Żołnierz samochwał
Wstęp12
I. Treść i charakterystyka komedii
„Żołnierz samochwał”, imieniem Pyrgopolinices, wielce nadęty i wielce zarozumiały, zabrał młodzieńcowi ateńskiemu Pleusiklesowi podstępem jego przyjaciółkę, Filokomazjum, w czasie jego chwilowej nieobecności i uwiózł ją do Efezu. Tymczasem niewolnik Pleusiklesa, Palestrio, który po zniknięciu dziewczyny wybrał się z wieścią do swego pana, do Naupaktos, dostał się w ręce piratów, a od nich właśnie do owego żołnierza, Pyrgopolinicesa, mieszkającego obecnie razem z Filokomazjum w Efezie. Palestrio sprowadził natychmiast swego młodego pana do Efezu, gdzie umieścił go u starego znajomego, jowialnego Periplektomenusa, mieszkającego zaraz w sąsiednim domu obok żołnierza. Ażeby jednak Pleusikles mógł się spotykać z Filokomazjum, Palestrio przebił potajemnie ścianę dzielącą oba domy i urządził ukryte przejście z pokoju Filokomazjum do mieszkania Pleusiklesa w domu owego Periplektomenusa, sprzyjającego amorom młodych.
Wynalazek działa bez zarzutu, gdy nagle pewnego dnia — i tu się rozpoczyna nasza sztuka — współtowarzysz Palestriona, ale wierny niewolnik Pyrgopolinicesa, Sceledrus, zobaczył z dachu domu, przez górny otwór atrium3 w domu Periplektomenusa, całujących się Pleusiklesa i Filokomazjum. Spieszy zatem, by donieść o wszystkim żołnierzowi; ale Palestrio, chcąc temu za wszelką cenę przeszkodzić, w porozumieniu z Periplektomenusem chwyta się znakomitego planu; opowiada, a raczej każe sprytnej Filokomazjum, by opowiedziała Sceledrusowi — który oczywiście nic nie wie o owym tajnym przejściu — że właśnie do Periplektomenusa przyjechała w gościnę z Aten jej rodzona i bliźnia4 siostra, łudząco do niej podobna, i że ją zapewne widział ze swym kochankiem, a nie niewinną Filokomazjum. Sceledrus nie bardzo chce wierzyć, a nawet, ujrzawszy tę umyślnie mu przedstawioną i z domu Periplektomenusa wychodzącą rzekomą siostrę Filokomazjum, łapie ją i chce przemocą do domu żołnierza odprowadzić — ale kiedy widzi Filokomazjum raz w domu swego pana, a potem zaraz u Periplektomenusa, to znów u siebie w domu, spokojnie śpiącą — (zręczna dziewczyna przebiega tak prędko z domu do domu przez ukryte drzwi) — jest najzupełniej przekonany o rzeczywistym istnieniu dwóch sióstr, o niesłuszności swych podejrzeń i przeprasza nawet gorąco Periplektomenusa, że śmiał targnąć się na kobietę będącą u niego w gościnie.
Niebezpieczeństwo ze Sceledrusem zażegnane, ale Palestrio obmyśla dalszy plan, by żołnierzowi dziewczynę zupełnie odebrać. W tym celu opowiada żołnierzowi, zarozumiałemu szczególnie na punkcie swej urody i wzięcia u kobiet, że młoda żona Periplektomenusa umiera z tęsknoty za nim, pragnąc mu ofiarować swą miłość, i że nawet w tym celu wypędziła swego męża z domu (będącego jej osobistą własnością). Periplektomenus nie ma wprawdzie żony, ale sprytny Palestrio przebiera za jego małżonkę specjalnie w tym celu sprowadzoną heterę5 Akroteleutium i przedstawia ją żołnierzowi jako zakochaną w nim żonę starego Periplektomenusa, oczekującą tylko na przybycie ubóstwianego wojownika. Żołnierz jest na tyle głupi i zarozumiały, że wszystkiemu wierzy, aby zaś dla tej nowej miłości pozbyć się Filokomazjum, za mądrą radą Palestriona odprawia ją ze wszystkimi podarunkami i każe jej wracać do Aten razem z siostrą i matką, która tu rzekomo miała przyjechać po nią. Zabiera ją sam właściciel statku, a Pyrgopolinices, zadowolony, że się tak łatwo pozbywa nieporęcznej mu teraz konkubiny, dodaje jej nadto niewolnika Palestriona i nie może nawet przypuszczać, że owym retmanem6, który zabiera Filokomazjum i Palestriona jest — przebrany Pleusikles.
Ale żołnierza spotyka jeszcze zasłużona kara za jego bezgraniczną zarozumiałość: w chwili, gdy pełen miłości wchodzi do domu Periplektomenusa, by spotkać się z jego rzekomą żoną, rzucają się na niego nastawieni pachołkowie, łapią jako naruszającego niby cudze ognisko domowe, okładają niemiłosiernie kijami i grożą nawet najdotkliwszą karą, jaka go może spotkać jako mężczyznę; zbity i śmiertelnie przerażony, przyrzeka żołnierz wszystko, czego od niego żądają, prosząc, by mu tylko resztę kary darowano; wypuszczony wreszcie na wolność, wraca do domu, gdzie się dowiaduje, że Filokomazjum wraz z kosztownościami i z Pleusiklesem, jako też i niewolnik Palestrio, sprawca wszystkiego, znajdują się już daleko na pełnym morzu.
Jest to najsławniejsza i niewątpliwie jedna z najlepszych sztuk Plauta, a sławę swoją zawdzięcza głównie postaci żołnierza-samochwała, tej postaci, której charakterystyka zadecydowała o typie sztuki. Nie jest to oczywiście komedia charakteru w tym sensie, jak np. Molierowski Mizantrop lub Świętoszek, gdzie każdy istotny szczegół akcji wynika organicznie z cech charakterystycznych bohatera, ale widoczną jest przecież rzeczą, że druga i to decydująca część intrygi Żołnierza, tj. zwabienie go na rzekomą schadzkę, wiąże się ściśle z jego zarozumiałością i donżuanerią7, tj. z głównymi cechami jego charakteru, bez których nie byłoby sztuki. Ale że obok tego cała sztuka opiera się na sprytnie przeprowadzonych pomysłach intrygującego niewolnika, przeto najtrafniej będzie chyba nazwać tę sztukę komedią intrygi i charakteru, jako że właściwie żadna ze sztuk Plautowskich nie da się bez reszty zamknąć w jakiejkolwiek szufladzie klasyfikacyjnej starożytnej czy nowożytnej teorii.
Pyrgopolinices jest kondotierem8 króla Syrii Seleukosa, dla którego werbuje żołnierzy, i to oficerem kawalerii, wyrażającym się z pogardą o „marnych piechociarkach”, peditastelli. Mieczem swoim, który przejęty szaloną odwagą swego pana „sam z pochwy się wyrywa do walki”, zdobył sobie sławę we wszystkich możliwych, a zwłaszcza niemożliwych krajach Europy i Azji, gdzie omalże nie zabijał za jednym zamachem po pięciuset, a dziennie przeciętnie po siedem tysięcy ludzi; jednym dmuchnięciem zabijał całe pułki, a raz nawet w Indiach strzaskał pięścią biodro słoniowi, i to tylko trąciwszy go „od niechcenia” (at indiligenter ieceram). Lubi, żeby go nazywać Achillesem lub jego bratem, i odznacza się nie tylko tarczą tak błyszczącą, że sam jej blask przeraża nieprzyjaciół, lecz także niezwykle pięknymi kędziorami (cincinnatus), utrefionymi w kunsztowne loki, kapiące od wonnych maści. Równie jak odwagą, zabłysnął i urodą, bo jest (jak twierdzi) „wnukiem samej Wenery9”, i tym tłumaczy się jego nieprzezwyciężony urok, biorący w jasyr10 wszystkie bez wyjątku serca niewieście — jak sam w to przynajmniej silnie wierzy. Ba, nawet skarży się raz z głębokim westchnieniem na to zbytnie powodzenie u kobiet, które rzekomo szaleją za nim i gonią po prostu tak, że nawet swym zajęciom spokojnie oddać się nie może. Niesłychana jego zarozumiałość i buta cechuje każdy jego ruch i każde jego słowo, ale w ciągu sztuki okazuje się, że sławny ten „zdobywca miast i pogromca królów” (urbicapus, occisor regum) jest porządnie tchórzem podszyty i w ostatniej scenie, złapany przez Periplektomenusa, już tylko bardzo pokornie prosi i żebrze o łaskę.
Stałym jego towarzyszem — bo tylko chwilowo nie ma go w ciągu sztuki (p. w. 1076), jest Artotrogus-Łuszczybochenek, zawodowy pieczeniarz, który żołnierzowi zawsze nadskakuje, umie zręcznie wyzyskać jego zarozumiałość i głupotę najdzikszymi pochlebstwami i stale ma na zawołanie całą litanię jego przewag — których zresztą nigdy nie było. Wszystko tylko po to, by nie stracić dobrego jadła, bo gdzie może, naigrawa się najbezczelniej i naśmiewa ze swojego pana za jego plecami, zwłaszcza gdy podbija jego dumę z boskiej rzekomo urody.
Ta wiara żołnierza w ów nieprzezwyciężony i bezwzględny urok, jaki wywiera na wszystkie kobiety, jest przyczyną jego katastrofy, którą sprowadza na niego chytry niewolnik Palestrio. Wierny, całą duszą swemu młodemu panu oddany, wytężył wszystkie swoje siły, by Pleusiklesowi odszukać i odzyskać kochankę. Jest też sprężyną całej akcji i aranżerem wszystkich podstępów, prawdziwy „architekt pomysłów”, które go nigdy nie zawodzą, ku największej radości... widzów. W pożegnalnej scenie z żołnierzem, kiedy ma już odjeżdżać razem z Filokomazjum, okpiwszy głupiego oficera na całej linii, tak znakomicie udaje swój żal z powodu odjazdu, że aż za dobrze, bo żołnierz, wzruszony jego przywiązaniem, chce go w końcu zatrzymać, przeciw czemu Palestrio musi znów bronić się energicznie, apelując do obowiązku dotrzymania raz danego słowa i zapewniając z westchnieniem, że on już „ścierpi, cokolwiek wypadnie”. Dla kontrastu dodał mu autor znakomicie skreśloną postać poczciwego, ale nie bardzo mądrego sługi, Sceledrusa, który pomimo zaciętej obrony i wszelkich (jakże naiwnych!) wysiłków staje się komiczną ofiarą przebiegłego kolegi.
Palestrio występuje jakby imperator, naczelny dowódca sił zbrojnych, oblegających i atakujących znienawidzonego wroga, Pyrgopolinicesa, a wszystkie inne postaci stojące po jego stronie są tylko szeregowcami, których ćwiczy i z którymi odbywa nawet dwukrotnie taktyczne repetycje, by zapewnić powodzenie swojemu stratagème’owi11. Spośród tych „szeregowców” walnie dopomagają mu, przechodząc nawet jego oczekiwania, wszystkie trzy niewiasty, które autor wyposażył w samą kwintesencję najwyszukańszego kobiecego sprytu i przebiegłości, nie odbierając im jednak przez to zupełnie sympatyczności, nie roniąc ani krzty z tego dziwnego wdzięku, jaki mają zawsze i wszędzie młodość, szczera radość życia i uroda. Zawiązawszy kobiecą „spółkę chytrości” (conlatio malitiarum), rozkoszują się one — wraz z publicznością — wszystkimi swoimi podejściami, kpinami, złośliwościami, którymi zarzynają po prostu bezlitośnie znienawidzonego żołnierza: „samochwała ze łbem w lokach, gacha z pachnidłami”. Przy tym wszystkim Filokomazjum ma wybitne cechy znanych ze sztuk Plautowskich tzw. „dobrych heter”12, które szczerze i prawdziwie kochają jednego; Akroteleutium, zwana „fregatką”, jest raczej heterą swawolną i złośliwą, ale nie mniej sympatyczną niż Filokomazjum, a Milfidippa to typowa sprytna pokojówka, która znakomicie „pośredniczy” między żołnierzem a swą panią.
Najmniej zaufania ma „generał” Palestrio do „szeregowca” Pleusiklesa, którego, jako ciężko zakochanego, uważa za niespełna rozumu. I słusznie. Stęskniony młodzieniec gra wprawdzie niezgorzej swą rolę „retmana”, ale w chwili, gdy ujrzał swą tak dawno nie widzianą kochankę, traci zupełnie głowę i zachowuje się tak nieostrożnie, iż budzi podejrzenia nawet u przegłupiego żołnierza i omalże nie niweczy całego planu.
Podstawą operacyjną tej strategicznej grupy atakującej zrobił Palestrio dom Periplektomenusa, sympatycznego obywatela, który ze wszystkim oddał się na usługi „imperatora” i jego „armii”. Periplektomenus to rzeczywiście „miły półstaruszek” (lepidus semisenex), jak go nazywa Palestrio, stary wprawdzie kawaler, ale zawsze wesoły i jowialny, który znajduje szczerą satysfakcję w tym, że może młodych, kochających się, wspierać, bo też i sam ma w tym względzie miłe a obfite wspomnienia ze swej młodości, jako „wychowany na chlebie Wenery” (plane educatus in nutricatu Venerio), i wyraźnie oświadcza:
Bo kto kiedyś sam nie kochał, ten pojąć nie zdoła,
co ma w głowie zakochany.
Kiedy mu Pleusikles dziękuje za wszystkie przysługi, staruszek się rozgaduje i dużo o sobie opowiada, może nawet za dużo, aż mu Palestrio musi zwracać uwagę, że czas wrócić do rzeczy. Lubi on młodych i ich wesołe towarzystwo i sam jest niezgorszym towarzyszem zabawy, bo czuje jeszcze wigor w kościach, choć już ma przeszło pięćdziesiątkę na karku. Za nic w świecie by się nie ożenił, pomimo łatwych okazji, bo woli mieć swobodę i spokój w swym domu, do którego wpuścić nie chce stworzenia „ciągle ujadającego” (obiltratricem). Takie niezbyt pochlebne dla kobiet zdanie rozpoczyna jego polemikę przeciw małżeństwu, w której odnajdujemy typowe dla „komedii nowej”13narzekanie na liczne przywary kobiece: danina multa mulierum.
Jest to zarazem człowiek prawdziwie wytworny, z humorem piętnujący objawy banalnej elegancji, przez którą przebija istotny brak dobrego wychowania (proletarius sermo, mali mores). Kiedy Pleusikles, zażenowany ogromną szczodrobliwością Periplektomenusa, usiłuje protestować przeciw zbyt wielkim wydatkom na ucztę, z jego okazji urządzaną, stary obrusza się dobrotliwie i krytykuje dosadnie małomiasteczkowe „ceremonie” przy jedzeniu, które jednak nie przeszkadzają tym ceremoniantom sprzątać ze stołu wszystkiego, co się tam pokaże. Ta krytyka złych manier pochodzi bez wątpienia z eleganckiej Grecji i z greckiej sztuki — podobnym, ale młodym wytwornisiem był zapewne w greckim oryginale pierwowzór Terencjuszowskiego14 młodzieńca Cherei (z Eunucha), który sam siebie nazywa „wytwornym znawcą urody” (elegans formarum spectator) — ale jeśli Plautus to przejął, wiedząc zapewne dobrze, że będzie zrozumiany przez swą publiczność, jest to dla nas dowodem, że nie brak było w Rzymie już wówczas ludzi z wytworniejszym wychowaniem.
Obrazu dopełniają nieźle obaj chłopcy do posług, wyszczekani i obrotni, tudzież kucharz Kario, który znakomicie gra swą rolę niedoszłego operatora w zakończeniu sztuki. Jest to typ, który ma za sobą całą historię w zakresie greckiej i rzymskiej komedii, a często występuje z wybitną cechą złośliwego i uszczypliwego dowcipu15, który i tutaj cały jego występ znamionuje.
Orientację widzów o wypadkach poprzedzających samą sztukę i do jej zrozumienia potrzebnych daje autor w osobnym występie Palestriona (a więc jednej z osób sztuki), który wypadając właściwie z roli i łamiąc iluzję sceniczną — podobnie jak to zrobił w Kupcu (p. Wstęp, s. XIV i n.) Charinus, gdy opowiadał „o treści sztuki i o swej miłości” — podaje wyjaśnienie sytuacji, poprzedzone nazwiskiem greckiej i rzymskiej sztuki. To jednak zasługuje na uwagę, że tutaj ten prolog — bo jest to prolog właściwie — umieszczono nie na samym początku sztuki, ale dopiero po pierwszej scenie między żołnierzem a jego pieczeniarzem. Scena ta, jakby przygrywka, służy tylko do zapoznania widzów z główną osobą sztuki i jej charakterem; pieczeniarz występujący tutaj nie ukazuje się już później zupełnie, „wysłany do króla Seleukosa” (w. 1066 i n.), jest więc tak zwaną „osobą wstępową” (πρόσωπον προτατικόν) wprowadzoną tylko po to, by żołnierz miał z kim rozmawiać, okazując przez to swe cechy charakterystyczne. Zresztą tylko dzięki jego nieobecności udaje się cała intryga.
Niektórzy uczeni stawiają kompozycji tej sztuki szereg zarzutów, z których najważniejszym jest ten, że są to niejako, zupełnie bez połączenia organicznego, mechanicznie tylko zestawione dwa pomysły: w pierwszej części sztuki motyw przebicia ściany, a w drugiej motyw podstawionej „żony” Periplektomenusa, przy czym rzekomo motyw pierwszy nie gra żadnej roli w drugiej części sztuki. Na podstawie tych zarzutów wnioskują, że komedię swą złożył Plautus z dwóch sztuk greckich o różnych motywach i nie dość sprytnie akcję całą powiązał, czyli że mielibyśmy tu typowy przykład tzw. „kontaminacji”16. Zarzuty te nie są słuszne, bo oba główne motywy intrygi nie przeszkadzają sobie bynajmniej. Przebicie ściany wraz z pomysłem sobowtórów służy tylko do ułatwienia kochankom spotykania się, a gdy ich Sceledrus zobaczył, do obałamucenia go, że tylko siostrę bliźnią widział; do faktycznego odebrania żołnierzowi dziewczyny trzeba było innego pomysłu, i do tego celu służy motyw podstawionej, zakochanej „żony” sąsiada. Pomimo to sprawa przebitej ściany i owych rzekomych sióstr bliźnich nie idzie bynajmniej w zapomnienie: owszem i w drugiej części sztuki wybitną gra rolę (np. w. 1243; 915 i n.; 1097 i n.; 1259; 1307; 1510; 1514), tak że całą akcję od początku do końca można uważać na ogół za należycie związaną. Następnie, jeśli są w kompozycji tej sztuki jeszcze innego rodzaju usterki, to nie muszą być one bynajmniej dowodem „kontaminacji” u Plauta, jako że i greckie oryginały nie zawsze były bez zarzutu. Zresztą Plautus pisał swoje sztuki nie dla krytyków literatury i filologów, ale dla swej swojskiej publiczności, która patrząc na scenę, porwana komizmem danej chwili, nie widziała w ogóle żadnych „usterek kompozycyjnych”.
A było na co patrzeć, bo sztuka obfituje w świetne sytuacje, które zapewne, że są „przeszarżowane”, ale nie mniej przez to komiczne. Należy tu m.in. scena wywiedzenia w pole biednego Sceledrusa, który w końcu traci zaufanie do własnych oczu i wierzy, że wcale nie widział tego... co widział, dalej rozmowa żołnierza z Palestrionem i Milfidippą, gdy ci dwoje w wirtuozowski sposób wciągają go w sidła, na wyścigi kpiąc sobie z tego niby-Donżuana i sami przy tym, rozbawieni, pokładają się ze śmiechu za jego plecami, „audiencja” udzielona przez Pyrgopolinicesa nieszczęśliwie zakochanej „żonie” sąsiada, która na widok wielkiego, a tak urodziwego rycerza niby aż drży i mdleje z wrażenia, słowa przemówić nie mogąc, pożegnanie się „bohatera” z Filokomazjum, gdy ta jakoby aż zanosi się od płaczu, iż musi go opuścić — wszystko to momenty, w których ta zdrowa, czysto italska Lust am Trug17, radość z wszelkiego imbroglio18 w stosunku do ukochanego bliźniego, prawdziwe święci tryumfy. Przy tym nie zapomniał Plautus także i o tej mniej wybrednej plebecula, publiczności „z galerii” (summa cavea), dodając dla niej soczystą scenę sromotnego obicia nieszczęsnego Donżuana, którą to sceną, wśród efektów niemal czysto cyrkowych, kończy się sztuka. Bo oklaski rozbawionych widzów głuszyły zapewne te kilka wierszy epilogu, w których Plautus, bez przekonania, ale dla zadośćuczynienia oficjalnej moralności, w sposób zgoła nieprawdopodobny każe obitemu żołnierzowi wygłaszać budujące uwagi.
Żołnierz ma bardzo mało miar czysto lirycznych, bo jest w nim (w oryginale), podobnie jak w Komedii oślej, jedna tylko wybitniejsza partia śpiewana19, a mianowicie anapestyczne20 canticum21, w które ujął Plautus ową, wspomnianą wyżej, kapitalną i niezmiernie ożywioną scenę drwin z Żołnierza przez Palestriona i Milfidippę (w. 1139–1250).
Ten uderzający brak liryki, której Plautus na ogół tak chętnie hołdował, ale w której niewątpliwie dopiero z czasem dochodził do wprawy, wskazuje najwidoczniej, że jest to jedna z wczesnych sztuk jego. Zgodnie z tym pewną wskazówkę chronologiczną zyskujemy dzięki wyraźnej aluzji do „ukarania poety rzymskiego” (w. 231 i n.), którym był niewątpliwie Newiusz, tak że na czas jego katastrofy, tj. na rok 204 p.n.e. przypada zapewne pierwsze przedstawienie Żołnierza.
O oryginale greckim nic pewnego nie wiemy, pomimo że z prologu znamy jego tytuł: Άλαζών, tj. Samochwał:
Alazon się po grecku zowie ta komedia,
My na to po łacinie Samochwał mówimy.
w. 86 i n.
Przez porównanie Plautowskiego samochwała Pyrgopolinicesa z Terencjuszowskim Thrasonem (w Eunuchu), okazuje się, że Plautowski żołnierz posiada rysy znacznie jaskrawsze i przechodzi po prostu w karykaturę. Ponieważ Thraso pochodzi od Menandra22, co sam Terencjusz wyraźnie zaznacza, przeto wnioskują uczeni, że typ Plautowskiego żołnierza stworzył jakiś naśladowca i następca Menandra, chcący w nakładaniu śmiesznych barw Menandra niejako przelicytować. W takim razie pierwowzór Plautowskiego Żołnierza samochwała pochodziłby od jakiegoś pisarza greckiej „komedii nowej” z epoki pomenandrowskiej, co godziłoby się z przyjmowanym na ogół oznaczeniem daty greckiego Alazona na czas około r. 300 p.n.e., opartym głównie na wzmiankach Pyrgopolinicesa o syryjskim królu Seleukosie (w. 75, 1067, 1069). Nie trzeba jednak pomijać możliwości, że te przesadnie komiczne rysy pochodzą od samego Plauta, który może tak na swój sposób przerobił i ożywił spokojny typ Menandrowski, podczas gdy Terencjusz zachował wiernie charakterystykę oryginału. W każdym razie sztuka Terencjuszowska, z postacią samochwała Thrasona i nieodstępnego pieczeniarza Gnathona, tudzież znane już nieco dokładniej z nowo znalezionych fragmentów greckie źródło Terencjusza: Κόλαξ (Pochlebca) Menandra, gdzie również tę parę: żołnierza (Biasa) i pieczeniarza (Struthiasa) znajdujemy, każą przypuszczać (wobec braku dawniejszych przykładów), że połączenie tych dwóch postaci, samochwała i pochlebcy, widoczne również i w Plautowskiej sztuce, datuje się od Menandra.
Ktokolwiek jednak był pierwowzorem Plauta, to wysoki stopień oryginalności23, jakim odznacza się w swych przeróbkach rzymski poeta, pozwala na przypuszczenie, że grecki autor może nawet nie poznałby swej sztuki w jej łacińskiej szacie.
II. Postaci sztuki
Wszystkie postaci tej sztuki mają za sobą już całą historię w rozwoju komedii grecko-rzymskiej i europejskiej; wystarczy wspomnieć o najważniejszych.
Żołnierz-samochwał jest jedną z bardzo częstych, par excellence24 rozweselających postaci w rzymskiej komedii, ale poza Terencjuszowskim, wspomnianym już Thrasonem, najlepiej jest nam znany z Plauta, u którego aż w sześciu sztukach występuje. Naczelnym tej postaci rysem jest głupota, krzykliwa głupota, przebijająca się w najrozmaitszy sposób we wszystkich jego wystąpieniach i stanowiąca z reguły nader obfite źródło najpocieszniejszych efektów. Żołnierz Plautowski wchodzi na scenę zawsze z ogromnym wrzaskiem, który już z daleka słychać, i z potężnym rozmachem, „płaszcz jak falę wzdymając”, stale „nadęty”, jak przystało na zdobywcę grodów i zabójcę królów, za jakiego się uważa, zawsze przywykły tylko do rozkazujących wystąpień. Ma on zwykle buńczuczne i wojownicze imię, bo zwie się np. „Bitwosławski” (Cleomachus), „Gęstomieczobójca” (Polymachaeroplagides), „Basztomiastoburz” (Pyrgopolinices), albo też ma nazwisko dziwnie długie w swej wytworności dostojnej, np.: „Therapontigonus-Platagidorus”, lub „Bombomachides-Clutomestorides-Archides”, tak że wypisane „wypełnia aż cztery tabliczki”, przy czym w herbie miewa on tak imponujące symbole jak np. „rycerz rozcinający szablą słonia na dwoje”.
Głupota jego występuje na jaw zwłaszcza w zamiłowaniu do samochwalstwa, co zjednało temu typowi nazwę gatunkową miles gloriosus lub miles gloriator. Opowiada on — sam lub ktoś w jego imieniu, znakomicie go wyręczający — niestworzone rzeczy o niezwykłych przewagach wojennych, ba nawet o zwycięskiej walce z ludźmi latającymi w powietrzu (homines volatici), jak w Punijczyku:
ANTAMENIDES (żołnierz)
...Więc tak, jak zacząłem,
Lykusie, o tej bitwie mówić pentetrońskiej,
Gdziem to zabił w dniu jednym, własnymi rękami
Skrzydlatych ludzi całe — sześćdziesiąt tysięcy...
LYKUS
Ludzi, mówisz, skrzydlatych?
ANTAMENIDES
Tak jest, najwyraźniej.
LYKUS
Ale czyż są — na bogów — gdzieś ludzie skrzydlaci?
ANTAMENIDES
Byli — lecz ich wybiłem.
LYKUS
Jakeś to potrafił?
ANTAMENIDES
Zaraz powiem: wydałem legionowi proce
I lep; pod nim zaś kładli liście podbiałowe.
LYKUS
A to po co?
ANTAMENIDES
By lep się do proc nie przylepiał.
Lepu do proc wkładali dosyć duże gałki,
I nimim25 strzelać kazał do tychże latawców.
Krótko mówiąc: gdy tylko lep kogo uderzył,
Nuże padać na ziemię — tak gęsto jak gruszki.
A gdy tylko padł który, wraz26 go zabijałem
Własnym piórem, skróś27 mózgu, niby jak jarząbka28!
(w. 471 i n.)
Opowiadań tych zwykle nikt słuchać nie chce, co takiego rycerza niesłychanie irytuje; nic dziwnego, że ma tych bajań już dosyć własny niewolnik (jak w Żołnierzu), ale nawet stręczyciel, sowicie przez żołnierza opłacany i zapraszający go nawet do siebie na ucztę, od tych bredni się odrzeka:
ANTAMENIDES
A więc ty mi nie wierzysz?
LYKUS
Wierzę — tak jak trzeba.
Wejdźmy tutaj.
ANTAMENIDES
Lecz zanim ofiary wyniosą,
Ja ci tutaj opowiem jeszcze jedną bitwę.
LYKUS
Dziękuję.
ANTAMENIDES
Ależ słuchaj —
LYKUS
Za nic!
ANTAMENIDES
Co to? Jak to?
Ja ci pałkę, dalibóg, pięściami rozłupię,
Jeśli słuchać nie zechcesz albo — iść do kata!
LYKUS
To już wolę do kata!
(w. 496 i n.)
Być może, że czasem i publiczności było tych przechwałek za dużo, i dlatego raz wprowadza Plautus żołnierza, któremu nie pozwalają rozpuszczać języka29, a drugi raz taki rycerz przy pierwszym wejściu zapowiada widzom, „by nie czekali, aż zacznie opowiadać o swych bitwach, bo to (wyjątkowo) nie jest jego zwyczajem”30.
Żołnierz jest zarozumiały nie tylko ze swych rzekomych czynów wojennych i pieniędzy, które mierzy na „tysiące korcy31”, ale również i z urody, gdyż uważa się po prostu za „brata Achillesa i wnuka samej Wenery”. Bywa on też stale rywalem młodzieńca zakochanego, rywalem niebezpiecznym, nie tyle ze względu na swą urodę, ile na pieniądze (których zwykle brak młodzieńcowi), ale nigdy nie zwycięża, bo dzięki swej głupocie bywa stale w takich wypadkach wywiedziony w pole albo sromotnie skompromitowany.
Przy okazji tych zatargów o kochankę okazuje się on zwykle niesłychanie rozindyczony, szarpie się, rzuca i wygraża, skacze po scenie jak kogut rozzłoszczony — ale z reguły nikt sobie z tego wszystkiego nic nie robi. Ta jego „szalona odwaga i zaciekłość” w rezultacie okazuje się tylko zwykłą fanfaronadą32, spod której zawsze najpodlejsze tchórzostwo wychodzi. Tak np. w Punijczyku dziki i straszne pogróżki na swego rywala miotający Antamenides, pod którego stopami scena się trzęsie — usłyszawszy wzmiankę o służbie, cichnie od razu:
ANTAMENIDES
wrzeszczy
Tyś, widzę, nie mężczyzna, lecz niewieściuch jakiś!
AGORASTOKLES
Ja niewieściuch? Chcesz wiedzieć? Hola, niewolnicy,
Przynieście no tu kije!
ANTAMENIDES
zmieniając ton
No, no — jeśli w żarcie
Coś tutaj powiedziałem, nie bierzże na serio...
(w. 1319 i n.)
Taki typ zarozumialca i śmiesznego samochwała w ogóle (άλαζών) jest wytworem greckim, a najdawniejsze określenie tej właściwości charakteru spotykamy w Cyropedii33 Ksenofonta, gdzie czytamy następujące słowa, włożone w usta samego Cyrusa: „Zdaje mi się, że nazwa alazon oznacza ludzi, którzy udają bogatszych i dzielniejszych, niż są w rzeczywistości, którzy przyrzekają zrobić to, czego dokonać nie potrafią, i co do których nie ma wątpliwości, iż wszystko to robią dla zdobycia czegoś czy dla zysku”. Pojęcie to ulega pewnym zmianom i zabarwieniom, ale jego istota pozostaje zawsze ta sama: typ człowieka, który w natrętny, krzykliwy sposób i za wszelką cenę chce się okazać czymś znacznie lepszym, niż jest w rzeczywistości. Takich alazonów spotkać można w greckiej literaturze przede wszystkim w zakresie przedstawianych czy omawianych zawodów i stanów, a więc na to miano zasługują sobie np. retorowie i demagogowie, obiecujący to, czego dotrzymać nie mogą i nie myślą, kiepscy filozofowie i sofiści, za dużo albo za mało natchnieni poeci, wreszcie wróżbiarze, cudotwórcy i cudowni lekarze. Tę nazwę otrzymują wreszcie i kucharze, zbyt zarozumiali na swą „boską” sztukę psucia ludziom żołądków — ale najwięcej nadawała się ona chyba do określenia przechwalającego się swymi czynami wojownika.
Wielce charakterystyczną jest tutaj skłonność Greków, choć tak zamiłowanych w ćwiczeniach fizycznych, by przewagę mięśni i na niej jedynie opartą wyższość danego osobnika nad innymi łączyć w swych obserwacjach z pewnym upośledzeniem władz umysłowych; dlatego np. Herakles bardzo często występuje w greckiej literaturze jako niezbyt mądry, ale za to bardzo żarłoczny siłacz, dlatego Eurypides z taką pogardą odnosi się do atletów (frg. 282 N.), a postać pewnego siebie i do rozkazywania przywykłego wodza bardzo często okazuje rysy komiczne. Przecież już charakterystyka boga wojny u Homera nie jest wolna od pewnego cichego komizmu, który później głośno wystąpi u potomków Aresa34 w samej Grecji i... nie tylko w Grecji. Wystarczy przypomnieć ten ustęp z Iliady (V, 859 i n.), gdzie czytamy, że nieśmiertelny ten wojownik, zraniony w bitwie, narobił tyle wrzasku, „co dziewięć albo dziesięć tysięcy mężów zrywających się do bitwy”, lub jeden opis z Odysei (VIII, 266 i n.) z „kroniki skandalów” dworu olimpijskiego, gdzie to Ares złapany na gorącym uczynku35 staje się pośmiewiskiem wszystkich niebian za to, że dał się złapać — jako że erotyczne przygody należą przecież do głównych rysów charakterystyki zarozumiałych wojowników. Później typ ośmieszonego wojownika znajdujemy w farsie megarejskiej36 i tzw. komedii sycylijskiej, tudzież w „starej komedii” attyckiej. Jest nim np. u Arystofanesa37 Lamachos38, ów „dziko odważny generał z groźnym obliczem Gorgony na tarczy i aż z trzema potężnymi kitami na hełmie” (Acharn.39 w. 964 i n.), czy Kleonymos40, tylokrotnie przez tegoż poetę wyszydzany (Acharn., Chmury, Rycerze, Osy, Pokój, Ptaki), a u komika Platona41 Pizander42, wyśmiany w sztuce pt. Peisandros.
