Jak zostałem humorystą

I oto okazuje się

że ten kawałek biurka

przede mną

to moja żona —

zresztą byłoby lepiej

gdybym używał słowa „ona”,

„kobieta”, może nawet

„dziewczyna”, mówią;

„żona” ma taką dziwną

etymologię i

robi z człowieka przedmiot.

Jesteśmy na to bardzo

uczuleni, mówią.

Wierzę im, dlaczego

miałbym im nie wierzyć?

Wracam do żony, wycieram ją

z kurzu szmatką

i chciałbym się o nią oprzeć

łokciem, uprzedmiotowić ją

do końca, niechby przyznała

że jest biurkiem, a ja

miałbym w dyskusji

nowy dowód rzeczowy.