi siuśkami. Listy do damy pisywał na liściach zielonych, a jak mniemam, gówna jego były także zielone, tej samej barwy, co jego oblicze i uryna.
PIPPA
To wariat, z mózgu obrany404!
NANNA
Z mózgu obraną była ta, która mniemała, że zalotnik czyni to wszystko na cześć jej boskich przymiotów, a nie na cześć jej głupoty. Czy chcesz jeszcze coś więcej wiedzieć? Wyrażał się tak górnie i tak dobrze miłość udawał, że głupia białogłowa, nie chcąc mu zawodu sprawić, poszła na lep jego przymileń i wystawiła sobie, iż ten wynalazek zieloności jest hołdem, złożonym na ołtarzu jej nieziemskiej urody. Nagroda, jaką otrzymała od tego zielonego gmerka405, taka była, że ją opuścił, ogołociwszy ją wprzód ze wszystkiego, nawet z siennika406 na łoże.
PIPPA
Łotr, godzien stryczka!
NANNA
Pewna nieszczęsna dama, Quinanima407, którą natura obdarzyła urodziwym obliczem i kształtownym ciała złożeniem408, chcąc sobie widać skuteczniej kark skręcić i do szybkiej dojść ruiny, jak to się zdarza tym, którzy na tyle grać umieją, że mają sposobność zgrać się do ostatniego szeląga409, nauczyła się na pamięć listów pisanych do niej przez różnych żartownisiów, tak że mogła jednym tchem wyrecytować każdą epistołę410. O wielki Boże! Przeczże411 to Kupido chwyta w swe sidła ludzi, nie przyjrzawszy im się uprzednio lepiej? Jak to być może, aby szakal w pludry412 odziany strzelał z łuku i strzałami serca przeszywał? Po cóż dajemy wiarę szalbierzom i łgarzom, mniemając, że mamy oczy jak słońce, włosy niby złoto, jagody413 jak róże i mleko, wargi jak rubiny, zęby jak perły, pozór414 książęcy, usta boskie, a język niebiański, i pozwalamy się zaślepiać tkliwymi listami, którymi nas obsypują zwodziciele? W podobny sposób otumaniono tę nieszczęśliwą! Aby cała dzielnica dowiedziała się, że czytać umie, siadała w oknie z książką wierszy w ręku, ilekroć tylko wykradła sobie minutę czasu. Ujrzał ją pewien wierszokleta; mając nadzieję, że uda mu się ją nabrać przy pomocy sonetu w stylu złotym415, umoczył skrawek papieru w soku czerwonego goździka, zwilżył pióro w figowym mleku i napisał, że jej wdzięki zaćmiewają urodę aniołów, że złoto słoneczne odbija się w jej włosach, a wiosenne kwiaty w jej jagodach; wmówił w nią także, że mleko blednie przy białości jej szyi i rąk. Osądź teraz sama, czy nie zgrzeszyła grzechem pychy, słuchając, jak ją tak wynoszą?
PIPPA
Błaźnica416!
NANNA
Gdy skończyła czytać list będący jej zgubą, list, w którym nagromadzono więcej pochwał, niż się ich składa w Laudamus417, zmiękła na wosk, a ponieważ zaklinano ją, aby responsu418 udzieliła, padła w ramiona tych cudów, które oszuści przyrzekają zawsze w swych listach, abyśmy im za pierwszym zamachem wiary udzielili. Naznaczywszy mu spotkanie na dzień następny (mąż jej miał się właśnie wówczas na wieś udać), stała na czatach, czekając na upragnioną chwilę.
PIPPA
Jak to, więc miała męża?
NANNA
A miała go, na nieszczęście!
PIPPA
Potrzebny jej był jak dziura w moście!
NANNA
Gdy messer, twórca sonetów, otrzymał już jej zgodę, zebrał Bóg wie ile zabazgranych szpargałów419 i rzekł: „Pragnę zaśpiewać serenadę dla pewnej małej kurewki, wcale wdzięcznej istoty, którą chcę wziąć w obroty za dni kilka. A owóż na dowód prawdy zaproszenie na nocleg, napisane manu propria420!”. Tutaj pokazał zebranym pewien ustęp z listu, który wszystkich do serdecznego śmiechu pobudził. Później schwycił luteńkę, nastroił ją w jednym oka mgnieniu i zabrzdąkał kilka razy na strunach. Po „ach, ach,” dobytych z rozdziawionej gardzieli, stanął pod oknem komnaty tej damy, wychodzącym na ulicę, po której jedna osoba na rok przechodziła, i oparłszy się o mur, podniósł głowę ku górze. Gdy dama ukazała się w oknie, tę pieśń zaśpiewał:
Za wszystkie złoto świata
Nie chciałbym skłamać, wasze wysławiając wdzięki,
Wstyd czekałby mnie wówczas, miast waszej podzięki,
O której, karmion wzgardą, marzyłem przez lata.
Nie powiem przeto421 pani,
Że wasze usta tchną Arabii wonią,
Że wasze płowe sploty
Zaćmiewają swym blaskiem blask promieni złoty,
Że w oczach waszych Amor usłał sobie gniazdo,
Że jesteście księżycem, słońcem, niebem, gwiazdą!
Że wasze wargi i zęby
Są jak perły srebrzyste i jak płonące rubiny.
Że uśmiech waszej gęby
Przynęca do zamtuza starców i dzieciny,
Powiem natomiast bez wydwarzań422, szczerze,
Że na łakomy kąsek pulchnych waszych ud
Nawet i pustelników chęć gorąca bierze.
...Jeśli chcecie być boską jednak — to wpierw cud
Spełnijcie i miast sikać zielonymi szczyny,
W wonny sok z pomarańczy zmieńcie swe uryny.423
PIPPA
Gdyby to o mnie chodziło, rzuciłabym mu na łeb moździerzem; tak, ani chybi, rzuciłabym mu na łeb moździerzem!
NANNA
Ona, która nie była tak okrutną, za szczęśliwą się uważała. Nie czekając na wyjazd swego męża, udała się potajemnie do domu piekarza, przyjaciela fanfarona-wierszoklety, i oddała mu na przechowanie jedną z ozdób, które białogłowy na zwierzchnie424 szaty nakładać są zwykłe425. Gdy hultaj-gryzipiórek pas ten obaczył, rzekł do się:
„Ziarna bursztynowe przydadzą mi się na manele426, a wielkie orzechy złote kiesę427 moją napełnią”.
To rzekłszy, zmienił metal nietłoczony na metal z wyciskiem i otrzymał trzydzieści siedem dukatów złotych, przeplecionych bursztynowym różańcem. Gdy powrócił do domu piekarza, straciwszy uprzednio pieniądze, wpadł w kolerę428, znaną graczom, którzy na tuza429 doczekać się nie mogą, obłożył nieszczęśliwą kijem i razami pięści spędził ją ze schodów.
PIPPA
Dobrze tak gówniarce!
NANNA
Schroniła się do komnaty pewnej praczki i przepędziła430 tam noc, nie zmrużywszy ani na chwilę oka. Miała dość czasu na to, aby pomyśleć o zemście. Postanowiła tedy zemścić się tym kształtem. Pas, zmarnotrawiony przez tego łajdaka, został ukradziony przez jej męża w domu, który, jak wiesz, należał do kardynała della Vella431. Dama wykradła go mężowi ze skrzyni. Chcąc się zemścić na tym, co ją tak gracko432 wymłócił, i nie myśląc wcale o tym, co nastąpić może, udała się na poszukiwanie właściciela domu i opowiedziała mu, w jaki sposób ten łotr-wierszokleta do posiadania pasa doszedł. Kardynał, wprowadzony w samo sedno sprawy, zapuścił wędkę na tego, kto pas ukradł. Kapitan de la Corte Savella, po tym jednym dowodzie sądząc, pomyślał, że złodziej mógł sprzątnąć inne jeszcze przedmioty; skazał go więc na torturę sznura. Żona musiała podzielić sromotę433 męża, a tymczasem ów nicpoń, co ją tak oporządził434, wymknął się z matni.
PIPPA
Biada tym, co się pochwycić pozwalają!
NANNA
Dotychczas pokazałam ci tylko ziarenka pieprzu, prosa i żyta, pestki czereśni i granatów, teraz zaś pragnę rozwinąć przed tobą postaw435 sukna w całej jego okazałości, opowiedzieć ci ostatnią opowieść i pożegnać się z tobą. Słuchaj mnie więc, a jeżeli możesz wstrzymać się od płaczu, to się wstrzymaj!
PIPPA
Czy to będzie opowieść o jakiejś kobiecie w ciąży, z domu przegnanej?
NANNA
Gorzej!
PIPPA
O dziecku uprowadzonym od rodziców, obitym szpetnie kijami i na ulicy ostawionym?
NANNA
Gorzej niż opowieść o człeku, co ma gnaty przetrącone, nos ucięty, co pozostał w jednej tylko koszulinie, gnijąc na chorobę francuską i znajdując się w takim stanie, że aż strach pomyśleć!
PIPPA
Niech Bóg nam będzie ku pomocy!
NANNA
Chciałam rzec, co czeka tę, która na kredyt miłować się pozwoli!
PIPPA
Takiego kredytu domagają się zapewne poeci, którym, według waszych pouczeń, mam drzwi otwierać.
NANNA
Pragnę, abyś ich głaskała pod włos, nie udzielając im jednak ani krztyny swoich przysmaczków. Trzeba postępować z nimi w ten sposób, gdyż w przeciwnym razie uśmiercą cię swymi złośliwymi chwalbami. Niech przynajmniej nikt się nie spostrzeże, że ciebie na myśli mają, wyszydzając w swych jadowitych satyrach jakąś nieszczęśliwą dzieweczkę!
PIPPA
Niech im kat świeci!
NANNA
Nie przypominam sobie już, co rzec chciałam!