Najznakomitszym jednak podłożem, na którym szczególnie bujnie wyrastały postaci tych alazonów wojskowych, była służba najemna za granicą, która od czasów Ksenofonta43 przybiera coraz większe rozmiary i wytwarza typ starożytnych kondotierów, z racji swego zawodu i chęci uzyskania stanowiska zmuszonych do przedstawiania swych przewag wojskowych w możliwie efektowny, najczęściej mocno przesadny lub zgoła fantastyczny sposób. Same niemal o to prosiły się te wielkie wyprawy w nieznane kraje Wschodu, te olbrzymie bitwy i zwycięstwa, te niezwykłe oblężenia i zdobywania miast o nieprawdopodobnych wprost skarbach i bogactwach. Nic dziwnego zatem, że postać takiego zarozumiałego, a niezbyt mądrego wojownika, cuda o sobie opowiadającego, znalazła się w „komedii nowej”, oddającej wiernie życie epoki aleksandryjskiej44, i że spotykamy ją tutaj bardzo często, tym więcej że istniała ona przecież, choć w innej inkarnacji45 — jak to wyżej wspomniano — już w „komedii starej”.
Oprócz rzymskiej komedii, gdzie gra on w ogóle bardzo ważną rolę, występuje ten typ również w rzymskiej farsie atellańskiej46, jako tzw. wojowniczy kogut, Kikirros, a później, na scenach europejskich, potomstwo jego jest Legion47, jak to niżej zobaczymy.
Również i pasożyt-pieczeniarz, najczęściej nieodstępny towarzysz żołnierza-samochwała, jest zwykle u Plauta rozweselającą postacią, zawodowym niemal wesołkiem sztuki, tak jak to jeden z Plautowskich pieczeniarzy, imieniem „Śmieszek” (Gelasimus ze Stichusa) sam o sobie mówi:
Ojciec nazwał mnie „Śmieszkiem”, gdym był jeszcze mały,
Bom ja już od małego chłopaczka był śmieszny,
Gdyż ubóstwo zmuszało, bym śmiech umiał wzbudzać.
(w. 174 i n.)
Zawodem pieczeniarza jest to, że nie ma on żadnego zawodu; główną jego cechę charakterystyczną stanowi wieczny, nigdy nie nasycony apetyt, gdyż nie tylko „ojcem jego jest Głód, ale on sam jest głodem brzemienny”; w każdym razie najistotniejszym dla niego jest pytanie, które w razie wezwania go w jakiejś sprawie stawia zaraz na samym początku: „gdzie się będzie jadło?” (ubi essuri sumus?). Toteż cała jego dusza jest w brzuchu i dla brzucha (ventris causa) gotów jest wszystko zrobić: nie tylko znosić wszelkie upokorzenia, ale nawet córkę własną sprzedać, jak Saturio w Persie, w którego modlitwie nawet brzuch jego należne znalazł miejsce obok córki:
Niech się szczęści mnie, tobie i memu brzuchowi itd.
(w. 329 i n.)
Inny pieczeniarz znów (Penikulus w Braciach) wyraża przekonanie, że żadne więzy ani nawet łańcuchy nie mogą człowieka tak przywiązać jak dobre jedzenie, i takie też „więzy jedzeniowe” (vincla escaria) zaleca tym, co kogoś chcą na zawsze przy sobie utrzymać. Za jedzeniem bowiem pójdzie pieczeniarz „nawet na krzyż”.
Nic dziwnego zatem, że taki wielbiciel brzucha przy danej okazji, np. zaproszony na obiad, „je za ośmiu”, a wpuszczony do spiżarni (jak w Jeńcach), robi we wszystkich zapasach niesłychane spustoszenie, niby „wilk głodny” (lupus esuriens) — i tę żarłoczność jego podkreśla starożytna, klasyczna terminologia, nazywając tę postać: parasitus edax. Dla zaspokojenia wiecznego głodu wprasza się zawsze i wszędzie — bo pieczeniarz żywi się z reguły „cudzym chlebem, jak mysz” — i wie o każdej szykującej się uczcie, gdzie zjawia się zwykle nawet nieproszony, a zwłaszcza przyczepia się na stałe do jakiejś ofiary, której już nigdy jak cień nieodstępny nie opuszcza, uważając tego człowieka za swego „króla” i „geniusza opiekuńczego”. I tak z ośmiu pieczeniarzy Plautowskich48 tylko jeden Saturio w Persie jest „wolno praktykującym”, inni zaś są totumfackimi49 już to paniczów (najczęściej zakochanych), już to hulających małżonków, już to żołnierzy.
To przyczepianie się jego polega na tym, że narzuca się zwykle natrętnie z wszystkimi, nawet najwięcej poniżającymi przysługami, które powoli czynią go niezbędnym, zawsze pełen jest najrozmaitszych żartów, przy czym każde, choćby mimowolne reagowanie, umie wyzyskać na swą korzyść, przytakuje zawsze i przy każdej okazji (id enim quod tu vis, id aio atque id nego), a zwłaszcza pełen jest najbezczelniejszych pochlebstw. To przychlebianie się właśnie (κολακεύειν) stanowi drugą jego wybitną cechę, uchwyconą w określeniu κόλαξ, parasitus colax (określenie Terencjuszowskie).
Pochlebstwo znajduje przyjęcie tym lepsze, im większą napotyka głupotę, toteż najidealniejszym i najefektowniejszym staje się połączenie pieczeniarza-pochlebcy z głupim żołnierzem, jak właśnie w Samochwale, gdzie pieczeniarz Artotrogus jest jakby drugą duszą i znakomitym rezonansem dla zdumiewającej głupoty Pyrgopolinicesa, lub w Siostrach, gdzie pieczeniarz nazywa się „nieodstępną szatą” (integumentum corporis) swego pana. Złączenie tych dwóch typów jest tym zabawniejsze, że pieczeniarz, świadom głupoty swego pana, drwi z niego w żywe oczy, i to w porozumieniu z publicznością.
Pieczeniarz raz tylko wpływa w decydujący sposób na akcję, tj. w Braciach, i raz tylko gra rolę główną, tj. w Kurkulionie, gdzie sam pieczeniarz młodego pana, Kurkulio, prowadzi całą akcję i intrygę, tak samo jak gdzie indziej zwykle niewolnik; jest to zresztą o tyle ciekawa odmiana pieczeniarza, że mając jedno oko wybite, podaje się jak gdyby za weterana wojennego i z równym prawdopodobieństwem, jak Zagłoba o herbie Wczele, opowiada, że „oko wybiła mu katapulta pod Sikionem”, chociaż słuchający go stręczyciel zauważa, że był to raczej garnek, który mu na łbie rozbito. — Zresztą50 gra pieczeniarz tylko rolę podrzędną, jak np. w Persie, gdzie „pożycza” swej córki celem podejścia stręczyciela, lub w Jeńcach czy Komedii oślej, gdzie przynosi pewną wiadomość, co mógł równie dobrze zrobić każdy niewolnik. Czasem wreszcie rola jego w akcji sztuki jest wprost bez znaczenia dla przebiegu sprawy — jak w Siostrach, gdzie spełnia tylko mało ważne poselstwo, w Żołnierzu, gdzie występuje tylko raz jeden, w scenie wstępnej, jako interlokutor Pyrgopolinicesa, lub w Stichusie, gdzie dla przeprowadzenia akcji jako takiej absolutnie nie jest potrzebny.
Zawsze jednak jest postacią rozweselającą i tę atmosferę wesołości wnosi już od pierwszego pojawienia się na scenie (podobnie jak żołnierz), zwłaszcza gdy w typowy widocznie dla tej postaci sposób rozpoczyna od przedstawienia się publiczności w dłuższym przemówieniu, podającym jego stałe, zwykle dużo mówiące przezwisko i charakteryzującym dowcipnie jego „dostojny, po przodkach odziedziczony zawód pieczeniarski” jako „sztukę pasożytnictwa” (ars parasitica), której zasady szczegółowo wyłuszcza.
Humoru pełne są również wszystkie jego występy, czy to kiedy z językiem wywieszonym pędzi z dobrą wieścią, za którą z góry już zamawia sobie suty obiad, czy to gdy narzeka na „złe interesy” i „bierny opór” ze strony obiadodawców, czy to wreszcie gdy z rozpaczy i biedy ogłasza publiczności licytację całego swego mienia, tj. wszystkich dowcipów, jakie posiada: logos ridiculos vendo, age licemini...
Pomimo stałych zadań rozbawiania widzów pieczeniarz nie jest u Plauta tak szablonowy, jak np. żołnierz. Czasem lubi on udawać uczonego, czerpiącego swe dowcipy z mądrych ksiąg, których ma „całą skrzynię w domu” — a raz nawet powołuje się na tragedię, wtedy właśnie, gdy cytuje z pompą dobrze znane przysłowie... komiczne, że „dwie kobiety gorsze są niż jedna”. Innym razem, pędząc z wiadomością niespodziewaną, okazuje wszystkie cechy tzw. „niewolnika rozpędzonego” (servus currens p. niżej), np. w Jeńcach, gdzie też rola jego stoi najprawdopodobniej na miejscu roli niewolnika, a raz znów, dając szczegółowe wskazówki co do urządzenia uczty, zdradza się z nadzwyczaj wyszukanym smakoszostwem.
Plautus najwidoczniej upodobał sobie bardzo tę postać, gdyż jak wskazują fragmenty, napisał on — poza istniejącymi dziś sztukami — aż pięć, dziś zaginionych, komedii z pasożytem, zdaje się, jako główną postacią, a nadto figurę tę umieścił epizodycznie jeszcze w kilku innych (dziś również zaginionych) sztukach.
Typ ten, znany u Greków jako παράσιτος, „pasożyt” lub κόλαξ, „pochlebca”, występuje już w farsie megarejskiej i tzw. komedii sycylijskiej Epicharmosa51, a w „starej komedii” attyckiej przybiera już to imię indywidualne Kleona52, pochlebcy i pieczeniarza starego Demosa, już to jako istotny, bezimienny typ pojawia się w chórze „pochlebców” u Eupolisa (κόλακες). Lukian pisał nawet dialog „o sztuce pasożytniczej”.
Wielce rozpowszechniona w całej greckiej „komedii nowej” i w rzymskiej komedii, pojawia się ta postać również później w komicznej literaturze europejskiej. Dalszymi bowiem inkarnacjami tego typu są figury takie, jak np. włoscy pieczeniarze-żarłocy: Pasifilo Ariosta (I Suppositi), który ma sempre nello stomaco dieci lupi affamati53, dalej Mastica, Fagone (della Porta), Edace (Borghini), Don Cicchio (Goldoni), francuski Fripesauce (Tristan l’Hermite), angielski Merygreek (Nicholas Udall), czy wreszcie nasze Chleburady, Dybidzbany, Liżyczopy z intermediów, misteriów i komedii rybałtowskiej, po części Umizgalski-Natręt Rzewuskiego, Figlacki Bohomolca, Kwarcicki Wieniawskiego, Fredrowscy pieczeniarze Hilary i Zefiryn w Wychowance, podobny trochę Smakosz z Przyjaciół, Lisiewicz z Geldhaba i Szwarc z Co tu kłopotu.
Szczególnie upodobał sobie u nas pasożytów Lubowski, który ma szereg wyjadaczów — takich, jak np. Migdalski z Przesądów, Morowicz z Jacusia, Koszyrski z Osaczonego. Nawet najnowsza francuska komedia posiada znakomitego pasożyta Paginota w Dzwonku alarmowym M. Hennequina i R. Coolusa.
Być może nareszcie, że w związku z tym typem powstały takie postaci żarłoków fars ludowych staro- i nowożytnych, jak Maccus, Bucco z rzymskiej farsy atellańskiej, a później Maccaroni, Hanswurst, Jack Pudding, Pickelhäring i nawet Khatziavatis z marionetkowego teatru cieniów Karagöza54.
Typem równie jak pieczeniarz przez Plauta ulubionym jest niewolnik, który u Plauta jest z reguły organizatorem i wykonawcą całej intrygi — sprytny i bezczelny służący, niewyczerpanie pełen podstępów i pomysłów, zdążających stale, w myśl pragnień młodego pana, do wywiedzenia kogoś w pole, czy to „starego”, czy to stręczyciela, czy to żołnierza (fallax servus, servulus callidus, agilis per omnia servus). Taki niewolnik niewiele sobie robi z kary, jaka mu grozi ewentualnie z ręki starego pana w razie wykrycia wszystkiego; rozumie on zwykle w swój właściwy sposób, że ma pewną wyższość nad swym panem, bo „pan musi dopiero szukać batów czy rózeg — a on ma swój grzbiet zawsze przy sobie”.
Spotykamy jednak czasem u Plauta — może dla przeciwstawienia wprowadzony — typ wzorowego sługi, który mając wielki respekt dla batów, sądzi, że jego zadaniem jest np. hamować panicza (retinere ad salutem) i „nie pozwalać mu zatonąć w burzliwych falach miłości”. Wychodząc przede wszystkim z tego założenia, że lepiej jest zachować „skórę czystą” (corium sincerum) niż plagami splamioną, wygłaszają tacy niewolnicy zwykle tyrady na temat sumiennego pełnienia służby. Wyglądają na tle ogółu służących Plautowskich jak gdyby moralna odtrutka dla rzymskich widzów wobec przeważającego typu niewolnika-łobuza.
Takim porządnym, surowym pod względem moralności sługą jest zwykle niewolnik wiejski (często przeciwstawiany niewolnikowi miejskiemu), a raz, właśnie w Żołnierzu, z widoczną satysfakcją maluje nam Plautus postać sługi-gamonia, Sceledrusa, którego tak bezczelnie za nos wodzi szelma Palestrio.
Bo też tylko sługa-krętacz (fallax servus), taki jak np. Palestrio z Żołnierza, jest duszą (spiritus movens) całej komedii intryg, ogniskiem zainteresowania, jako par excellence typ służącego z komedii. Jest to „architekt podstępów”, niby artysta rozkochany w swej sztuce i z niej niesłychanie dumny; sprawca „wielkich czynów, które daleko i szeroko imię jego rozniosą”; niby „drugi Ulixes55” lub drugi Aleksander Wielki czy Agathokles56:
Mówią, że największych czynów ci dwaj dokonali:
Jeden — Aleksander Wielki, drugi — Agathokles...
Co powiedzą o mnie, trzecim, który dokonywam
Samych czynów nieśmiertelnych?
(Most. w. 775 i n.)
Plautus bowiem bardzo często całą intrygę niewolnika określa jako wielką akcję wojenną z wszystkimi niemal szczegółami, jak np. w Pseudolusie, a zwłaszcza w Siostrach, gdzie Chryzalus występuje ze sławną „arią trojańską”:
Sławią braci dwóch, Atrydów57, za ich wielkie czyny,
Że Priama, gród ojczysty, ów Pergam58, przez bogów
Budowany, po dziesięciu wreszcie wzięli latach,
Mając konie, bronie, wojska, słynnych wojowników
I okrętów cały tysiąc. Ja nóg nie schodziłem,
A fortecę mego pana z łatwością zdobędę
Bez okrętów i bez wojska, bez tylu żołnierzy.
(w. 976 i n.)
Toteż po szczęśliwie przeprowadzonym oszustwie niewolnik występuje po prostu jako triumfator.
Niewolnik działa nie tyle dla osiągnięcia jakiegoś celu, ile dla własnej szelmowskiej satysfakcji i z czystej miłości „sztuki dla sztuki”; dla takiego bowiem wirtuoza chytrości przedstawia jego łobuzerska pomysłowość tę samą wartość, co... inwencja poety, jak to raz wyraźnie oświadcza jeden z niewolników Plautowych.
Jest to zresztą zawsze wesoły, sympatyczny szelma, bezczelnie pewny siebie, bawiący się con amore59 najniebezpieczniejszymi pomysłami jak żongler nożami i mający stale szczęście, bo z najtrudniejszej sytuacji, nieraz wprost beznadziejnej, ratuje go zawsze, ku zadowoleniu widzów, los życzliwy — la providence des canailles60, jak mówią Francuzi.
Wnosi on też zwykle wiele ruchu i żywości, bo bardzo często się śpieszy, wpadając gwałtownie na scenę, z płaszczem zarzuconym na karku dla wygody (ut comici servi solent), pędząc i rozbijając ludzi po drodze, jako tzw. u Plauta i Terencjusza „niewolnik rozpędzony” (servus currens).
Rysem, który zjednywa mu stale sympatię widzów, jest jego zawsze pełen szczerej, bezgranicznej życzliwości stosunek do młodego pana, którego nigdy nie oszukuje i nie zdradza i za którego często nadstawia nie tylko grzbietu, ale i głowy, pomimo że panicz bynajmniej nie zawsze pięknym za nadobne mu odpłaca i czasem niewolnik musi płaczliwie konstatować, że „panicz przeważnie mieszka na jego gębie”.
Ta pomoc młodemu jest jednakże zawsze spokojnie obmyślana, gdyż niewolnik reprezentuje zwykle wobec niepoczytalnego w swej miłości panicza trzeźwy pierwiastek, i walne Plautowi oddaje usługi w rozpędzaniu błazeństwami swymi ponurych i płaczliwych nastrojów, wynikających z nieszczęść miłosnych, a przez to stanowi również postać wybitnie rozweselającą.
Postać niewolnika przeszła olbrzymią ewolucję już na terenie greckiej literatury od „starej komedii” attyckiej do „komedii nowej”. Z bezbarwnej i bezdusznej osoby, nie mającej właściwie żadnego znaczenia w fabule sztuki, jakimi są np. wszyscy niewolnicy Arystofanesa (z wyjątkiem zuchwałego niewolnika Ksantiasza z Żab oraz Kariona w Plutosie, powstałego najwidoczniej już pod wpływem „komedii nowej”, choć nie jest wcale „typem”), niewolnik staje się bardzo ważną osobistością całej sztuki. Niewolnik staje się zwłaszcza nieodzowny w każdej sztuce Plautowskiej, gdzie gra prawie zawsze główną rolę, a Plautus koncentruje w jego rękach zwykle wszystkie sprężyny akcji, przede wszystkim w komediach intryg, przy czym jego rolę nieraz kosztem innych postaci gwałtownie wyolbrzymia, byle tylko stworzyć postać przez najlepszych aktorów najchętniej graną i przez rzymską publiczność najchętniej widzianą. Zdając sobie jednak z drugiej strony sprawę z tego, że panoszenie się służby razić mogło jego rzymskich widzów, do tego nieprzywykłych, często wkłada w usta niewolników usprawiedliwienia i wyjaśnienia, że są to greckie zwyczaje: licet haec Athenis nobis61 itp. — i jakby dla pewnej przeciwwagi dookoła swych niewolników roztacza często rzymską a soczystą atmosferę gróźb, wyzwisk, przekleństw, rzemieni i batów, w rezultacie, co prawda, nieszkodliwą.
Plautus odnosi się z wyjątkową sympatią do tego typu, który stał się praojcem wszystkich sprytnych służących, zanni, valets buffons, clownish servants sceny europejskiej — czy to będzie Arlecchino z komedii dell’arte, czy Molierowski Skapen, Strzałka, Maskaril, układający również prawie wojskowe „stratagemy”, czy Figaro Beaumarchais’go czy Szekspirowski Speed, Gobbo, czy David Sheridana, czy Truffa Dolcego i Truffaldino Goldoniego, czy też Pustak i Fiutyniec Rzewuskiego, Filutowicz i Fintak Zabłockiego lub Fredrowski lokaj Filip z Dożywocia. Do tej kategorii typów należy wreszcie i sławny Karagöz z marionetkowego teatru cieniów u Turków i Greków nowoczesnych.
III. Wpływ Żołnierza samochwała
Olbrzymi wpływ tej sztuki, która w literaturze europejskiej bodajże najwięcej spośród komedii Plautowskich jest znana, zaznaczył się nie tyle w zależności całych utworów, ile w niezliczonych wprost odbiciach samej postaci żołnierza-samochwała, tak że, jak słusznie rzec można, nie ma dziś narodu kulturalnego, który by nie miał swojej inkarnacji tego wspaniałego typu.
Ale nie brak też sztuk, które w całości powstanie swe Plautowskiej sztuce zawdzięczają, a to zwłaszcza od czasów Odrodzenia. Tak np. na słynnym dworze w Ferrarze książę Alfonso I (1486–1534) każe przetłumaczyć i wystawić Plautowską sztukę pt. Soldato Millantatore, a pierwsza połowa wieku XVI (r. 1545) przynosi już sztukę Ludwika Dolcego (1508–1568) pt. Il Capitano, która poza pewnymi drobnymi zmianami i dodatkami poszczególnych scen, tudzież rozszerzeniami (zwłaszcza pikantnej natury) jest często zupełnie dosłowną i na ogół wcale udatną przeróbką Plautowskiego Żołnierza. W tymże samym okresie pojawia się również hiszpański prozaiczny przekład Żołnierza (w r. 1555) i pierwsze francuskie opracowanie tej sztuki przez Antoine’a de Baïf (1532–1589) pt. Le Brave, w którym również samochwał nosi mówiące imię Capitaine Taillebras. W opracowaniu oryginału chwyta się Baïf tej samej metody czy maniery, której używał Dolce i której prawie równocześnie z nim używa w Polsce (choć w innej sztuce) Piotr Ciekliński (Potrójny z Plauta)62, polegającej na unarodowieniu sztuki, czyli na przeniesieniu całej akcji do kraju rodzinnego tłumacza, tudzież na odpowiedniej zmianie wszystkich nazwisk i zlokalizowaniu szczegółów. Sztuka Baïfa pomimo to jednak zachowała sporą dozę wierności wobec oryginału rzymskiego.
Nawet wielki Corneille spłaca swój dług wobec sztuki Plauta i daje w swej L’illusion comique z r. 1636 postać (epizodyczną co prawda) żołnierza-samochwała: „Capitaine Matamore”, który, chociaż daleki od efektowności oryginału rzymskiego, w bardzo znacznej mierze podtrzymuje słabą zresztą sztukę. Pod wpływem Baïfa i Corneille’a pozostawał A. Mareschal, który dał naprzód postać „kapitana Taillebras” w swej sztuce Le Railleur (z r. 1638), a potem (w r. 1640) „kapitana Matamore” w tej najlepszej, jaką Francuzi posiadają, parafrazie sztuki Plautowskiej pt. Le veritable Capitan Matamore, ou le Fanfaron, comédie représentée sur le théâtre Royal du Maraiz, imitée de Plaute par A. Mareschal. Niezaprzeczoną zależność od Plauta okazuje też wreszcie i komedia La tuteur dupé (z r. 1765), której autorem jest Cailhava. Co prawda sztuka różni się znacznie od Żołnierza Plautowskiego, z którego Cailhava — jak sam zapewnia — postanowił usunąć „wszystkie błędy”.
Również i narody germańskie okazują wpływy rzymskiego Żołnierza. I tak „duński Plautus”, L. Holberg (1684–1754), sam przyznaje, że swą sztukę Jucob von Tyboe, eller den stortalende Soldat oparł głównie na komedii Plautowskiej. Sztukę tę kilkakrotnie przekładają Niemcy (Bramarbas oder der grosssprecherische Offizier), chociaż już wcześniej mają własne opracowania, jako to Comoedia HIDBELEPIHAL: Von Vincentio Ladislao, Sacrapa von Mantua Kempffern zu Ross und Fuess weilandt des edlen vnd ehrnvesten, auch mannhafften und streitbaren Barbarossä Bellicosi von Mantua itd., dzieło księcia Henryka Juliusza Brunszwickiego (z r. 1594) i zwłaszcza wspaniały, osnuty na tle wojny trzydziestoletniej utwór A. Gryphiusa (1616–1664) pt. Horribilicribrifax, w którym występują aż dwie postaci dzikich kapitanów: „Don Daradiridatumtarides Windbrecher von Tausend Mord auff N. N. N. Erbherr in und zu Windloch” i „Don Horribilicribrifax von Donnerkeil auf Wusthausen”. Wreszcie i Reinhold Lenz pisze w r. 1772 zależną ściśle od Plauta sztukę Der grossprahlerische Offizier, którą później przerabia pt. Die Entführungen, modernizując w niej za radą Goethego całą fabułę, podobnie jak to robili już dawniej i Baïf, i Ciekliński.
Poza tymi sztukami, których całe fabuły przeważnie opierają się na Żołnierzu Plautowskim, niezliczona jest w literaturach europejskich liczba „żołnierzy”, stanowiących potomstwo nieodrodne Plautowskiego Pyrgopolinicesa i nieodzowną zwykle figurę każdej prawie sztuki w pewnym okresie, i to nieraz nawet bez względu na treść danej komedii. Tak np. sztuki włoskie, czy to z zakresu tzw. commedia dell’arte (od samych jej początków), czy to tzw. commedia erudita (aż do Goldoniego i jego „kapitanów”: Don Garcia, Giacinto, Lelio) pełne są tych wojowników-samochwałów czy „hiszpańskich kapitanów”, takich jak: Capitan Cordone, Bizzarro, Cacciadiavolo, Rodomonte, Fracassa, Dragoleone, Trasilogo, Spezzaferro, Spezzamonti, Tagliacantoni, Scaramuccio, Malagamba, Cocodrillo, Rinoceronte, Spavento della Valle Infernale, Escobombardon della Papitonda i wielu innych, którzy wszyscy wraz ze swymi „mówiącymi” i buńczucznymi imionami są przeważnie tylko przejaskrawionymi odbiciami postaci Plautowskiej, nieraz już w dość odległych refleksach. Te figury przeszły rychło do współczesnej i późniejszej komedii hiszpańskiej, portugalskiej i francuskiej, w której występują pod imionami takimi jak: Gargullo, Annibal de Rhodes, Montalvão, Matamoros, Sangre y Fuego, Captaine Rodomonte, Bourbouffle, Fanfaron, Chasteaufort i in.
Świetne inkarnacje Pyrgopolinicesa ma literatura angielska, i to od bardzo dawna, gdyż już tzw. pierwsza angielska komedia, Ralph Roister Doister (z r. 1566) Mikołaja Udalla okazuje wyraźną zależność od Plauta tak w stylu, jak i w swych głównych typach: żołnierza (Ralph Roister Doister) i pieczeniarza (Merygreek). Jeśli zaś Abraham Fraunce w łacińskiej swej komedii pt. Victoria, tłumaczonej z włoskiego, do postaci żołnierza Frangipetry dodaje jeszcze Pyrgopolinicesa i Terrepontogonusa, to są to niewątpliwie Plautowskie figury z Kurkuliona (Therapontigonus) i z Żołnierza. Z późniejszej epoki wystarczy wspomnieć Falstaffa Szekspirowskiego, którego najnowsza nauka angielska uważa przecież za typowego żołnierza-samochwała w stylu plautowskim, dalej dwie charakterystyczne figury z obu bliźniaczych komedii Ben Jonsona: Captain Bobadyll (z Every Man in his humour) i Puntarvolo („a vain glorious knight” z Every Man out his humour) i wreszcie postaci takie jak „Captain Bessus” Beaumota i Fletchera lub „Captain Bluffe” Williama Congreve.
I w najnowszych zresztą europejskich komediach i farsach żyje po dziś dzień jeszcze postać pewnego siebie, a niezbyt mądrego oficera, wielkiego zdobywcy, jeśli nie miast i grodów warownych, to... serc niewieścich, względnie, pokrewna, a równie zwykle „przeszarżowana” figura „donżuana-samochwała”, np. wspaniały hr. Zakuskin w Świętym gaju G. de Caillaveta i R. de Flersa.
W literaturze polskiej63 — o ile to stwierdzić można na podstawie dotychczasowych badań — nie ma sztuki, która by w całości opierała się na Samochwale Plautowskim, ale już w intermediach naszych znajdują się postaci tchórzów-samochwałów, takich jak np. Nażyński i Odrzycki w zbadanym przez Potemkowską dialogu Pro Bacchanalibus (w niewydanym rękopisie Bibl. Jag. 3526).
Z tejże samej sławnej rodziny Alazonów, co Plautowski Pyrgopolinices, pochodzi i nasz Albertus. Przedstawiają go, oprócz Komedii rybałtowskiej (1615), sztuki takie, jak np. Wyprawa Albertusa na wojnę (z r. 1590), Albertus z wojny (1596), Albertus rotmistrz (1640) i in. Śmieszność Albertusa, typowego rybałta64 czy sprytnego półchłopa polega głównie na kontraście między przesadnym jego rynsztunkiem wojennym, a ciągłym wykręcaniem się od walki. Stały teatr na dworze Władysława IV, istniejący od r. 1637, wystawiał prócz oper i baletów także jakieś komedie, zwane commedie zannesche, czyli po prostu sztuki z repertuaru komedii dell’arte, która, jak wiadomo, okazuje wielką zależność od motywów komedii rzymskiej i Plautowskiej. Najczęstsze zaś na scenie Władysławowskiej były typy: głupiego a kochliwego staruszka Pantalone i samochwałów takich jak kapitan Fracassa, Spavento, Scaramuccio.
Toteż i współcześni zestawiali te typy z Plautowskimi, jak to wskazuje w jednej ze swych satyr Opaliński, obeznany najwidoczniej nieźle z Plautem i Terencjuszem:
Na pełnych próżnej chwały i o sobie rozumienia:
Mym zdaniem nie masz większych nad takowych błaznów,
Co się to wszystko chwalą z swych doskonałości
I co o sobie siła trzymają, a w rzeczy
Nie masz kim brząknąć, jako stara powieść niesie.
Regiment będzie w ręku trzciniany, chód prawy
Bociani, a nie pytaj, aby miał gdzie w wojskach
Nie rzkąc65 regimentować66, ale ani postać67.
Czy nie godni tacy być reprezentowani
Na komedyjach jako Miles Gloriosus
U Plauta albo dawny Thraso, albo tym to
Podobny, jakich włoskie sceny wystawiają.
Kiedy zechcesz wysmażyć z ichże postawy,
Nie wydostaniesz nic, choćbyś był z przedniejszych
Chemików polityckich. Postawy w nich siła,
A wątku nic. Słów wiele, a rzeczy o kość.
(Sat. IV. 4)
I w komedii jezuickiej nie brak „bohaterów”, przechwalających się zupełnie tak, jak Plautowscy żołnierze, np. w sztuce Leve opum pondus, granej w r. 1722/3 w kolegium kaliskim:
MILES IV
Mości panie bracie, jam po pas brodził w posoce bisurmańskiej68. Vivat kawaleria!
MILES V
Ja jednego mego pałasza zamachem 160 głów i pół położyłem na placu!
MILES VI
U mnie, mości panowie, 50 karawanów demeszami69 tureckimi napakowanych dyszy!
U Bohomolca mamy dwóch samochwałów, którymi są: „Markiz de Kuraż” z Chełpliwca (pochodzący, zdaje się, poprzez Goldoniego od Thrasona Terencjuszowskiego) i „Robert” z Junaka.
W innych komediach tego okresu zaliczyć tu należy takie postaci, jak „Burzywoj, burda zajazdowiec, lecz niemężny” z Sarmatyzmu Zabłockiego, „Bitnicki” i „Oblężnicki” z Rycerza zakochanego Gurskiego, „Kłótnicki” ze sługą „Burdeckim” z Junaka Mycielskiego, które to postaci przeważnie obok tradycyjnych, klasycznych cech samochwałów, okazują rysy rodzime, narodowe. Wszędzie tu oczywiście wzory pośrednie są możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne.
Do potomków rodziny Pyrgopolinicesa należy wreszcie Hektor Kasper Morderski z Wychowanki Fredry, a zwłaszcza Papkin z Zemsty. Nie jest rzeczą pewną, czy istotnie cała intryga Zemsty opiera się na fabule Żołnierza Plautowskiego70, ale śmiało rzec można, że intryga ta (jakkolwiek oparta na zdarzeniu rzeczywistym) w ujęciu sztuki ma nadzwyczaj mało prawdopodobieństwa71, a ze względu na swą treść, raczej poważną, miejscami nawet wzniosłą, czy sentymentalną, dałaby raczej sztukę typu nudnej comédie larmoyante72, gdyby nie postać Papkina, którego Fredro wprowadził zupełnie świadomie jako postać rozweselającą, jako urzędowego śmieszka czy błazna, na wzór rozmaitych maschere73 w włoskich komediach. Ale też ten nie byle jaki błazen, ten „lew północy, rotmistrz sławny i kawaler” opanował po prostu całą sztukę, która stała się właściwie jak gdyby tłem dla jego występów. Z marnej „figurki”, jak go pierwotnie określał sam Fredro, stał się w ostatecznej redakcji najefektowniejszą postacią całej komedii, i nadając po prostu ton, styl i nastrój większości wszystkich scen, zadecydował — on właśnie — o głównych wartościach komicznych Zemsty.
