Pustkowie
Boli, że boli
Co jeszcze?
Późną jesienią jadę pociągiem do rodziców
i pada deszcz, za szybą tworzą się sople
o takich kształtach, że ho ho.
Młodość naprzód dawała radę,
można się było wstrzelić precyzyjniej
śpiewając o płomieniach i miłości.
Czy myślę,
że zajdziemy tę prawdę od przodu jak starego psa
powtarzając w kółko, co już wie?
i dalej: myślę, że powinieneś pisać,
twoja [...] czeka na czytelnicze olśnienie;
teraz ten wiersz milczy. Tak,
wczorajszy smutek to było coś,
szedłem w nocy a od mojej ulicy milknął dźwięk piły.
T
Nie wiem co się dzieje,
to uczucie w kuchni,
w której poprzedni lokator wybił ścianę —
naprawdę to zrobił.
T, och ta litera, ten spokój.
Jedenaście gołębi na przejrzystym niebie,
księżyc w tyłku słońca,
co za różnica, pajęczynę czuję na rzęsie
ściskając buraczkowe okładki,
podpieram tę stodołę jak drąg.
Czasem to się dzieje,
idę przez przedpokój
i mówię do lustra: „dziś się ogolę”.