PIPPA
Ani ja!
NANNA
Nie przerywaj mi tedy i słów z powrotem do gardzieli nie wpychaj!
PIPPA
Należy, abym przykładała wagę do wszystkiego, co się mnie tyczy!
NANNA
Aha! Już przypominam sobie! Chodzi tutaj o pewnego króla, a nie o rzekomego doktora czy rzekomego kapitana, lecz o króla, o prawdziwego króla, powiadam! Ów monarcha na czele ogromnych, uzbrojonych zastępów wtargnął w granice państwa drugiego władcy, swego nieprzyjaciela. Złupiwszy i splądrowawszy doszczętnie kraj, jął nękać srogim obleganiem miasto, gdzie pospołu ze swą córką i żoną schronił się tamten król, starający się daremnie różnymi ofiarami zmiękczyć swego wroga. Wojna przeciągała się; król, który chciał gród zdobyć, musiał się napocić, co się zowie! Miasto było tak silnie obwarowane, że nawet Jan Medyceusz436, to znaczy Mars437 we własnej osobie, nie zdołałby tu nic sprawić, choćby i gród ostrzeliwał do woli z kolubryn438, zasypywał go pociskami i strzałami. Król, który swoje miasto w skale wykuł, pluł ogniem na harcowników439. Jednemu zrywał kulą łeb z karku, drugiego pozbawiał ramienia albo prawicy, innych znów wysyłał w powietrze na setkę mil wysoko! Aliści pewnego dnia jakiś czart zbliżył się do córki nieszczęsnego króla i szepnął jej do ucha: „Wyjdź na wały, a obaczysz najdzielniejszego i najpiękniejszego z wszystkich młodzieńców na świecie!”.
Ledwie tych słów dokończył, gdy młódka wybiegła na blanki440. Rozpoznawszy młodzieńca po ogromnym federpuszu, chwiejącym się na jego hełmie, i po srebrnej opończy441, która blask promieni słonecznych zaćmiewała, o mało ze skóry nie wyskoczyła. Gdy tak pożerała wzrokiem króla, jego rumaka i zbroję, ów nagle jednym susem dopadł bramy twierdzy i potrząsnął mieczem, chcąc zabić pewnego żołnierza, który, utykając na jedną nogę, przed nim uchodził; w tej chwili pękł rzemień jego szyszaka442 i hełm spadł mu z głowy. Wówczas dziewica obaczyła jego oblicze; jagody były podobne do płatków róży, pot, który z powodu nadmiernego utrudzenia na nich się perlił, przypominał rosę spływającą w kielichy kwietne, gdy te otwierają się od słońca.
PIPPA
Zmierzajmy prędzej do kresu!
NANNA
Rozgorzała miłością do tego stopnia, że oślepła na wszystko. Nie zważała przy tym wcale na to, co ów najeźdźca uczynił jej rodzicowi i co jeszcze miał zamiar uczynić. Biedaczka wiedziała przecie, że nie wszystko złoto, co się świeci! Amor tyle jej męstwa dodał, że pewnej nocy otworzyła drzwi wiodące do tajnego lochu, który za mury grodu prowadził. Uciekła tedy z miasta i udała się na poszukiwanie tego, co dyszał żądzą jej krwi!
PIPPA
Jakże mogła odnaleźć drogę w ciemnościach?
NANNA
Mówią, że ogień jej serca za pochodnię jej służył.
PIPPA
Gorzała tedy, jak należy!
NANNA
Gorzała tak, że nie tylko zdradziła się przed królem ze swym prawdziwym imieniem, aliści i poszła do łoża z wiarołomcą. Mało się nie posikała z radości, gdy miłośnik rzekł do niej:
„Biorę was za żonę, signora, a waszego ojca od tej chwili za swego teścia chcę uważać, pod tą jednakoż kondycją443, że otworzycie mi bramy grodu. Nie z nienawiści, lecz dla miłości sławy toczę tę wojnę z Jego Królewską Mością! Gdy się stanę panem tego kraju, ofiaruję waszemu rodzicowi wszystkie korzyści z mego zwycięstwa, a takoż i moje królestwo na przydatek!”.
PIPPA
Jakże się to stać mogło, że się tak nawzajem zaczarowali? Chciałabym usłyszeć o tym z ich własnych ust.
NANNA
Wystaw sobie, że nauczona i podmówiona przez miłość godziła się na wszystko, na co Amor godzić się jej kazał. Można było iść w zakład o sto, że nie jest dzieweczką bojaźliwą i eksperiencji444 zbytą, lecz białogłową kutą na cztery nogi, zuchwałą i doświadczoną. Używała słów stosownych do zmiękczenia każdego szlachetnego serca, a do słów tych przydawała różne mizdrzenia się, przymilania i westchnienia, przerywane szlochami. Nie brak też było z jej strony owych głupawych pieszczotek, dzięki którym otrzymuje się zawsze to, czego się pragnie. Należy mniemać takoż, że galant tak tkliwy i czuły z pozoru, a tak we wnętrzu swojej duszy okrutny, umiał swój jęzor ocukrować. Przysięgami i obietnicami ku temu wreszcie ją przywiódł, że całkiem obrana z rozumu otworzyła mu bramy grodu.
Pierwszą rzeczą, jaką ten wszeteczny zdrajca uczynił, było pochwycenie starca i staruchy, rodzicieli zakochanej dziewicy, i ścięcie im głów w jej przytomności445.
PIPPA
A czyż ona nie umarła, patrząc na to?
NANNA
Nie umiera się z dusznej446 boleści, dziecinko!
PIPPA
Ave Maria!
NANNA
Uśmierciwszy króla i królową, podłożył ogień pod domy, pałace i kościoły; jedną połowę mieszkańców kazał w ogień rzucić, a drugą zadźgał nożami, nie czyniąc żadnej różnicy między dziećmi a ludźmi źrałymi447, między mężczyznami a białogłowami!
PIPPA
A ona się nie powiesiła?
NANNA
Zaliż ci już nie mówiłam, że miłość ją zaślepiła i że rozum całkiem jej odjęła? Cierpiała i lamentowała okrutnie, jednakoż ilokrotnie obróciła oczy na tego, kto był raczej jej katem niż mężem, uważała, iż winna mu być we wszystkim obligowana448!
PIPPA
To raczej szaleństwo niż miłość!
NANNA
Niechaj Bóg strzeże psy, Pippo, niech Bóg wybawi Maurów449 od podobnej tortury! Ha, miłość jest rzeczą okrutną, wierzaj tej, co jej doświadczyła, wierzaj mi, Pippo, miłość... ha! Co się mnie tyczy, to wolałabym umrzeć, niźli znosić mękę człowieka, który nie ma nadziei oglądania umiłowanej białogłowy, wolałabym, aby mnie radniej450 trąd stoczył. Znaleźć się bez grosza w kieszeni — to głupstwo, mieć wrogów — to istne faramuszki451, prawdziwą katownią jest dopiero miłość, miłość, która człekowi jeść, spać, pić nie daje i nie pozwala mu ani na nogach ustać, ani na tyłku usiedzieć spokojnie.
PIPPA
A jednak wszyscy na świecie miłują!
NANNA
To prawda, lecz zyskujemy przez to tylko oblicza blade jak upiory. Spójrz na te chmary młódek szalonych, na te czeredy gamratek, dla których istnieje tylko mdła nadzieja przyszłości, jak się wyrażał Romanello452. Kurwiarstwo, ogólnie biorąc, podobne jest do korzennego sklepu, który do ruiny się chyli. W tym sklepie na półkach są jeszcze ustawione szeregiem pudełka i garnki z napisami: przysmażane migdały, anyż, orzechy cukrowe, szafran i pieprz ziarnisty. Aliści otwórz tylko któreś z pudełek — nic w środku nie obaczysz! A owóż łańcuszek, wachlarze, klejnoty i piękne szafki są jeno napisami na pustych garnkach i pudełkach, o jakich powiadam. Na jedną, która jest szczęśliwą dzięki miłości, przypada tysiące, co w ciężkiej rozpaczy są ponurzone453.
PIPPA
Wracajcie do swej opowieści, jeśli nie chcecie, aby powiedziano, żeście zgubili swój wątek.
NANNA
Nigdy tego nie rzeknę, bowiem białogłowy są białogłowami, jeśli zaś postępują przeciwko przyrodzeniu swemu, zawsze odpowiedzieć mogą temu, kto je zapytuje: „Sami nie wiecie, co gadacie”. A zatem biedaczka, tak nikczemnie zdradzona, pozostawała u tego, kto złupił jej kraj i zabił jej rodziców. Nadeszła chwila, gdy będąc brzemienna454 od niego, miała wydać na świat dzieciątko. Nikczemnik, uznawszy o tym, rozkazał, aby ją rzucono obnażoną całkiem na krzew cierniowy, tak aby kolce rozdarły jej ciało i owoc jej żywota. Pokazała po sobie tyle męstwa, że się sama rozdziała, a później rzekła:
„Niewdzięczny! To ma być zapłatą za moją miłość? Zaliż królowa na podobny los zasługuje? Czyż kto słyszał kiedykolwiek, aby ojciec zabijał swoje dziecię, jeszcze przed jego przyjściem na świat?”.
PIPPA
Litości!
NANNA
Gdy te słowa wyrzekła, kolce znikły, a zielone i świeże liście, krzew pokrywające, przyjęły ją niby wygodne łoże. Tutaj wydała na świat laleczkę podobną kubek w kubek do tego, co ją spłodził. Wkrótce przybiegł pachoł o szatańskim obliczu i wziąwszy dziecinę na ręce, rzekł:
„Król rozkazał, abym zabił dziecię, a wraz455 skończył z twoim życiem i twym przeklętym rodem!”.