Prawda, że na postać tę złożyły się oprócz rysów żołnierza także pewne rysy „i Arlekina z komedii włoskiej, i błazna z dramatu hiszpańskiego, i totumfackiego pieczeniarza z dawnych pańskich dworów”, ale „na czoło wysuwa się” właśnie ów „zakrój i ton żołnierza-samochwała”, i tu są szczególnie wyraźne te cechy, które żywcem przypominają nam Plauta. Wystarczy przypomnieć to natrętne przechwalanie się zmyślonymi przewagami wojennymi, czyli cały ten „zapał zgrozo-krwawy” — by użyć słów Fredrowskich — którym tak jaskrawo charakteryzuje się również Plautowski Pyrgopolinices (choćby zaraz w pierwszej scenie), gdy w istocie jeden i drugi bohater jest mocno tchórzem podszyty — lub tę pewność rzekomego powodzenia u płci pięknej, przy czym powtarzają się te same niemal przechwałki i „narzekania”:
PAPKIN
Giną za mną te kobiety...
Bo ja szczęście mam szalone:
Tylko spojrzę, każda moja...
(I. 2. 111, 185–186)
A to plaga, Boska kara:
Do mnie młoda, do mnie stara.
Jeszcze zerka... czy szalona!
(I. 4. 268 i n.)
A u Plauta:
CHŁOPIEC
(o Pyrgopolinicesie)
...gacha, butnego z „urody”,
Co myśli, że się wszystkie w nim durzą kobiety,
Która tylko go ujrzy!
(w. 1607 i n.)
PYRGOPOLINICES
wzdycha
Zbytnie to nieszczęście,
Gdy człek jest zbytnio piękny —
ARTOTROGUS
wzdycha jeszcze głębiej
Ach tak, rzeczywiście.
Natrętne są ci one: proszą, dręczą, jęczą,
Byś pozwolił się widzieć, proszą cię do siebie,
Że ty nawet nie możesz swym sprawom się oddać!
(w. 69 i n., por. w. 1239 i n.)
Nawet i niektóre cechy zewnętrzne są wspólne między Papkinem a Pyrgopolinicesem. Jeśli Papkin mówi:
Mina tęga, włos w pierścienie,
Głowa w górę — a wejrzenie!
Niech truchleje płeć zdradziecka!
(II. 2. w. 105 i n.)
to brzmi to, jak gdyby parafraza Plautowskich słów:
ARTOTROGUS
do Pyrgopolinicesa
Toteż wszystkie się w tobie kochają kobiety —
I to nie bez słuszności, jako żeś tak piękny —
Jak i te, co mnie wczoraj za płaszcz mój łapały —
PYRGOPOLINICES
z ożywieniem
No? No? Cóż ci mówiły?
ARTOTROGUS
Ano tak pytały:
„Czy to”, mówi, „Achilles?” — „Nie, brat” — odpowiadam.
A wtedy tamta druga: „Ależ on jest piękny”,
Powiada, „i szykowny, patrz, jak śliczne loki!”74
(w. 58 i n.)
Papkinowska wreszcie „Artemiza”, o której pan jej mówi:
Bo jak zwącha moje ramię,
Czart ją chyba zdzierży w mierze!
(IV. 2. w. 68 i n.)
jest tak samo uosobiona jak szabla Pyrgopolinicesa:
Chciałbym bowiem pocieszyć tę moją szablicę,
By mi tu nie sklamrzyła75 ani się nie gryzła,
Że ją noszę ze sobą tak dawno bezczynną,
Gdy się ona aż pali do siekanki z wroga!
(w. 5 i n.)
Jest jednak wielce prawdopodobne, że te (i inne jeszcze) cechy76 doszły do Fredry od Plauta nie drogą bezpośrednią, ale przez lekturę komedii włoskich i francuskich, w których te rysy, wraz z całą postacią żołnierza-samochwała niewątpliwie od Plauta pochodzące, stały się konwencjonalnymi i prawie nieodzownymi. Dlatego to możliwe są zestawienia postaci Papkina z analogicznymi włoskimi lub francuskimi kreacjami, takimi jak kapitanowie Goldoniego lub Markiz z Gracza Regnarda.77
Ale Papkin ma jeszcze inne rysy, których nie ma ani Pyrgopolinices, ani żaden inny żołnierz-samochwał z grecko-rzymskiej komedii, jako to stale niezaspokojony apetyt, zachłanność na pieniądze i wysługiwanie się panom, które to cechy stanowią mniej więcej charakterystykę innych typów, a mianowicie pieczeniarzy klasycznych, choćby takich jak Artotrogus z Żołnierza. Złączenie tych dwojakich cech w jednej postaci Papkina tłumaczyłoby się najlepiej w ten sposób, że Fredro zespolił w jedną osobę dwie, w komediach najczęściej razem występujące postaci: żołnierza-samochwała i jego nieodstępnego towarzysza, pieczeniarza, do czego mógł wziąć asumpt78 właśnie z pierwszej sceny Żołnierza samochwała. Taką samą zresztą kombinacją rysów samochwała i pieczeniarza jest wspomniany wyżej „Burzywoj” Zabłockiego.
Wspomnieć nareszcie wypada, że i poza Europą odnajdują się pewne analogie do sztuki Plautowskiej, bo zupełnie podobny motyw jak w pierwszej zwłaszcza części Żołnierza znajduje się w jednej noweli z Tysiąca i jednej nocy, a mianowicie w opowiadaniu „o garbarzu (inna wersja: o złotniku), jego żonie i żołnierzu”; spotykamy tu ten sam pomysł przebicia ściany, potajemnego przejścia, którym schodzi się żona garbarza z żołnierzem, jako też ten sam, co u Plauta, motyw rzekomej bliźniej siostry, w którą silnie wierzy poczciwy garbarz, chociaż na własne oczy widzi swą żonę u owego żołnierza. Tak samo bowiem jak Plautowska Filokomazjum i ona umie szybko przebiegać z jednego mieszkania do drugiego. O ile chodzi o wyjaśnienie zachodzących tutaj związków, to może tu być mowa oczywiście tylko o greckim pierwowzorze Plauta i są tu dwie możliwości: albo mamy do czynienia z jakąś starszą nowelą grecką, która dostała się na Wschód razem z armią Aleksandra Wielkiego, albo — co może prawdopodobniejsze — jest to opowiadanie wyrosłe na tle awanturniczego życia żołnierzy i oficerów z wojennej epoki hellenistycznej, które dostało się do komedii wraz z całym typem Alazona-żołnierza i, wraz z komedią roznoszone po całym świecie przez wędrowne trupy aktorskie, dotarło aż na Wschód do nowel arabskich, stanowiących zbiór Tysiąca i jednej nocy.
*
Pierwsze (i jedyne dotychczas) wydanie Żołnierza w Polsce pochodzi dopiero z początku wieku XIX, z okresu mickiewiczowskiego, a to dzięki opracowaniu Jana Stanisława Hryniewicza, ucznia i następcy słynnego Groddecka, pt.: Miles Gloriosus e rec. Ben. Fr. Schmiederi, Vilnae (Zawadzki) 1823.
Pierwszy zaś znany polski przekład sztuki Plautowskiej pt. Żołnierz-Samochwał zawdzięczamy wybitnemu profesorowi filologii klasycznej w b. Szkole Głównej, a później w Uniw. Warsz., Janowi Wolframowi (1824–1870), wydany przez P. Chmielowskiego w Warszawie w r. 1891 wraz z Bliźniętami. Te same dwie sztuki przełożył również Zygmunt Węclewski pod tytułami Junak i Bliźniacy, ale pozostały one w rękopisie.
Przekład niniejszy opiera się na tych samych zasadach, co wydane poprzednio, tj. Bracia (Bibl. Nar. wyd. 2, Ser. II, Nr 33, Wstęp, s. 46) i Kupiec (tamże, Nr 46, Wstęp, s. 23).
Bibliografia
Wydania
T. M. Plauti Comoediae, ed. Goetz-Schoell, Lipsiae (Teubrier), I–VII, 1892–1896; ed. Friedr. Leo, Berolini (Weidmann), I–II, 1895–1896; ed. W. M. Lindsay, Oxonii (Oxford), I–II, 1903–1910 [=Li.]. — Z komentarzem: ed. I. L. Ussing, I–V, Hauniae (Kopenhaga) 1875–1887 (Miles Gloriosus w tomie IV, 1, z r. 1882); komentarz łaciński Ussinga stanowi podstawę wszystkich późniejszych [= Uss.]; Ausgewãhlte Komödien des T. Maccius Plautus, für den Schulgebrauch erklãrt von Julius Brix, Viertes Baãndchen: Miles Gloriosus, Dritte Auflage bearbeitet von Max Niemeyer, Leipzig–Berlin 1901 [=Niem.]. Plaute, Tome IV... par A. Ernout, Paris 1936, Les Belles Lettres.
Prace pomocnicze
K. Morawski, Historia literatury rzymskiej za Rzeczypospolitej, Kraków 1909.
K. Morawski, Zarys literatury rzymskiej, Kraków 1922.
W. Y. Sellar, The Roman Poets of the Republic, wyd. III, Oxford 1905.
F. Leo, Geschichte der römischen Literatur, I, Berlin 1913.
M. Schanz, Geschichte der römischen Literatur, I, wyd. IV, Hosius, München 1927.
W. S. Teuffels, Geschichte der römischen Literatur, wyd. VI, Kroll und Skutsch, Leipzig–Berlin 1916.
F. Leo, Plautinische Forachungen, wyd. II, Berlin 1912.
G. Michaut, Histoire de la Comédie Romaine, Sur les tréteaux latins, Paris 1912.
G. Michaut, Histoire de la Comédie Romaine, Plaute I–II, Paris 1920.
E. Frãnkel, Plautinisches im Plautus („Philologische Untersuchungen” 28), Berlin 1922.
G. Przychocki, Plautus, Kraków 1925 („Z historii i literatury”, nr 26, Krak. Sp. Wyd.).
T. M. Plautus, Bracia, tł. i oprac. G. Przychocki, Kraków (Bibl. Nar. Ser. II, Nr 33).
T. M. Plautus, Kupiec, tł. i oprac. G. Przychocki, Kraków (Bibl. Nar. Ser. II, Nr 46).
K. von Reinhardtstoettner, Plautus, Spãtere Bearbeitungen plautinischer Lustspiele, Leipzig 1886.
G. A. Galzigna, Fino a che punto i commediografi del Rinascimento abbiano imitato Plauto e Terenzio I–II, Capodistria 1899–1900.
C. C. Coulter, The Plautine Tradition in Shakespeare, „The Journal of English and Germanic Philology”, XVIII (1919), s. 66–83.
T. Sinko, Genealogia kilku typów i figur A. Fredry, Kraków 1918.
W. Folkierski, Fredro a Francja, Kraków 1925.
G. Przychocki, Papkin i Pyrgopolinices, „Pamiętnik Literacki”, XXV (1918), s. 276–280.
E. Kucharski, Fredro a komedia obca, stosunek do komedii włoskiej, Kraków 1921 („Z historii i literatury”, nr 5, Krak. Sp. Wyd.).
A. Fredro, Zemsta, oprac. E. Kucharski, Kraków (Bibl. Nar. Ser. I, Nr 32).
Przekład opiera się na tekście wydania Lindsay’a. Odstępstwa zaznaczone są w uwagach, z podaniem źródła.
Żołnierz samochwał
OSOBY
- Pyrgopolinices79, wzbogacony na wojnie żołnierz
- Artotrogus80, jego pieczeniarz
- Palestrio, Sceledrus, jego niewolnicy
- Periplektomenus, obywatel efeski
- Pleusikles, młodzieniec ateński
- Filokomazjum81, jego kochanka
- Lurcjo, chłopiec do posług z domu Pyrgopolinicesa
- Chłopiec bez imienia z domu Pyrgopolinicesa
- Akroteleutium, hetera82
- Milfidippa, jej służąca
- Kario83, kucharz Periplektomenusa
- Giermkowie żołnierza, Niewolnicy, Niewolnice, Pachołkowie.
Rzecz dzieje się w Efezie, na ulicy przed dwoma przytykającymi do siebie domami Pyrgopolinicesa i Periplektomenusa. Dom Periplektomenusa po prawej stronie (od widza). Po bokach sceny prowadzą szersze ulice, z lewej strony ku portowi, z prawej ku rynkowi. Przed domem Periplektomenusa ołtarz Diany Efeskiej.
AKT PIERWSZY84
Pyrgopolinices, Artotrogus.
Pyrgopolinices wychodzi z domu swego z giermkami, dźwigającymi tarczę, zbroję itd., za nimi idzie Artotrogus.
PYRGOPOLINICES
Patrzcie, by mi mój puklerz85 był jeszcze jaśniejszy,
Niżli bywa blask słońca przy jasnej pogodzie,
Żeby w razie potrzeby, gdy przyjdzie do walki,
Zaćmił wrogom ich oczy, kiedy staną w szyku!
Chciałbym bowiem pocieszyć tę moją szablicę,
By mi tu nie sklamrzyła86, ani się nie gryzła,
Że ją noszę ze sobą tak dawno bezczynną,
Gdy się ona aż pali do siekanki z wroga!
Ale gdzie ten Artotrog?
ARTOTROGUS
podbiega w ukłonach
Stoi obok męża
Dzielnego i szczęsnego — królewskiej urody,
A przy tym wojownika: Mars87 by nie śmiał pisnąć,
Co dopiero porównać swych przewag z twoimi!
PYRGOPOLINICES
A ten — — com go ocalił na
namyślając się
polach — — Wołkowych88,
Gdzie sam Bombomachides-Klutomestorides-
Archides89, wnuk Neptuna90, był wodzem najwyższym?
ARTOTROGUS
Pamiętam. Mówisz o tym, co był w złotej zbroi,
Coś to jego legiony rozprószył dmuchnięciem,
Jak wiatr liści gromadę lub słomę na strzesze!
PYRGOPOLINICES
To dalibóg nic jeszcze.
ARTOTROGUS
Nic jeszcze, dalibóg,
Wobec tego, co powiem —
odchodząc na stronę, do widzów
— a czegoś ty wcale
Nie zrobił. — Jeśli kto z was widział kiedykolwiek
Większego niż on kłamcę albo samochwała,
Niech mnie bierze: ja będę jak prosty niewolnik;
Tylko jedno — — ser w sosie91 szalenie smakuje.
PYRGOPOLINICES
Gdzieś jest?
ARTOTROGUS
podbiega
Tutaj. — Dalibóg, albo ten słoń w Indiach
Jakeś mu to kułakiem strzaskał ramię?
PYRGOPOLINICES
Ramię?
ARTOTROGUS
poprawia się
To jest, chciałem powiedzieć, biodro!
PYRGOPOLINICES
Jednak tylko
Od niechcenia trąciłem.
ARTOTROGUS
Ba, gdyby z wysiłkiem,
Przez skórę, przez wnętrzności, przez pysk by słoniowi
Było92 ramię przelazło!
PYRGOPOLINICES
No, już dosyć tego.
ARTOTROGUS
w strachu, że Pyrgopolinices zacznie sam opowiadać
Bo naprawdę, że nawet już i nie ma po co,
Byś ty mnie rozpowiadał: ja znam twe przewagi!
na stronie do widzów
Wszystkich nieszczęść przyczyną jest ten brzuch: słuchami93
Słuchać trzeba, by zębom nie przyszło ząbkować —
I zawsze przytakiwać, cokolwiek on skłamie.
PYRGOPOLINICES
Co to chciałem powiedzieć — —
ARTOTROGUS
Już wiem, co chcesz mówić:
Tak to było, pamiętam.
PYRGOPOLINICES
Co?
ARTOTROGUS
Cokolwiek było.
PYRGOPOLINICES
Masz —
ARTOTROGUS
Chcesz pewnie tabliczek? Mam je, rylec także.94
PYRGOPOLINICES
Świetnie zwracasz uwagę na to, co ja myślę.
ARTOTROGUS
Znać winienem dokładnie twe przyzwyczajenia.
I dbać, żeby przewąchać, czegokolwiek zechcesz.
PYRGOPOLINICES
A pamiętasz?
ARTOTROGUS
Pamiętam, było sto w Cylicji95
I pięćdziesiąt — a potem sto w Scytolatronii96,
Sześćdziesiąt Macedonów, a trzydziestu Sardów,
To są ludzie, coś ich to — zabił dnia jednego.
PYRGOPOLINICES
A wiele ich jest razem?
ARTOTROGUS
Co? Siedem tysięcy.
PYRGOPOLINICES
Tak, tyle być powinno. Ty nieźle rachujesz.
ARTOTROGUS
A nic nie notowałem, ja i tak pamiętam.
PYRGOPOLINICES
Świetna pamięć, dalibóg!
ARTOTROGUS
To dzięki wyżerce!
PYRGOPOLINICES
Jeśli będzie tak dalej, to stale jeść będziesz
I dopuszczę cię zawsze do mojego stołu.
ARTOTROGUS
A co w tej Kapadocji97, gdziebyś jednym cięciem —
Gdyby nie był miecz tępy — ściął był pięćset ludzi?
PYRGOPOLINICES
At — marne piechociarki — życiem98 im darował.
ARTOTROGUS
A cóż ci mówić o tym, o czym wszyscy wiedzą,
Żeś ty jeden na ziemi Pyrgopolinices
W urodzie, w męstwie, w czynach najniezwyciężeńszy?99
Toteż wszystkie się w tobie kochają kobiety —
I to nie bez słuszności, jako żeś tak piękny —
Jak i te, co mnie wczoraj za płaszcz mój łapały —
PYRGOPOLINICES
z ożywieniem
No? no? Cóż ci mówiły?
ARTOTROGUS
Ano tak pytały:
„Czy to”, mówi, „Achilles?” — „Nie, brat” — odpowiadam.
A wtedy tamta druga: „Ależ on jest piękny”
Powiada, „i szykowny, patrz, jak śliczne loki,
Ach, jakież są szczęśliwe, te, co z nim sypiają!”
PYRGOPOLINICES
Naprawdę tak mówiły?
ARTOTROGUS
Jak to, toż mnie obie
Na wszystko zaklinały, bym cię przeprowadził
Przed nimi jak w paradzie?100
PYRGOPOLINICES
wzdycha
Zbytnie to nieszczęście,
Gdy człek jest zbytnio piękny —
ARTOTROGUS
wzdycha jeszcze głębiej
Ach tak, rzeczywiście.
Natrętne są ci one: proszą, dręczą, jęczą,
Byś pozwolił się widzieć, proszą cię do siebie,
Że ty nawet nie możesz swym sprawom się oddać.
PYRGOPOLINICES
Zdaje się, że to czas już udać się na rynek,
By, com ich tutaj wczoraj wpisał do tabliczek,
Żołdakom, żołd wypłacić101. Bo mnie król Seleukos102
Ogromnie o to prosił, by mu zebrać ludzi
I zaciągnąć. Dziś tedy103 rzecz sprawię104 królowi.
ARTOTROGUS
Więc bierzmy się do tego.
PYRGOPOLINICES
Chodźcie, towarzysze.
Odchodzą wszyscy w stronę rynku.
AKT DRUGI
PALESTRIO
do widzów
Ja jestem tak łaskawy, że treść sztuki podam105,
Jeżeli wasza łaska, żeby jej wysłuchać —
Kto jednak słuchać nie chce, niech wstaje i — za drzwi,
By miał gdzie usiąść taki, który słuchać zechce!
Teraz sztuki, dla której wy tutaj siedzicie
W tym miejscu krotochwilnym106, sztuki, którą mamy
Zagrać tutaj przed wami, treść podam i tytuł:
Alazon107 się po grecku zowie ta komedia,
My na to po łacinie Samochwał mówimy.
To miasto to jest Efez108. Mój pan to ten żołnierz,
Co stąd poszedł na rynek, samochwał, bezczelny,
Świntuch109, pełen kłamstw różnych i gach110 pierwszej klasy
Wszystkie, mówi, kobiety wprost lecą na niego.
Lecz gdzie pójdzie, dla wszystkich jest czczym pośmiewiskiem,
Tak, że tutaj hetery, mizdrząc się do niego111,
Przeważnie łażą potem z krzywymi gębami.
Bo ja tutaj niedawno jestem jego sługą
I chcę, byście wiedzieli, jak się tu dostałem
Do niego w służbę, stamtąd, gdzie pierwej służyłem.
Uważajcie, bo teraz przystąpię do treści:
Miałem pana w Atenach, młodego, zacnego;
On tam kochał heterę, czystej krwi Atenkę112,
A ona jego również: to miłość najlepsza.
Jego raz do Naupaktu113 wysłano z urzędu
W jakiejś sprawie Dostojnej Rzeczypospolitej114.
Trafem wtedy ten żołnierz przyjeżdża do Aten
I przyczepia się do tej przyjaciółki pana.
Zaczął się podlizywać nasamprzód jej matce
Podarkami i winem, i sutym jedzeniem:
Zrobił się zaufanym u tej stręczycielki,
A skoro mu się tylko zdarzyła sposobność,
Wywiódł w pole rajfurkę115 (matkę tej kobiety,
W której pan mój się kochał) i bez wiedzy matki
Córkę w okręt wpakował, i chociaż nie chciała,
Przemocą ją tu z sobą przywiózł do Efezu.
Ja, skoro tylko słyszę, że pańską kochankę
Gdzieś z Aten przewieziono — w mig, na łeb, na szyję
Okręt sobie szykuję, siadam, do Naupaktu,
Chcąc o tym donieść panu. Lecz skorośmy tylko
Na pełne morze wyszli — tego chciały bogi —
Statek, którym jechałem, zbóje porywają.
Pierwej diabli mnie wzięli, zanim tam przybyłem,
Gdziem się wybrał do pana. Ten, który mnie zajął,
Dał mnie tu w podarunku temu żołnierzowi;
A skoro mnie sprowadził do swojego domu,
Patrzę: pańska kochanka, co była w Atenach!
Ta, gdy mnie zobaczyła, daje mi znak okiem,
Bym do niej nic nie mówił; potem, przy okazji
Skarży mi się kobieta na swoje nieszczęścia:
Do Aten pragnie uciec, mówi, z tego domu;
Że kocha mego pana — niby tego z Aten —
I że nie ma człowieka, który by jej gorzej116
Był wstrętny niż ten żołnierz. Ja, skorom jej myśli
Poznał, wziąłem tabliczki, napisałem, skrycie
Kupcowim117 dał pewnemu, ażeby je oddał
Panu memu w Atenach, temu co ją kochał,
Ażeby tutaj przybył. Ten listu posłuchał,
Bo i przybył, i tutaj w sąsiedztwie zamieszkał
U miłego staruszka, który z jego ojcem
Był w zażyłej przyjaźni. Ten zakochanemu
Gościowi swemu sprzyja, czynem nas i radą
Zachęca i wspomaga. Toteż ja w tym domu
Ogromne machinacje po to wyczyniłem,
Żeby para kochanków mogła się spotykać.
Bo niby jeden pokój, co go żołnierz oddał118
Kobiecie na jej własny, wyłączny użytek,
To ja tu w tym pokoju ścianę przewierciłem,
By ona mogła tutaj od siebie przechodzić,
I to z wiedzą starego: on sam dał ten pomysł.
Bo ten mój współniewolnik, co go żołnierz przydał
Na stróża tej kobiecie, nie jest bardzo mądry:
My mu sprytnym podstępem, sztucznymi sztuczkami
Bielmo rzucim na oczy i tak go sprawimy119,
Że nawet gdy coś ujrzy, to tego nie ujrzy!
Lecz wy się nie pomylcie120: ta bowiem kobieta
Pod dwiema postaciami będzie tu wychodzić
I z tych drzwi, i z tych tutaj. To będzie ta sama,
Lecz będzie tak udawać, że jest całkiem inna.
W ten sposób się wystrychnie na dudka jej stróża.
Lecz drzwi skrzypły121 w sąsiedztwie u tego staruszka.
Sam wychodzi: to właśnie ten miły staruszek.
Periplektomenus, Palestrio.
PERIPLEKTOMENUS
wychodzi, krzycząc we drzwiach na służbę
No! Jeżeli wy od dziś dnia każdemu obcemu,
Kogo tylko tu ujrzycie na dachu, w mym domu,
Nie strzaskacie kości w nogach, to wam wasze boki122
Tak wyprawię, że już będą same jak rzemienie!
A więc ja już nawet przy tym mam świadków w sąsiadach,
Co się u mnie w domu dzieje? By mi zaglądali
Tu do środka, przez impluvium123? Otóż teraz wszystkim
Uroczyście zapowiadam: jeżeli ujrzycie
Kogokolwiek od żołnierza w mym domu, na dachu,
Prócz jednego Palestriona — strącić tu na drogę!
Choćby gadał, że tu ściga kurę czy gołębia,
Albo małpę — to wam mówię: już po was, jeżeli
Na śmierć go nie zatłuczecie! A nawet, ażeby
Już nie mogli potem łamać „prawa o grze w kostki”124,
Patrzcie, by mi już bez kostek u siebie hulali!
PALESTRIO
Coś tu od nas nabroili, o ile ja słyszę,
Tak ten stary kości łamać każe mym kolegom.
Ale mnie wyłączył z tego — co mi tam o innych!
Więc zagadam.
PERIPLEKTOMENUS
To Palestrio, co tutaj nadchodzi?
PALESTRIO
Cóż tam, Periplektomenie?
PERIPLEKTOMENUS
Niewielu jest ludzi,
Których — gdybym miał ten wybór — wolałbym w tej chwili
Więcej niżli ciebie ujrzeć i spotkać!
PALESTRIO
Co słychać?
Co się kłócisz z naszą służbą?
PERIPLEKTOMENUS
Przepadliśmy całkiem.
PALESTRIO
Co się stało?
PERIPLEKTOMENUS
Wszystko wyszło.
PALESTRIO
Co wyszło?
PERIPLEKTOMENUS
W tej chwili
Ktoś tam z waszych ludzi, z dachu, przez nasze impluvium
Widział, jak się całowali, tu u nas, ten przybysz
I Filokomazjum.
PALESTRIO
Któż to, kto ich widział?
PERIPLEKTOMENUS
Ano — —
Twój kolega.
PALESTRIO
Ale który?
PERIPLEKTOMENUS
Nie wiem, bo tak szybko,
Tak gwałtownie stąd się porwał.
PALESTRIO
Zdaje się, już po mnie.
PERIPLEKTOMENUS
Krzyczę za nim: „Co tu robisz — mówię — na tym dachu?”,
A on na to na odchodnym: „Małpę naszą ścigam”125.
PALESTRIO
A ja biedny ginąć muszę przez to podłe zwierzę!
A czy ona jest tu jeszcze?126
PERIPLEKTOMENUS
Gdym wychodził, była.
PALESTRIO
Idźże, powiedz, niech tu przejdzie czym prędzej — by w domu
Ją tu u nas zobaczyli. Chyba że chce tego,
Byśmy wszyscy niewolnicy przez to jej kochanie
Za najbliższych towarzyszy krzyże otrzymali!127
PERIPLEKTOMENUS
Już mówiłem. Chcesz co więcej?
PALESTRIO
Chcę. To jej zapowiedz,
Niechże na krok nie odstąpi natury kobiecej128
I niech stale ich naukom i sztukom hołduje!
PERIPLEKTOMENUS
W jaki sposób?
PALESTRIO
Aby tego, który ją zobaczy,
Przekonała swym gadaniem, że jej nie zobaczył.
Choćby ją sto razy widział, to jednak niech przeczy.
Toć129 ma na to usta, język, zdradliwość, przewrotność.
Gdy ją kto do muru przyprze — to niech go odeprze
Swą przysięgą na swój sposób: ma przecież pod ręką130
Fałsz w swej mowie, fałsz w swych czynach, fałsz nawet w przysiędze.
Ma pod ręką swe podstępy, pieszczoty, podejścia.
Bo kobieta, co jest chytra, ta nigdy nie prosi
Ogrodnika o przyprawy: ma przecież pod ręką
Ogród cały z przyprawami — do wszystkich swych szelmostw!
PERIPLEKTOMENUS
Jeśli jest tu, to jej powiem. Lecz nad czym, Palestrio,
Tak głębokoś się zamyślił?
PALESTRIO
Bądźże chwilę cicho,
Aż me plany w głowie zbiorę i aż się namyślę,
Co tu zrobić, jaki podstęp na złego kolegę,
Który widział ją w uściskach. — By to, co on widział,
Stało się czymś niewidzianym.
PERIPLEKTOMENUS
Namyślaj się tedy,
A ja tu odstąpię na bok.
Usuwa się na bok, ciągle obserwując Palestriona i jego mimikę
Popatrzcie no tylko131,
Jaką pozę on tu przybrał: czoło zmarszczył, myśli,
W piersi puka się palcami, jakby chciał wywołać
Z środka na wierzch swoje serce. Teraz się odwraca:
Lewą ręką się podpiera od lewego boku,
Prawą liczy coś na palcach. W bok prawy się palnął132!
Tak gwałtownie! Najwidoczniej plan mu się nie składa.
Teraz znów palcami trzasnął: myślami pracuje;
Raz wraz pozę swą odmienia — patrz, znów głową kręci:
I to mu się nie podoba, co teraz wynalazł.
Choć cokolwiek nam tu poda, nie poda surowo,
Lecz przegotowane świetnie133. Teraz znów „buduje”:134
Brodę podparł jak kolumnę. — Precz, precz z tym widokiem!
Nie, dalibóg, ta budowa mnie się nie podoba.
Bo poecie tak rzymskiemu135, słyszę, pysk podparto,
I dwaj stróże go pilnują cięgiem, dniem i nocą! —
Brawo! Co za szyk w tej pozie136: „Niewolnik z Komedii”!
On tu dziś nie spocznie pierwej, zanim nie dokona
Swych zamierzeń. — Już ma, myślę!
Gdy Palestrio zakamieniał w ostatniej pozie, głęboko zamyślony, Periplektomenus zaniepokojony woła do niego:
Nuże! Pracuj dzielnie,
Czuwaj, nie zasypiaj w pracy — albo może wolisz,
By cię rózgi rozbudziły, różując razami?137
szarpie go
Hej ty! Czyś się wczoraj upił? Słuchajże, Palestrio!
Słuchaj, mówię. Toż się ocknij! Już świta!
PALESTRIO
jakby półsenny, tak głęboko zamyślony
Już słucham.
PERIPLEKTOMENUS
jeszcze więcej podniecony
Czyż nie widzisz: wróg na karku, grzbiet twój zagrożony!138
Chwyć się mocy, by tu pomóc139, spiesz nieopieszale!
Gdzieś ich obejdź, gdzieś przez wąwóz przeprowadź twe wojsko,
Otocz zewsząd wraże140 wojska, naszym przyjdź z odsieczą.
Przetnij wrogom wszelki dowóz, sobie zaś zabezpiecz,
By spokojnie dojść cię mogło i twoich legionów
I jedzenie, i wożenie141, o to dbaj, to pilne!
Znajdź coś, wymyśl, podaj prędko jakiś plan poradny142,
Żeby to, co tu ktoś ujrzał, było nie ujrzane,
Ale to, co tu się stało, by się nie odstało.143
na stronie
Wielką rzecz ten człek poczyna, mocny mur muruje.
do Palestriona
Jeśli weźmiesz rzecz na siebie — ty jeden — tom pewien
Że my wrogów rozbijemy.
PALESTRIO
Tak, biorę na siebie.
PERIPLEKTOMENUS
To ja teraz cię zapewniam, że tego dokonasz,
Co zamierzasz!
PALESTRIO
Niech cię za to Jowisz144 błogosławi!
PERIPLEKTOMENUS
Powiedzże mi, coś wymyślił.
PALESTRIO
Język za zębami,
Gdy cię w wiodę w kraj podstępów; byś wiedział, że u mnie
Jest skład cały tych podstępów.
PERIPLEKTOMENUS
Ja ci ich nie ruszę.
PALESTRIO
Mój pan ma na sobie skórę — ze słonia, nie swoją,
I nie więcej ma rozumu niż — kamień.
PERIPLEKTOMENUS
Wiem o tym.
PALESTRIO
Teraz więc tak rzecz zaczynam, taki knuję podstęp,
By powiedzieć, że tu z Aten do Filokomazjum
Siostra bliźnia145 i rodzona z kochankiem przybyła,
Tak podobna, jak podobne jest mleko do mleka,
I u ciebie jest w gościnie.
PERIPLEKTOMENUS
Brawo, brawo, świetnie!
Tylko chwalić ten twój pomysł!
PALESTRIO
Gdyby zaś niewolnik,
Mój kolega, miał naskarżyć przed panem, żołnierzem,
Że ją widział, jak się tutaj z innym całowała,
To wykażę, że on widział u ciebie tę drugą146,
Jak ją ściskał i całował jej kochanek.
PERIPLEKTOMENUS
Świetnie!
Ja to samo mu odpowiem, gdy mnie żołnierz spyta.
PALESTRIO
Lecz mów, że są przepodobne; I Filokomazjum
Też to trzeba poobjaśniać, by się nie wsypała,
Gdy ją o to żołnierz spyta!
PERIPLEKTOMENUS
Strasznie sprytny podstęp.
Ale... gdy on zechce widzieć... obie razem? Wtedy
Co zrobimy?
PALESTRIO
Nic trudnego, toż trzysta powodów
Da się znaleźć: „Nie jest w domu”, „Wyszła gdzieś na spacer”,
„Śpi” lub „Jeszcze nie ubrana” — „W kąpieli”, „Coś pije”,
„Je śniadanie”, „Jest zajęta” lub: „Teraz nie może”,
„Nie ma teraz na to czasu” — wiele147 chcesz wymówek,
Byle odwlec, byle tylko, tak na pierwszy ogień
Skłonić go, by w to uwierzył, co mu się nakłamie.