To rzekłszy, ciosem noża, który jeszcze w sercu czuję, przeszył ledwie dychające ciałeczko. Mała duszyczka ujrzała niebo, nim słońce obaczyła; przecięto nić żywota, na której dopiero pierwszy węzeł zadzierzgniony456 został. Jednakoż taka śmierć lepsza jest niźli życie. Umierać, nim się człek dowie, czym jest życie — to szczęście prawdziwe!
PIPPA
Wierzę we wszystko, co powiadacie, ale któż mógłby ścierpieć podobne okrucieństwo?
NANNA
Później przyodziano ją, a gdy się we łzach kąpała, przyniesiono jej w złotej miednicy sztylet, truciznę i powróz.
„Wybierz jeden z tych trzech sposobów, które różną drogą wywiodą z zatrudnienia457 duszę twoją” — rzeczono do niej.
Nie trwożąc się i nie wzruszając zbytnio, wzięła sznur, sztylet i truciznę i próbowała odjąć458 sobie życie trzema środkami naraz; błagała niebo, aby pozwoliło się jej powiesić, otruć i zasztyletować jednocześnie.
PIPPA
Miły Boże!
NANNA
Zadzierzgnęła sobie pętlicę wokół szyi i zawisła na powrozie, aliści sznur się zerwał, tak iż umrzeć nie mogła. Wypiła jad, lecz żadnych boleści w żywocie459 nie poczuła. Gdy była jeszcze dzieciątkiem, ojciec zabezpieczył ją przed trucizną. Uzbroiła dłoń sztyletem i podniosła ramię, aby sobie serce przebić, jednakoż gdy już miała ostrze w pierś zanurzyć, Amor stanął między żelazem a stanikiem i pokazał jej konterfekt460 jej bóstwa, który wyszyła sobie na łonie jedwabiem wszelkich barw.
Nóż wypadł jej z rąk, ponieważ miała więcej względu dla jego oblicza na konterfekcie wyrażonego, niźli on dla jej osoby żywej.
PIPPA
Jako żywo, nikt nigdy nie słyszał o tak zadziwiających rzeczach!
NANNA
Król, który nienawidził jej bardziej niźli śmierci, ponieważ wraża461 mu krew w żyłach jej płynęła, nie zmiękł wcale, usłyszawszy o tym. Przeciwnie, kazał ją rzucić w głębie morza. Boginki morskie całą i zdrową na brzeg ją wyniosły.
PIPPA
Zapalę dwie świece na cześć tych boginek, o których powiadacie!
NANNA
Gdy ów potępieniec na brzegu ją obaczył, kazał przywołać zaraz swego kata i rzekł doń: „Obnaż swój miecz i zetnij jej głowę!”.
Kat usłuchał i podniósł do góry miecz, aliści Najświętsza Panienka przybyła na pomoc nieszczęśnicy.
PIPPA
Jakże się to stało?
NANNA
Matka Boska sprawiła, że miecz na płask ją uderzył.
PIPPA
Niech Bóg będzie pochwalony!
NANNA
Nie koniec na tym. Okrutnik kazał zapalić wielki stos i wtrącić ją w ogień. Gdy miała już wejść na stos, litosne niebo zmierzchło nagle i otworzyło swoje upusty462. Spadł deszcz tak obfity, że mógłby zagasić nie tylko stos utworzony z polan i gałęzi, ale i wszystkie piece piekielne.
PIPPA
O szlachetne niebo, o niebo miłosierne!
NANNA
Gdy zgasł płomień, który wraz z dymem chciał do nieba ulecieć, lud począł wołać: „Och panie, nie upierajcie się przy tym, czego nie chce Ten, kto mieszka w górze. Przebaczcie niewinnej białogłowie, srodze463 was miłującej. Owa zbytnia miłość, jaką do was żywi, pozwoliła wam zwycięstwo na wojnie odnieść”.
PIPPA
Zaliż nie zmiękł, usłyszawszy prośby podobne?
NANNA
Czyż podobni nikczemnicy wzruszyć się mogą prośbami ludzi szlachetnych?
Zabrano ją ze stosu, przez deszcz zgaszonego, i ku zgrozie tłumu wepchnięto ją do klatki, w której lew siedział. Luty464 zwierz, zwęszywszy ją, miał już wzgląd należny na jej szlachetność i nie chciał wyrządzić krzywdy nieszczęśnicy.
PIPPA
Niech mu Bóg da wiele dobrego!
NANNA
Zaliż widziałaś kiedy wściekłego psa, co kąsa wszystko, swoich własnych łap nie szczędząc?
PIPPA
Widziałam!
NANNA
Skoroś go widziała, możesz sobie wystawić owego wcielonego szatana, kąsającego z wściekłości swoje ręce dlatego, że nie mógł jej śmierci zadać. Schwycił ją wreszcie za włosy i zawiódł ją na podwórzec, gdzie ją pozostawił przez osiem dni bez kęsa strawy i kropli wody. Jednakże, mimo to, jadła i piła na złość temu psu.
PIPPA
A to jakim sposobem?
NANNA
Zapytaj się o to jej rozpaczy i jej łez, które ci powiedzą, jak jej za chleb i wino służyć mogły. Otwarto drzwi na dziedziniec i znaleziono ją przy życiu. Tego dnia zdrajca bił głową o mur. Gdy się już do woli najadowił465, przywiązał swoją żonę własną ręką do pnia i kazał ją swoim łucznikom zasypać strzałami; któż by uwierzył, że wiatr, tknięty litością, osłonił ją przed grotami, dzieląc chmurę strzał na dwie połowy, tak iż połowa ich padła po jednej stronie, a połowa po drugiej.
PIPPA
Wcale dworny466 wiatr!
NANNA
A oto teraz okrucieństwo najsroższe! Pełen tego jadu, którym odyma się467 ten, co nie może ugasić gniewu, przez kolerę w jego wnętrzu zapalonego, kazał strącić ją ze szczytu wysokiej wieży. Schwycili ją zatem, a gdy już jej ręce wiązali, rzekła: „Zaliż córki królewskie powinny umierać śmiercią sług?” Wierzchołek wieży dotykał prawie chmur. Ani jeden z katów, co ją mieli w przepaść strącić, nie śmiał spojrzeć w oczy ludu, który czekał na dole na skok śmiertelny. Tymczasem nieszczęśnica, lepszego losu godna, drżała całym ciałem. Słońce, błyszczące oślepiającą jasnością promieni swoich, skryło się za chmury, aby nie patrzeć na jej pogruchotane członeczki. Królewna poczęła płakać tak rzewnie, iż z jej łez powstał nowy Tyber i Arno468. Płakała jednakoż nie ze strachu przed śmiercią, ale z obawy, że na tamtym świecie spotka się z cieniem swej matki. Już jej się zdawało, że jest w przytomności ducha swojej rodzicielki, który powiada: „O nieba, oto ta, która mnie z mego ciała obdarła!”.
PIPPA
Już się chyba rozpuknę z żalu!
NANNA
Nie wzruszaj się zbytnio, dziecinko! Gdy okrutne ręce wlokły ją na wieżę, podniosła głos i rzekła: „Wy, którzy po mojej śmierci przy życiu ostaniecie, wytłumaczcie mnie, proszę, wobec tych wszystkich, co są na świecie! Zawiniłam bardziej niż ktokolwiek, bowiem miłowałam więcej niż ktokolwiek bądź”.
Gdy Nanna słów tych dokończyła, dom zatrząsł się od krzyku: „Hola, Pippo, hola, moja córuchno! Dajcie mi noża, a żywo, przetnijcie jej sznurówkę469, czoło wodą orzeźwijcie, pomóżcie mi przenieść ją na łoże!”. Na ten krzyk nadbiegły dwie służebne Nanny. Dzięki ich staraniom Pippa do utraconych zmysłów przyszła. Zemdlała biedaczka, słysząc o białogłowie, którą ze szczytu wieży strącić miano. Podobna była do kobiet, co to nie mogą patrzeć na krew spływającą po lędźwiach genueńczyków w Wielki Piątek, gdy ci szaleńcy, stojąc za krucyfiksem, rozdzierają sobie ciała razami batogów470. Gdy Pippa przytomność odzyskała, Nanna nie chciała już kończyć swojej historii, aby córce nowego powodu do wzruszeń nie dawać.
Nagle do drzwi zapukały kuma471 i karmicielka. Po wielu uściśnieniach kuma rzekła: „Nanno, pragniemy jutro, ponieważ jest to dzień świąteczny, zażyć wczasu472 w twoim ogrodzie. Pragnę, abyś mnie wysłuchała i zechciała powiedzieć, czy karmicielka dobrze uczyni, skoro się rajfurstwu poświęci?”. „I ja bym taką profesję z chęcią wybrała — odparła Nanna. — Żałuję niezmiernie, że nie słuchałyście mnie wczoraj i dzisiaj, gdy pouczałam Pippę, jak należy sobie poczynać, aby dobrą gamratką zostać, a takoż gdy opowiadałam jej o bezeceństwach, jakie mężczyźni kurwom wyrządzają. Tak jak ja nie mam sobie równej w kunszcie kurwiarstwa (nie mówię tego, aby się chełpić), tak też z tobą, kumo, żadna stręczycielka w paragon473 wchodzić nie może. Przyjdźcie zatem jutro, aby ta moja pieszczotka, córuchna, was wysłuchała, a słuchając nauczyła się, jak ma postępować wobec rufianek”.
Już nic więcej nie rzekły, jeno nazajutrz, zgodnie z ustanowieniem474, zebrały się w ogrodzie Nanny. Kuma zasiadła między Nanną a karmicielką, Pippa zajęła miejsce naprzeciw. W tej chwili wielka brzoskwinia, ostatnia, która na drzewie pozostała, spadła na głowę kumy. Karmicielka zawołała ze śmiechem: „Nie możesz teraz zaprzeczyć, że pragnęłaś dzisiaj otworzyć nam cały kosz swych smakowitych brzoskwiń, które ci, jako stręczycielce, same w ręce wpadały”.
„Ilekroć go otwierałam — odparła kuma — miałam wrażenie, że winnam na szubienicy skończyć. Ponieważ jednak luby grosz wszystko może, cóż dziwnego, że pcha on nas do piekieł”.
Gdy umilkł śmiech spowodowany upadkiem owocu, Pippa z rozwartą gębą słuchać jęła. Słuchała tak pilnie, iż można było rzec, że chce pić uszami słowa kumy. Ta zaczęła mówić tym kształtem...
Przypisy:
1. jutrznia (rel.) — część porannej liturgii w Kościele katolickim. [przypis edytorski]
2. ukrasić (daw.) — ozdobić. [przypis edytorski]
3. złotogłów — jedwabna tkanina przetykana złotą nicią. [przypis edytorski]
4. zasię (daw.) — natomiast. [przypis edytorski]
5. stolec (daw.) — tron. [przypis edytorski]
6. gręplować — rozplątywać włókna wełniane za pomocą specjalnego urządzenia, przygotowując je do przędzenia. [przypis redakcyjny]
7. Daniel (rel.) — główny bohatera biblijnej Księgi Daniela; w rozdziale drugim wyjaśnia królowi Nabuchodonozorowi jego sen, którego nie potrafili wytłumaczyć babilońscy znawcy (Dn 2). [przypis edytorski]
8. rozpuknąć a. rozpuknąć się (daw.) — pęknąć, rozpaść się. [przypis edytorski]
9. otrok (daw.) — młodzieniec, nastolatek. [przypis edytorski]
10. czereda (daw.) — gromada, liczna grupa. [przypis edytorski]
11. przydatek (daw.) — dodatek, uzupełnienie. [przypis edytorski]
12. powszędy (daw.) — wszędzie. [przypis edytorski]
13. invisibilium, visibilium (łac.) — niewidzialne, widzialne. [przypis redakcyjny]
14. kaczała (daw.) — nazwa dla „wielkiej nogi” oraz wszelkich „krążków” i „wałków”. [przypis edytorski]
15. być w obyczaju (daw.) — tu: mieć zwyczaj. [przypis edytorski]
16. gruntować (daw.) — umacniać, utrwalać. [przypis edytorski]
17. okazywać — tu: pokazywać. [przypis edytorski]
18. Barbaria — w oryginale Barberia (wł.), co wskazuje na Afrykę płn.-zach., tzw. kraje Maghrebu. [przypis edytorski]
19. wrazić — wpoić, wbić. [przypis edytorski]
20. rajfurka — stręczycielka. [przypis edytorski]
21. rufian (daw.) — stręczyciel. [przypis edytorski]
22. lico (poet.) — twarz. [przypis edytorski]
23. białogłowa (daw.) — kobieta. [przypis edytorski]
24. dorozumiewać się (daw.) — domyślać się. [przypis edytorski]
25. wprzód — najpierw. [przypis edytorski]
26. antypast (daw.) — przystawka, potrawa podawana w celu zaostrzenia apetytu. [przypis redakcyjny]
27. przecię (daw.) — jednak, chociaż. [przypis edytorski]
28. podawać się na widok — pokazywać się. [przypis edytorski]
29. podwika (daw.) — kobieta. [przypis edytorski]
30. kęsek — kąsek. [przypis edytorski]
31. udatny (daw.) — udany. [przypis edytorski]
32. romański — w oryginale: romanesco (wł.), przymiotnik od średniowiecza oznaczający mieszkańca ówczesnego Rzymu. Zatem różnica między „romańskim” i „rzymskim” jest taka, jak między mieszkańcem miasta Rzym a obywatelem starożytnego mocarstwa Rzym, albo jak między rzymianinem a Rzymianinem. [przypis edytorski]
33. uciekł z obleganego Rzymu przez dziurę w murze — Autor nawiązuje do Sacco di Roma, zdobycia i złupienia Rzymu w 1527 r. przez zaciężne wojska hiszpańskie i niemieckie cesarza Karola V pod dowództwem Karola III de Bourbon-Montpensier. [przypis redakcyjny]
34. pospołu (daw.) — razem, wspólnie. [przypis edytorski]
35. signora (wł.) — pani. [przypis edytorski]
36. obaczyć (daw.) — zobaczyć, spostrzec. [przypis edytorski]
37. kmieć (daw.) — chłop, zamożny gospodarz. [przypis edytorski]
38. aliści (daw.) — ale, jednak, przecież, tymczasem. [przypis edytorski]
39. takoż (daw.) — tak samo, również, także. [przypis edytorski]
40. oczajdusza (daw.) — hulaka, hultaj. [przypis edytorski]
41. fanfaron — zarozumialec, chwalipięta. [przypis edytorski]
42. modła (daw.) — wzór, model, sposób. [przypis edytorski]
43. chełpić się (daw.) — chwalić się. [przypis edytorski]
44. szerokość jego bar — obecnie D. lm.: barów. [przypis edytorski]
45. spojrzenie ócz — obecnie D. lm.: (...) oczu. [przypis edytorski]
46. pozór (daw.) — tu: wygląd. [przypis edytorski]
47. zadurzyć się — zakochać się. [przypis edytorski]
48. mitra — rodzaj nakrycia głowy noszonego przez dostojników kościelnych. [przypis edytorski]
49. brokatela (daw.) — ciężka tkanina, przypominająca atłas lub adamaszek, przetykana jedwabiem. [przypis edytorski]
50. Jan Mateusz, właśc. Gian Matteo Giberti (1495–1543) — sekretarz kardynała Gulio de’ Medici (późniejszego papieża Klemensa VII), ulubieniec Leona X, przez Klemensa VII mianowany datariuszem i biskupem Werony. Bardzo wpływowa postać na dworze papieskim; krytykowany przez Aretina; w lipcu 1525 jeden z jego ludzi dokonał zamachu na pisarza. [przypis edytorski]
51. pastorał — laska będąca oznaką władzy dostojników kościelnych. [przypis edytorski]
52. cicha msza (rel.) — skromna msza czytana, bez muzyki. [przypis edytorski]
53. jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]
54. androny — brednie, banialuki. [przypis edytorski]
55. zamtuz (daw.) — dom publiczny, burdel. [przypis edytorski]
56. szerokimi słowy — obecnie N.lm: (...) słowami. [przypis edytorski]
57. Kyrie eleison (rel., gr. Κύριε ελέησον) — „Panie, zmiłuj się”, formuła modlitewna w liturgii chrześcijańskiej. [przypis edytorski]
58. mieszek (daw.) — woreczek na pieniądze. [przypis edytorski]
59. tedy (daw.) — zatem, więc. [przypis edytorski]
60. pęknąć od żalu — obecnie: pęknąć z żalu. [przypis edytorski]
61. mierzchnąć (daw.) — tracić blask, gasnąć. [przypis edytorski]
62. chocia (daw.) — choć, chociaż. [przypis edytorski]
63. dukat — złota moneta używana w Europie do XIX w. [przypis edytorski]
64. lancknechty — żołnierze piechoty niemieckiej uzbrojeni w piki, halabardy itp. [przypis redakcyjny]
65. czmychać — uciekać, wyjść szybko. [przypis edytorski]
66. szacowny — tu: wartościowy, mający duże znaczenie. [przypis edytorski]
67. materia — tu: przedmiot, obiekt, powód. [przypis edytorski]
68. jednakoż (daw.) — jednakże, jednak. [przypis edytorski]
69. skryba (daw.) — kopista, pisarz urzędowy, egzegeta Biblii. [przypis edytorski]
70. faryzeusz (rel.) — członek żydowskiego stronnictwa w Judei; tu przen.: obłudnik. [przypis edytorski]
71. Monte Mari — obecnie: Monte Mario, wzgórze w płn.-zach. Rzymie. [przypis edytorski]
72. puklerz — rodzaj tarczy. [przypis edytorski]
73. wraży (daw.) — wrogi. [przypis edytorski]
74. niźli (daw.) — niż. [przypis edytorski]
75. w stronie — ze strony, w kierunku. [przypis edytorski]
76. Monte San Spirito — Monte di Santo Spirito, wzgórze znajdujące się w Rzymie pomiędzy Janikulum i Watykanem. [przypis edytorski]
77. Bourbon-Montpensier de, Karol — w 1527 r. na czele wojsk hiszpańskich i niemieckich podbił Rzym. [przypis edytorski]
78. siła (daw.) — dużo, mnóstwo, wiele. [przypis edytorski]
79. Borgo — rione XIV (tradycyjna jednostka podziału administracyjnego Rzymu). [przypis edytorski]
80. przebrać się (daw.) — przejść, przedrzeć się. [przypis edytorski]
81. Banchi — Via dei Banchi Vecchi, ulica w centrum Rzymu. [przypis edytorski]
82. Zamek Świętego Anioła — grobowiec cesarza Hadriana znajdujący się na prawym brzegu Tybru w Rzymie (w pobliżu Watykanu), tradycyjnie służył papieżom jako twierdza i więzienie. [przypis edytorski]
83. nasz poczciwiec — tu: papież. [przypis redakcyjny]
84. schron (daw.) — schronienie. [przypis edytorski]
85. kolera a. cholera (daw.) — złość, wściekłość, furia, gniew. [przypis edytorski]
86. troskać się (daw.) — martwić się, niepokoić się, troszczyć się, zajmować się, dbać o. [przypis edytorski]
87. kleryk (rel.) — student seminarium duchownego; (daw.) duchowny katolicki niższej rangi. [przypis edytorski]
88. Zatybrze — wł.: Trastevere, rione XIII Rzymu. [przypis edytorski]
89. ciżba (daw.) — tłum, mnóstwo stłoczonych ludzi. [przypis edytorski]
90. Koloseum — amfiteatr w Rzymie, wybudowany w latach 70–80 n.e. przez Wespazjana i Tytusa. [przypis edytorski]
91. zdzierżyć (daw.) — tu: dotrzymać. [przypis edytorski]
92. snadnie (daw.) — łatwo, bez trudu. [przypis edytorski]