PERIPLEKTOMENUS
Dobrze mówisz.
PALESTRIO
Idźże tedy, a gdy ją zastaniesz,
Każ jej, niechaj szybko wraca; i o tym jej powiedz,
Wskaż jej, poucz, niech pamięta dobrze nasze plany,
Cośmy tutaj ułożyli o tej bliźniej siostrze.
PERIPLEKTOMENUS
Ja ci świetnie ją wykształcę. Masz co jeszcze do mnie?
PALESTRIO
Tak, byś obszedł.
PERIPLEKTOMENUS
Więc już idę.
Wchodzi do domu.
PALESTRIO
Ja też tutaj pójdę,
By się zająć wyśledzeniem148 — lecz w sposób oględny —
Kto to był dziś tym kolegą, co gonił za małpą.
Bo on musiał bez wątpienia komuś z domowników
Mówić o kochance pana, że ją tutaj widział,
U sąsiada, jak się z jakimś obcym młodzieniaszkiem
Całowała. — Znam tych ludzi: „Zamilczeć nie mogę,
Kiedy sam wiem tylko o czym”. A jeśli go znajdę,
Tego, co to wszystko widział, szturm w niego przypuszczę149.
Wszystko jest przygotowane, a walka zacięta.
Wnet pogrążę tego człeka — jestem całkiem pewny.
A jeśli go tak nie znajdę, to pójdę za węchem,
Jak pies gończy, póki lisa nie dojdę za śladem!
Ale nasze drzwi skrzypnęły, muszę głos miarkować,
Bo wychodzi mój kolega: stróż Filokomazjum.
Sceledrus, Palestrio.
SCELEDRUS
wychodzi z domu, mówiąc
Jeślim dziś, dalibóg, przez sen nie chodził po dachu,
To naprawdę wiem, żem widział, jak Filokomazjum,
Mego pana przyjaciółka, tutaj do sąsiada
Po nieszczęście swoje przyszła.
PALESTRIO
na stronie
Ten zatem ją widział,
Jak się tutaj całowała — jeśli dobrze słyszę.
SCELEDRUS
Któż to jest?
PALESTRIO
Ja, twój kolega. Cóż tam, Sceledrusie?
SCELEDRUS
Cieszę się, mój Palestrionie, żem cię spotkał.
PALESTRIO
Cóż tam?
Co nowego? Powiedz przecież!
SCELEDRUS
Boję się —
PALESTRIO
A o co?
SCELEDRUS
Byśmy dziś, dalibóg, wszyscy, ilu nas jest tutaj,
W przeokropną jakąś biedę i cięgi nie wpadli.
PALESTRIO
spluwa, odpędzając urok
Wpadnij sam, bo to nie dla mnie te wpadki, wypadki!150
SCELEDRUS
To ty nie wiesz, co tu u nas stało się nowego?
PALESTRIO
Cóż tam?
SCELEDRUS
A, coś bezwstydnego.
PALESTRIO
Sam sobie wiedz o tym.
Mnie nic nie mów, wiedzieć nie chcę.
SCELEDRUS
Nie, ty musisz wiedzieć!
Małpę naszą dziś ścigałem tu u nich po dachu —
PALESTRIO
O Sceledrze! Człowiek nicpoń ścigał podłe zwierzę!
SCELEDRUS
A żebyś tak —151
PALESTRIO
Nie, ty raczej — kończ, skoroś już zaczął.
SCELEDRUS
Przez impluvium tu w sąsiedztwo spojrzałem przypadkiem:
widzę, jak się tam całuje — kto? — Filokomazjum
Z innym jakimś młodym chłopcem.
PALESTRIO
Co słyszę, Sceledrze!152
SCELEDRUS
Lecz naprawdę, żem to widział.
PALESTRIO
Ty?
SCELEDRUS
Ja, sam, na własne,
Te tu moje oba oczy.
PALESTRIO
Idź, pleciesz od rzeczy
I niczego nie widziałeś.
SCELEDRUS
Czy myślisz, żem ślepy?
PALESTRIO
O to spytaj się lekarza. Lecz całej tej bajki,
Jeśli bogi są ci miłe, głupio nie poruszaj:
Ściągniesz przez to ciężką biedę na swój łeb i gnaty —
Bo cię czeka smutny koniec — podwójnie — jeżeli
Twoich paplań nie ukrócisz!
SCELEDRUS
Podwójnie?
PALESTRIO
Posłuchaj:
Naprzód jeśli ją pomawiasz niesłusznie, toś przepadł;
A znów, jeśli to jest prawda — tyś jej stróż: toś przepadł.153
SCELEDRUS
Nie wiem, co się ze mną stanie — lecz wiem, żem to widział.
PALESTRIO
Nie przestaniesz, nieszczęśniku?
SCELEDRUS
Cóż ci mam powiedzieć,
Jeśli nie to, com zobaczył? Toć teraz jest jeszcze
Tutaj obok u sąsiada.
PALESTRIO
Co? Nie ma jej w domu?154
SCELEDRUS
Idź, sam zobacz. Ja już teraz niczego nie żądam,
By na słowo mi ktoś wierzył.
PALESTRIO
No, więc dobrze, idę.
Wchodzi do domu żołnierza.
SCELEDRUS
Ja na ciebie tu zaczekam; zaczaję się przy tym
Na nią, gdy ta jałóweczka stąd będzie powracać
Jak z pastwiska do swej stajni. — Lecz co teraz począć?
Żołnierz mi ją pod straż oddał — jeśli o tym powiem,
To już po mnie — — — Lecz też po mnie, jeżeli zamilczę,
A rzecz sama wyjdzie na jaw. Czyż jest coś gorszego,
Zuchwalszego od kobiety? Kiedym ja na dachu,
Ona hyc! Z pokoju na dwór! Bezczelność, dalibóg!
Gdyby o tym on posłyszał, żołnierz, to dalibóg,
Cały dom ten by postawił do góry nogami,
A mnie na krzyż! Więc, dalibóg, cokolwiek jest na tym,
Wolę raczej gębę stulić niżli marnie zginąć.
Nie ustrzegę przecież takiej, co się sama daje.
PALESTRIO
wychodzi z domu żołnierza
Sceledrusie, Sceledrusie, czyż jest ktoś od ciebie
Bezczelniejszy na tej ziemi? I kto na świat przyszedł
Z większym niż ty gniewem bogów, z większą ich niechęcią?
SCELEDRUS
Co się stało?
PALESTRIO
Każże sobie wyłupić te ślepia,
Które widzą, czego nie ma!
SCELEDRUS
Jak to „czego nie ma”?
PALESTRIO
Ja bym nie dał za twe życie zgniłego orzecha!
SCELEDRUS
Co takiego?
PALESTRIO
Co takiego, pytasz?
SCELEDRUS
Czy nie wolno?
PALESTRIO
Czego sobie nie dasz uciąć twojego jęzora
Gadulskiego?
SCELEDRUS
A to czemu?
PALESTRIO
Patrz, Filokomazjum
Jest tu w domu, a tyś gadał, żeś widział w sąsiedztwie,
Jak z kimś drugim się ściskała, jak się całowała?
SCELEDRUS
Dziw, że żywisz się kąkolem: pszenica tak tania!155
PALESTRIO
Co takiego?
SCELEDRUS
Boś krótkowidz.
PALESTRIO
Tyś za to, gałganie,
Nie krótkowidz, ale ślepiec: toż ona tu w domu!
SCELEDRUS
Jak to w domu?
PALESTRIO
W domu, mówię.
SCELEDRUS
Idź, ty się mną bawisz!
PALESTRIO
To mam ręce powalane.
SCELEDRUS
Czemu?
PALESTRIO
Bo się bawię — —
Gnojem!
SCELEDRUS
zamierza się
Bo ci łeb rozwalę!
PALESTRIO
Ja ci to, Sceledrze,
Obiecuję, gdy nie zmienisz twych ślepiów i pyska!
Lecz drzwi nasze zaskrzypiały.
SCELEDRUS
obserwuje drzwi domu Periplektomenusa
A ja w te drzwi patrzę;
Bo nie mogła przejść stąd tutaj, tylko wprost przez bramę.
PALESTRIO
Toż jest w domu! Co cię nosi, Sceledrze, za licho?156
SCELEDRUS
Ja sam patrzę, sam mam rozum, sobie tylko wierzę:
Nikt mnie strachem nie przekona, że jej tutaj nie ma.
Tu zastąpię, by mi chyłkiem w tę stronę nie drapła157.
PALESTRIO
na stronie
Już go mam! Już ja go tutaj strącę z stanowiska.
do Sceledrusa
Chcesz — pokażę ci, a przyznasz, że głupie masz ślepie?
SCELEDRUS
No, pokazuj.
PALESTRIO
I że nie masz ni głowy w porządku,
Ni twych oczu?
SCELEDRUS
Dobrze.
PALESTRIO
Zatem — twierdzisz, że kochanka
Pańska jest tu u sąsiada?
SCELEDRUS
Nawet ją oskarżam,
Żem ją widział tu w uściskach z kimś obcym.
PALESTRIO
Wiesz o tym,
Że tu nie ma od nas przejścia, ża-dne-go?
SCELEDRUS
Wiem o tym.
PALESTRIO
Ni przez balkon, ni przez ogród — chyba przez impluvium.
SCELEDRUS
Wiem.
PALESTRIO
Więc tedy, jeśli ona jest w domu i jeśli
Ja to sprawię, że ją ujrzysz, jak wyjdzie tu z domu,
Jesteś wart obfitych kijów?
SCELEDRUS
Jestem.
PALESTRIO
Patrzże dobrze
Na te drzwi, by się nie wymkła i stąd tu nie przeszła!
SCELEDRUS
Tak też zrobię.
PALESTRIO
A ja ci ją tu w mig przed dom wypchnę.
Wchodzi do domu żołnierza.
SCELEDRUS
Zrób to tylko.
zwraca się do widzów
— Ja chcę wiedzieć, czym widział, com widział,
Czy też on dokaże tego, co mi zapowiada,
Że ona tu jest w tym domu. — Przecież ja mam oczy
Swoje własne i nie myślę znikąd ich pożyczać!
Lecz on wciąż się przy niej kręci, jej się przylizuje,
Jego naprzód do jedzenia wołają — i jemu
Naprzód dają zupkę mięsną; jest u nas zaledwie158
Ze trzy lata, a nikt inny nie ma u nas lepiej.
Lecz rzecz moja to, co zrobię: tej bramy pilnować.
Tu zastąpię; O, w ten sposób już mnie nikt nie okpi!
Staje przed drzwiami Periplektomenusa bacznie w nie wpatrzony.
Palestrio, Filokomazjum, Sceledrus.
PALESTRIO
wychodząc z domu żołnierza razem z Filokomazjum, rozmawia z nią na stronie
Lecz pamiętaj, com ci kazał!
FILOKOMAZJUM
Tyle razy mówisz!
PALESTRIO
Boję się, czyś jest dość chytra.
FILOKOMAZJUM
Daj mi dziesięć kobiet,
A choćby najgłupsze były, chytrymi je zrobię
Tylko z tego, co mnie zbywa. — Dalej do podstępów!
A ja tu odstąpię na bok.
PALESTRIO
Więc cóż tam, Sceledrze?
SCELEDRUS
nie odwracając oczu od drzwi Periplektomenusa
Robię swoje.159 Lecz mam uszy, więc gadaj, co zechcesz.
PALESTRIO
rozciąga ręce
Myślę, że cię taki koniec gdzieś czeka za bramą160,
Gdy krzyż w rozciągniętych rękach przyjdzie ci potrzymać.
SCELEDRUS
zerka ku Palestrionowi
Czemu?
PALESTRIO
Spojrzyj no na lewo! Cóż to za kobieta?
SCELEDRUS
zerka jeszcze raz i spostrzega Filokomazjum
O bogowie nieśmiertelni! Toż pańska kochanka!
PALESTRIO
No i mnie się też tak zdaje!
do Filokomazjum, udając, że to zwrot do Sceledrusa
A więc dalej, proszę.161
SCELEDRUS
Jak to dalej?
PALESTRIO
Teraz możesz... szybko się powiesić!
FILOKOMAZJUM
rozpoczyna swą oszukańczą rolę
Gdzież więc jest ten zacny sługa, który mnie oczernił
Tak okropnie, najniewinniej?
PALESTRIO
wskazuje Sceledrusa
Ot tu! On mi mówił,
Com ci mówił.162
FILOKOMAZJUM
wpada na Sceledrusa
Więc ty twierdzisz, przeklęty, żeś widział,
Żem się tutaj całowała w sąsiedztwie?
PALESTRIO
I mówił,
Że z młodzieńcem jakimś obcym.
SCELEDRUS
Tak, prawda, mówiłem.
FILOKOMAZJUM
Tyś mnie widział?
SCELEDRUS
Tak, dalibóg! Toż te moje oczy —
PALESTRIO
wpada na niego
Trza ci wykłuć, skoro widzą — więcej, niżli widzą!
SCELEDRUS
Nie, ja nie dam się odstraszyć, jakobym nie widział,
Com sam widział!
FILOKOMAZJUM
krzyczy
A ja głupia, nawet bardzo głupia.
Żeby gadać z tym wariatem: ja mu łeb ukręcę!
SCELEDRUS
stawia się
Przestań grozić. Wiem, krzyż będzie mym grobem163; Tam leżą:
Ojciec, dziadek i pradziadek, nawet prapradziadek,
Wszyscy moi cni przodkowie. A więc groźby twoje
Nie wykłują mi tych oczu. — Ale, mój Palestrio,
Jedno słówko: zlitujże się, skąd ona tu wyszła?
PALESTRIO
Skądby? Z domu.164
SCELEDRUS
Z domu, mówisz?
PALESTRIO
Nie wierzysz?165
SCELEDRUS
nie bardzo wierząc
No — wierzę —
do siebie
Strasznie dziwne, w jaki sposób stąd tam przejść zdołała.
Bo na pewno nie ma u nas ogrodu żadnego
Ni balkonu; — okna z kratą?
do Filokomazjum
Nie, ja cię na pewno
Tu widziałem!
PALESTRIO
Więc ty dalej, przeklęty, uparcie
Ciągle na nią?
FILOKOMAZJUM
Więc doprawdy, sen ten mi się sprawdził,
Com go miała dzisiaj w nocy.
PALESTRIO
A cóż ci się śniło?
FILOKOMAZJUM
Powiem. Tylko uważajcie. Dzisiaj w nocy, we śnie
Zdało mi się, że ma siostra rodzona i bliźnia
Przyjechała do Efezu z Aten z swym kochankiem
I oboje tu w sąsiedztwie w gości zajechali.
PALESTRIO
do widzów
Mówi o śnie Palestriona!
do Filokomazjum
No, więc proszę dalej!
FILOKOMAZJUM
Ja się cieszę (wszystko we śnie), że siostra przybyła,
Ale przez nią spadły na mnie ciężkie podejrzenia.
Bo mój sługa (tak śni mi się) nuże mnie oskarżać.
do Sceledrusa
Jak ty teraz — żem się z jakimś obcym młodzieniaszkiem
Całowała!! Gdy to siostra, ta bliźnia, swojego
Przyjaciela całowała. I o to mnie we śnie
Najniewinniej oskarżano.
PALESTRIO
A że też to samo,
Co o swoim śnie nam mówisz, dzieje się na jawie!
Jak się ściśle sen ten spełnia! Idź i zmów modlitwę.166
Może byś tak żołnierzowi o tym powiedziała?
FILOKOMAZJUM
A zapewne. I nie ścierpię, żeby mnie bezkarnie
Oczerniano.
Wchodzi do domu żołnierza.
SCELEDRUS
na stronie
Co tu robić? Cały grzbiet mnie swędzi!167
PALESTRIO
Czujesz teraz, żeś już przepadł?
SCELEDRUS
nie słucha, mówiąc do siebie
No, teraz przynajmniej
To na pewno jest tu w domu. Teraz znowu muszę
Strzec drzwi naszych, tu jest chyba.
PALESTRIO
Sam powiesz, Sceledrze,
Jak podobny — i jak bardzo — był jej sen do tego
Coś ty myślał, żeś ją widział, jak się całowała!!
SCELEDRUS
Ja już nie wiem, co mam wierzyć sam sobie: tak teraz
Zdaje mi się, żem nie widział, choć wierzę, żem widział!
PALESTRIO
Oj, za późno, moim zdaniem, rozum odzyskujesz.
Gdy to wpierw do pana dojdzie — toś przepadł prześlicznie!168
SCELEDRUS
Teraz wreszcie to pojmuję. Mgła mi wzrok zaćmiła!
PALESTRIO
Tak, to dawno było jasne, wszak stale tu była.
SCELEDRUS
Nic pewnego rzec nie mogę, więc jej nie widziałem,
Choć widziałem!
PALESTRIO
Wiesz, doprawdy, ty swoją głupotą
Mało coś nas nie pogrążył: chcąc panu być wierny,
Małoś karku sam nie skręcił. — Lecz tu u sąsiada
Słyszę, że drzwi zaskrzypiały, więc trzeba zamilknąć.
Filokomazjum, Sceledrus, Palestrio.
FILOKOMAZJUM
wychodzi ze służącą, niosącą przybory ofiarne, i udając „siostrę” przybyłą z Aten, zbliża się do ołtarza Diany169, by złożyć ofiarę dziękczynną za szczęśliwą podróż
Rozpal ogień na ołtarzu, Dianie Efeskiej170
Chcę na chwałę zanieść modły, w radości dziękować
I zakadzić jej rozkosznie pachnidłem arabskim,
Za to, że mnie ocaliła w krainie Neptuna171,
W tych przestworach burzy pełnych, gdzie srogie bałwany
Tak okropnie mną miotały.
SCELEDRUS
zdumiony, szarpie Palestriona
Palestrio, Palestrio!
PALESTRIO
Co, Sceledrze? Co, Sceledrze?
SCELEDRUS
mówi urywanymi słowami
Patrz, czy ta kobieta,
Co stąd wyszła, teraz właśnie, to Filokomazjum,
Owa pańska przyjaciółka? Ona, czy nie ona?
PALESTRIO
udając również zdumienie
Ona, zdaje się, dalibóg, tak myślę, lecz dziwne,
Jak stąd mogła tutaj przebiec — jeżeli to ona?
SCELEDRUS
A czy wątpisz, że to ona?
PALESTRIO
Nie — ona się zdaje.
SCELEDRUS
Więc podejdźmy, zagadnijmy.
Zbliża się do Filokomazjum
Hej, Filokomazjum,
Cóż to, co ci się tu patrzy, co robisz w tym domu?
Cóż ty milczysz? Z tobą mówię!
PALESTRIO
do Sceledrusa
Nie, raczej sam z sobą,
Bo ta nic nie odpowiada.
SCELEDRUS
jeszcze głośniej do Filokomazjum
Ja do ciebie mówię,
Ty przewrotna, nieuczciwa, co się tutaj włóczysz
Po sąsiadach!
FILOKOMAZJUM
Z kim ty gadasz?
SCELEDRUS
Z kim, jeśli nie z tobą?
FILOKOMAZJUM
A ty, człeku, coś za jeden? I co ty masz do mnie?
SCELEDRUS
drwiąco
Mnie się pytasz — hę? — kto jestem?
FILOKOMAZJUM
Czemu nie mam pytać,
Jeśli nie wiem?
PALESTRIO
zbliża się
To wiesz może, ktom ja jest, jeżeli
Jego nie znasz?
FILOKOMAZJUM
Wiem, żeś natręt — ty i on.
SCELEDRUS
Nas nie znasz?
FILOKOMAZJUM
Nie, żadnego.
SCELEDRUS
zdumiony, na stronie do Palestriona
Strach mnie bierze —
PALESTRIO
O co?
SCELEDRUS
Czyśmy obaj
Gdzieś nas samych nie zgubili, skoro ona mówi,
Że mnie nie zna ani ciebie?
PALESTRIO
Zaraz muszę zbadać,
Czy jesteśmy, Sceledrusie, ci sami, czy inni,
Czy też chyłkiem ktoś z sąsiadów nas nie pozamieniał.
Dotykają się obaj twarzy, całego ciała.
SCELEDRUS
Ja naprawdę ten sam jestem.
PALESTRIO
I ja też! Kobieto!
Ty się biedy chcesz dopytać! Hej, Filokomazjum,
Słuchaj, ja do ciebie mówię!
FILOKOMAZJUM
A ty czyś oszalał,
Że mnie dziwnym tym imieniem fałszywie nazywasz?
PALESTRIO
Co? Więc jakże się nazywasz?
FILOKOMAZJUM
Ja? Zwę się Dikea.172
SCELEDRUS
O, niesłusznie! I fałszywie chcesz przybrać to imię:
Tyś Adikos, nie Dikea, i krzywdzisz mi pana!
FILOKOMAZJUM
Ja?
SCELEDRUS
Ty.
FILOKOMAZJUM
Ja? Com wczoraj wieczór tu z Aten przybyła,
Z mym kochankiem, Ateńczykiem?
PALESTRIO
A powiedz mi, po co
Tu przybywasz do Efezu?
FILOKOMAZJUM
Słyszałam, że siostra
Moja bliźnia i rodzona tu jest — i jej szukam.
SCELEDRUS
Aleś chytra!
FILOKOMAZJUM
Raczej głupia — i bardzo, dalibóg,
Że rozprawiam tutaj z wami. Odchodzę.
Zabiera się do odejścia, ale Sceledrus łapie ją za rękę.
SCELEDRUS
Nie puszczę.
FILOKOMAZJUM
szarpie się z nim
Puszczaj!
SCELEDRUS
Wreszcie cię złapałem! Nie puszczę!
FILOKOMAZJUM
jak wyżej
Bo zaczną
Trzeszczeć, mówię, moje ręce, a tobie twe szczęki.
Gdy nie puścisz!
SCELEDRUS
do Palestriona
Cóż, chorobo, stoisz, a nie chwytasz
Z drugiej strony?
PALESTRIO
spokojnie
Ja nie pragnę mieć w ruchu mych pleców173.
Kto wie, może to naprawdę nie Filokomazjum,
Ale inna tak podobna?
FILOKOMAZJUM
szamocąc się ze Sceledrusem
Puścisz, czy nie puścisz?
SCELEDRUS
Raczej gwałtem i przemocą, i wbrew twojej woli,
Jeśli sama pójść nie zechcesz, porwę cię do domu!
FILOKOMAZJUM
Ten dom jest mi całkiem obcy, a mój dom i pan mój
Są w Atenach. Ten dom tutaj nic mnie nie obchodzi.
Ni was nie znam, ani nie wiem, co wyście za jedni!
SCELEDRUS
Skarż mnie. — Za nic cię nie puszczę; chyba — że przyrzekniesz
Najsolenniej, że tu wejdziesz,
wskazuje dom żołnierza
skoro cię wypuszczę.
FILOKOMAZJUM
Wszakże zmuszasz mnie przemocą, ktokolwiek ty jesteś.
Lecz przyrzekam, gdy mnie puścisz, wejść tam, gdzie mi każesz.
SCELEDRUS
Więc cię puszczam.
FILOKOMAZJUM
A ja zmykam.
Wpada do domu Periplektomenusa.
SCELEDRUS
To jest babskie słowo!
PALESTRIO
Wypuściłeś łup, Sceledrze! Bo — jak tylko można —
Tak to jest kochanka pańska. — Wiesz — zróbmy to prędko.
SCELEDRUS
Co?
PALESTRIO
Miecz mi tu z domu przynieś.
SCELEDRUS
A co z nim chcesz zrobić?
PALESTRIO
wskazuje dom Periplektomenusa
Wtargnę wprost do tego domu, a kogo tam ujrzę,
Że Filokomazjum ściska, zgładzę go na miejscu!
SCELEDRUS
A więc sądzisz, że to ona?
PALESTRIO
Pewnie, oczywiście!
SCELEDRUS
Lecz jak świetnie udawała!
PALESTRIO
Idź, miecz przynieś!
SCELEDRUS
Zaraz.
Wchodzi do domu żołnierza.
PALESTRIO
sam
Nie, doprawdy, żaden jeździec, ani żaden piechur174
Nie ma takiej zuchwałości, by sobie poczynać
Tak bezczelnie jak kobieta! Jak sprytnie umiała
Porozdzielać swoje słowa, tu i tam! Jak wodzi
Za nos stróża tak czujnego, jak ten mój kolega!
Doskonale, że tu mamy to przejście przez ścianę!
SCELEDRUS
wychodzi z domu żołnierza
Ty, Palestrio, nie trza miecza.
PALESTRIO
Jak to? Co się stało?
SCELEDRUS
W domu jest kochanka pańska.
PALESTRIO
W domu?
SCELEDRUS
Leży w łóżku.
PALESTRIO
Jeśli tak, toś się, dalibóg, nieszczęścia dopytał.
SCELEDRUS
Jak to?
PALESTRIO
Boś tę tu śmiał dotknąć, kobietę z sąsiedztwa.
SCELEDRUS
Tak, strach zbiera mnie doprawdy.
PALESTRIO
Lecz to tak być musi,
Że to jest jej bliźnia siostra. I ty ją zapewne
Tu widziałeś w tych uściskach.
SCELEDRUS
Tak, to oczywiste,
Że to ona, tak jak mówisz. Jak niewiele brakło,
Żebym się z kretesem wsypał, gdybym panu mówił.
PALESTRIO
Więc jeżeli chcesz mieć rozum: język za zębami!
Więcej winien sługa wiedzieć niżli opowiadać.
Ja odchodzę, bo nic nie chcę mieć z tobą wspólnego,
I tu będę u sąsiada. Mnie się nie uśmiecha
Całe to twe zamieszanie. Jeżeli pan przyjdzie
I zapyta, ja tu będę i stąd mnie zawołaj.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
Sceledrus, Periplektomenus.
SCELEDRUS
sam
Odszedł sobie. Nic nie dba o swojego pana,
Tak jakby nie niewolnik. — Teraz to na pewno
Ona tutaj jest w domu, bo właśnie przed chwilą
Sam ją w domu widziałem, w łóżku. — Teraz trzeba
Wziąć się do pilnowania.
PERIPLEKTOMENUS
wypada z domu z krzykiem
Ci ludzie, dalibóg,
Mnie tu mają za babę, a nie za mężczyznę,
Niewolnicy sąsiada, żołnierza! Tak sobie
Kpić ze mnie! By w ten sposób tutaj na ulicy175
I szarpać, i znieważać kobietę będącą
W mej gościnie, co wczoraj tu z Aten przybyła
Z mym znajomym, osobę wolno urodzoną!
SCELEDRUS
na stronie, usiłuje ukryć się za węgieł176 domu
Już po mnie! Wszak on idzie tu na mnie prościutko!
Strach myśleć, w jakie licho mnie wpląta ta sprawa,
O ile sądzić z tego, co gada ten stary!
PERIPLEKTOMENUS
A więc nuże na niego: Ty tutaj, Sceledrze,
Herszcie łotrów, ty śmiałeś, przed chwilą, przed domem
Znieważyć mego gościa?
SCELEDRUS
składa się
Sąsiedzie, ja błagam,
Posłuchaj!
PERIPLEKTOMENUS
Ja cię słuchać?
SCELEDRUS
Chcę się uniewinnić.
PERIPLEKTOMENUS
Ty się chcesz uniewinnić? Ty, coś taką zbrodnię,
Tak niegodną popełnił? A więc, żeście zbóje,
Myślicie, że wam wolno, gałganie, już wszystko?
SCELEDRUS
jeszcze próbuje mówić
Nie pozwolisz?
PERIPLEKTOMENUS
udając wściekłą złość
A niech mnie bogi i boginie
Wszystkie — jeśli nie ujrzę twego rózgobicia177
Długiego i trwałego, od rana po wieczór,
Za to, żeś mi potrzaskał dachówki i rynny,
Gdyś tam ścigał tę małpę — w sam raz ciebie godną —
I żeś stamtąd się gapił tu na mego gościa,
Jak ściskał i całował swoją przyjaciółkę,
I żeś śmiał swego pana kochankę oczerniać
Niewinną o łajdactwo, a mnie o szczyt zbrodni,
I za to, żeś śmiał szarpać gościa przed mym domem.
Jeśli za to nie ujrzę twego knutobicia178,
To więcej hańby ściągnę na twojego pana179,
Niżli fal jest na morzu w czasie wielkich wichrów!
SCELEDRUS
jąka się
Tak mnie ciśniesz do muru, Periplektomenie,
Że nie wiem, czy mam raczej z tobą się wykłócić,
Czy też może — jeżeli — ta tu nie jest tamtą,
A tamta nie tą tutaj, ciebie nie przeprosić —
Bo i teraz sam nie wiem, com widział właściwie,
Tak jest strasznie podobna ta twoja do naszej,
Chociaż nie jest ta sama.
PERIPLEKTOMENUS
Zaglądnij tu do mnie,
To się wreszcie przekonasz.
SCELEDRUS
Czy wolno?
PERIPLEKTOMENUS
Sam każę!
I spokojnie rozpoznaj.
SCELEDRUS
Tak też myślę zrobić.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
PERIPLEKTOMENUS
podbiega pod dom żołnierza i woła do Filokomazjum, która stała tuż za drzwiami
Słuchaj, Filokomazjum, przeleć biegiem do nas
Szybko, bo tak potrzeba — potem, gdy Sceledrus
Wyjdzie od nas, ty znowu, szybko biegiem przeleć
Do was nazad! Dalibóg, że teraz się boję,
Żebyś coś nie pokpiła. Jeśli on nie ujrzy
Tu u nas tej kobiety — o, drzwi się otwarły.
Sceledrus wychodzi od Periplektomenusa.
SCELEDRUS
Na bogów nieśmiertelnych! Myślę, że bogowie
Kobiety podobniejszej i więcej tej samej —
Bo to nie jest ta sama — stworzyć by nie mogli!
PERIPLEKTOMENUS
Cóż teraz?
SCELEDRUS
Winien jestem.
PERIPLEKTOMENUS
Cóż więc? Czyż to ona?
SCELEDRUS
Choć ona, lecz nie ona.
PERIPLEKTOMENUS
Więc czyżeś ją widział?
SCELEDRUS
Widziałem ją i gościa, jak się całowali,
Ściskali.
PERIPLEKTOMENUS
Więc to ona?
SCELEDRUS
Nie wiem.
PERIPLEKTOMENUS
A chcesz wiedzieć
Na pewno?
SCELEDRUS
Chciałbym bardzo.
PERIPLEKTOMENUS
Idźże teraz zaraz
Tu do was i tam zobacz, czy wasza jest w domu.
SCELEDRUS
Dobrze, świetnie mi radzisz. Ja tu zaraz wyjdę.
Wchodzi do domu żołnierza.
PERIPLEKTOMENUS
do widzów
Nie widziałem, dalibóg, nigdy, żeby kogo
Więcej śmiesznie i dziwnie mógł ktoś za nos wodzić!
Ale otóż wychodzi.
SCELEDRUS
wybiega i pada do stóp Periplektomenusa
Periplektomenie,
Zaklinam cię na bogów i na wszystkich ludzi,
Na moją głupią głowę i na twe kolana —
PERIPLEKTOMENUS
Czegóż mnie tak zaklinasz?
SCELEDRUS
Mej nieświadomości
Wybacz i mej głupocie. Teraz wiem dopiero,
Żem był głupi i ślepy, i niepoczytalny,
Bo ona jest tu w domu.
PERIPLEKTOMENUS
No więc cóż, gałganie,
Więc widziałeś je obie?
SCELEDRUS
Tak.
PERIPLEKTOMENUS
Więc dawaj pana!180
SCELEDRUS
Przyznaję, żem zasłużył na największe licho
I żem twemu gościowi zrobił krzywdę. — Prawda,
Lecz myślałem, że to jest ta pańska kochanka,
Którą żołnierz, a pan mój, oddał pod mój nadzór;
Wszak nigdy woda wodzie nie jest podobniejsza
Z jednej studni dobyta jak ta i ta druga,
Co jest w twojej gościnie! A także przyznaję,
Żem zaglądał do ciebie, z góry, przez impluvium.
PERIPLEKTOMENUS
Jakże się masz nie przyznać, skorom cię sam widział?
I widziałeś, jak gość mój tam się z nią całował,
Z tą, co jest u mnie gościem?
SCELEDRUS
Widziałem — bo czemuż
Mam przeczyć, skorom widział. Ale byłem pewny,
Że to Filokomazjum.
PERIPLEKTOMENUS
A więc ty myślałeś,
Że ja byłem w tej sprawie najpodlejszy z ludzi —
Jeślim na to świadomie pozwolił, by mego
Sąsiada tak krzywdziła u mnie ta kobieta?
SCELEDRUS
Teraz wreszcie pojmuję, żem głupio postąpił,
Kiedy sprawę poznaję. Lecz nie ze złej woli
Tom zrobił.
PERIPLEKTOMENUS
Lecz niegodnie. Bo niewolnik winien
Trzymać krótko i oczy, i ręce, i język!
SCELEDRUS
Jeśli ja już od dziś dnia choć parę wypuszczę,
Nawet gdybym coś wiedział na pewno, to wtedy
Katu możesz mnie oddać — ja ci się sam oddam;
Teraz wybacz mi, proszę.
PERIPLEKTOMENUS
Więc, chociaż niechętnie,
Uwierzę, żeś to zrobił bez twojej złej woli,
I wybaczę ci teraz.
SCELEDRUS
Niech ci bogi darzą!