93. owładło — dziś popr. forma: owładnęło. [przypis edytorski]
94. z wylaniem (daw.) — wylewnie, z uczuciem. [przypis edytorski]
95. ostawić (daw.) — zostawić. [przypis edytorski]
96. dobrzeście uczynili (daw. składnia) — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; dziś: dobrze uczyniliście. [przypis edytorski]
97. jeno (daw.) — jedynie, tylko. [przypis edytorski]
98. ułomek — ułamek, fragment, kawałek. [przypis edytorski]
99. bezeceństwo — ohyda, postępowanie budzące odrazę, bezwstyd. [przypis edytorski]
100. sak (daw.) — worek, torba podróżna. [przypis edytorski]
101. łupiestwo — rabunek, kradzież. [przypis edytorski]
102. sądzili się być bezpiecznymi — sądzili, że są bezpieczni; uważali się za bezpiecznych. [przypis edytorski]
103. łacno (daw.) — bez trudu, łatwo. [przypis edytorski]
104. na stronie — w miejscu oddalonym, z boku. [przypis edytorski]
105. ani chybi (daw.) — nieomylnie, tu: bez wątpienia. [przypis edytorski]
106. wrazić się (daw.) — wbić się; wryć się. [przypis edytorski]
107. wtóry — drugi. [przypis edytorski]
108. afekt (daw.) — uczucie. [przypis edytorski]
109. ongiś (daw.) — niegdyś, kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]
110. plugastwo — obrzydlistwo, coś budzącego odrazę, paskudztwo. [przypis edytorski]
111. za żywa (daw.) — żywcem. [przypis edytorski]
112. in secula saeculorum (łac.) — na wieki wieków. [przypis redakcyjny]
113. rzewliwy (daw.) — pełen smutku, rzewny. [przypis edytorski]
114. dworować (daw.) — kpić, żartować. [przypis edytorski]
115. zaliż (daw.) — czyż, czy. [przypis edytorski]
116. krom (daw.) — oprócz. [przypis edytorski]
117. wstąpić w stadło (daw.) — wyjść za mąż (stadło: para małżeńska). [przypis edytorski]
118. Kupidyn a. Kupido (mit. rzym.) — Amor, bóg miłości. [przypis edytorski]
119. wyzuty z czego — pozbawiony czego. [przypis edytorski]
120. nieszpory (rel.) — śpiewane nabożeństwo wieczorne w liturgii katolickiej. [przypis edytorski]
121. łożnica (daw.) — łoże, sypialnia. [przypis edytorski]
122. imaginacja (daw.) — wyobraźnia. [przypis edytorski]
123. meta — tu: kres, koniec, granica. [przypis edytorski]
124. Porta Inferi (łac.) — brama piekła. [przypis redakcyjny]
125. kumoszka — kobieta gadatliwa, plotkara. [przypis edytorski]
126. fama — pogłoska. [przypis edytorski]
127. szkalować — rozgłaszać nieprawdziwe, szkodliwe informacje. [przypis edytorski]
128. Kain (rel.) — pierworodny syn Adama i Ewy, który zabił swego brata Abla; tu przen.: bratobójca, zdrajca. [przypis edytorski]
129. kompan — towarzysz zabaw. [przypis edytorski]
130. pozór (daw.) — tu: pretekst. [przypis edytorski]
131. leva eius (łac.) — tu: uciec, wymknąć się. [przypis redakcyjny]
132. usty (daw.) — obecnie N.lm: ustami. [przypis edytorski]
133. zwikłany (daw.) — uwikłany. [przypis edytorski]
134. Amor (mit. rzym.) — bóg miłości. [przypis edytorski]
135. nie lza (daw.) — nie można, nie wolno. [przypis edytorski]
136. rankor — żal, uraza. [przypis redakcyjny]
137. wasal — ktoś zobowiązany do służby wojskowej u feudała w zamian za ziemię i opiekę. [przypis edytorski]
138. zdawa się (daw. forma) — zdaje się. [przypis edytorski]
139. synaczek (daw.) — syneczek. [przypis edytorski]
140. tym kształtem (daw.) — w ten sposób. [przypis edytorski]
141. uwiadomienie (daw.) — powiadomienie, zawiadomienie. [przypis edytorski]
142. miedziane czoło (daw.) — bezczelność, umiejętność kłamania w żywe oczy. [przypis edytorski]
143. coeli coelorum (łac.) — tu: najwyższe niebo (w znaczeniu: wola niebios). [przypis redakcyjny]
144. gniewliwy (daw.) — skłonny do gniewu, gniewny. [przypis edytorski]
145. osławiony — mający złą sławę; zniesławiony. [przypis edytorski]
146. w tym trakcie — w trakcie tego, w tym czasie. [przypis edytorski]
147. zali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]
148. przeczże (daw.) — czemu, czemuż; dlaczego. [przypis edytorski]
149. sposobny — stosowny, odpowiedni. [przypis edytorski]
150. strzyga — upiór karmiący się ludzką krwią. [przypis edytorski]
151. harpia (mit. gr.) — demon, uosobienie porywistego wiatru, potem także drapieżności i chciwości; przen: okrutna, wyrachowana kobieta. [przypis edytorski]
152. profit — korzyść, zysk. [przypis edytorski]
153. mrzeć — umierać. [przypis edytorski]
154. oręż — broń, uzbrojenie. [przypis edytorski]
155. dworność (daw.) — wykwintność, wytworność zachowania. [przypis edytorski]
156. karmicielka — tu: mamka. [przypis edytorski]
157. Judasz — tu: człowiek fałszywy, zdrajca. [przypis edytorski]
158. Pane Nostrum Quotidiano (łac.) — Chleba naszego powszedniego. [W rzeczywistości mieszanina łac. (nostrum) i wł. (pane, quotidiano), zatem po polsku oddaje to sformułowanie „chleba nostrum powszedniego”; red. WL]. [przypis redakcyjny]
159. oznaczony — tu: wyznaczony, naznaczony, przeznaczony. [przypis edytorski]
160. zemściłam się za brata mego męża (mit. rzym.) — Pigmalion, brat Dydony, zabił jej męża, Acharbasa; sformułowanie Nanny wskazuje raczej na szwagra, jednak należy pamiętać, że choć ta opowieść przypomina Eneidę, nie jest z nią tożsama. [przypis edytorski]
161. dworak — dworzanin. [przypis edytorski]
162. żak (daw.) — student. [przypis edytorski]
163. miasto a. miast (daw.) — zamiast. [przypis edytorski]
164. krotochwilny (daw.) — zabawny, żartobliwy. [przypis edytorski]
165. ukradła ćwierć Wergiliusza — Opowieść Nanny o baronie jest parafrazą przygód Eneasza i Dydony z Eneidy Wergiliusza. [przypis redakcyjny]
166. zawołany — znakomity, znawca, biegły. [przypis edytorski]
167. kurtyzana — utrzymanka bogatych mężczyzn. [przypis edytorski]
168. materia (daw.) — tu: tkanina. [przypis edytorski]
169. oberżysta — właściciel oberży, zajazdu; karczmarz. [przypis edytorski]
170. wysłaniec — wysłannik, posłaniec. [przypis edytorski]
171. przepuścił przez groblę — tu: przeprowadził przez ogrodzenie. [przypis edytorski]
172. synowiec (daw.) — bratanek. [przypis edytorski]
173. rewerencja (daw.) — poważanie, uszanowanie, szacunek; reverendo (wł.): czcigodny, wielebny, zwrot używany w odniesieniu do dostojników kościelnych. [przypis edytorski]
174. pojrzenie (daw.) — spojrzenie. [przypis edytorski]
175. de terzio pelo, właśc. de terciopelo (hiszp.) — aksamitny. [przypis edytorski]
176. kurwiarstwo — dziś: kurewstwo. [przypis edytorski]
177. wystawić sobie (daw.) — wyobrazić sobie. [przypis edytorski]
178. Monsignore a. Monsignor (wł.) — tytuł dostojników kościelnych. [przypis edytorski]
179. dusery — pochlebstwa, komplementy. [przypis redakcyjny]
180. ladaco — człowiek nieodpowiedzialny, nicpoń. [przypis edytorski]
181. cekin — włoska złota moneta, później dukat. [przypis edytorski]
182. rozdziewać się (daw.) — zdejmować ubranie, rozbierać się. [przypis edytorski]
183. żupanik — zdr. od żupan: szlachecki ubiór męski o kroju długiej, zapinanej sukni. [przypis edytorski]
184. rzezimieszek (daw.) — złodziej; dosł. ten, który odcina mieszki (woreczki na pieniądze), żeby je ukraść. [przypis edytorski]
185. zagiąć parol (daw.) — uwziąć się. [przypis edytorski]
186. sakwa — tu: duża sakiewka (woreczek na pieniądze). [przypis edytorski]
187. tuszyć (daw.) — mieć nadzieję. [przypis edytorski]
188. koper — od czasów starożytnych znany był jako afrodyzjak. [przypis redakcyjny]
189. szalbierz (daw.) — oszust, szachraj. [przypis edytorski]
190. małmazja — słodkie wino pochodzące z południa Europy. [przypis redakcyjny]
191. marcepan — tu: wykwintny smakołyk. [przypis edytorski]
192. tudzież — oraz, również, także. [przypis edytorski]
193. modła — sposób. [przypis edytorski]
194. gamratka (daw.) — prostytutka, kobieta lekkich obyczajów. [przypis edytorski]
195. po próżnicy (daw.) — niepotrzebnie, na próżno. [przypis edytorski]
196. racja — tu: powód, przyczyna, uzasadnienie. [przypis edytorski]
197. obsrajmurek — pogardliwe określenie; dziś funkcjonuje raczej: obszczymurek. [przypis edytorski]
198. zbrodzień (daw.) — zbrodniarz, przestępca. [przypis edytorski]
199. wartać (daw.) — mieć wartość. [przypis edytorski]
200. kontentować (daw.) — cieszyć, zadowalać. [przypis edytorski]
201. fortel (daw.) — podstęp. [przypis edytorski]
202. matacz — oszust, krętacz; czyniący matactwa. [przypis edytorski]
203. oblig (daw.) — zobowiązanie, dług. [przypis edytorski]
204. jubka a. jupka (daw.) — kobiecy kaftan z rękawami noszony w XVII–XVIII w. [przypis edytorski]
205. kum — ojciec chrzestny, pot. przyjaciel; kuma: matka chrzestna, (pot.) przyjaciółka, sąsiadka. [przypis edytorski]
206. buciar (daw., pot.) — bucior. [przypis edytorski]
207. liczman (daw.) — rzecz bezwartościowa, moneta z metalu nieszlachetnego. [przypis edytorski]
208. zbogacić (daw.) — wzbogacić. [przypis edytorski]
209. dzieża — naczynie do wyrabiania ciasta. [przypis edytorski]
210. bardziej lubi dzielnicę tylną (...) niźli dzielnicę przednią (...) — aluzja do homoseksualistów. [przypis redakcyjny]
211. messere a. messer (wł.) — pan; mój panie. [przypis edytorski]
212. chwalba (daw.) — uznanie, pochwała, komplement. [przypis edytorski]
213. nikczemny — tu: o malej wartości materialnej. [przypis edytorski]
214. Corso (wł.) — rodzaj wina produkowanego w XV–XVI w.; z kontekstu wynika, że było ono dość pośledniego gatunku. [przypis edytorski]
215. talar — srebrna moneta używana w Europie od XV w. [przypis edytorski]
216. wszarz (obelż.) — osoba podła, niemoralna. [przypis edytorski]
217. strawa (daw.) — pożywienie, jedzenie. [przypis edytorski]
218. beneficjum — zysk, rozmaite korzyści (ziemia, urząd). [przypis edytorski]
219. O włosy złote na wietrze rozwiane! — Francesco Petrarca, Sonety do Laury, incipit sonetu 90. [przypis edytorski]
220. Tak cienka jest ta nić, och, taka cienka! — Francesco Petrarca, Sonety do Laury, incipit sonetu 37. [przypis edytorski]
221. madrygał — dawna włoska pieśń o tematyce sielankowej. [przypis edytorski]
222. Gloria Patri (łac.) — Chwała Ojcu; tu: w znaczeniu zapłaty modlitwą. [przypis redakcyjny]
223. wonieć — pachnieć. [przypis edytorski]
224. Te Deum Laudamus (łac.) — „Ciebie Boga wychwalamy”; uroczysty, pochwalny hymn kościelny. [przypis redakcyjny]
225. lichwa — pożyczanie pieniędzy na procent. [przypis edytorski]
226. sknera — skąpiec, chciwiec. [przypis edytorski]
227. obracać się — zwracać się. [przypis edytorski]
228. harc (daw.) — pojedynek staczany przed rozpoczęciem bitwy. [przypis edytorski]
229. prawy — tu: prawowity. [przypis edytorski]
230. godziwy (daw.) — odpowiedni, słuszny. [przypis edytorski]
231. inkaust (daw.) — atrament. [przypis edytorski]
232. Alleluja (rel., hebr. הַלְלוּיָהּ: hallelujah, halelu-Jáh) — chwalcie Pana; zwrot używany w Biblii i w liturgii kościelnej. [przypis edytorski]
233. wbić sobie do głowy ćwieka — mieć manię, bzika na punkcie czegoś. [przypis edytorski]
234. dostatek — dobrobyt, bogactwo; tu: posiadane dobra materialne. [przypis edytorski]
235. wiano (daw.) — posag, wyprawa kobiety wychodzącej za mąż. [przypis edytorski]
236. paladyn — sławny rycerz towarzyszący władcy. [przypis edytorski]
237. Campo di Fiore (wł.) — obecnie: Campo de’ Fiori, słynny plac w Rzymie. [przypis edytorski]
238. obrócić się (pot., daw.) — skierować się, udać się. [przypis edytorski]
239. filut — cwaniak, spryciarz, żartowniś. [przypis edytorski]
240. Nafissa a. Nefissa — mieszkanka renesansowej Wenecji, wyimaginowana święta, znana ze swej hojności i rzekomo obdarzona szczególnymi umiejętnościami; bohaterka wielu utworów włoskiego Cinquecento. [przypis edytorski]
241. palestrant (daw.) — prawnik, członek palestry. [przypis edytorski]
242. luby — miły, ulubiony, drogi. [przypis edytorski]
243. masztalerz (daw.) — starszy stajenny nadzorujący konie w stajniach dworskich. [przypis edytorski]
244. rezonować — dowodzić czegoś, mówić o czymś z przekonaniem. [przypis edytorski]
245. wielkorządca — urzędnik zarządzający dochodami z miast i dóbr na poziomie prowincji, regionu etc. [przypis edytorski]
246. rak świstnie — powiedzenie: jak rak świśnie, a ryba piśnie, czyli nigdy. [przypis edytorski]
247. dąć się (pot.) — nadymać się, być zarozumiałym. [przypis edytorski]
248. dla parady — tu: dla efektownego widoku. [przypis edytorski]
249. wszetecznik (daw.) — rozpustnik, gorszyciel. [przypis edytorski]
250. wieczerza (daw.) — kolacja. [przypis edytorski]
251. duchem — żwawo, szybko. [przypis edytorski]
252. przedni — tu: w dobrym gatunku. [przypis edytorski]
253. kuglarz — «wędrowny magik; sprytny oszust. [przypis edytorski]
254. podlec — człowiek podły. [przypis edytorski]
255. cembrowina — murowane umocnienie zbiornika wodnego. [przypis edytorski]
256. chorąży jerozolimski — w oryginale: gonfaloniere di Gerusalemme (wł.), szef milicji miejskiej lub cywilny zarządca miasta. [przypis edytorski]
257. wyciruch (pogard.) — prostytutka, brudas. [przypis edytorski]
258. kuś a. kuśka (pot.) — członek męski. [przypis edytorski]
259. strachać się (daw.) — bać się, obawiać się. [przypis edytorski]
260. ażeby ich wściurności a. wciurności! (daw.) — a niech ich szlag trafi! [przypis edytorski]
261. Piemont — kraina historyczna i region administracyjny w płn.-zach. Włoszech. [przypis edytorski]
262. Sabaudia — kraina historyczna w płd.-wsch. Francji, na granicy ze Szwajcarią i Włochami. [przypis edytorski]
263. konszachty — tajne, nieuczciwe układy. [przypis edytorski]
264. sławy Bevilaque’a, który szukał zwady z muchami — W oryginale nie pada zadne nazwisko, mowa o bivilacqui (pisownia małą literą), czyli „wodopijcy”. [przypis edytorski]
265. zwada — spór, kłótnia. [przypis edytorski]
266. wszarka (obelż.) — osoba podła, niemoralna. [przypis edytorski]
267. jucha (daw.) — krew. [przypis edytorski]
268. Ponte Sisto — dosł. Most Sykstusa; most nad Tybrem w Rzymie, łączący Zatybrze z resztą miasta, wzniesiony w 1475 r. na polecenie papieża Sykstusa IV; wspomnianą tu „złą sławę” miałby może ze względu na prostytutki, które na nim czekały na klientów; Sam Ponte Sisto nie pocałowałby go, choćby i mógł nadzieję żywić, że dzięki temu straci swą złą sławę: w oryginale mamy: Pontesisto (pisane łącznie): zapewne nazwisko (albo przypisanie do miejsca) jakiegoś lokalnego bohatera, okrytego niezbyt dobrą sławą. [przypis edytorski]
269. rosły — dobrze zbudowany. [przypis edytorski]
270. obyczajny — tu: przyzwoity, kulturalny, cywilizowany. [przypis edytorski]
271. parzygnat (daw., żart.) — marny kucharz. [przypis edytorski]
272. wcale — tu: całkiem. [przypis edytorski]
273. Ave Maria (rel., łac.) — Zdrowaś Mario, modlitwa chrześcijańska. [przypis edytorski]
274. wieczerzać (daw.) — spozywać wieczorny posiłek. [przypis edytorski]
275. szubrawiec (daw.) — łajdak, łotr, człowiek nieuczciwy. [przypis edytorski]
276. trzonek (posp.) — tu: członek męski. [przypis edytorski]
277. Smutna wdowa śpi samotnie (...) Zmilkłyby skargi niebogi — Auto-parafraza fragmentu Il Marescalco, autorstwa Pietro Aretino: „La vedovella quando dorme sola, lamentarsi di me non ha ragione (...)” (Wdowa, gdy śpi sama, narzekać na mnie nie ma powodu). W Żywotach kurtyzan w oryginale: „La vedovella quando donne sola: lamentasi di sè lamentarsi di me non ha ragione” (Wdowa, gdy śpi sama, ma żal do siebie, narzekać na mnie nie ma powodu). [przypis edytorski]
278. Montefiascone — miasto w śr. Włoszech, niedaleko od Rzymu. [przypis edytorski]
279. tkać (posp.) — tu: wkładać, wtykać. [przypis edytorski]
280. radlować — tu: obracać (od radło: prymitywny pług). [przypis edytorski]
281. gusła — obrzędy dotyczące praktyk magicznych. [przypis edytorski]
282. kredyt (daw.) — wiarygodność; tu: szacunek, poważanie. [przypis edytorski]
283. Borgo Vecchio — ulica w Rzymie, istotna z powodów historycznych i architektonicznych. [przypis edytorski]
284. Borgo Nuovo — ulica w Rzymie, istotna z powodów historyczych i architektonicznych. [przypis edytorski]