PERIPLEKTOMENUS
grożąc mu
Jeśli bogi ci miłe, chyba już utrzymasz
Twój język za zębami! Odtąd nawet tego,
Co byś wiedział naprawdę, nie będziesz mi wiedział,
Ani widzieć, coś widział!
SCELEDRUS
Słuszna twoja rada.
Tak już zrobię na pewno. — Czyś już skończył?
PERIPLEKTOMENUS
Odejdź.
SCELEDRUS
Chcesz coś jeszcze ode mnie?
PERIPLEKTOMENUS
Tak jest, znać cię nie chcę.
Odwraca się, udaje, że odchodzi, ale zatrzymuje się w drzwiach, by podpatrzeć, co robi Sceledrus.
SCELEDRUS
do siebie
Ej, on mnie chyba nabrał! Jakże to łaskawie
Dał się niby przebłagać! Ja wiem, co on myśli:
By mnie zaraz spętali, skoro tylko żołnierz
Wróci z rynku do domu! I on, i Palestrio
Razem mnie chcą tak sprzedać. Ale ja zwąchałem
I dawno już wiem o tym. O, nie, już ja nigdy
Nie tknę się tej przynęty! Już ja tu gdzieś drapnę.
Na dni kilka się skryję, aże się uciszy
Całe to zamieszanie i gniewy przeminą.
Bom już dosyć przeskrobał, jak na lud występny.181
Lecz —
z nagłą decyzją
niech się co chce dzieje182, ja wracam do domu.
Wchodzi do domu żołnierza.
PERIPLEKTOMENUS
Więc poszedł. — No — wiem teraz na pewno, że często
Świnia, co jest zabita183, ma więcej rozumu:
By sobie dać to wydrzeć, że widział, co widział!
Bo jego oczy, uszy, jego przekonania
Tutaj do nas uciekły! Jak dotąd — jest świetnie;
Kobieta przedowcipnie nam się przysłużyła.
Teraz wracam „na senat”184, albowiem Palestrio
Jest teraz u mnie w domu — Sceledrusa nie ma —
Więc da się obradować „w najpełniejszej liczbie”.
Już idę — bo beze mnie zrobią losowanie!185
AKT TRZECI
Palestrio, Periplektomenus, Pleusikles.
PALESTRIO
wychodzi pierwszy z domu Periplektomenusa; mówi do wnętrza domu
Poczekajcie jeszcze trochę w progu, Pleusiklesie,
Wprzód wyglądnąć mi pozwólcie, czy nie ma zasadzki,
Jako że tu radzić chcemy. — Trza miejsca pewnego,
By wróg jakiś nam nie ściągnął łupów z tej narady.186
Dobra rada jest złą radą, gdy wróg z niej korzysta,
A gdy już wróg z niej korzysta — tobie musi szkodzić,
Bo najczęściej ktoś ci ściągnie, co dobrze uradzisz,
Gdy bez troski o ostrożność miejsce narad znajdziesz.187
A wrogowie, skoro tylko plan twój wymyszkują,
Twoim planem, twoim własnym, gębę ci zatkają,
Ręce twoje ci skrępują — i coś im chciał zrobić,
Tobie zrobią! Więc podglądnę, czy też tu z tej strony,
Albo z lewej, albo z prawej, jakiś się myśliwy
Nie podkrada z siecią słuchu188. —
rozgląda się
Nie, tu widok wolny,
Aż do końca tej ulicy. Świetnie. A więc wołam:
Pleusiklesie! Hej! Wychodźcie! Periplektomenie!
Wychodzą Periplektomenus i Pleusikles.
PERIPLEKTOMENUS
Otośmy na twe rozkazy.
PALESTRIO
Łatwo rozkazywać,
Gdy są ludzie tak porządni. — Ale chciałbym wiedzieć,
Czy rzecz mamy tak prowadzić, jakeśmy tu w domu
Uradzili?
PERIPLEKTOMENUS
Toż nic lepiej sprawie nie pomoże!
PALESTRIO
To najlepsze!189 — Pleusiklesie, cóż ty na to?
PLEUSIKLES
Jakże
Mógłbym tego nie uznawać, co wyście uznali?
do Palestriona
Któż mi więcej jest oddany niżli ty?
PALESTRIO
kłaniając się
Prześlicznie!
PERIPLEKTOMENUS
klepiąc po ramieniu Pleusiklesa
O, on już jest zawsze taki!
PLEUSIKLES
Ale to mnie męczy190
Nieszczęsnego. Tak mnie dręczy — i ciało, i duszę — —
PERIPLEKTOMENUS
Co cię dręczy? Nuże, gadaj!
PLEUSIKLES
Że tobie, w tym wieku
Ja narzucam takie sprawy, co godne młokosa,
Lecz nie ciebie i cnót twoich; ty się o to starasz
Z wszystkich sił — i wszystko dla mnie. I mnie chcesz dopomóc
W mej miłości; przy tym musisz takie rzeczy robić,
Których raczej w twoim wieku unikać się godzi,
A nie szukać! Wstyd mi tedy, że tobie w starości
Tyle tych kłopotów sprawiam.
PALESTRIO
wtrąca się
To ty się, człowieku,
Kochasz w całkiem nowy sposób, jeżeli się wstydzisz
Czegokolwiek z twoich czynów! Nie kochasz się wcale,
Pleusiklesie! Tyś nie amant, ale cień amanta!
PERIPLEKTOMENUS
urażony
Jak to? Więc ja w twoich oczach jestem taki stary?
Całkiem już z tamtego świata? Z trumny? Więc ty myślisz,
Że ja żyję już tak dawno? A przecież ja nie mam
Więcej niż pięćdziesiąt cztery, wzrok mam całkiem bystry,
Nogi chyże, ręce zwinne!
PALESTRIO
Choć ma białe włosy,
Jednak w swym usposobieniu wcale nie jest starcem.
Jest w nim jakiś doskonały, wrodzony zmysł życia!
PLEUSIKLES
poprawia się
Tak jest! Przecież ja to widzę, że tak jest, jak mówisz.
Wszakże ta życzliwość jego jest już — — wprost młodzieńcza!
PERIPLEKTOMENUS
udobruchany
Nawet, gościu, w miarę tego, jak mnie lepiej poznasz,
Lepiej poznasz mą życzliwość dla twojej miłości.
PLEUSIKLES
z grzecznym wyrzutem
Aż „poznawać” rzecz tak znaną!
PERIPLEKTOMENUS
[A trzeba samemu
Poznać miłość, gdy chcesz pomóc drugiemu w miłości.]191
By mieć przykład sam na sobie, nie szukać gdzie indziej.
Bo kto kiedyś sam nie kochał, ten pojąć nie zdoła,
Co ma w głowie zakochany. I ja też mam w sobie
Jeszcze coś z miłosnych soków i jeszczem nie oschły
Na to, co rozkoszne, miłe. A potrafię także
Dowcipnisiem być wytwornym, miłym biesiadnikiem
I nikomu się przy uczcie nie zwykłem sprzeciwiać.
Umiem wstrzymać się przy uczcie od rzeczy niemiłych,
Tyle mówić, co wypada — i tyle zamilczeć,
Gdy ktoś inny głos zabiera. A przy tym nie spluwam
I nie charkam, i nie siąkam: w Efeziem192 się rodził193,
Nie w Apulii — i nie jestem — jakiś animulczyk!
PALESTRIO
pół do publiczności, pół do Periplektomenusa
Co za miły „pół-staruszek”194, jeśli rzeczywiście
Nie brak mu tych wszystkich zalet, o których wspomina,
Toż go widać własną piersią Wenus wykarmiła!195
PERIPLEKTOMENUS
Więcej ci mej uprzejmości wykażę, niż powiem.
ale i tak chwali się w dalszym ciągu
Nigdy się do cudzej dziewki przy uczcie nie biorę,
Nie wyciągam rąk po pieczeń, kubków nie wywracam,
Ni też nigdy z mej okazji — że niby przy winie —
Kłótnia uczty nie zakłóci. Gdy mi ktoś niemiły,
idę sobie, nic nie gadam. Gdy leżę przy stole,
To dbam tylko o Wenerę, o miłość, wesołość!
PALESTRIO
Całe twe usposobienie to szczyt uprzejmości!196
Dajcie mi trzech takich ludzi: złotem czystym płacę!
PLEUSIKLES
Lecz nie znajdzie nikt drugiego, co by był w tym wieku
Więcej miły w każdej sprawie, więcej druh druhowi!
PERIPLEKTOMENUS
Będziesz widział, że młodzieńczą znajdziesz we mnie duszę:
Tyle doznasz w wszystkich sprawach usług z mojej strony.
Będziesz chciał mieć pomocnika twardego, szorstkiego,
Ja nim jestem! Będziesz chciał mieć kogoś łagodnego,
Powiesz, żem jest łagodniejszy niżli morze w ciszy.
Będę jeszcze przytulniejszy niż wietrzyk Favonius197!
Albo ci wyczynię z siebie jak najweselszego
Gościa czy też pieczeniarza, lecz pierwszorzędnego,
Lub smakosza najlepszego; a w tańcu, nareszcie,
Wprost niewieściuch żaden nie jest taki jak ja gibki!
PALESTRIO
do Pleusiklesa
Czegóż byś chciał jeszcze więcej — gdyby było można?
PLEUSIKLES
By się jeszcze móc odwdzięczyć za wszystko, jak trzeba,
No i tobie, bo wam sprawiam — widzę — moc kłopotów.
zwraca się do Periplektomenusa
Przykro mi, że ciebie zmuszam do takich wydatków.
PERIPLEKTOMENUS
Głupiś! To się zwie wydatek, co dasz na złą żonę
Lub na wroga — lecz co wydasz czy na przyjaciela,
Czy na gościa, co ci miły — to jest czysty dochód!
A i to za zysk uważa każdy człek rozsądny,
Co się wyda w boskich sprawach. Toteż dzięki bogom
Mam cię za co u mnie przyjąć, i to całą duszą:
Jedz, pij, baw się razem ze mną, oddaj się uciechom!
Wolnym198 jest i dom mam wolny; sam żyję dla siebie.
Wszakże mogłem, dzięki bogom, dzięki mym bogactwom —
Pojąć żonę i posażną, i z rodu świetnego —
Ale po co mam w dom wpuszczać — bydlę, co wciąż szczeka199?
PALESTRIO
Nie chcesz więc? Lecz dzieci płodzić to przecież rzecz miła.
PERIPLEKTOMENUS
Ale milsza rzecz, dalibóg, być człekiem swobodnym.
PALESTRIO
Ty doradzić umiesz mądrze — drugiemu i sobie.
PERIPLEKTOMENUS
Dobra rzecz jest pojąć żonę — dobrą, jeśli dobrą
W ogóle gdzieś znaleźć można; bo czyż mam wziąć taką,
Która nigdy mi nie powie: „Kup, mój mężu, wełny,
A ja ci płaszcz miękki zrobię, ciepły, tunik200 kilka,
Dobrych na ten czas chłodniejszy, byś nie marzł tej zimy —”
(Nie, takiego słowa nigdy żona ci nie powie),
Lecz nim zaczną piać koguty, ze snu mnie obudzi,
Mówiąc: „Daj mi coś, mój mężu, matce na podarek,
Na pierwszego201; daj na kuchnię, trzeba na smażenie202;
Daj mi na zapłatę w święto, wróżce takiej, siakiej203,
A wstyd, gdybym tej nie dała, co wróży z drgnień oka204;
Muszę piękny dać podarek mej garderobianej205,
Już się dawno na mnie boczy moja prasowaczka206,
Że nic dotąd nie dostała. To znów akuszerka
Burdę wielką mi zrobiła, żem dała za mało;
A tej nic, co się zajmuje dziećmi naszej służby207?
Te i inne tym podobne, liczne wady kobiet
Mnie wstrzymują od ożenku — z taką, co w ten sposób
Wiecznie by mi trajkotała!
PALESTRIO
Bogi ci łaskawe,
Bo gdy raz, dalibóg, stracisz tę twoją swobodę,
To niełatwo ją odzyskasz!
PLEUSIKLES
Lecz to przecież chlubnie
W wielkim rodzie i bogactwie, by człek chował dzieci,
Żeby pamięć nie wygasła osoby i rodu.
PERIPLEKTOMENUS
Jeśli ja mam wielu krewnych, to po co mi dzieci?
Teraz sobie żyję dobrze, szczęśliwie — i całkiem
Tak, jak chcę i jak zapragnę; a gdy śmierć nadejdzie,
Mienie moje rozdam krewnym, między nich podzielę.
Oni będą wtedy przy mnie i o mnie dbać będą,
Będą troszczyć się, co robię i czy czego nie chcę.
Toć już teraz, nim zaświta, już są, by zapytać,
Czym spał dobrze! — Ja tych przyjmę jako moje dzieci,
Co dziś o mnie pamiętają: choćby przy ofierze
Mnie oddają większe części niżli sobie samym,
I na ucztę potem proszą, na obiad, śniadanie,
A ten się najgorzej czuje, co mi najmniej posłał.
Na wyścigi ślą swe dary — a ja sobie mówię:
Mienie moje pragną połknąć — i dlatego tylko
Tak się wszyscy prześcigają w przysmakach, podarkach!
PALESTRIO
Znakomicie, doskonale umiesz dbać o siebie,
O swe życie. Bo w ten sposób — gdy ci się powodzi —
Możesz sądzić, że masz dzieci: bliźniaki, trojaki!
PERIPLEKTOMENUS
A gdybym je miał naprawdę, miałbym moc udręki.
Ciągle bym się tylko martwił: Jeśliby miał febrę,
Już bym myślał, że umiera; jeśliby gdzieś upadł,
Czy pijany, czy też z konia, już bym drżał o niego,
Czy nie skręcił sobie karku lub nóg nie połamał.
PLEUSIKLES
Taki człowiek jest wart bogactw i długiego życia,
Bo majątku nie marnuje, o siebie dbać umie
I przyjaciół swych wspomaga.
PALESTRIO
Co za miły człowiek!
Niech mnie bogi i boginie — powinny by bóstwa
Tak zarządzić, żeby życie nie było jednakie
Dla każdego śmiertelnika. Lecz jak przy towarach,
Ten, co ma na targu nadzór208 — jeśli jest porządny —
Dla towaru porządnego taką stawia cenę,
Jak wymaga jego dobroć; a znów dla podłego
Taką, by pan nie miał zysku z podłości towaru.
Tak powinni by bogowie życie porozdzielać:
Kto jest miły, niechby temu długie dali życie,
A kto podły czy też zbrodniarz — niechby szybko umarł.
Gdyby byli tak zrobili, mniej by było łotrów
I mniej byliby bezczelni w swych czynach — a wreszcie
Ludzie, co by byli zacni, taniej by żyć mogli.
PERIPLEKTOMENUS
Głupi ten i nierozsądny, kto by bogów winił
Albo ganił. — Lecz na teraz, dajmy temu spokój.
Teraz pójdę na zakupy, żeby ciebie, gościu,
Przyjąć suto w moim domu — tak jak to przystoi
Twej godności (a i mojej) — dobrze, dobrym jadłem.
PLEUSIKLES
Dość już na mnie tych wydatków! Bo przecież gość każdy,
Gdy zajedzie gdzie w gościnę, choć do przyjaciela,
Jeśli trzy dni z rzędu siedzi, musi się naprzykrzyć,
Lecz gdy dziesięć — to już cała Iliada niechęci209!
Choćby pan to chętnie znosił, to służba wnet szemra!
PERIPLEKTOMENUS
Służbęm210 moją tak wyszkolił, żeby mi służyła,
Nie by mnie rozkazywała lub żebym ich słuchał!
Choć im może nie na rękę, co mnie się podoba,
Muszą tańczyć, jak ja zagram211, i to, co im nie w smak,
Muszą robić, choć niechętnie, pod karą! — A teraz
Pójdę tam, gdziem się już wybrał: na zakupy.
PLEUSIKLES
Jeśli
Już być musi, kup skromniutko, byle nie rozrzutnie;
Mnie cokolwiek zadowoli.
PERIPLEKTOMENUS
Ależ, mój ty gościu,212
Dajże spokój z tym gadaniem, starym, oklepanym!
Toż tak mówisz, teraz właśnie, jakby ktoś z pospólstwa;
Bo ci mówią tak przy stole, gdy obiad podano:
„Ależ po co te wydatki, tak wielkie — i dla nas!
To szaleństwo! Tego przecież jest na dziesięć osób!”.
Ganią te zakupy dla nich — a przecież zjadają!
PALESTRIO
na stronie, do widzów
Tak to bywa! Zna się na tym, świetnie, znakomicie!
PERIPLEKTOMENUS
Nigdy jednak nie powiedzą, choć suto się poda:
„Każ to zabrać! Weź tę misę! Sprzątnij szynkę, nie chcę!
Zabierz stąd tę wieprzowinę! Ten węgorz jest dobry
I na zimno!213 Sprzątnij, zabierz!” — Tego nie usłyszysz
Od żadnego, lecz się na stół w pół walą, sięgając!
PALESTRIO
jak wyżej
Zacny — zacnie nam opisał kiepskie obyczaje!
PERIPLEKTOMENUS
Toż ja nawet setnej części tegom nie powiedział,
Co bym — gdyby był czas na to — potrafił przytoczyć!
PALESTRIO
Więc się raczej tym zajmijmy, co mamy na głowie.214
Teraz obaj posłuchajcie: Mnie trzeba pomocy
Twojej, Periplektomenie, bo ja wynalazłem
Świetny podstęp, żeby przystrzyc temu rycerzowi
Jego loczki215 — i by temu, co jest zakochany,
I tej tu Filokomazjum tak sprawę ułatwić,
By ją wykradł i wziął z sobą.
PERIPLEKTOMENUS
Chcę wiedzieć216 ten sposób.
PALESTRIO
A ja chcę mieć ten twój pierścień.
PERIPLEKTOMENUS
Na co ci potrzebny?
PALESTRIO
Daj wprzód pierścień, to ci powiem plan moich pomysłów.
PERIPLEKTOMENUS
rzuca mu pierścień
Niech ci służy, masz!
PALESTRIO
chwyta pierścień i przybiera minę dumnego wynalazcy
A teraz — ty słuchaj o planie
Mej podrywki217.
PERIPLEKTOMENUS
Dobrze. — Obaj218 uszy nastawiamy!
PALESTRIO
Mój pan taki jest kobieciarz, jakiego, mym zdaniem,
I nie było, i nie będzie.
PERIPLEKTOMENUS
I ja też tak myślę.
PALESTRIO
Toż on twierdzi, że urodą przeszedł — Aleksandra219.
I że wszystkie za nim gonią w Efezie kobiety.
PERIPLEKTOMENUS
wskazując widzów
Wielu by tu pewnie chciało220, byś o nim nazmyślał.
Lecz ja wiem, że prawdę mówisz. A zatem, Palestrio,
Zbierz twe słowa krótko, zwięźle, najkrócej jak zdołasz.
PALESTRIO
Czybyś nie mógł znaleźć jakiejś przystojnej niewiasty,
Co by była pełna sprytu i wielkiej chytrości?
PERIPLEKTOMENUS
Wolna czy wyzwolenica?
PALESTRIO
Wszystko jedno. — Tylko
Żeby chciała coś zarobić, ciesząc ciało ciałem221,
No — i żeby miała rozum (serca żadna nie ma222).
PERIPLEKTOMENUS
uśmiechając się
Już kąpaną czy nie jeszcze?223
PALESTRIO
Taką ot, soczystą,
Ale jak najurodziwszą, no i jak najmłodszą.
PERIPLEKTOMENUS
Mam tu taką mą klientkę224, młodziutką heterę.
Ale na co ci potrzebna?
PALESTRIO
Bym ją wziął do siebie
I tu przywiódł tak ubraną, jak chodzą matrony225,
Z głową gładko uczesaną, w pasemka, z przepaską.
Niech udaje twoją żonę. Tak ją trza pouczyć.
PLEUSIKLES
Nie pojmuję, co zamyślasz.
PALESTRIO
Zaraz się dowiecie.
A czy ona ma służącą?
PERIPLEKTOMENUS
Ma — i wściekle chytrą.
PALESTRIO
Ona także jest potrzebna. — Więc poucz niewiastę
Wraz z służącą, niech udaje, że jest twoją żoną
I że kocha się w żołnierzu; że niby ten pierścień
Dała przez swą pokojówkę mnie, żebym go podał
Żołnierzowi, że to niby — ja mam pośredniczyć.
PERIPLEKTOMENUS
Aha, słyszę. [Nie myśl, proszę, żem głuchy! Mam uszy
Doskonałe.
PALESTRIO
Gdy jej powiesz, ja pójdę do niego,
Pierścień]226 oddam mu i powiem, że to twoja żona
Mi go dała i posłała, bym mu ją postręczył:
On już taki. Zaraz na to szelma się rozpali;
Jest on zresztą do niczego, tylko do miłostek!
PERIPLEKTOMENUS
Lepszych do tej sprawy kobiet jak te dwie, com znalazł,
Nie znalazłby sam bóg Słońca227! Bądź najlepszej myśli!
PALESTRIO
Więc do rzeczy, ale skoro228!
Periplektomenus wchodzi do swego domu.
Teraz ty, Pleusikles.
PLEUSIKLES
Słucham.
PALESTRIO
Wiedzże, jeśli żołnierz tu przyjdzie do domu229,
To pamiętaj, nie nazywaj jej Filokomazjum!
PLEUSIKLES
Tylko jak?
PALESTRIO
Dikea.
PLEUSIKLES
Wiem już — tak, jak to już było.
PALESTRIO
Tak! Idź teraz.
PLEUSIKLES
odchodzi, ale jeszcze zatrzymuje się
Zapamiętam. Lecz co z pamiętania?
Powiedz przecież.
PALESTRIO
Ja ci powiem, gdy będzie potrzeba230,
Milcz tymczasem. Jak ten teraz swoją rzecz odrabia,
Tak pamiętaj być gotowym twą rolę odegrać.
PLEUSIKLES
Więc tu wejdę.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
PALESTRIO
woła za nim
A com kazał, patrz, byś dobrze spełnił!
Palestrio, Lurcjo.
PALESTRIO
sam
Ależ ja tu zamieszki, podstępy wyprawiam!
Wydrę ja dziś kochankę temu żołnierzowi,
Jeśli dobrze wprawieni moi szeregowcy231. —
Lecz tamtego wywołam.
woła przez drzwi do domu żołnierza
Hej. Masz czas, Sceledrze?
To wyjdź no tutaj przed dom, woła cię Palestrio!!
LURCJO
wypada, podchmielony
Sceledrus jest zajęty.
PALESTRIO
Jak to?
LURCJO
Śpi i siorbie.232
PALESTRIO
Niby jak to? Co „siorbie”?
LURCJO
poprawia się
A, miałem rzec „chrapie”,
Lecz ponieważ podobne jest „chrapać” i „siorbać” —
PALESTRIO
Co? Sceledrus śpi w domu?
LURCJO
Nie nosem przynajmniej,
Bo nosem strasznie wrzeszczy.
PALESTRIO
na stronie
Zajrzał do kielicha,
Chyłkiem, kiedy piwniczny nard wpuszczał w amfory233.
do Lurcjona
Posłuchaj no, ty szelmo, coś mu był podczaszym —
LURCJO
Co chcesz?
PALESTRIO
Jakże to — niby — tak mu na sen przyszło?
LURCJO
Jak? Oczy, myślę, zamknął234 — —
PALESTRIO
Nie o to, ty łotrze,
łapie go za rękę
Chodź no tutaj.
grozi mu
Pamiętaj — jeżeli mi skłamiesz!
Tyś mu wina utoczył?
LURCJO
Nie.
PALESTRIO
A więc zaprzeczasz?
LURCJO
No pewnie! — On mi przecież nie pozwolił mówić.
Anim ośmiu kwaterek235 w dzban mu nie utoczył,
Ani ich na śniadanie zagrzanych nie wypił236.
PALESTRIO
A tyś sam wcale nie pił?
LURCJO
Niechże mnie tak bogi,
Jeślim pił lub pić mogłem.
PALESTRIO
Jak to?
LURCJO
Tylkom siorbał,
Bo zbyt było gorące, aż w gardle paliło.
PALESTRIO
z westchnieniem
Jedni się upijają, drudzy ocet piją!237
Ale dobrym podczaszym piwnica oddana!
LURCJO
To samo ty byś robił, gdybyś nią zarządzał.
Nie możesz razem z nami, a więc nam zazdrościsz.
PALESTRIO
łapie go znów
A może on już przedtem — — odpowiedz no, łotrze.
A to ci zapowiadam, żebyś sobie wiedział:
Jeśli prawdy nie powiesz, to cię zakatrupię!
LURCJO
Tak? Żebyś mnie sam wydał, żem ja ci to mówił?
By mnie potem wylali z tej świetnej piwnicy238,
A ty, wino ściągając, wziął sobie innego!
PALESTRIO
Nie, ja tego nie zrobię. Możesz gadać śmiało.
LURCJO
A więc nigdy — naprawdę — tego nie widziałem,
By on wino wytaczał. Właściwie tak było:
On mnie zwykle kazywał — i ja wytaczałem.
PALESTRIO
Stąd tak często amfory na głowie stawały!239
LURCJO
Właściwie nie tak łatwo one się ruszały240,
Lecz był kącik w piwnicy strasznie niebezpieczny
I tam stał, ot tak przy nich, dzban, co miał dwie kwarty
I on to się napełniał nieraz z dziesięć razy,
Sam widziałem: raz pełny i zaraz znów próżny,
Gdy dzban szalał — amfory wściekle się rzucały!
PALESTRIO
No już idź, idź do domu. Wy tam w tej piwnicy
Bakchanalie241 robicie. Ściągnę ja go z rynku!242
LURCJO
na stronie
O biada! Gdy pan wróci, to mnie zakatrupi,
Gdy się dowie o wszystkim, żem mu nie powiedział.
Drapnę gdzieś tu, dalibóg, i tak choć dzień zyskam!
do widzów
Lecz wy mu nie powiedzcie, błagam was na wszystko!243
Zwraca się ku miastu.
PALESTRIO
Gdzież ty idziesz?
LURCJO
W lot wracam. Gdzieś tam mnie posłali.
PALESTRIO
A kto?
LURCJO
Filokomazjum.
PALESTRIO
Idź, lecz zaraz wracaj.
LURCJO
odchodzi, ale się wraca
Proszę cię, byś część moją — gdy tu będą dzielić —
Te baty — w mym zastępstwie zechciał już sam przyjąć!
Palestrio zamierza się, Lurcjo ucieka.
PALESTRIO
sam
W tej chwili zrozumiałem, o co jej tu chodzi:
Śpi Sceledrus; więc tego swojego podstróża244
Wyprawia, by tymczasem przejść do nas. To dobrze.
Spostrzega nadchodzących.
Lecz Periplektomenus prowadzi kobietę,
Tak jakem mu polecił, nawet bardzo ładną.
Dalibóg, że bogowie nam tu pomagają!
Jak dostojnie ubrana — całkiem nie hetera!
Doskonale się wszystko w tej sprawie układa!
Periplektomenus, Akroteleutium, Milfidippa, Palestrio.
Periplektomenus wychodzi z swego domu, prowadząc Akroteleutium przebraną za matronę, w długich powłóczystych szatach, z włosami ułożonymi gładko w pasemka przewiązane przepaską na czole, kroczącą bardzo dostojnie. Za nią idzie, również bardzo skromnie, jej służąca, Milfidippa.
PERIPLEKTOMENUS
do obu kobiet
Wszystkom wam, Akroteleutium i ty, Milfidippo245,
w domu jasno już powiedział. Jeśli te chytrości
Już dość jasno rozumiecie, mówmy o czym innym.
AKROTELEUTIUM
Byłabym ja, mój patronie, głupia, nierozważna,
Gdybym brała się do rzeczy nie swoich i tobie
Przyrzekała, że to zrobię, gdybym nie umiała
Być w tych sprawkach dosyć chytra i dosyć przebiegła.
PERIPLEKTOMENUS
Jednak lepiej jest przypomnieć.
AKROTELEUTIUM
śmieje się ironicznie
Przypomnieć? Heterze?
Każdy wie, jak to potrzebne! Przecież to ja sama,
Skorom tylko zmiarkowała246, co mi opowiadasz247,
Powiedziałam ci, jak można żołnierza wykiwać!
PERIPLEKTOMENUS
Lecz nikt nie jest sam dość mądry. Nieraz widywałem
Wielu, że się zabłąkali, nim drogę znaleźli.
AKROTELEUTIUM
Lecz kobieta, jeśli trzeba uknuć chytry podstęp248,
To ma pamięć nieśmiertelną i na wieczne czasy.
Za to, gdy rzecz o czyn dobry, sprawę zaufania,
One w mig: zapominalskie, ani rusz pamiętać.
PERIPLEKTOMENUS
Otóż tego ja się boję, że wam przyjdzie czynić249
I to, i to. Bo to właśnie dla mnie będzie dobre,
Co wy obie żołnierzowi złego wyczynicie.
AKROTELEUTIUM
śmiejąc się
Już się nie bój — gdy rzecz dobrą robimy niechcący!250
PERIPLEKTOMENUS
Ej, nawarzysz sobie piwa!
AKROTELEUTIUM
Nic się o to nie bój!
Gorszy gałgan je wypije!
PERIPLEKTOMENUS
Tak, to na was patrzy!251
Chodźcież za mną.
PALESTRIO
który stał cały czas na boku
A ja zwlekam, nie idę naprzeciw.
podchodzi do nich
Witaj! świetnie, że już wracasz. Co za pyszny orszak!
PERIPLEKTOMENUS
Doskonale, żem cię spotkał, Palestrio.
wskazuje kobiety
Są tedy
W myśl rozkazu sprowadzone, ubrane.
PALESTRIO
klepie go po ramieniu
To świetnie,
Takich ludzi nam potrzeba. — A, Akroteleutium,
Pozdrowienie śle Palestrio!
Kłania się w pas.
AKROTELEUTIUM
żartuje, udając dostojną matronę
A coż to za człowiek,
Co mnie wita jak znajomą?
PERIPLEKTOMENUS
To jest nasz architekt252.
AKROTELEUTIUM
oddając ukłon
Witaj, architekcie.
PALESTRIO
Witaj — lecz powiedz, czy on cię
Naładował wskazówkami?
PERIPLEKTOMENUS
Obie ci prowadzę,
Doskonale wyuczone.
PALESTRIO
Lecz jak? Chciałbym słyszeć,253
Bo się boję, byście wy tam gdzieś coś nie pokpiły.
PERIPLEKTOMENUS
Nic od siebie nie dodałem do twoich wskazówek.
AKROTELEUTIUM
do Palestriona
Chcesz, by okpić twego pana, żołnierza?
PALESTRIO
Tak właśnie.
AKROTELEUTIUM
Pięknie, mądrze, zręcznie, zdatnie rzecz przygotowana.
PALESTRIO
Jego żonę masz udawać —
AKROTELEUTIUM
Owszem, tak się zrobi.
PALESTRIO
Że rzecz niby się załatwia dla niego przeze mnie
I przez tę służącą twoją.
AKROTELEUTIUM
Byłbyś dobry wróżbiarz:
Przepowiadasz, co się stanie.
PALESTRIO
Że niby ten pierścień
Twa służąca mi przyniosła, bym go dał od ciebie
Żołnierzowi.
AKROTELEUTIUM
Prawdę mówisz.
PERIPLEKTOMENUS
Po co to gadanie,
Skoro one wszystko wiedzą.
AKROTELEUTIUM
Tak lepiej. Bo pomyśl,
Mój patronie, gdy architekt jest zręczny i dobrze
Raz trzon statku i wykreśli, i dobrze ustawi,
Łatwo potem statek zrobić, gdy ma grunt, podstawę.
Teraz ten nasz trzon ma właśnie i dobrą podstawę,
I grunt pewny. Są też cieśle, są i architekci
Doświadczeni w tej robocie. Gdy nas nie opóźni
Nasz dostawca budulcowy254, z tym co ma dostarczyć,
To — wiem przecież, co umiemy — w mig okręt sklecimy.
PALESTRIO
A czy znasz mojego pana, żołnierza?
AKROTELEUTIUM
Ty pytasz?
Jakżebym go znać nie miała, tej zakały miasta,
Samochwała, z tym łbem w lokach, gacha z pachnidłami?
PALESTRIO
To on może cię zna także?
AKROTELEUTIUM
Nigdy mnie nie widział,
Jakżeby mnie mógł znać tedy?
PALESTRIO
No to ładnie mówisz,
I tym ładniej rzecz się uda.
AKROTELEUTIUM
Tylko mi go dostarcz,
A o resztę bądź spokojny. Jeśli ja go ślicznie
Nie wykiwam — całą winę możesz na mnie zwalić!
PALESTRIO
No więc idźcie już do domu, weźcie się do rzeczy,
Ale mądrze!
AKROTELEUTIUM
Nic się nie troszcz!
PALESTRIO
Periplektomenie,
Weźże teraz je ze sobą. — A ja znów na rynek,
Do żołnierza, pierścień oddam, powiem, że twa żona
Mnie oddała go dla niego i że za nim ginie.
Skoro tylko my wrócimy, poślijcie tę
wskazuje służącą
do nas,
Niby, że to jest posłana cichcem do żołnierza.
PERIPLEKTOMENUS
To się zrobi. Nic się nie troszcz.
PALESTRIO
Tylko wy się troszczcie,
Już ja go tu przyprowadzę ze świetnym ładunkiem!255
Odchodzi ku miastu.