285. Most — prawdopodobnie Ponte Sant’Angelo, most nad Tybrem w Rzymie. [przypis edytorski]
286. Chiavica — ulica Chiavica di Santa Lucia, historyczny fragment Via dei Banchi Vecchi w Rzymie. [przypis edytorski]
287. pod wtór — do wtóru. [przypis edytorski]
288. obalić się — przewrócić się. [przypis edytorski]
289. serenada — pieśń miłosna śpiewana wieczorem pod oknem ukochanej. [przypis edytorski]
290. dziwować się (daw.) — dziwić się. [przypis edytorski]
291. jołop (pogard.) — człowiek niezbyt bystry. [przypis edytorski]
292. pręgierz — w średniowiecznych miastach słup służący do publicznej chłosty skazańców. [przypis edytorski]
293. do kaduka (daw.) — do diabła. [przypis edytorski]
294. choroba francuska — choroba weneryczna (kiła, syfilis). [przypis redakcyjny]
295. naganiacz — osoba skłaniająca kogoś do czegoś. [przypis edytorski]
296. messir — w oryginale: messer. [przypis edytorski]
297. Job — postać biblijna, bohater hebrajskiej Księgi Hioba. [przypis redakcyjny]
298. Ponte Sisto — most nad Tybrem w Rzymie. [przypis edytorski]
299. franca (posp.) — kiła, syfilis. [przypis edytorski]
300. galon — naszywka ze złotej lub srebrnej taśmy. [przypis edytorski]
301. dworka a. dwórka — szlachcianka należąca do dworu. [przypis edytorski]
302. gorzeć – palić się, płonąć. [przypis edytorski]
303. czczy — płonny, pusty, bez znaczenia. [przypis edytorski]
304. począć — tu: zacząć. [przypis edytorski]
305. Angelica — piękna księżniczka, w której byli zakochani dwaj rycerze Karola Wielkiego Roland (Orlando) i Renaud de Montauban (Rinaldo). [przypis redakcyjny]
306. k’temu a. ku temu (daw.) — do tego. [przypis edytorski]
307. paź — chłopiec ze szlacheckiego rodu służący na dworze. [przypis edytorski]
308. liberia — oficjalny strój służby. [przypis edytorski]
309. sparzyć się — odbyć stosunek płciowy (zwykle w odniesieniu do zwierząt). [przypis edytorski]
310. plugawiec (daw.) — osoba budząca wstręt zachowaniem lub wyglądem. [przypis edytorski]
311. staja (daw.) — dawna miara długości. [przypis edytorski]
312. Calicut — nazwa w polskim tłumaczeniu jest nieco myląca, wskazuje bowiem jedynie na miasto w Indiach. W oryginale: Caligutte, słowo oznaczające w dialekcie z Tarquinii (caligùtte) bardzo odległe miejsce fikcyjne (znane jest powiedzenie „Jedź do Caligutte, na kolację z księżycem!”). Termin bywa w tym dialekcie stosowany również w odniesieniu do indyjskiego Calicut, jednak polszczyzna nie oddaje w tym przypadku gry słów. [przypis edytorski]
313. trafunek (daw.) — traf, przypadek. [przypis edytorski]
314. wierę (starop.) — zaprawdę, zaiste; słusznie. [przypis edytorski]
315. oszwabić (posp.) — oszukać. [przypis edytorski]
316. święta Petronela — wł. męczennica, patronka Rzymu i podróżnych, wzywana także w przypadku gorączki. [przypis edytorski]
317. postronek — mocny, gruby sznur. [przypis edytorski]
318. uznać — tu: dowiedzieć się. [przypis edytorski]
319. theatrum (łac.) — teatr, przedstawienie teatralne. [przypis edytorski]
320. trybunał de la Rota — Trybunał Roty Rzymskiej (łac. Tribunal Rotae Romanae), jeden z trybunałów w Kurii Rzymskiej. [przypis edytorski]
321. wotum — przedmiot wieszany na ołtarzu w konkretnej intencji. [przypis edytorski]
322. kościół Świętego Wawrzyńca za Murami — bazylika mniejsza i kościół parafialny w Rzymie. [przypis edytorski]
323. kurta — obszerna kurtka. [przypis edytorski]
324. chuć — pożądanie seksualne. [przypis edytorski]
325. przezroczy (daw.) — przezroczysty. [przypis edytorski]
326. Signore (wł.) — pan, panie! [przypis edytorski]
327. sprawić — tu: wyprawić. [przypis edytorski]
328. Tyber — rzeka przepływająca przez Rzym. [przypis edytorski]
329. zaiste (daw.) — doprawdy. [przypis edytorski]
330. nie lza (daw.) — nie trzeba. [przypis edytorski]
331. zdawa się (daw. forma) — dziś: zdaje się. [przypis edytorski]
332. trza (daw.) — trzeba. [przypis edytorski]
333. juliusz — nazwa ówczesnej monety o wartości większej niż quatrina. [przypis redakcyjny]
334. quattrino (wł.) — moneta wł. używana od średniowiecza. [przypis edytorski]
335. przytomność (daw.) — obecność. [przypis edytorski]
336. przyrodzenie (daw.) — tu: natura, charakter. [przypis edytorski]
337. donna (wł.) — panna, dziewczyna, [ale również: kobieta, dama (w oryginale: madonna); red. WL]. [przypis redakcyjny]
338. kapcan (daw.) — biedak. [przypis edytorski]
339. czarnina a. czernina — czarna polewka, tradycyjna polska zupa z rosołu i krwi; w oryginale: migliaccio (wł.), słodka potrawa, która w niektórych regionach może jednak zawierać dodatek krwi. [przypis edytorski]
340. plac Navona — historyczny plac rzymski, słynny przede wszystkim z powodu fontanny Czterech Rzek. [przypis edytorski]
341. glansować — nadawać połysk. [przypis edytorski]
342. hycel (pot.) — nicpoń, hultaj. [przypis edytorski]
343. szankier — wrzód spowodowany chorobą weneryczną. [przypis redakcyjny]
344. pętlica (daw.) — pętla. [przypis edytorski]
345. kapłon — kastrowany kogut. [przypis edytorski]
346. serwatka — płyn pozostający po przeróbce mleka na ser. [przypis edytorski]
347. nie dziwota (daw.) — nic dziwnego. [przypis edytorski]
348. lamentacja (daw.) — płacz, lament. [przypis edytorski]
349. pacześ — wyczesane włókno lnu lub konopi. [przypis edytorski]
350. łozina (pot.) — witki wierzbowe. [przypis edytorski]
351. przędziwo — przędza. [przypis edytorski]
352. graca — narzędzie do pielenia lub spulchniania ziemi. [przypis edytorski]
353. winograd (daw.) — winorośl. [przypis edytorski]
354. doktor — tu: osoba wykształcona. [przypis edytorski]
355. źrały (daw.) — dojrzały, dorosły. [przypis edytorski]
356. zabiegliwy (daw.) — zapobiegliwy. [przypis edytorski]
357. oporządzać — tu: dbać, zajmować się. [przypis edytorski]
358. womity — wymioty, torsje. [przypis redakcyjny]
359. Dominus Teco — w oryginale: dominsteco, mieszanina łac. (Dominus) i wł. (Teco): Pan z Tobą. [przypis edytorski]
360. puślisko — rodzaj rzemienia, którym przytroczone jest strzemię do siodła. [przypis edytorski]
361. sodomita — tu: homoseksualista (użycie w kontekście historycznym), obecnie przeważnie w odniesieniu do zoofila. [przypis edytorski]
362. oczywista (daw.) — oczywiście. [przypis edytorski]
363. puls — tu: nadgarstek. [przypis edytorski]
364. drożyć się — cenić się, podbijać cenę. [przypis edytorski]
365. per Dominum Nostrum (łac.) — przez Pana Naszego. [przypis redakcyjny]
366. messire (fr.) — pan, mój panie; trudno powiedzieć, dlaczego tłumacz posługuje się tu odpowiednikiem francuskim dla wł. messere (tak jest w oryginale). [przypis edytorski]
367. dera a. derka — koc używany do okrycia konia. [przypis edytorski]
368. biały miesiąc — tu: miejsca intymne („nieopalone”), gra słów pomiędzy słońcem i księżycem (miesiącem). [przypis edytorski]
369. gotowizna (daw.) — gotówka. [przypis edytorski]
370. pater nostri (łac.) — Ojcze Nasz; [właściwie: Pater Noster, ale tłumacz pozostaje tu wierny oryginałowi, w którym użyta jest liczba mnoga: paternostri (wł.), jak np. zdrowaśki; red. WL]. [przypis redakcyjny]
371. Imola — miasto we wł. regionie Emilia-Romania. [przypis edytorski]
372. na schwał — nadzwyczajnie, doskonale. [przypis edytorski]
373. Don Feluccio — w oryginale: don Falcuccio. Znane jest rzymskie powiedzenie „rimanere come Don Falcuccio” (wł.): skończyć jak Don Falcuccio. Rzymski ksiądz zasłynął rozdaniem całego swojego majątku potrzebującym; pewnego ranka zbudził się i odkrył, że nie pozostała mu nawet koszula nocna. [przypis edytorski]
374. Mówicie mrocznie (...) i dziewkę publiczną? — dwie kwestie: Pippy i Nanny uzupełnione w tłumaczeniu Edwarda Boye na podst. oryginału włoskiego. [przypis edytorski]
375. krajczy (daw.) — urzędnik dworski krojący potrawy na stół królewski, potem tytuł honorowy. W oryginale scalco (wł.): w średniowieczu i renesansie służący odpowiedzialny na dworze włoskim za krojenie mięsa i podawanie go gościom. [przypis edytorski]
376. nosiciel brzemion — tu: nosiwoda (w oryginale wł.: acquaruolo). [przypis edytorski]
377. grosiwo — pewna suma pieniędzy. [przypis edytorski]
378. kazalnica (daw.) — ambona. [przypis edytorski]
379. Lucyper a. Lucyfer (rel.) — Szatan. [przypis edytorski]
380. in aeternum (łac.) — na wieki. [przypis redakcyjny]
381. owóż (daw.) — oto. [przypis edytorski]
382. ite in igne (łac.) — idźcie przez ogień. [przypis redakcyjny]
383. wpośród (daw.) — wśród. [przypis edytorski]
384. wartogłów (daw.) — osoba lekkomyślna, niezbyt zrównoważona, lekkoduch. [przypis edytorski]
385. balwierz — fryzjer i golibroda, niekiedy też namiastka aptekarza lub lekarza (cyrulik, felczer). [przypis edytorski]
386. na świętego Jura — tu: na święty nigdy (pot.). [przypis edytorski]
387. penitencjariusz — duchowny katolicki upoważniony do udzielania rozgrzeszenia w wypadku ciężkiego przewinienia. [przypis redakcyjny]
388. absolucja — rozgrzeszenie. [przypis edytorski]
389. Kyrie eleison (gr.), Porta inferi (łac.), Requiem aeternam (łac.) — tu: pierwsze słowa łacińskich modlitw za zmarłych. [przypis redakcyjny]
390. szerzyć się — tu: rozwodzić się nad czymś. [przypis edytorski]
391. Corte Savella, Torre di Nonna — historyczne więzienia rzymskie. [przypis edytorski]
392. Kapitol — jedno z wzgórz rzymskich, od XII w. znajdowała się tam siedziba władz Rzymu oraz sądu. [przypis edytorski]
393. podesta — naczelnik w miastach włoskich w XII–XVI w., mający władzę administracyjną i wojskową. [przypis redakcyjny]
394. jatka (daw.) — rzeźnia. [przypis edytorski]
395. uncja — jednostka masy lub objętości. [przypis edytorski]
396. Madonno — tu: kobieto, moja pani (w oryginale: madonna, a nie Madonna). [przypis edytorski]
397. igra (daw.) — igraszka, zabawa. [przypis edytorski]
398. ubrdać sobie (pot.) — ubzdurać sobie. [przypis edytorski]
399. fawor (daw.) — przychylność. [przypis edytorski]
400. federpusz — pióropusz (w oryginale: pennacchio). [przypis edytorski]
401. rozczyniać — przygotowywać ciasto (na chleb). [przypis edytorski]
402. trel — śpiew o wysokich tonach. [przypis edytorski]
403. biedrzeniec — roślina o białych lub różowych kwiatkach, zebranych w formie grona. [przypis edytorski]
404. obrać — tu: pozbawić. [przypis edytorski]
405. gmerk (hist.) — godło, stempel rzemieślniczy (w oryginle verderame: grynszpan, patyna). [przypis edytorski]
406. siennik — wypchany worek służący jako materac. [przypis edytorski]
407. Quinanima — imię (w oryginale: Quinimina). [przypis edytorski]
408. złożenie — tu: forma, postać, ułożenie, budowa. [przypis edytorski]
409. szeląg — historyczna drobna moneta polska, miedziana lub srebrna; zgrać się do ostatniego szeląga, dziś: do ostatniego grosza. [przypis edytorski]
410. epistoła (daw.) — list. [przypis edytorski]
411. przeczże — czemuż. [przypis edytorski]
412. pludry (daw.) — krótkie spodnie. [przypis edytorski]
413. jagoda (daw.) — policzek. [przypis edytorski]
414. pozór (daw.) — wygląd; postawa ciała. [przypis edytorski]
415. sonet w stylu złotym — w oryginale wł.: cantafavola scritta d’oro. Cantafavola to nudna lub nieprawdopodobna opowieść, bełkot, także tradycyjna ludowa opowieść rytmiczna o dość żartobliwym charakterze; scritta d’oro: napisana złotem, na złoto. Zatem całość można tłumaczyć jako pozłacany bełkot. [przypis edytorski]
416. błaźnica (daw.) — młoda kobieta, podlotek. [przypis edytorski]
417. Laudamus (rel., łac. dosł.: chwalmy) — tu: początek hymnu pochwalnego. [przypis edytorski]
418. respons (łac.) — odpowiedź (szczególnie w liturgii). [przypis edytorski]
419. szpargał — zbędny papier, niepotrzebna rzecz. [przypis edytorski]
420. manu propria (łac.) — własnoręcznie. [przypis redakcyjny]
421. przeto (daw.) — zatem. [przypis edytorski]
422. wydwarzać (daw.) — czynić coś pretensjonalnym, fałszywie wytwornym. [przypis edytorski]
423. Za wszystkie złoto świata (...) W wonny sok z pomarańczy zmieńcie swe uryny. — oryginalny wiersz autora, który rzekomo zainspirował Williama Shakespeare’a do stworzenia Sonetu 130., wpisującego się w nurt poezji opiewającej w sposób satyryczny wyidealizowane piękno. [przypis edytorski]
424. zwierzchni (daw.) — wierzchni. [przypis edytorski]
425. zwyknąć — robić coś zazwyczaj, mieć w zwyczaju. [przypis edytorski]
426. manela — metalowa ozdoba: naramiennik lub bransoleta. [przypis redakcyjny]
427. kiesa — woreczek na pieniądze. [przypis edytorski]
428. kolera a. cholera — tu: złość, wściekłość. [przypis edytorski]
429. tuz (daw.) — as w grach karcianych. [przypis edytorski]
430. przepędzić — tu: spędzić. [przypis edytorski]
431. kardynał della Vella — w oryginale: de la Valle; prawdopodobnie Andrea della Valle (1463–1534), biskup i kardynał włoski. [przypis edytorski]
432. gracki (daw.) — zręczny, dzielny. [przypis edytorski]
433. sromota (daw.) — hańba, wstyd. [przypis edytorski]
434. oporządzić — tu: urządzić, załatwić, potraktować. [przypis edytorski]
435. postaw (daw.) — jednostka miary tkanin. [przypis edytorski]
436. Jan Medyceusz — prawdopodobnie Ludovico di Giovanni de’ Medici (1498–1526), słynny wł. kondotier. [przypis edytorski]
437. Mars (mit. rzym.) — rzymski bóg wojny. [przypis edytorski]
438. kolubryna — ciężkie działo oblężnicze. [przypis edytorski]
439. harcownik — żołnierz biorący udział w harcach, tzn. przed bitwą staczający z przeciwnikiem pojedynczą walkę. [przypis redakcyjny]
440. blanki — zwieńczenie murów obronnych w kształcie prostokątnych zębów; osłaniały łuczników. [przypis redakcyjny]
441. opończa — obszerny płaszcz lub peleryna bez rękawów. [przypis edytorski]
442. szyszak (hist.) — stożkowaty hełm bojowy. [przypis edytorski]
443. kondycja (daw.) — warunek. [przypis edytorski]
444. eksperiencja — doświadczenie. [przypis redakcyjny]
445. przytomność (daw.) — tu: obecność. [przypis edytorski]
446. duszny (daw.) — duchowy, dotyczący duszy. [przypis edytorski]
447. źrały a. źrzały (starop.) — dojrzały. [przypis edytorski]
448. obligowany (daw.) — zobowiązany; tu: zmuszony do wdzięczności lub posłuszeństwa. [przypis edytorski]
449. Maurowie — średniowieczne ludy (Berberowie i Arabowie), zamieszkujące Półwysep Iberyjski, które wywarły znaczny wpływ na kulturę Hiszpanii i Portugalii. [przypis edytorski]
450. radniej (daw.) — chętniej; tu: raczej. [przypis edytorski]
451. faramuszka — błahostka, drobnostka. [przypis edytorski]
452. Romanello — prawdopodobnie Giovanni Antonio Romanello, piętnastowieczny poeta wenecki. [przypis edytorski]
453. ponurzyć (daw.) — zanurzyć, pogrążyć. [przypis edytorski]
454. brzemienna (daw.) — ciężarna, w ciąży. [przypis edytorski]
455. wraz (daw.) — tu: jednocześnie, zarazem. [przypis edytorski]
456. zadzierzgnąć — zawiązać. [przypis edytorski]
457. zatrudnienie — tu: bycie czynnym, zajętym czymś; wywieść duszę z zatrudnienia: pozbawić życia. [przypis edytorski]
458. odjąć — odebrać. [przypis edytorski]
459. żywot (daw.) — brzuch, żołądek. [przypis edytorski]
460. konterfekt (daw.) — wizerunek, portret. [przypis edytorski]
461. wraży (daw.) — obcy, wrogi. [przypis edytorski]
462. upust (daw.) — odpływ, ściek. [przypis edytorski]
463. srogi (daw.) — ogromny, mocny. [przypis edytorski]
464. luty (daw.) — okrutny, dziki. [przypis edytorski]
465. jadowić się (daw.) — złościć się, irytować się. [przypis edytorski]
466. dworny (daw.) — uprzejmy, elegancki. [przypis edytorski]
467. odymać się — tu: nadymać się, wypełniać się. [przypis edytorski]
468. Arno — rzeka w środkowych Włoszech. [przypis edytorski]
469. sznurówka — tu: tasiemka do wiązania gorsetu. [przypis edytorski]
470. batog — mocny bat. [przypis edytorski]
471. kuma — tu: matka chrzestna (w oryginale wł.: comare). [przypis edytorski]
472. wczas (daw.) — wypoczynek. [przypis edytorski]
473. w paragon iść, wchodzić itp. — porównywać się z kimś. [przypis redakcyjny]
474. ustanowienie (daw.) — tu: decyzja, postanowienie. [przypis edytorski]