PERIPLEKTOMENUS
woła za nim
Dobrej drogi i spraw dobrze!
do Akroteleutium
Jeżeli mi dzisiaj
Rzecz się uda tak dokonać, żeby gość mój wyrwał
Tę kochankę żołnierzowi i wywiózł do Aten,
Jeśli zatem ten nasz podstęp uda się wykonać,
Nawet nie wiesz, co dostaniesz!
AKROTELEUTIUM
A tamta niewiasta256,
Czy się także coś przyczyni?
PERIPLEKTOMENUS
Najpiękniej, najsprytniej —
AKROTELEUTIUM
No, tom pewna, że się uda. Gdy z naszych chytrości
Jedną spółkę tu zrobimy, to nie mam obawy,
By nas mógł ktoś przezwyciężyć w przebiegłym podstępie257.
PERIPLEKTOMENUS
Chodźmyż teraz tu do domu, rzecz mądrze przećwiczyć,
Żeby sprytnie i dokładnie, co trzeba, wykonać,
Nic nie pokpić, gdy on przyjdzie.
AKROTELEUTIUM
Więc czemu czas tracisz?
Wszyscy troje wchodzą do domu Periplektomenusa.
AKT CZWARTY
Pyrgopolinices, Palestrio
wchodzą od strony miasta, żywo rozmawiając.
PYRGOPOLINICES
Jak to miło, jeśli sprawa uda się po myśli.
Właśniem258 mego pieczeniarza dziś wysłał do króla
Seleukosa — z żołdakami, których tu nająłem,
By królestwa mu bronili: będę miał wywczasy259!
PALESTRIO
Wiesz, dbaj raczej o rzecz swoją, nie o Seleukosa,
Zwłaszcza że ci nową gratkę — świetną — dziś szykuję.
PYRGOPOLINICES
Owszem, wszystko poodkładam, a ciebie posłucham.
Mów — mój słuch ci wprost poddaję pod twoje rozkazy260.
PALESTRIO
z tajemniczą miną
Tylko się oglądnij wkoło, żeby ktoś nie złapał261,
Niby ptaszków, tych słów naszych. Bo mi rozkazano
W tajemnicy rzecz załatwić.
PYRGOPOLINICES
obejrzał się dookoła
Nie, nie ma nikogo.
PALESTRIO
daje mu pierścień
A więc masz tu przede wszystkim zadatek miłości.
PYRGOPOLINICES
bierze pierścień
Cóż to? Skąd to?
PALESTRIO
Od kobiety — wspaniałej, rozkosznej,
Co cię kocha, pragnąc twojej uroczej urody262!
Jej służąca mi przyniosła ten pierścień dla ciebie.
PYRGOPOLINICES
Jakże ona? Pani z rodu czy też wyzwolona,
Z niewolnicy?
PALESTRIO
Też pytanie! Ja bym śmiał posłować
Od wyzwolenicy jakiejś, do ciebie, co nawet
Odpowiedzi już nastarczyć nie możesz tym paniom
Z rodu — co cię pożądają?
PYRGOPOLINICES
Zamężna czy wdowa?
PALESTRIO
I zamężna jest, i wdowa.
PYRGOPOLINICES
Jakże ona może
Być zamężną — a i wdową?
PALESTRIO
A bo ją wydano
W młodym wieku za starego.
PYRGOPOLINICES
A to doskonale!
PALESTRIO
Piękna i wytworna przy tym.
PYRGOPOLINICES
Ej, strzeż mi się kłamać!
PALESTRIO
Ona jedna tylko godna twych wdzięków.
PYRGOPOLINICES
Dalibóg,
To być musi strasznie piękna! A co to za jedna?
PALESTRIO
na ucho
Żona tego tu z sąsiedztwa, Periplektomena,
Mrze za tobą, chce go rzucić, nie cierpi starego.
Każe więc cię teraz prosić i zakląć na wszystko,
Byś jej zechciał rzecz ułatwić.
PYRGOPOLINICES
Owszem, oczywiście —
Jeśli ona tego pragnie.
PALESTRIO
Jak pragnie! Pożąda!
PYRGOPOLINICES
Tak — a z tą kochanką w domu co wtedy zrobimy?
PALESTRIO
Każ, niech idzie, gdzie chce sama — zwłaszcza że jej siostra
Bliźnia tu przybyła z matką, żeby ją wziąć z sobą.
PYRGOPOLINICES
Co? Jej matka tu przybyła?
PALESTRIO
Ci, co wiedzą, mówią.
PYRGOPOLINICES
zaciera ręce
Ależ to sposobność świetna, by dziewki się pozbyć!
PALESTRIO
Wiesz, jak to najlepiej zrobić?
PYRGOPOLINICES
No mów, dawaj radę!
PALESTRIO
Chcesz ją migiem stąd usunąć, by poszła bez krzyku?
PYRGOPOLINICES
Właśnie.
PALESTRIO
Więc tak musisz zrobić. Masz dosyć bogactwa,
Każ więc dziewce, niech zatrzyma to złoto, klejnoty,
Coś ją stroił, niech z tym idzie, gdzie jej się spodoba.
PYRGOPOLINICES
Świetnie mówisz. Lecz co wtedy, jeśli tę tu stracę,
A ta nagle plan swój zmieni?
PALESTRIO
Trudna z tobą sprawa!
Toż cię kocha, jak swe oczy!
PYRGOPOLINICES
Bo Wenus mnie kocha!263
PALESTRIO
Pst! Bo drzwi się otwierają. Usuń się tu chyłkiem.
Ta fregata264, co wypływa, to jej pośredniczka.
Wychodzi Milfidippa.
PYRGOPOLINICES
Co? Fregata?
PALESTRIO
Jej służąca, co przed dom wychodzi,
Ta, co pierścień ten przyniosła, com ci dał.
PYRGOPOLINICES
Dalibóg,
Ale śliczna!
PALESTRIO
Ba, przy tamtej — to małpa lub sowa!
Widzisz, jak oczyma strzela i strzyże uszami?265
Milfidippa, Pyrgopolinices, Palestrio.
MILFIDIPPA
na stronie
Aha, już jest cyrk przed domem266, tu mam grać tę szopę.
Udam, żem ich nie dojrzała i że jeszcze nie wiem,
Że tu są.
PYRGOPOLINICES
Pst! Podsłuchajmy, czy co o mnie powie.
MILFIDIPPA
Może tu jest ktoś w bliskości, co się więcej troszczy
O drugiego niż o siebie, nie ma innych zajęć,
Tylko mnie tu podpatruje? Takich to się boję,
Żeby w drogę mi nie weszli i nie przeszkodzili,
Gdy tu wyjdzie i tam przejdzie, ta, co go pożąda,
Pani moja, której teraz z miłości, nieszczęsnej,
Serce skacze! Która kocha tego przepięknego,
Przeurodziwego wodza — Pyrgopolinika!
PYRGOPOLINICES
na stronie
Więc i ta się we mnie kocha: chwali mą urodę.
Nic tu czyścić nie potrzeba.267
PALESTRIO
na stronie
Jak to mam rozumieć?
PYRGOPOLINICES
jak wyżej
Jak? Wszak mówi czystą prawdę i wcale nie brudną.
PALESTRIO
jak wyżej, ironicznie, zerkając ku widzom
Nic brudnego nie dotyka, wszak mówi o tobie.
PYRGOPOLINICES
jak wyżej
Ależ z niej jest strasznie ładna i gładka niewiasta!
Dalibóg, że już mnie troszkę — — — rozbiera, Palestrio.
PALESTRIO
jak wyżej
Boś na oczy jeszcze tamtej —
PYRGOPOLINICES
jak wyżej — przerywa
Tak, kiedyż ją ujrzę?
A tymczasem — tak mnie ciągnie do tej tu fregatki!
PALESTRIO
jak wyżej
Nie, nie, tej daj spokój. To jest — — moja narzeczona268,
Gdy ty z tamtą się ożenisz, ja tę zaraz pojmę.
PYRGOPOLINICES
jak wyżej
Czemuż się nie ozwiesz do niej?
PALESTRIO
jak wyżej
Chodź więc tutaj za mną.
PYRGOPOLINICES
jak wyżej
Idę, idę, jak twój sługa.
MILFIDIPPA
Oby mi się dało
Z tym człowiekiem się rozmówić, do któregom wyszła!
PALESTRIO
staje przed nią
Da się, będzie tak, jak pragniesz! Bądź więc dobrej myśli!
Nic się nie bój! Jest tu człowiek, który wie, gdzie szukać
Tego, czego poszukujesz!
MILFIDIPPA
Kogoż ja to słyszę?
PALESTRIO
Towarzysza twych zamysłów, wspólnika twych planów!
MILFIDIPPA
A więc już nie taję tego, co — taję!
PALESTRIO
A właśnie,
Owszem — taisz i nie taisz.
MILFIDIPPA
Jak to mam rozumieć?
PALESTRIO
Przed niewtajemniczonymi — to taisz. Ja jednak
Jestem wiernym powiernikiem.269
MILFIDIPPA
A więc daj znak na to,
Żeś jest z tych — — wtajemniczonych270!
PALESTRIO
robi dziwne znaki rękami i jeszcze dziwniejszą tajemniczą minę
Więc — — pewna niewiasta
W pewnym się mężczyźnie kocha.
MILFIDIPPA
No, takich jest wiele!
PALESTRIO
Lecz niewiele z nich posyła podarunki z palca271!
MILFIDIPPA
No tak, teraz cię poznaję — ciemność wyjaśniłeś272,
A może tu jest ktoś jeszcze?
PALESTRIO
Jest albo go nie ma.273
MILFIDIPPA
Chciałabym cię w cztery oczy.
PALESTRIO
Na długo czy krótko?
MILFIDIPPA
Na trzy słowa.
PALESTRIO
odchodząc, mówi do żołnierza
Zaraz wrócę.
PYRGOPOLINICES
A cóż ja? Tak długo
Mam stać tutaj z tą urodą i z tą moją sławą
Tak na próżno?
PALESTRIO
Toż wytrzymaj, postójże tu trochę,
Przecież to dla ciebie robię.
PYRGOPOLINICES
Mrę z niecierpliwości!
PALESTRIO
Z tym towarem — sam wiesz o tym — trza tu ostrożniutko!274
PYRGOPOLINICES
Rób więc, rób, jak sam uważasz.
PALESTRIO
do widzów
Kamień nie jest głupszy!
do żołnierza
Zaraz wrócę.
Przechodzi do Milfidippy i mówi z nią na stronie
Coś ty chciała?
MILFIDIPPA
Rady, jak uderzyć.
Na tę Troję.275
PALESTRIO
Że go kocha —
MILFIDIPPA
przerywa
Wiem już o tym.
PALESTRIO
Chwal więc
Jego piękność i urodę, mów o jego czynach —
MILFIDIPPA
Na to baczę przede wszystkim — jak ci już mówiłam.
PALESTRIO
Dbaj o resztę, śledź uważnie i trop moje słowa.
PYRGOPOLINICES
niecierpliwi się
Może wreszcie trochę czasu i dla mnie dziś znajdziesz?
Chodźże raz, ty ciuro!276
PALESTRIO
Jestem. — Rozkazuj, co zechcesz.
PYRGOPOLINICES
Cóż ci ona opowiada?
PALESTRIO
na stronie
A mówi, że tamta
Biedna, dręczy się, rozpacza, cała we łzach tonie,
Bo cię pragnie, bo wciąż tęskni. Dlatego też właśnie
Ją posyła tu do ciebie.
PYRGOPOLINICES
na stronie
Każ, niech się tu zbliży.
PALESTRIO
jak wyżej
Wiesz, co tobie radzę zrobić? Udaj wielki przesyt,
Jakbyś nic ochoty nie miał; wpadnij na mnie z krzykiem,
Że cię tak pospolituję277.
PYRGOPOLINICES
jak wyżej
Pamiętam, posłucham.
PALESTRIO
na głos
Ciebie szuka. Mam ją wołać?
PYRGOPOLINICES
Czego chce? Niech przyjdzie.
PALESTRIO
do Milfidippy
Czy chcesz czego? Chodźże tutaj.
MILFIDIPPA
podchodzi i z przesadnie czołobitnym ukłonem mówi
Ach, witaj, ty piękny!
PYRGOPOLINICES
do siebie
Mój przydomek wymieniła.
do Milfidippy
Niech ci bogi darzą!
MILFIDIPPA
niby tak zakłopotana, że słów znaleźć nie może
Ach, żyć z tobą —
PYRGOPOLINICES
Chcesz zbyt wiele.
MILFIDIPPA
Lecz nie o mnie mówię,
O mej pani — mrze za tobą.
PYRGOPOLINICES
Ach, więcej jest takich,
Ale nic nie mają z tego.
MILFIDIPPA
Wcale się nie dziwię,
Że się tak wysoko cenisz; człowiek taki piękny,
Taki sławny z swej dzielności, z urody i czynów!
Jakiż człowiek mógłby godniej kiedyś bogiem zostać278?
PALESTRIO
Tak, tak, to już nie jest człowiek —
na stronie, do widzów
Sęp279 nawet ma, myślę,
Więcej w sobie człowieczeństwa niżli on!
PYRGOPOLINICES
Więc skoro
Ona mnie tu tak wychwala, ja — głowę do góry.
Chodzi wielkimi krokami z wysoko zadartym nosem.
PALESTRIO
do Milfidippy, na stronie
Widzisz, jak się dmie ten nicpoń?
do Pyrgopolinicesa
Odpowiedz jej wreszcie,
Ona przecież jest od tamtej, com ci właśnie mówił.
PYRGOPOLINICES
Lecz od której? Tak ich wiele wciąż mi się narzuca,
Że nie mogę ich spamiętać.
MILFIDIPPA
Od tej, co ograbia
Swoje palce, by twe ubrać.
wskazuje pierścień na jego palcu
Bo ten pierścień właśnie
Od tej, co się w tobie kocha, do niegom przyniosła,
By ci oddał.
PYRGOPOLINICES
Więc, kobieto, o cóż ci to chodzi?
MILFIDIPPA
Byś nie wzgardził tą kobietą, co się w tobie kocha,
W tobie swoje widzi życie. Od ciebie jedynie
To zależy, czy żyć będzie, czy też nie —
PYRGOPOLINICES
przerywa
Więc — co — chce?
MILFIDIPPA
Mówić z tobą, ściskać, pieścić — bo jeśli nie zechcesz
Jej dopomóc — no — to ona — na śmierć się zamartwi.
przymila się
No więc, mój ty Achillesie, zrób to, co cię proszę,
I uratuj piękną — pięknie, pokaż, żeś łaskawy,
O ty, wielki miast zdobywco, ty pogromco królów!
Pada na kolana.
PYRGOPOLINICES
do Palestriona
Jakież to nieznośne rzeczy! Wieleżem ci razy,
Ty gałganie, zakazywał, żebyś mą osobą
Nie szafował tak dla wszystkich.
PALESTRIO
do Milfidippy
No, słyszysz, kobieto?
Jużem ci to raz powiedział i teraz ci mówię:
Jeśli się knurowi temu dobrze nie zapłaci,
On nasienia nie użyczy pierwszej lepszej świni280.
MILFIDIPPA
Więc dostanie, wiele zechce.
PALESTRIO
Talent281 musi dostać
Czystym złotem filippejskim282, bo mniej nie przyjmuje
Od nikogo.
MILFIDIPPA
To dalibóg, jeszcze strasznie tanio.
PYRGOPOLINICES
Ja bom nigdy nie miał w sobie ni śladu chciwości;
Dość mam bogactw; wszak posiadam przeszło tysiąc korcy283
Czystym złotem filippejskim —
PALESTRIO
wtrąca się
Nie mówiąc o skarbcach!
Nadto srebra całe góry — nie sztaby — tak wielkie,
Że im Etna nie dorówna.
MILFIDIPPA
nie mogąc się wstrzymać od śmiechu, na stronie do Palestriona
To ci łgarz, doprawdy!
PALESTRIO
na stronie do Milfidippy
Co? Kpię dobrze?
MILFIDIPPA
jak wyżej
A ja gorzej? Czy źle go podpuszczam?
PALESTRIO
jak wyżej
Doskonale.
MILFIDIPPA
jak wyżej
Lecz mój drogi, już bym chciała odejść.
PALESTRIO
do Pyrgopolinicesa
Toż jej przecież coś odpowiedz. Tak lub nie!
MILFIDIPPA
Dlaczegóż
Tę nieszczęsną tak zamęczasz, co nic ci nie winna?
PYRGOPOLINICES
No więc niech tu wyjdzie do nas. Powiedz jej, że zrobię
Wszystko, co chce.
MILFIDIPPA
To rozumiem, teraz dobrze robisz,
Gdy chcesz tej, co ciebie pragnie —
PALESTRIO
na stronie
Wcale sprytna główka.
MILFIDIPPA
I gdy próśb mych nie odtrącasz, dajesz się ubłagać.
na stronie do Palestriona
Co? Kpię dobrze?
PALESTRIO
jak wyżej, dusząc się ze śmiechu
Już nie mogę od śmiechu się wstrzymać.
MILFIDIPPA
jak wyżej
Więc odwracam się od ciebie.
PYRGOPOLINICES
Ty nie wiesz, kobieto,
Co za zaszczyt ja jej robię.
MILFIDIPPA
Wiem i to jej powiem.
PALESTRIO
Wszak mógł innej wprost za złoto sprzedać tę przysługę!
MILFIDIPPA
O, z pewnością, ja ci wierzę.
PALESTRIO
Sławnych wojowników
Rodzą zawsze te kobiety, które on zapłodni;
Chłopcy żyją lat osiemset.
MILFIDIPPA
na stronie
Ej, ty sowizdrzale!
PYRGOPOLINICES
Ba, po tysiąc nawet żyją, od wieku do wieku.
PALESTRIO
do Pyrgopolinicesa
Powiedziałem mniej, dlatego, żeby nie myślała,
Że ją w oczy chcę okłamać.
MILFIDIPPA
udaje szalony podziw
Oj! Wieleż lat tedy
Ten żyć będzie, czyje dzieci tak długo żyć mają?
PYRGOPOLINICES
Urodziłem się, kobieto, na drugi dzień potem,
Jak zrodziła Ops Jowisza284.
PALESTRIO
do Milfidippy
Bo gdyby się wcześniej
Był urodził — on by rządził, nie Jowisz, na niebie.
MILFIDIPPA
do Palestriona na stronie, pokładając się od śmiechu
Już, już dosyć, ja cię proszę! Pozwólcież mi odejść
Z życiem, jeśli to możliwe!285
PALESTRIO
urzędowo do Milfidippy
Masz odpowiedź, odejdź!
MILFIDIPPA
Idę, by tu przyprowadzić tę, co mam jej sprawę.
do Pyrgopolinicesa
Chcesz coś jeszcze?286
PYRGOPOLINICES
Tak — bym nie był jeszcze więcej piękny,
Niżli jestem — taki kłopot mam z moją urodą!
PALESTRIO
do Milfidippy
Co tu stoisz — idźże wreszcie!
MILFIDIPPA
Idę.
PALESTRIO
biegnie za nią i mówi tak, że Pyrgopolinices nie słyszy
Słuchaj jeszcze,
Powiedzże jej to na rozum i sprytnie, tak, żeby
Aże serce w niej skakało! A Filokomazjum,
Jeśli jest tam, to jej powiedz, by przeszła do domu,
Że on tu jest.
MILFIDIPPA
do niego, na stronie
Ona tu jest — razem z moją panią287,
Obie naszą tę rozmowę skrycie podsłuchały.
PALESTRIO
na stronie
Świetnie! Według tej rozmowy sprytniej rzecz urządzą.
MILFIDIPPA
jak wyżej
Idę — już mnie nie zatrzymuj!
PALESTRIO
Ani cię nie trzymam,
Ni cię tykam, ni cię — — dosyć.288
PYRGOPOLINICES
woła za nią
Każ jej, niech tu wyjdzie
Jak najprędzej! Już my tutaj rzecz tę załatwimy!
Pyrgopolinices, Palestrio.
PYRGOPOLINICES
Cóż mi teraz, Palestrio, radzisz z nią uczynić,
Z kochanką? Wszak nie mogę — w żaden sposób — pierwej,
Zanimbym się jej pozbył, tej przyjąć do domu.
PALESTRIO
Co mnie pytasz, co robić? Przecieżem ci mówił289,
W jaki sposób to zrobić bez żadnych przykrości.
Niech trzyma wszystko złoto i szatki kobiece,
Coś ją stroił. Niech bierze, trzyma i zabiera.
Powiedz, że czas najwyższy już na nią do domu,
Powiedz, że tu jest matka i jej bliźnia siostra
I że z nimi najlepiej do domu zajedzie.
PYRGOPOLINICES
A skąd wiesz, że są tutaj?
PALESTRIO
Bom na własne oczy
Widział tutaj jej siostrę.
PYRGOPOLINICES
Więc się z nią spotkała?
PALESTRIO
Spotkała.
PYRGOPOLINICES
A czy ona, myślisz — też do rzeczy?290
PALESTRIO
Na wszystkie masz ochotę.
PYRGOPOLINICES
A cóż o tej matce
Mówiła, że gdzie ona?
PALESTRIO
Retman291 mi powiedział,
Ten, co je tutaj przywiózł, że matka na statku
Leży chora na oczy, oczy zapuchnięte.
A retman tu w sąsiedztwie zajechał w gościnę.
PYRGOPOLINICES
A on — myślisz — do rzeczy?
PALESTRIO
Idź! Byłbyś doprawdy,
Świetny ogier do klaczy — tak ci się chce gonić
Za samcem czy samicą. — A teraz do rzeczy.
PYRGOPOLINICES
A co do twojej rady, to chciałbym, byś z tamtą
Pomówił o tej sprawie. Ty z nią jakoś lepiej
Rozmówić się potrafisz.
PALESTRIO
Cóż ja, zamiast ciebie?
Toż sam byś z nią pomówił, sam swą rzecz załatwił?
Powiedz, że się koniecznie już musisz ożenić,
Że ci to krewni radzą, zmuszają znajomi —
PYRGOPOLINICES
Tak sądzisz?
PALESTRIO
A dlaczegóż nie miałbym tak sądzić?
PYRGOPOLINICES
No to więc tutaj wejdę. A ty tu przed domem
Pilnuj, byś mnie wywołał, skoro ona wyjdzie.
PALESTRIO
Załatw tylko twą sprawę.
PYRGOPOLINICES
Co? Już załatwiłem:
Nie zechce dobrowolnie, gwałtem ją wyrzucę!
PALESTRIO
O, tego strzeż się robić. Raczej dobrowolnie
Niech od ciebie odejdzie. A daj jej to także,
Com mówił. I niech złoto, klejnoty zabierze,
Te, coś jej podarował.
PYRGOPOLINICES
Właśnie tak chcę zrobić.
PALESTRIO
Łatwo, myślę, rzecz sprawisz. Lecz wejdźże do domu,
Nie stój tutaj.
PYRGOPOLINICES
Już idę. Jestem ci posłuszny.
Wchodzi do swego domu.
PALESTRIO
sam do widzów
No więc, czy ten gach-żołnierz nie jest całkiem taki,
Jakem to wam powiedział?292 — Teraz mi potrzeba,
Żeby Akroteleutium tutaj do mnie wyszła,
Służąca lub Pleusikles. O, na Jupitera,
Toż mnie sama Pomyślność293 ze wszech stron wspomaga!
Bo ci, których najwięcej teraz ujrzeć chciałem,
Razem tutaj wychodzą, widzę, od sąsiada!
Akroteleutium, Milfidippa, Palestrio, Pleusikles.
AKROTELEUTIUM
do wychodzących ostrożnie z domu Periplektomenusa Milfidippy i Pleusiklesa
Chodźcie, lecz się oglądnijcie, czy tu kogoś nie ma.
MILFIDIPPA
Nie, nie widzę tu nikogo, prócz tego jednego,
Kogo właśnie chcemy spotkać.
PALESTRIO
A ja was!
MILFIDIPPA
Co słychać,
Architekcie nasz294?
PALESTRIO
Co mówisz? Ja jestem architekt?
MILFIDIPPA
Może nie?
PALESTRIO
Toż wobec ciebie ja nie jestem godzien
Nawet kołka wbić do ściany!
MILFIDIPPA
protestując
Doprawdy!
PALESTRIO
Przesprytnie,
Przeobrotnie jesteś chytra! Jak ona to ślicznie
Bakę295 ćmiła żołnierzowi!
MILFIDIPPA
To wszystko za mało!
PALESTRIO
Wszystko dobrze! Cała sprawa idzie nam jak z płatka,
Tylko wy mi tak jak dotąd dzielnie pomagajcie.
Żołnierz poszedł sam do domu, prosić swą kochankę,
Żeby z matką i ze siostrą do Aten wróciła.
PLEUSIKLES
Doskonale.
PALESTRIO
Lecz co więcej, złoto i klejnoty,
Co ją stroił, teraz wszystko w darze jej oddaje,
Żeby tylko szła od niego: tak mu poradziłem!
PLEUSIKLES
Łatwo pójdzie — gdy on pragnie, a ona chce tego.
PALESTRIO
Nie wiesz, gdy z głębokiej studni do góry się wspinasz,
Że najniebezpieczniej wtedy, gdyś jest już u szczytu,
Byś nie runął w dół z powrotem? Otóż nasza sprawa
Właśnie tu u szczytu studni teraz się rozgrywa.
Jeśli żołnierz coś przewącha, to z tego wszystkiego
Nic mu zabrać nie zdołamy: w tej chwili najwięcej
Trza podstępów!
PLEUSIKLES
Lecz, jak widzę, jest na czym budować.
Trzy kobiety, tyś jest czwarty, ja: pięć, stary296 szósty,
Z tej chytrości, co w nas siedzi, jak nas jest sześcioro,
To na pewno da się dobyć na tyle podstępu,
By gród zdobyć, nie wiem jaki.
PALESTRIO
Tylko — do roboty!297
AKROTELEUTIUM
do Palestriona
Otóż po to tu jesteśmy, po twoje rozkazy.
PALESTRIO
przybiera postawę wodza
Doskonale. Teraz tobie
do Akroteleutium
tę daję prowincję.298
AKROTELEUTIUM
kłaniając się
Wszystko — wodzu — co zażądasz i co w moich siłach.
PALESTRIO
Chcę, byś pięknie, sprytnie, sprawnie żołnierza nabrała.
AKROTELEUTIUM
Wszak to rozkosz, co mi każesz.
PALESTRIO
A wiesz, w jaki sposób?
AKROTELEUTIUM
Wiem, mam udać, że mnie miłość do niego roznosi.
PALESTRIO
Tak.
AKROTELEUTIUM
Że niby z tej miłości rzucam to małżeństwo,
Bo z nim pragnę się połączyć.
PALESTRIO
Tak, wszystko w porządku.
Tylko jedno: ten dom, powiedz, że to jest twój posag
I że stary już się wyniósł, gdyś z nim rozwód wzięła,
Żeby on się znów wejść nie bał do cudzego domu.
AKROTELEUTIUM
Tak, to słusznie.
PALESTRIO
A gdy wyjdzie, powinnaś udawać —
Już z daleka — że swą piękność, przy jego urodzie
Za nic masz — i że się korzysz przed jego bogactwem;
Przy tym chwal i jego piękność, urok, wdzięk, urodę —
Dość wskazówek?
AKROTELEUTIUM
Już wiem wszystko. A możesz być pewien
Że me dzieło tak wygładzę, iż nic w nim nie zganisz.
PALESTRIO
Dobrze —
do Pleusiklesa
Teraz ty się dowiedz, co ja ci rozkażę:
Zaraz, gdy się to odbędzie, gdy ona tu wejdzie299
Ty patrz, byś tu do nas300 przyszedł w ubraniu retmańskim.
Weź kapelusz rdzawociemny, na oczy weź szmatkę301,
Taką z wełny — weź też płaszczyk także rdzawociemny,
Bo to kolor jest żeglarski — zapnij go na barku,
Tu, na lewym; obnaż ramię i przepasz się jakoś.
Masz udawać, żeś jest sternik. A tu u starego
Wszystko znajdziesz, co ci trzeba, bo on ma rybaków302.
PLEUSIKLES
Dobrze, więc się tak ubiorę. Ale co mam robić?
PALESTRIO
Przyjdź tu po Filokomazjum w imieniu jej matki,
Jeśli jechać ma do Aten, by szybko do portu
Szła wraz z tobą i niech każe zanieść do okrętu,
Jeśli chce coś tam umieścić. A jeśli nie pójdzie,
Że ty sam odpłynąć musisz, bo wiatr jest pomyślny.
PLEUSIKLES
Dobry obraz. A cóż dalej?
PALESTRIO
On ją zaraz wezwie,
Żeby szła, by się śpieszyła, że matka ją czeka.
PLEUSIKLES
Strasznieś mądry.
PALESTRIO
Ja jej powiem, by o mnie prosiła
Do pomocy: rzeczy zanieść za nią do przystani.
On mi każe iść z nią razem. Ja wtedy — wiedz o tym —
Wprost do Aten jadę z tobą.
PLEUSIKLES
A tam gdy przyjedziesz,
Ja ci trzech dni nie pozwolę zostać niewolnikiem!303
PALESTRIO
Idź więc szybko, by się ubrać.
PLEUSIKLES
Masz coś jeszcze dla mnie?
PALESTRIO
Tak, byś dobrze to spamiętał.
PLEUSIKLES
A zatem odchodzę.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
PALESTRIO
do kobiet
I wy też tam zaraz idźcie — bo on tu z pewnością
Lada chwila z domu wyjdzie.
AKROTELEUTIUM
kłaniając się głęboko razem z Milfidippą
Święte twe rozkazy!
PALESTRIO
wpychając je do domu Periplektomenusa
Więc marsz, szybko. — Otóż właśnie, drzwi się otwierają.
On wychodzi. A wesoły: dobrze rzecz załatwił.
Leci biedak na to wszystko, co całkiem zmyślone!
Pyrgopolinices, Palestrio.
PYRGOPOLINICES
mówi z radością do siebie, zacierając ręce
Wszyściuteńko załatwiłem z tą Filokomazjum,
Tak jak chciałem, po przyjaźni i w najlepszej zgodzie.
PALESTRIO
Coś tak długo robił w domu?
PYRGOPOLINICES
Nigdym jeszcze nie czuł,
By mnie ktoś tak strasznie kochał, jak dziś ta kobieta.
PALESTRIO
Jak to?
PYRGOPOLINICES
Wielem musiał mówić! Jak ciężko szła sprawa!
Ażem wreszcie to osiągnął, com chciał. — Darowałem,
Dałem wszystko, czego chciała. — I ciebie jej także
Darowałem.
PALESTRIO
udaje przerażenie
I mnie także? Ja mam żyć bez ciebie?
PYRGOPOLINICES
klepie go po ramieniu
No, no, bądź najlepszej myśli; będziesz wyzwolony.
Wszystkom robił, by ją skłonić, żeby szła bez ciebie,
Ona jednak napierała.
PALESTRIO
obłudnie
Ha, w bogach nadzieja,
No i w tobie. — Wreszcie jednak — choć mi to bolesne
Tracić w tobie mego pana, pana najlepszego,
To przynajmniej mnie pociesza, że z moją pomocą
(Ale dzięki twej urodzie) to ci się udało
Z tą sąsiadką, co ci stręczę.
PYRGOPOLINICES
Co tu dużo gadać:
Dam ci wolność i bogactwa, jeśli mi to sprawisz.
PALESTRIO
Ja ci sprawię.
PYRGOPOLINICES
Aż się palę!
PALESTRIO
Powoli, powoli.
Panuj przecież nad swą żądzą! — O, sama wychodzi.
Milfidippa, Akroteleutium, Pyrgopolinices, Palestrio.
MILFIDIPPA
wychodzi wraz z Akroteleutium, stają na boku i rozmawiają półgłosem
Oto, pani, jest ten żołnierz.
AKROTELEUTIUM
Gdzie?
MILFIDIPPA
Po lewej.
AKROTELEUTIUM
Widzę.
MILFIDIPPA
Zerknij boczkiem, niech on nie wie, że my go widzimy.
AKROTELEUTIUM
obserwując dłużej
Ach, to on. — No już czas na nas, chociażeśmy chytre,
Przejść chytrością siebie samych.
MILFIDIPPA
A więc ty zaczynaj.
AKROTELEUTIUM
na głos do Milfidippy
A więc to naprawdę — powiedz — z nim samym mówiłaś?
na ucho do Milfidippy
Nie szczędź głosu, niech usłyszy.
MILFIDIPPA
z udaną dumą
Z nim samym mówiłam
Najspokojniej, bez pośpiechu, tak długo, jak chciałam.
PYRGOPOLINICES
do Palestriona na stronie
Słyszysz?
PALESTRIO
do Pyrgopolinicesa na stronie
Słyszę. Jak się cieszy, że z tobą mówiła!
AKROTELEUTIUM
do Milfidippy
Ach, szczęśliwaś ty kobieta!
PYRGOPOLINICES
do Palestriona
Widzisz, jak mnie kocha!
PALESTRIO
Boś wart tego.
AKROTELEUTIUM
do Milfidippy
Dziw, co mówisz, żeś ty z nim mówiła
I żeś go uprosić mogła. Bo, mówią, do niego
Przystęp tylko jak do króla: przez list lub przez posła.
MILFIDIPPA
Bo też tylko z wielkim trudem mogłam z nim się spotkać
I uzyskać, com prosiła.
PALESTRIO
do Pyrgopolinicesa
Sławnyś jest wśród kobiet!
PYRGOPOLINICES
Trudno, skoro tak chce Wenus.
AKROTELEUTIUM
Wenerzem304 jest wdzięczna,
Do niej modły ślę i prośby, by mi zdobyć dała
Tego, kogo ja tak kocham i za kim tak tęsknię,
By mych pragnień nie odtrącił i był łaskaw dla mnie.
MILFIDIPPA
Mam nadzieję, że tak będzie, chociaż wiele kobiet
Tęskni za nim. Lecz on gardzi wszystkimi i wszystkie
Wręcz odtrąca, oprócz ciebie!
AKROTELEUTIUM
Otóż to mnie dręczy,
Ten strach, skoro on tak dumny, żeby jego oczy
Nie zmieniły jego planu, skoro mnie zobaczy,
I by jego wyszukana uroda — od razu
Nie wzgardziła mym wyglądem.
MILFIDIPPA
Nie, tego nie zrobi,
Bądźże tylko dobrej myśli.
PYRGOPOLINICES
Jaka ona skromna!
AKROTELEUTIUM
Boję się, czy twe pochwały teraz nie przewyższą
Mej urody.
MILFIDIPPA
Dbałam o to — byś była piękniejsza,
Niż on sobie wyobraża.
AKROTELEUTIUM
Jeśli mnie za żonę
Wziąć nie zechce, to — dalibóg — do kolan mu padnę,
Błagać będę. A jeżeli nie zdołam uzyskać,
Targnę się na moje życie — bo wiem, że bez niego
Żyć nie mogę.
PYRGOPOLINICES
do Palestriona
Trza kobietę od śmierci ratować,
Więc podejdę —
PALESTRIO
wstrzymuje go
Nie, bynajmniej! Straciłbyś swą wartość.
Gdybyś się tak sam narzucał. Niech sama tu przyjdzie,
Niech cię szuka, niechaj tęskni, niech cię wyczekuje.
Czy chcesz stracić całą sławę, co ją masz? Przenigdy
Nie rób tego! A wiem dobrze, że żaden śmiertelnik,
Prócz was dwóch, to jest prócz ciebie i Faona z Lesbos305,
Tego jeszcze nie doświadczył, żeby go kobieta
Tak kochała!
AKROTELEUTIUM
Milfidippo, czy mam wejść, czy może
Ty go tu wywołasz przed dom?
MILFIDIPPA
Lepiej poczekajmy,
Aż kto wyjdzie.
AKROTELEUTIUM
Nie wytrzymam! Muszę się tu dostać!
MILFIDIPPA
Toż drzwi przecież są zamknięte.
AKROTELEUTIUM
Wyłamię!
MILFIDIPPA
Masz rozum?
AKROTELEUTIUM
Jeśli kochał kiedykolwiek albo jest tak mądry,
Jak jest piękny — to jeżeli coś zrobię z miłości,
Dobrotliwie mi wybaczy.
PALESTRIO
do Pyrgopolinicesa
Patrz, jak ona, biedna,
Na śmierć w tobie zakochana!
PYRGOPOLINICES
O — to tak wzajemnie.
PALESTRIO
zatyka mu usta
Cicho, cicho, bo usłyszy!
MILFIDIPPA
do Akroteleutium, która robi wniebowziętą minę
Cóż stoisz jak głupia?
Cóż nie pukasz?
AKROTELEUTIUM
mówi tonem podniosłym
Tam go nie ma — tego, co go szukam.
MILFIDIPPA
Skąd to wiesz?
AKROTELEUTIUM
jak wyżej, zamyka oczy i nos wznosi wysoko
Skąd? Wiem po węchu.306 Bo gdyby był w domu,
Nos mój czułby po zapachu.
PYRGOPOLINICES
do Palestriona
Ona jest w natchnieniu!
Bo mnie kocha, toteż Wenus daje jej dar wieszczy.
AKROTELEUTIUM
jak wyżej
Nie wiem, czy on tu jest blisko, co go pragną ujrzeć,
Lecz nos wietrzy go po prostu.
PYRGOPOLINICES
Patrz, ona swym nosem
Więcej widzi niżli wzrokiem!
PALESTRIO
Bo ślepa z miłości.
AKROTELEUTIUM
do Milfidippy, słaniając się
Ach, ach, trzymaj mnie!
MILFIDIPPA
A po co?
AKROTELEUTIUM
Bo padnę!
MILFIDIPPA
A czemu?
AKROTELEUTIUM
Stać nie mogę — tak mi dusza przez oczy ucieka!
MILFIDIPPA
trzymając Akroteleutium w ramionach
Pewnieś jego tu dojrzała?
AKROTELEUTIUM
Tak.
MILFIDIPPA
Lecz ja nie widzę —
Gdzież on jest?
AKROTELEUTIUM
Widziałabyś go — gdybyś go kochała!
MILFIDIPPA
Pewnie więcej go ode mnie — moja ty — nie kochasz,
Jeśli mi to wolno mówić.
PALESTRIO
do Pyrgopolinicesa
Patrz, wszystkie kobiety,
Jeżeli cię która ujrzy, zaraz cię kochają!
PYRGOPOLINICES
Nie wiem, czym ci to już mówił: wnuk jestem Wenery.
AKROTELEUTIUM
Błagam, moja Milfidippo, podejdźże i przystąp!
PYRGOPOLINICES
Ależ ona mnie się boi!
Milfidippa zbliża się do Pyrgopolinicesa i Palestriona.
PALESTRIO
O — ta idzie ku nam.
MILFIDIPPA
kłaniając się głęboko
Ja was szukam.
PYRGOPOLINICES
A my ciebie.
MILFIDIPPA
Tak jak rozkazałeś,
Wiodę tu mą panią.
PYRGOPOLINICES
Widzę.
MILFIDIPPA
A więc każ się zbliżyć.
PYRGOPOLINICES
z dostojeństwem
Więc — — raczyłem postanowić, by jej nie odpychać,
Tak jak inne, skoro prosisz.
MILFIDIPPA
popycha Akroteleutium, ale ta, drżąc ze strachu, milczy
Lecz ona doprawdy
Ani słówka nie jest w stanie, tu w twojej bliskości;
Oczy, gdy na ciebie patrzy, język jej podcięły.
PYRGOPOLINICES
Trzeba, widzę, tej kobiecie pomóc w jej chorobie.
MILFIDIPPA
Jak drży! Tak się przeraziła, gdy ciebie ujrzała.
PYRGOPOLINICES
Ba — tak samo drżą mężowie w pełnym uzbrojeniu,
Więc cóż dziwić się kobiecie! Więc co chce ode mnie?
MILFIDIPPA
Ażebyś się przeniósł do niej: ona chce żyć z tobą,
Z tobą swoje życie pędzić.
PYRGOPOLINICES
Lecz jakże ja do niej,
Przecież ona jest zamężna? Mąż by mnie przyłapał.
MILFIDIPPA
Ależ ona z twej przyczyny męża wypędziła!
PYRGOPOLINICES
Co? Lecz jak to mogła zrobić?
MILFIDIPPA
Ten dom to jej posag.
PYRGOPOLINICES
Co? Naprawdę?
MILFIDIPPA
Tak, doprawdy.
PYRGOPOLINICES
Każ jej iść do domu.
Ja tam zaraz do niej przyjdę.
MILFIDIPPA
Lecz, proszę, nie zwlekaj,
By kobiety nie zadręczać.
PYRGOPOLINICES
Nie, nie będę zwlekał.
Idźcie już!
MILFIDIPPA
Już odchodzimy.
Wchodzą do domu Periplektomenusa.
PYRGOPOLINICES
Lecz coż to ja widzę?
PALESTRIO
Co takiego?
PYRGOPOLINICES
Ktoś tu idzie — w żeglarskim ubraniu —
PALESTRIO
Do nas. Pewnie coś do ciebie. Toż to jest ten retman!
PYRGOPOLINICES
On już pewnie po nią idzie.
PALESTRIO
I ja też tak myślę.
Pleusikles, Palestrio, Pyrgopolinices.
PLEUSIKLES
wchodzi od strony portu w ubraniu opisanym wyżej w. 1342 i nast., z lewym okiem zawiązanym, i mówi do widzów:
Gdybym o tym nie wiedział, że ludzie z miłości307
Moc łajdactw narobili, każdy w inny sposób,
To więcej bym się wzdragał z powodu miłości
Przyjść tutaj w tym ubraniu. Ale że słyszałem,
Iż wielu dokonało z powodu miłości
Wielu rzeczy i niecnych, i całkiem niegodnych,
Już pominę Achilla308, co na to pozwolił,
By współobywatele ginęli — — Lecz oto
Spostrzegam Palestriona, o, stoi z żołnierzem.
Muszę teraz mą mowę inaczej odwrócić.
Doprawdy, że kobietę chyba urodziła
Zwłoka w własnej osobie309. Jakakolwiek zwłoka,
Co się zwłoką nazywa, mniejszą się wydaje
Od tej zwłoki, co zwykle bywa przez kobietę;
To już z przyzwyczajenia, myślę, tak się dzieje.
Bo ja tutaj przychodzę po Filokomazjum,
Ale do drzwi zapukam. Hola, jest tam który?
Puka do drzwi Pyrgopolinicesa.
PYRGOPOLINICES
O co chodzi, młodzieńcze? Co chcesz? Czemu pukasz?
PLEUSIKLES
Szukam Filokomazjum. Jestem od jej matki,
Jeśli ma iść, niech idzie. Wszystkich nas opóźnia,
Kotwicę chcemy podnieść.
PYRGOPOLINICES
Dawno rzecz gotowa.
Idź Palestrio, weź z sobą ludzi do pomocy,
Niech zaniosą na statek wszystkie kosztowności,
Złoto, suknie, klejnoty. Wszystko jest złożone,
Com jej tylko darował: niech z sobą zabierze.
PALESTRIO
Idę.
Wchodzi do domu.
PLEUSIKLES
woła za nim
Tylko się pośpiesz!
PYRGOPOLINICES
On nie będzie zwłóczył.
A cóż ci się to stało? Co jest z twoim okiem?
PLEUSIKLES
chcąc zyskać na czasie, udaje, że pytanie odnosi się do niezawiązanego oka
Co? A przecież mam oko?
PYRGOPOLINICES
Lecz mówię o lewym.
PLEUSIKLES
Zaraz ci to opowiem: Wiesz, ja na to oko
z miłościm310 zaniewidział311. Gdybym się był wstrzymał,
Widziałbym na to oko, tak jak i na prawe. —
Lecz zbyt mnie opóźniają.
PYRGOPOLINICES
O, właśnie wychodzą.
Wychodzi Palestrio i Filokomazjum, ubrani do drogi; Filokomazjum aż zanosi się od płaczu.
Palestrio, Filokomazjum, Pyrgopolinices, Pleusikles.
PALESTRIO
do Filokomazjum
Czy ty dziś nie skończysz płakać?
FILOKOMAZJUM
Jakże nie mam płakać,
Stąd odchodząc, gdzie mi było tak rozkosznie dobrze?
PALESTRIO
Otóż ten tu przyszedł właśnie od matki i siostry.
FILOKOMAZJUM
Widzę.
PYRGOPOLINICES
Słuchaj no, Palestrio!
PALESTRIO
Czego sobie życzysz?
PYRGOPOLINICES
Każże przecież wynieść wszystko, com jej podarował.
PLEUSIKLES
do Filokomazjum
Witajże, Filokomazjum!
FILOKOMAZJUM
I ty witaj!
PLEUSIKLES
Również
Matka cię pozdrawia z siostrą.
FILOKOMAZJUM
Zdrowia im też życzę.
PLEUSIKLES
Proszą cię, ażebyś przyszła, póki jest wiatr dobry,
Żeby móc rozwinąć żagle; matka by tu ze mną
Była przyszła, gdyby nie to, że ją oczy bolą.
FILOKOMAZJUM
Pójdę. Chociaż tak niechętnie — — —
oko do żołnierza
lecz gdybym nie poszła,
Byłby to brak posłuszeństwa.312
PLEUSIKLES
Tak, słusznie, masz rozum.
PYRGOPOLINICES
A gdyby nie żyła ze mną, byłaby dziś głupia!
FILOKOMAZJUM
zawodzi
Toteż cierpię, że dziś tracę takiego człowieka!
Przecież ty każdego zdołasz tak świetnie wykształcić,
Że aż tryska swą bystrością. Więc tym więcej byłam
Dumna, że żyć mogłam z tobą. Dziś, widzę, tę sławę
Muszę stracić!
PYRGOPOLINICES
Nie płacz, nie płacz!
FILOKOMAZJUM
jak wyżej
Wstrzymać się nie mogę,
Gdy cię widzę.
PYRGOPOLINICES
uspokaja ją
No, już dobrze.
FILOKOMAZJUM
szlochając dalej
Już ja wiem najlepiej,
Jak się moje serce kraje!
PALESTRIO
Wcale się nie dziwię,
Żeś ty tu, Filokomazjum, chętnie przebywała,
I że serce twe przykuła ta jego uroda,
Jego całe zachowanie, męstwo — skoro nawet
Ja, niewolnik, gdy nań spojrzę, łzami się zalewam,
Że się dzisiaj rozstajemy! O, ja nieszczęśliwy!
Zaczyna też płakać.
FILOKOMAZJUM
na kolanach, do Pyrgopolinicesa
Błagam, pozwól się uściskać, zanim stąd odjadę.
PYRGOPOLINICES
Proszę.
FILOKOMAZJUM
zrywa się i okrywa go pocałunkami
O ty, moje oczko, o ty, moja duszo!
Udaje, że mdleje.
PALESTRIO
Podtrzymajcież tę kobietę, żeby nie upadła!
Sam ją podtrzymuje.
PYRGOPOLINICES
A cóż to znów jest takiego?
PALESTRIO
Że cię musi odejść,
Nagle się jej, nieszczęśliwej, niedobrze zrobiło.
PYRGOPOLINICES
Leć do domu, przynieś wody!
PALESTRIO
któremu nie na rękę w tej chwili krytycznej odchodzić
E, co jej po wodzie,
Lepiej, żeby wypoczęła.
Oddaje ją w ramiona Pleusiklesa
A ty daj jej spokój,
Aż do przytomności wróci.
PYRGOPOLINICES
zauważywszy, że Pleusikles całuje ukradkiem Filokomazjum
Coś oni zanadto
Swoje głowy przytulili. Nie podoba mi się!
Ty, żeglarzu, weź swe usta od jej warg — bo jak cię —
Zamierza się na niego.
PLEUSIKLES
Próbowałem, czy oddycha.
PYRGOPOLINICES
To trza było uchem!
PLEUSIKLES
udaje, że ją składa na ziemię
Jeśli chcesz, to ją położę.
PYRGOPOLINICES
Nie — trzymaj.
PALESTRIO
do siebie, w obawie, że młodzi kochankowie popsują sprawę
O bieda!
PYRGOPOLINICES
woła do wnętrza swego domu
Wyjdźcie, wszystko tu wynieście, com jej podarował.
Wychodzi szereg niewolników i niewolnic niosących toboły.
PALESTRIO
zwraca się ku domowi żołnierza z rękami wzniesionymi do modlitwy
Niechże jeszcze cię pozdrowię, ty Larze313 domowy,
Zanim pójdę — wy, współsłudzy, i wy, współsłużące,
Już żegnajcie! Żyjcie w zdrowiu, a miejcie też dla mnie
Dobre słowo, nawet chociaż tu z wami nie będę!314
Udaje, że zalewa się łzami i głośno zawodzi.
PYRGOPOLINICES
klepie go po ramieniu i pociesza
No już nie martw się, Palestrio.
PALESTRIO
aż zawodzi od płaczu
Oj, jakże łzy wstrzymać,
Kiedy muszę cię opuścić!
PYRGOPOLINICES
Znieśże to odważnie!
PALESTRIO
płacze dalej
Wiem ja, wiem, jak mnie to boli!
FILOKOMAZJUM
odzyskuje przytomność
Lecz cóż to? Co widzę?
Co to? Witaj, światło słońca! Ale gdzież ja jestem?
PLEUSIKLES
I ty witaj! Otrzeźwiałaś?
FILOKOMAZJUM
udając przerażenie, wyrywa mu się z rąk
Ach, kogożem ja to
Tak objęła? Czym przytomna?
PLEUSIKLES
ściskając ją czule
Nie bój się, najdroższa!
PYRGOPOLINICES
który przecież zauważył te czułości
Cóż to znów?
PALESTRIO
ratując sytuację
To ona właśnie — — była nieprzytomna!
do siebie półgłosem
Drżę że strachu, że to wszystko na koniec się wyda.
PYRGOPOLINICES
coś dosłyszał
Co takiego?
PALESTRIO
by zdezorientować żołnierza
Że to wszystko tak będą za nami
Nieść przez miasto — — by ktoś tego tobie za złe nie wziął.
PYRGOPOLINICES
Dałem swoje, nie ich własność. Niewiele dbam o nich.
Dalej w drogę, z wolą bogów!
PALESTRIO
usprawiedliwiając się
Ja przez wzgląd na ciebie
To mówiłem.
PYRGOPOLINICES
Ja ci wierzę.
PALESTRIO
Więc bądź zdrów!
PYRGOPOLINICES
Ty również.
PALESTRIO
do całego orszaku
Idźcie szybko, ja tam zaraz podążę za wami.
Chcę coś z panem porozmawiać.
Orszak odchodzi szybko w stronę portu.
Choć zawsze myślałeś,
Że ci inni są wierniejsi niżli ja, to jednak
Bardzom ci za wszystko wdzięczny; a gdybyś tak zechciał,
Wolałbym być niewolnikiem u ciebie niż nawet
Wyzwoleńcem u innego.
PYRGOPOLINICES
No, bądź dobrej myśli.
PALESTRIO
znów zalewa się łzami
Oj, oj, gdy pomyślę o tym, jak trzeba się zmienić:
Babskich rzeczy się wyuczać, zapomnieć żołnierki!315
PYRGOPOLINICES
A patrz, żebyś był porządny!
PALESTRIO
O, już nie potrafię,
Cała chęć mnie już odeszła!
PYRGOPOLINICES
No, już idź za nimi
I nie marudź.
PALESTRIO
A więc bądź zdrów!
PYRGOPOLINICES
Ty również!
PALESTRIO
A proszę,
Na wypadek, jeśli kiedyś będę wyzwolony316,
(Ja cię o tym zawiadomię) pamiętajże o tym,
Byś mnie przecie nie opuścił.
PYRGOPOLINICES
To nie jest mój zwyczaj.
PALESTRIO
bezczelnie
Rozpamiętuj sobie często, jak wierny ci byłem,
A zrozumiesz wtedy wreszcie, kto ci zły, kto dobry.
PYRGOPOLINICES
pewny siebie
Wiem — i nieraz to widziałem.
PALESTRIO
Ale jeśli kiedy,
To dziś ujrzysz to najlepiej. Zobaczysz, sam powiesz,
Że dziś szczera prawda wyszła!317
PYRGOPOLINICES
Z trudem się wstrzymuję,
Żeby ci nie kazać zostać.
PALESTRIO
niemile zaskoczony, szybko protestuje
O, tego to nie rób!
Powiedzieliby, żeś kłamca, żeś jest nieuczciwy,
Że ci nic nie można wierzyć; mogliby powiedzieć,
Że prócz mnie nikogo nie masz wiernego wśród służby.
Gdybym sądził, że ty możesz to zrobić z honorem,
Sam bym radził. Lecz nie można. A więc strzeż się tego!
PYRGOPOLINICES
No już idź.
PALESTRIO
z głębokim westchnieniem
Tak, ścierpieć muszę, cokolwiek wypadnie.
PYRGOPOLINICES
Bądź więc zdrów!
PALESTRIO
O, trza iść dzielnie!318
Odchodzi chyżo w stronę portu.
PYRGOPOLINICES
woła za nim
Bądź więc zdrów, raz jeszcze!
do widzów
Zawsze przedtem byłem pewny, że on jest najgorszy
Spośród moich niewolników, a dzisiaj znajduję319,
Że on mi jest przecież wierny. I gdy to rozważam,
Głupiom zrobił, żem go puścił. — Teraz pójdę sobie
Tutaj na miłostki moje. Lecz słyszę — drzwi skrzypły.
Ustępuje na bok.
Chłopiec, Pyrgopolinices.
CHŁOPIEC
wychodzi z domu Periplektomenusa i mówi do wnętrza
Ależ mnie już nie uczcie, już wiem, co mam zrobić!
Już ja go tam odnajdę320, gdziekolwiek jest teraz
Wytropię, nie oszczędzę wysiłku mojego.
PYRGOPOLINICES
Mnie on szuka. — Zabiegnę temu chłopcu drogę.
Staje naprzeciw niego.
CHŁOPIEC
Hej, ja ciebie tu szukam.
z ukłonem
Witaj mężu śliczny,
Dziecko szczęścia — którego dwa bóstwa najwięcej
Kochają!
PYRGOPOLINICES
Które bóstwa?
CHŁOPIEC
Sam Mars i Wenera!
PYRGOPOLINICES
z uśmiechem
Dowcipny z niego chłopczyk!
CHŁOPIEC
Błaga cię, byś przyszedł,
Pragnie ciebie, pożąda, umiera z tęsknoty!
Więc ratuj zakochaną! Stoisz? Chodźże!
PYRGOPOLINICES
Idę.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
CHŁOPIEC
do widzów
On się tam już tymczasem sam zaplątał w sidła.
Zasadzka jest gotowa. Stary tylko czeka,
By się rzucić na gacha, butnego z „urody”,
Co myśli, że się wszystkie w nim durzą kobiety,
Która tylko go ujrzy. A jego nie cierpią
Tak baby jak mężczyźni. — Teraz zaś popędzę
Na tę burdę — bo słyszę już krzyki ze środka.
Wpada do domu Periplektomenusa, skąd słychać ogromny zgiełk.
AKT PIĄTY
Periplektomenus, Pyrgopolinices, Kario, Sceledrus.
PACHOŁKOWIE
Pachołkowie wloką Pyrgopolinicesa w samej koszuli, opierającego się wszelkimi siłami; za nimi kucharz Kario z ogromnym nożem
PERIPLEKTOMENUS
Dajcie go tu! Co? Iść nie chce? W górę go i za drzwi!
Trzymajcie go tak w powietrzu! Nogi mu rozedrzeć!321
PYRGOPOLINICES
śmiertelnie przerażony
Błagam, Periplektomenie, na bogów!
PERIPLEKTOMENUS
Nic z tego!
Patrz no, Kario, żeby nóż twój był ostry, porządnie!
KARIO
grożąc nożem
Co? Toż on już dawno czyha, ażeby gachowi
Popodcinać to podbrzusze, by mu tak wisiało,
Jak te cacka, co się dziecku na szyi zawiesza!
PYRGOPOLINICES
O, źle ze mną!
PERIPLEKTOMENUS
Co? Nie jeszcze. Nie śpiesz się tak bardzo!
KARIO
zakasując rękawy i udając, że zabiera się do operacji
Więc się teraz wziąć do niego?
PERIPLEKTOMENUS
Nie, przedtem kijami
Wysmarować!
KARIO
Byle dobrze!
Pachołek okłada go, wiele się zmieści, żołnierz wrzeszczy wniebogłosy.
PERIPLEKTOMENUS
[Poczekaj no — trochę,
Ja go tylko chcę wypytać. Jeśli będzie kłamać,
Bij co wlezie!]322
do żołnierza
Więc jak śmiałeś, ty bydlę bezczelne,
Cudzą żonę napastować?
PYRGOPOLINICES
płaczliwie
Niechże mnie tak bogi,
Sama przecież przyszła do mnie.
PERIPLEKTOMENUS
Kłamie! Dalej w niego!
Pachołek okłada go, żołnierz wrzeszczy.
PYRGOPOLINICES
Poczekajże, niech coś powiem!
PERIPLEKTOMENUS
Czemu przestajecie?
PYRGOPOLINICES
Jakże, więc nie wolno mówić?
PERIPLEKTOMENUS
Mów!
Przestają go bić na chwilę.
PYRGOPOLINICES
Byłem proszony,
By pójść do niej!
PERIPLEKTOMENUS
Jak iść śmiałeś? Masz za to!
Okłada go.
PYRGOPOLINICES
Oj! Dosyć,
Dosyć jestem już obity! Litości!
KARIO
Już krajać?
PERIPLEKTOMENUS
Kiedy zechcesz.
do pachołków
Rozpiąć go tu! Nogi mu rozciągnąć!
PYRGOPOLINICES
krzyczy przeraźliwie
Błagam cię, wysłuchaj przecież, nim on zacznie krajać!
PERIPLEKTOMENUS
Mów!
PYRGOPOLINICES
mówi, pojękując
Nie było tak, z niczego: miałem ją za wdowę323,
Tak mówiła mi służąca, co pośredniczyła.
PERIPLEKTOMENUS
Więc przysięgnij, że nie będziesz miał nic do nikogo
Za to, żeś tu był obity lub że będziesz bity,
Jeśli cało cię puścimy — ty wnuczku Wenery!
PYRGOPOLINICES
Więc przysięgam na Jowisza i Marsa: nie będę
Mieć nic nigdy do nikogo, żem tu był obity,
Co uznaję za rzecz słuszną. A jeśli stąd wyjdę
Bez uszczerbku na mych członkach324, to — wobec mej winy —
Żadnej krzywdy nie doznaję.
PERIPLEKTOMENUS
A co będzie wtedy,
Jeśli przysiąg nie dotrzymasz?
PYRGOPOLINICES
Niech mam całe życie
Ten uszczerbek na — mej sławie!
KARIO
Nabijmy go jeszcze,
Potem, myślę, już go puśćmy!
Pachołkowie okładają go jeszcze, ale on już uradowany woła do Kariona.
PYRGOPOLINICES
Niech cię zawsze bogi
Szczęściem darzą, że tak za mną życzliwie się wstawiasz!
KARIO
No to daj nam minę325 złota.
PYRGOPOLINICES
Za co?
KARIO
Jak to za co?
Byśmy cię puścili cało, bez żadnych uszczerbków,
Ty, ty, wnuczku Weneryjski! Inaczej nie pójdziesz,
Nawet nie myśl!
PYRGOPOLINICES
To zapłacę.
KARIO
No tak, to rozsądniej.
Ale nie myśl, byś mógł zabrać płaszcz, miecz i tunikę.
JEDEN Z PACHOŁKÓW
Bić go jeszcze czy już dosyć?
PYRGOPOLINICES
Oj, dosyć mam kijów,
Miejcie litość!
PERIPLEKTOMENUS
Więc go puśćcie.
Puszczają go na ziemię.
PYRGOPOLINICES
zbiera się bardzo powoli
Bardzo ci dziękuję.
PERIPLEKTOMENUS
grożąc mu
Jeśli cię tu jeszcze złapię, to wyjdziesz — — z uszczerbkiem!
PYRGOPOLINICES
I nie będę się sprzeciwiał.
PERIPLEKTOMENUS
No, Kario, do domu!
Wszyscy prócz Pyrgopolinicesa wchodzą do domu Periplektomenusa.
PYRGOPOLINICES
rozciera obite członki
O! Mych niewolników widzę!
Zbliżają się ci, co nieśli bagaże Filokomazjum, z nimi Sceledrus326.
Czy Filokomazjum
Pojechała? — Mówże przecież!
SCELEDRUS
Już dawno.
PYRGOPOLINICES
z westchnieniem
To szkoda.
SCELEDRUS
Jeszcze więcej wzdychać będziesz, jeżeli się dowiesz
To, co ja wiem! Tak, bo tamten, ze szmatą na oku,
To — to nie był żaden żeglarz.
PYRGOPOLINICES
Tylko kto?
SCELEDRUS
Kochanek
Tej Filokomazjum naszej!
PYRGOPOLINICES
Skąd to wiesz?
SCELEDRUS
Wiem dobrze,
Bo jak tylko z bramy wyszli, to nie zaprzestali
Wciąż się ściskać i całować.
PYRGOPOLINICES
Ale mnie dostało!
Widzę, że mnie oszukali. To szelma Palestrio,
On mnie zwabił w tę zasadzkę! — Ha — słusznie się stało327;
Gdyby się i innym gachom też tak przytrafiło,
Mniej by było ich zapewne, więcej by się bali
I mniej mieliby ochoty. —
do Sceledrusa i reszty służby
No, chodźmy!
do widzów
Klaskajcie!
Przypisy:
1. Wstęp — autorstwa G. Przychockiego, wg: T. M. Plautus, Żołnierz samochwał, przeł. i oprac. Gustaw Przychocki, Kraków, Krakowska Spółka Wydawnicza, 1929 (Biblioteka Narodowa, Seria II, nr 53). [przypis edytorski]
2. Życiorys Plauta i charakterystyka jego działalności są we Wstępie do Braci (Bibl. Nar. Ser. II, Nr 33). [przypis tłumacza]
3. atrium (łac.) — centralne pomieszczenie w domu rzymskim, bez okien, z czworokątnym otworem w dachu, pod którym znajdował się basen na wodę deszczową. [przypis edytorski]
4. bliźnia (daw.) — bliźniacza. [przypis edytorski]
5. hetera (gr. ἑταίρα: towarzyszka) — kurtyzana w staroż. Grecji; heterami były niezależne społecznie, wykształcone kobiety o wysokiej kulturze. [przypis edytorski]
6. retman (daw., z niem.) — sternik, nawigator; tu: kapitan statku. [przypis edytorski]
7. donżuaneria — bałamucenie, uwodzenie kobiet; określenie utworzone od imienia tytułowego bohatera dramatu Moliera Don Juan. [przypis edytorski]
8. kondotier — dowódca oddziałów wojsk najemnych we Włoszech w XIV–XVI w. [przypis edytorski]
9. Wenera (mit. rzym.) — Wenus, bogini miłości. [przypis edytorski]
10. jasyr (z tur.) — niewola tatarska lub turecka. [przypis edytorski]
11. stratagème (fr.) — podstęp. [przypis edytorski]
12. znanych ze sztuk Plautowskich tzw. „dobrych heter” — por. G. Przychocki, Plautus, Kraków, 1925, s. 353 i nast. [przypis tłumacza]
13. typowe dla „komedii nowej”... — por. Bracia, Bibl. Nar. wyd. II, Wstęp, s. XXIV i nast. [przypis tłumacza]
14. Terencjusz (ok. 195–po 159 p.n.e.) — komediopisarz rzymski. [przypis edytorski]
15. typ, który ma za sobą całą historię w zakresie greckiej i rzymskiej komedii, a często występuje z wybitną cechą złośliwego i uszczypliwego dowcipu — por. Kupiec, wyd. II, Wstęp, s. IX i nast. [przypis tłumacza]
16. wnioskują, że (...) mielibyśmy tu typowy przykład tzw. „kontaminacji” — por. Bracia, Wstęp, s. 15. [przypis tłumacza]
17. Lust am Trug (niem.) — przyjemność z oszustwa. [przypis edytorski]
18. imbroglio (wł.) — dosł.: zamieszanie, zamęt; zawiła intryga sceniczna. [przypis edytorski]
19. jest w nim (...) jedna tylko wybitniejsza partia śpiewana — por. Bracia, Wstęp, s. 18 i n. [przypis tłumacza]
20. anapest — w metryce iloczasowej stopa metryczna składająca się z trzech sylab: dwóch krótkich i jednej długiej. [przypis edytorski]
21. canticum (łac.) — pieśń; partia śpiewana. [przypis edytorski]
22. Menander (342–291 p.n.e.) — komediopisarz grecki, główny przedstawiciel komedii nowej i komedii charakterów. [przypis edytorski]
23. wysoki stopień oryginalności — por. Plautus, s. 377 i n. [przypis tłumacza]
24. par excellence (fr.) — w całym znaczeniu tego słowa, w najwyższym stopniu. [przypis edytorski]
25. nimim strzelać kazał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: nimi strzelać kazałem. [przypis edytorski]
26. wraz (daw.) — od razu, natychmiast, zaraz. [przypis edytorski]
27. skróś a. skroś (daw.) — wskroś, poprzez. [przypis edytorski]
28. jarząbek — ptak łowny z rodziny głuszcowatych. [przypis edytorski]
29. żołnierza, któremu nie pozwalają rozpuszczać języka — Epid. 454 i n. [Epidicus, polski tytuł: Epidikus; red WL] [przypis tłumacza]
30. zapowiada widzom (...) bo to (wyjątkowo) nie jest jego zwyczajem — Trin. 482 i n. [Trinummus, polski tytuł: Trzy grosze; red. WL] [przypis tłumacza]
31. korcy — dziś popr. forma D.lm.: korców; korzec: daw. jednostka objętości produktów sypkich (ziarna, mąki itp.); korzec rzymski (modius) liczył ok. 10,5 litra. [przypis edytorski]
32. fanfaronada — chełpliwość, przechwalanie się odwagą. [przypis edytorski]
33. Cyropedia a. Wychowanie Cyrusa — powieściowa biografia autorstwa Ksenofonta z Aten (ok. 430–ok. 355 p.n.e.), przedstawiająca króla Cyrusa Wielkiego jako przykład idealnego władcy, a monarchię perską jako idealne państwo. [przypis edytorski]
34. Ares (mit. gr.) — bóg wojny. [przypis edytorski]
35. Ares złapany na gorącym uczynku — bóg wojny Ares miał romans z piękną boginią miłości Afrodytą, żoną kulawego boga-kowala, Hefajstosa. Zdradzany mąż przygotował cienką, niewidoczną metalową sieć, schwytał w nią śpiących w łożu kochanków i wystawił na pośmiewisko przed bogami olimpijskimi. [przypis edytorski]
36. farsa megarejska — gatunek staroż. niewybrednej komedii greckiej, pochodzący z doryckiego miasta Megara; w staroż. przeciwstawiany bardziej wyrafinowanej komedii attyckiej, czasem uważany za wcześniejszy. [przypis edytorski]
37. Arystofanes (ok. 445–ok. 385 p.n.e.) — grecki komediopisarz, najwybitniejszy z twórców komedii staroattyckiej. [przypis edytorski]
38. Lamachos — generał ateński w okresie wojny peloponeskiej (od ok. 435 p.n.e.), jeden z trzech dowódców zakończonej klęską wyprawy na Sycylię (415 p.n.e.), gdzie zginął w bitwie. [przypis edytorski]
39. Acharn. — Acharnejczycy, komedia Arystofanesa, wystawiona w 425 p.n.e. [przypis edytorski]
40. Kleonymos — generał ateński w czasach wojny peloponeskiej; w 424 p.n.e. porzucił tarczę podczas bitwy i uciekł, zyskując miano tchórza. [przypis edytorski]
41. Platon (komik), gr. Platon Komikos — komediopisarz grecki, przedstawiciel komedii staroattyckiej, tworzący ok. 428–389 p.n.e.; z jego sztuk zachowały się tylko fragmenty. [przypis edytorski]
42. Pisander, gr. Peisandros — generał spartański, podczas wojny korynckiej, w 395 p.n.e., otrzymał od swego szwagra, króla Agesilaosa II, dowództwo floty; zginął w pierwszym starciu, w bitwie koło przylądka Knidos (394 p.n.e.), zakończonej całkowitą klęską. [przypis edytorski]
43. Ksenofont z Aten (ok. 430–ok. 355 p.n.e.) — grecki pisarz i historyk, żołnierz najemny, uczeń Sokratesa; znany m.in. z pamiętników wojskowych pt. Anabaza, opisujących liczącą 1000 mil drogę powrotną do ojczyzny armii 10 tysięcy najemników greckich zwerbowanych przez satrapę perskiego Cyrusa Młodszego przeciwko jego bratu, królowi Persji Artakserksesowi II. [przypis edytorski]
44. epoka aleksandryjska — epoka hellenistyczna, okres w dziejach regionu M. Śródziemnego i Bliskiego Wschodu trwający od śmierci Aleksandra Wielkiego (323 p.n.e.) do podboju przez Rzym ostatniego niezależnego państwa hellenistycznego, ptolemejskiego Egiptu (30 p.n.e.). [przypis edytorski]
45. inkarnacja — wcielenie. [przypis edytorski]
46. farsa atellańska — popularna improwizowana farsa rzymska; nazwa od zamieszkiwanej przez italski lud Osków miejscowości Atella w Kampanii, jednej z pierwszych posiadających teatr, skąd w 391 p.n.e. zapożyczono te sztuki w Rzymie. [przypis edytorski]
47. potomstwo jego jest Legion — wyrażenie pochodzące od biblijnego wspólnego imienia grupy demonów, które opętały jednego człowieka (Mk 5,9; Łk 8,30); znaczenie: jego potomstwo jest bardzo liczne. [przypis edytorski]
48. ośmiu pieczeniarzy Plautowskich — Asin., Bacch., Capt., Curc., Men., Mil., Pers., Stich. [skróty łacińskich tytułów komedii Plauta: Komedia ośla, Siostry, Jeńcy, Wołek zbożowy, Bracia, Żołnierz samochwał, Pers, Stichus; red. WL]. [przypis tłumacza]
49. totumfacki — osoba zaufana i wypełniająca bez sprzeciwu wszelkie polecenia. [przypis edytorski]
50. zresztą (daw.) — co do reszty, poza tym. [przypis edytorski]
51. Epicharm (ok. 550–ok. 460 p.n.e.) — grecki dramaturg i filozof, uważany czasem za jednego z pierwszych komediopisarzy. [przypis edytorski]
52. Kleon (zm. 422 p.n.e.) — ateński wódz i polityk, demagog, przeciwnik Peryklesa. [przypis edytorski]
53. sempre nello stomaco [hai] dieci lupi affamati (wł.) — zawsze w żołądku [ma] dziesięć głodnych wilków. [przypis edytorski]
54. karagöz — tradycyjny turecki teatr cieni, w którym występuje dwóch protagonistów: prostak Karagöz i wykształcony Hacıvat, oraz stały zestaw stereotypowych postaci; spopularyzowany w czasach Imperium Osmańskiego, rozprzestrzenił się na większości terenów objętych jego panowaniem, gł. w Turcji i Grecji. [przypis edytorski]
55. Ulixes (łac.) — Ulisses, Odyseusz. [przypis edytorski]
56. Agatokles (360–289 p.n.e.) — tyran Syrakuz od 317 p.n.e., król Sycylii od 304 p.n.e. [przypis edytorski]
57. Atrydzi (mit. gr.) — synowie Atreusa: Agamemnon i Menelaos. [przypis edytorski]
58. Pergam — tu: trojański akropol (ufortyfikowane wzgórze wewnątrz miasta). [przypis edytorski]
59. con amore (wł.) — z miłością; z zamiłowania. [przypis edytorski]
60. la providence des canailles (fr.) — opatrzność hultajów. [przypis edytorski]
61. licet haec Athenis nobis (łac.) — to nam wolno w Atenach. [przypis edytorski]
62. której (...) używa w Polsce (choć w innej sztuce) Piotr Ciekliński („Potrójny z Plauta”) — por. Plautus, s. 499 i n. [przypis tłumacza]
63. W literaturze polskiej... — szereg cennych informacji pochodzi z niedrukowanej pracy mej uczennicy p. Wacławy Potemkowskiej, pt. Postać żołnierza-samochwała w komedii rzymskiej a jego potomkowie w komedii polskiej. [przypis tłumacza]
64. rybałt — daw. wędrowny śpiewak, muzykant, aktor i sztukmistrz. [przypis edytorski]
65. nie rzkąc (daw.) — nie mówiąc o, cóż dopiero. [przypis edytorski]
66. regimentować (daw.) — dowodzić regimentem, wojskiem. [przypis edytorski]
67. Nie rzkąc regimentować, ale ani postać — nie mówiąc nawet, że dowodzić (wojskami), ale choćby w nich postać (być, zjawić się). [przypis edytorski]
68. bisurmański (daw., pogard.) — muzułmański; tu: turecki a. tatarski. [przypis edytorski]
69. demesza (daw.) — szabla; od nazwy miasta Damaszek, skąd pochodziła ceniona słynna z twardości i elastyczności stal damasceńska, o charakterystycznych wzorach na powierzchni. [przypis edytorski]
70. czy istotnie cała intryga „Zemsty” opiera się na fabule „Żołnierza” Plautowskiego — Tadeusz Sinko, Genealogia kilku typów i figur A. Fredry, Kraków 1918, s. 14: „Pyrgopolinik, co zakrada się po cudzą żonę (schwytany, twierdzi, że uważał ją za wdowę, V, w. 16), a tymczasem traci kochankę, znajduje się w tym samym położeniu, co Rejent, który zabrał Cześnikowi wdowę, a równocześnie stracił na jego rzecz syna”. Por. s. 13. [przypis tłumacza]
71. intryga ta (...) ma nadzwyczaj mało prawdopodobieństwa — np. Cześnik nie zna (nawet z widzenia!) syna swego sąsiada, Podstolina i Wacław, mieszkając obok siebie o mur, ani raz przedtem się nie widzieli, małżeństwo młodych tak nagle, z miejsca, bez żadnych przygotowań i in. [przypis tłumacza]
72. comédie larmoyante (fr.) — łzawa komedia, najwcześniejsza odmiana sentymentalnego dramatu mieszczańskiego, powstała we Francji w XVIII wieku. [przypis edytorski]
73. maschere (wł.: maski) — typowe postacie włoskiej komedii dell’arte, o charakterystycznym wyglądzie i zachowaniu, odgrywane w maskach i w charakterystycznych kostiumach. [przypis edytorski]
74. jak śliczne loki — Fredrowskie „włos w pierścienie” dosłownie niemal w Żołnierzu, w. 923: moechum cincinnatum, por. w. 768: miles caesariatus. [przypis tłumacza]
75. sklamrzeć — narzekać, jęcząc, prosić wciąż o coś monotonnym, płaczliwym głosem. [przypis edytorski]
76. te (i inne jeszcze) cechy... — scena zastraszenia Papkina wezwaniem służących (III. 4, w. 266 i n.) bardzo przypomina analogiczną scenę w Punijczyku Plauta, p. wyżej, s. XXI. [przypis tłumacza]
77. Dlatego to możliwe są zestawienia postaci Papkina z analogicznymi włoskimi lub francuskimi kreacjami... — Władysław Folkierski, Fredro a Francja, Kraków 1925, Papkiniana, s. 33 i n. Por. Gustaw Przychocki, Papkin i Pyrgopolinices, „Pamiętnik Literacki”, R. XXV (1928), s. 276 i n. [przypis tłumacza]
78. asumpt (przest.) — impuls, pobudka. [przypis edytorski]
79. Pyrgopolinices (z gr. Πυργοπολινίκης) — szumne nazwisko przesławnego — w swym samochwalstwie — wojownika: „Warownych grodów pogromca”, „Basztomiastoburz”. [przypis tłumacza]
80. Artotrogus (z gr. Άρτότρωγος) — „Chlebogryz” czy też „Łuszczybochenek”, jak Ciekliński i Pasek nazywają żarłocznych pieczeniarzy. [przypis tłumacza]
81. Filokomazjum (z gr. Φιλόκωμος) — „Lubiąca biesiady”. [przypis tłumacza]
82. hetera (gr. ἑταίρα: towarzyszka) — kurtyzana w staroż. Grecji; heterami były niezależne społecznie, wykształcone kobiety o wysokiej kulturze. [przypis edytorski]
83. Kario (z gr. Καρίων) — zwykła nazwa niewolnika (którym tu jest kucharz), od Karii, nadbrzeżnego kraju południowej Małej Azji. W innych sztukach Plauta mają kucharze czasem „imiona mówiące”, jak np. Cylindrus: „Wałek do ciasta” lub Anthrax: „Węgiel”. Por. uwagi w Braciach (s. 3 i nast.) co do spisów osób, imion mówiących, wyglądu sceny, masek i in. [przypis tłumacza]
84. Akt I — co do podziału na akty zob. Bracia (s. 57). Mówione są ww. 1–159; 549–670; 923–983; 1251–1295; 1476–1507; 1591–1611 (w oryginale w jambicznych senarach) przełożone wierszem trzynastozgłoskowym; poza tym są partie recytowane przy akompaniamencie muzyki, względnie śpiewane (cantica, zob. Wstęp do Braci, s. XVII), przełożone wierszem czternastozgłoskowym (zob. Wstęp do Braci, s. XLII nast.). [przypis tłumacza]
85. puklerz — rodzaj okrągłej tarczy. [przypis edytorski]
86. sklamrzeć — narzekać, jęcząc, prosić wciąż o coś monotonnym, płaczliwym głosem. [przypis edytorski]
87. Mars (mit. rzym.) — bóg wojny. [przypis edytorski]
88. na polach... Wołkowych (in campis Curculionieis) — nazwa zmyślona, od słowa curculio, „wołek, robak toczący zboże”, zawiera zapewne jakiś ukryty żart, lepiej zrozumiały dla Rzymian ówczesnych, przeważnie rolników, walczących wiele z tą plagą ziarna. [przypis tłumacza]
89. Bombomachides-Klutomestorides-Archides — tak czytam zam. Clutomestoridesarchides, Li., coś niby jak: „Ten, który walczy z hałasem i dąży do sławy i władzy”, nazwisko niewątpliwie przez Plauta zmyślone, nie tylko dla ośmieszenia buńczucznego żołnierza (zob. Wstęp, s. XVIII), ale dla wyśmiania w ogóle nazwisk greckich, które Rzymian, przywykłych do imion skromnych i prostych, a nieraz pochodzących nawet od ułomności ludzkich, raziły swą samochwalczością (tak częsty w nich pierwiastek „sławy”: kleo-klyt lub „władzy”: arch-). [przypis tłumacza]
90. Neptun (mit. rzym.) — bóg morza, odpowiednik gr. Posejdona. [przypis edytorski]
91. ser w sosie (epityra) — smakowita jakaś przekąska (greckiego pochodzenia), która przypomina się pieczeniarzowi i nie pozwala mu tak łatwo pożegnać się z jego obecnym panem, a raczej z dobrym jadłem u niego. [przypis tłumacza]
92. gdyby z wysiłkiem (...) przez pysk by (...) było (...) przelazło! — przykład użycia czasu zaprzeszłego, wyrażającego czynność wcześniejszą niż opisana czasem przeszłym lub niezrealizowaną możliwość. [przypis edytorski]
93. słuchami / Słuchać trzeba, by zębom nie przyszło ząbkować — przekład usiłuje oddać Plautowską grę słów: auribus / perhaurienda (tak, zam. peraudienda, Li.) sunt, ne dentes dentiant. Chodzi, zdaje się, o to, że zęby, niezajęte przy jedzeniu — gdy pasożyt głoduje — nazbyt by wyrosły. [przypis tłumacza]
94. Chcesz pewnie tabliczek? Mam je, rylec także — w starożytności zapiski prowadzono rylcem na poręcznych drewnianych tabliczkach pokrytych po jednej stronie woskiem. [przypis edytorski]
95. Cylicja — kraina nadmorska w południowo-wschodniej części Azji Mniejszej między Pamfylią a Syrią. [przypis tłumacza]
96. Scytolatronia — zmyślony przez pieczeniarza (tzn. Plauta) kraj, pełen żołdaków (latrones), w sam raz dla żołnierza-samochwała. [przypis tłumacza]
97. Kapadocja — kraina historyczna we wsch. części Azji Mniejszej, na Wyżynie Anatolijskiej. [przypis edytorski]
98. życiem im darował — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; znaczenie: życie im darowałem. [przypis edytorski]
99. w czynach najniezwyciężeńszy (factis invictissumis) — komiczny, Plautowski superlativus [stopień najwyższy przymiotnika lub przysłówka; red. WL]. [przypis tłumacza]
100. jak w paradzie (quasi pompa) — pompa: pochód uroczysty, coś jak procesja z posągami bogów czy trofeami, z okazji jakiegoś święta, triumfu, rozpoczęcia igrzysk czy innych uroczystości. [przypis tłumacza]
101. By, com ich tutaj... żołd wypłacić (ut in tabellis quos consignavi hic heri, latrones, ibus denumerem stipendium) — niedbały styl, właściwy mowie potocznej. [przypis tłumacza]
102. Bo mnie król Seleukos... — wzmianka ta (por. niżej w. 1067, 1069), pochodząca niewątpliwie z oryginału greckiego, dotycząca zapewne syryjskiego satrapy, Seleukosa I, który w r. 305 p.n.e. przyjął tytuł króla, a padł z ręki mordercy w r. 281 p.n.e., była dla publiczności plautowskiej po prostu oznaczeniem jakiegokolwiek wschodniego władcy zaciągającego wojsko najemne. [przypis tłumacza]
103. tedy (daw.) — więc, zatem. [przypis edytorski]
104. sprawić (daw.) — przygotować, zorganizować. [przypis edytorski]
105. Ja jestem tak łaskawy, że treść sztuki podam — Palestrio, wypadając właściwie z roli, jak to często u Plauta (zob. Plautus, s. 297–301), wypowiada prolog, umieszczony tutaj nie na początku sztuki, ale po „przygrywce”, stanowiącej tu tzw. akt I. [przypis tłumacza]
106. krotochwilny (daw.) — ucieszny, związany z krotochwilą, tj. z żartem a. z farsą, wesołym utworem scenicznym. [przypis edytorski]
107. Alazon (gr. Άλαζών) — zob. Wstęp, s. XII. [przypis tłumacza]
108. Efez — miasto na zach. wybrzeżu Małej Azji, jedno z najważniejszych wówczas greckich środowisk kulturalnych i handlowych, słynące również ze wspaniałej świątyni Artemidy. [przypis tłumacza]
109. świntuch (stercoreus) — właściwie: „gnojarz”. Plautus nie przebiera czasem w wyrazach, zwłaszcza o ile chodzi o przezwiska. [przypis tłumacza]
110. gach (daw.) — zalotnik; dziś pogard.: kochanek. [przypis edytorski]
111. mizdrząc się do niego... łażą potem z krzywymi gębami (labiis dum nictant ei... videas valgis saviis) — żart nie dość dla nas zrozumiały. Może znaczy to, iż hetery jedną stroną twarzy robią do niego słodką minę, składając czule usta, a drugą stroną wykrzywiają mu się równocześnie i wydrzeźniają, kpiąc z niego, i stąd te „krzywe” ich „gęby”. [przypis tłumacza]
112. czystej krwi Atenka (ex Athenis Atticis, koniektura Li.) — właściwie: „pochodząca z attyckich Aten”, co oznacza, z podkreśleniem wartości, prawdziwą, rodowitą Atenkę, podobnie jak i dziś przechwala się Rzymianin: son Romano da Roma, lub Paryżanin: je suis Parisien de Paris. [przypis tłumacza]
113. Naupakt, [właśc. Naupaktos] — dzis. Lepanto, greckie miasto portowe na płn. wybrzeżu Zatoki Korynckiej [ob. Nafpaktos, nazwę Lepanto nosiło w okresie panowania weneckiego; red. WL]. [przypis tłumacza]
114. W jakiejś sprawie Dostojnej Rzeczypospolitej (magnai rei publicai gratia) — starołacińskie końcówki (-ai zam. późniejszego -ae) i tytuł (magnai) stanowią może żartobliwą aluzję do pompatycznego stylu urzędowych, rzymskich formułek. [przypis tłumacza]
115. rajfurka (daw.) — stręczycielka. [przypis edytorski]
116. który by jej gorzej był wstrętny niż ten żołnierz (neque peius quemquam odisse, quam istum militem) — niedbały styl codziennej mowy potocznej. [przypis tłumacza]
117. kupcowim dał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: kupcowi dałem. [przypis edytorski]
118. Bo niby jeden pokój... to ja tu w tym pokoju... (nam unum conclave... in eo conclavi ego) — niedbały styl codziennej mowy potocznej. [przypis tłumacza]
119. sprytnym podstępem, sztucznymi sztuczkami (facetis fabricis et doctis dolis) — Plautowskie aliteracje. [przypis tłumacza]
120. Lecz wy się nie pomylcie — Plautus przesadnie dba o to, by jego publiczność nie była wprowadzona w błąd i przez to nie straciła efektu komicznego. Podobnie w Amfitrionie Merkury poucza w prologu publiczność obszernie, jak należy rozróżniać obie pary sobowtórów (Merkury — Sozja, Jowisz — Amfitrion): „Teraz, byście rozpoznać mogli nas bez trudu/ Ja tu na kapeluszu będę miał te piórka;/ Mój ojciec znów mieć będzie tu, pod kapeluszem/ Złoty wałek. Amfitrion tego mieć nie będzie./ Tych znaków żaden człowiek z tych tu domowników/ Nie będzie mógł zobaczyć — wy widzieć będziecie” (w. 142–147). [przypis tłumacza]
121. skrzypły — dziś popr. forma: skrzypnęły. [przypis edytorski]
122. wam wasze boki tak wyprawię, że już będą same jak rzemienie (ego vostra faciam latera lorea) — od harapów rzemiennych. [przypis tłumacza]
123. impluvium — nazywał się wielki czworokątny otwór w dachu tej części domu rzymskiego, która zwała się atrium i stanowiła pewnego rodzaju kryty krużganek czy „hall” z wejściami do pokojów i dalszych części domu. Przez impluvium wchodziło światło i ściekała (do znajdującego się na dole compluvium, czyli sadzawki) woda deszczowa. [przypis tłumacza]
124. łamać prawa o grze w kostki... — każąc im poprzetrącać kostki u nóg, robi aluzję do wydanego zapewne wówczas rozporządzenia (lex alearia) przeciw hazardowej, a tak popularnej u południowców grze w kostki. [przypis tłumacza]
125. Małpą naszą ścigam — mowa o małpie, chowanej w domu, por. wyżej w 171. [przypis tłumacza]
126. A czy ona jest tu jeszcze? — mowa o Filokomazjum. [przypis tłumacza]
127. za najbliższych towarzyszy krzyże otrzymali — tj. zostali ukrzyżowani za karę. [przypis edytorski]
128. nie odstąpi natury kobiecej / I niech stale ich naukom... (ne... / de ingenio digrediatur muliebri / earumque) artem — niedbałość stylu codziennej mowy potocznej. — W komediach Plautowskich panuje jednolita opinia, że cechą natury kobiecej jest kłamliwość i podstępność. [przypis tłumacza]
129. toć (daw.) — przecież. [przypis edytorski]
130. Ma przecież pod ręką / Fałsz w swej mowie, fałsz w swych czynach, fałsz nawet w przysiędze / Ma pod ręką swe podstępy, pieszczoty, podejścia (domi habet animum falsiloquom, falsificum, falsiiurium / domi dolos, domi delenifica facta, domi fallacias) — przekład usiłuje naśladować Plautowskie aliteracje i powtarzania słów. [przypis tłumacza]
131. Popatrzcie no tylko... — jedną z najwięcej przez ówczesną publiczność wymaganych i cenionych właściwości dobrej gry aktorskiej była jak najwyrazistsza, żywiołowa mimika i gestykulacja, cechująca do dziś dnia południowców. Palestrio daje tu popis wirtuozostwa w tym względzie. [przypis tłumacza]
132. palnął — feruit, Studemund. [przypis tłumacza]
133. nie poda surowo, / Lecz przegotowane świetnie (incoctum non expromet, bene coctum dabit) — skrócone porównanie (zob. Plautus, s. 415), wzięte ze sztuki kucharskiej. [przypis tłumacza]
134. Teraz znów buduje... — już starożytni rzymscy uczeni (Varro, Verrius Flaccus) słusznie wnioskowali, że w opowiadaniu tym kryje się aluzja do aktualnej wówczas sprawy poety Newiusza, który za nieuznawaną przez Rzymian zaczepność, okazywaną w swych komediach, został przez władze w r. 204 p.n.e. stawiony pod pręgierz, ochłostany, wtrącony do więzienia i zmuszony do opuszczenia miasta. Jego głowa, podparta słupem pręgierza, przypomina się niby Periplektomenusowi (Plautowi), gdy patrzy na Palestriona, podpierającego w zamyśleniu swą brodę (zob. Wstęp, s. XVII i nast.). [przypis tłumacza]
135. poecie rzymskiemu — w oryginale: poetae barbaro, „poecie barbarzyńskiemu”. Rzymscy komediopisarze zachowują w swych przeróbkach greckich sztuk nazwę „barbarzyńców”, dawaną przez zarozumiałych Greków wszystkim nie-Grekom, a więc i Rzymianom. [przypis tłumacza]
136. Co za szyk w tej pozie (euscheme hercle astitit) — czym dla Rzymianina greckie słowo euscheme, tym dla nas francuskie „szyk”. Niewolnik z komedii, dzierżący w swych rękach zwykle wszystkie nici intrygi, ma już swój styl w przybieraniu odpowiednich póz i min. Podkreśla to Periplektomenus, łamiąc właściwie iluzję sceniczną (jak to często u Plauta, zob. wyżej, do w. 79). [przypis tłumacza]
137. By cię rózgi rozbudziły, różując razami (nisi... agitare mavis varius virgis vigilias) — co znaczy właściwie: „chyba że wolisz bezsenne spędzać noce, upstrzony rózgami”. Przekład wprowadza nieco odmienny obraz, dając aliteracje (r-r) w stylu Plautowskim. [przypis tłumacza]
138. grzbiet twój zagrożony — rózgami pana, jeśli dobry podstęp go nie uratuje. [przypis tłumacza]
139. Chwyć się mocy, by tu pomóc (arripe opem auxiliumque ad hanc rem) w przekładzie aliteracja według stylu Plautowskiego. [przypis tłumacza]
140. wraże wojska (perduellis) — [wraży: wrogi; red. WL]; staroświeckie słowo wprowadza komiczny patos w to rzekomo podniosłe wezwanie do obrony... wprawdzie nie ojczyzny, ale dwojga kochanków. — Plautus chętnie używa obrazów z życia wojskowego do porównania z akcją sprytnego niewolnika (zob. Plautus, s. 315–316); tak też i w tej sztuce stylizuje Palestriona na „imperatora”, prowadzącego armię na wyprawę wojenną. Dopatrywanie się jednak w ustępie niniejszym (w. 240–246) szczegółowej aluzji do operacji wojska rzymskiego z drugiej wojny punickiej od chwili objęcia dowództwa przez starszego Scypiona i ustalanie w ten sposób wskazówki chronologicznej nie jest dostatecznie uzasadnione. [przypis tłumacza]
141. I jedzenie, i wożenie — cibatus commeatusque. [przypis tłumacza]
142. podaj prędko jakiś plan poradny — naśladowanie aliteracji oryginału: cedo calidum consilium cito. [przypis tłumacza]
143. Ale to, co tu się stało, by się nie odstało — żeby kochankowie mogli nadal spotykać się przez przebitą ścianę. [przypis tłumacza]
144. Jowisz a. Jupiter (mit. rzym.) — najwyższe bóstwo rzymskiego panteonu, bóg nieba i burzy, odpowiednik gr. Zeusa. [przypis edytorski]
145. bliźnia (daw.) — bliźniacza. [przypis edytorski]
146. tę drugą — tak dla wyrazistości; w oryginale eam: ją. [przypis tłumacza]
147. wiele (daw.) — ile. [przypis edytorski]
148. By się zająć wyśledzeniem... kto to był — hominem investigando operam hunc... dabo, qui fuerit, Ribbeck. [przypis tłumacza]
149. szturm w niego przypuszczę (ad eum vineam pluteosque agam) — dosłownie: „podsunę pod niego” (niby pod mury twierdzy) „machinę oblężniczą vinea” (ruchomy dach, osłaniający szturmujących przed pociskami nieprzyjaciół). [przypis tłumacza]
150. nie dla mnie te wpadki, wypadki — naśladowanie Plautowskiej gry słów: ego istam insulturam et desulturam nil moror. [przypis tłumacza]
151. A żebyś tak — (domyślne: „zdechł” lub coś podobnego). „Nie, ty raczej” — każe się towarzyszowi domyśleć: „zdechnij”, ale kończy zdanie całkiem czym innym: „kończ, skoroś już zaczęła” — di te perdant — te istuc aequomst (tak Ritschl) — quoniam occepisti, eloqui. Typowy Plautowski dowcip w częstych u niego przekomarzaniach się. [przypis tłumacza]
152. Co słyszę, Sceledrze — w polskim przekładzie niemożliwa do oddania gra słów oryginału: quod ego, Sceledre, scelus ex te audio, gdzie Plautus, pokpiwając sobie z greckiej mowy i niby etymologizując (zob. Plautus s. 407 i nast.), zestawia łacińskie scelus (wymawiane: skelus) i greckie imię Skeledros (od σκέλος), choć wie dobrze, że między tymi słowami nie ma żadnego związku. [przypis tłumacza]
153. tyś jej stróż — Sceledrusowi polecił żołnierz pilnowanie dziewczyny, jego też przede wszystkim do odpowiedzialności by pociągnął. [przypis tłumacza]
154. w domu — w ustach niewolnika oznacza stale dom jego pana. [przypis tłumacza]
155. Dziw, że żywisz się kąkolem... — wierzono wówczas (np. Ovid. Fast. I, 691), że spożycie kąkolu szkodzi wzrokowi, a sztukę pisano widocznie w czasie szczególnego spadku cen zboża. [Autorzy starożytni przez lolium rozumieli raczej nie kąkol pospolity (Agrostemma githago), ale inny chwast, życicę roczną (Lolium temulentum), której ziarna są bardzo podobne do ziaren pszenicy i w deszczowych okresach nieurodzaju zakażone grzybem; wówczas ich spożycie powoduje m.in. zawroty głowy oraz zaburzenia widzenia; red. WL] [przypis tłumacza]
156. Co cię nosi, Sceledrze, za licho (nescio quae te Sceledre scelera suscitant) — gra słów nie do oddania w polskim przekładzie (zob. wyżej, w. 321). [przypis tłumacza]
157. by... nie drapła — nieliterackie wyrażenie, tak samo jak w oryginale: ne ea se subrepsit. [przypis tłumacza]
158. jest u nas zaledwie... — Palestrio dopiero niedawno, porwany przez piratów (zob. wyżej w. 119), dostał się w domu żołnierza, ale już umiał (głównie dzięki Filokomazjum) wyrobić sobie wpływowe stanowisko. [przypis tłumacza]
159. Robię swoje... — Sceledrus jest tak pewny, że Filokomazjum wyjdzie z domu Periplektomenusa (bo nie wie nic o tajemnym przejściu przez ścianę), że tylko w te drzwi się wpatruje, a bojąc się podstępu, ani na sekundę nie chce oczu odwrócić. [przypis tłumacza]
160. Myślę, że cię taki koniec gdzieś czeka za bramą... — przepowiada mu śmierć na krzyżu, gdzieś za bramą miasta, za karę, iż śmiał posądzić kochankę pańską. [przypis tłumacza]
161. A więc dalej, proszę — wzywa Filokomazjum, by rozpoczęła swą rolę, ale udaje, że słowa te są niby dalszą częścią rozmowy ze Sceledrusem. [przypis tłumacza]
162. On mi mówił, com ci mówił — hic mihi dixit, quae tibi dixi. [przypis tłumacza]
163. Wiem, krzyż będzie mym grobem... — Śmierć na krzyżu była częstą karą u niewolników rzymskich w epoce plautowskiej. Dla rzymskich widzów leży pewien (okrutny co prawda) dowcip w tym powoływaniu się niewolnika na swój „grób rodzinny”... na krzyżu i wymienianiu swych „przodków” (maiores mei), jakby w jakimś dostojnym rodzie rzymskim. [przypis tłumacza]
164. Z domu — tzn. z domu Pyrgopolinicesa (zob. wyżej, w. 335). [przypis tłumacza]
165. Nie wierzysz? No — wierzę (me viden? Te video) — dosłownie: „a mnie widzisz?” [chyba temu wierzysz?], „ciebie to widzę”. [przypis tłumacza]
166. Idź i zmów modlitwę (Abi intro et comprecare) — w takich wypadkach modlono się do bogów, by spełniając sen, byli łaskawi. [przypis tłumacza]
167. Cały grzbiet mnie swędzi — bo przeczuwa baty za fałszywe posądzenie. [przypis tłumacza]
168. toś przepadł prześlicznie (peribis pulcre) — przekład naśladuje aliterację oryginału. [przypis tłumacza]
169. Diana (mit. rzym.) — dziewicza bogini łowów, przyrody, płodności i księżyca; utożsamiana z gr. Artemidą. [przypis edytorski]
170. Diana Efeska — Artemida Efeska; miasto Efez było w starożytności jednym z najstarszych i największych ośrodków kultu bogini płodności, anatolijskiej Kybele, utożsamionej z grecką Artemidą. Słynęło ze wspaniałej świątyni Artemidy Efeskiej (Artemizjon), uznanej później przez Greków za jeden z siedmiu cudów świata. [przypis edytorski]
171. w krainie Neptuna — na morzu. [przypis tłumacza]
172. Zwę się Dikea... Tyś Adikos, nie Dikea, i krzywdzisz mi pana — w oryginale gra słów niedająca się przełożyć na język polski: Diceae nomen est, „Zwę się Dikea” (imię greckie Δικαία znaczy „sprawiedliwa”: δικαία), na co Sceledrus odpowiada: άδικος tu es non δικαία, et meo ero facis iniuriam, „tyś raczej »Niesprawiedliwa«, a nie »Sprawiedliwa«, bo krzywdzisz mego pana”. Plautus często wtrąca greckie wyrazy dla wywołania efektu komicznego (por. Plautus, s. 408 i nast.). [przypis tłumacza]
173. w ruchu mych pleców (negotiosum mihi esse tergum) — dosłownie: „by mój grzbiet miał dużo do czynienia”. [przypis tłumacza]
174. żaden jeździec, ani żaden piechur (neque eques neque pedes) — określenie wzięte z języka żołnierskiego, tyle co „nikt”. [przypis tłumacza]
175. na ulicy — in via, Ital. [przypis tłumacza]
176. węgieł — narożnik budynku. [przypis edytorski]
177. jeśli nie ujrzę twego rózgobicia / Długiego i trwałego, od rana po wieczór — nisi mihi supplicium virgarum de te datur / longum diutinumque, a mane ad vesperum. [przypis tłumacza]
178. Jeśli za to nie ujrzę twego knutobicia — nisi mihi supplicium stimuleum de [te] datur. [przypis tłumacza]
179. To więcej hańby ściągnę na twojego pana (dedecoris pleniorem erum faciam tuom) — przez proces o bezprawie (iniuriarum). [przypis tłumacza]
180. dawaj pana (erum exhibeas) — w znaczeniu „zawołaj go tu zaraz”. [przypis tłumacza]
181. Bom, już dosyć przeskrobał, jak na lud występny (nam uni satis populo inpio merui mali) — jeśli ta aluzja nie jest przejęta z greckiego oryginału, to odnosi się zapewne do toczącej się właśnie (w czasie wystawienia Żołnierza) drugiej wojny punickiej i do surowego ukarania przez Rzymian wiarołomnych sprzymierzeńców, takich jak mieszkańcy miast Kapua, Syrakuzy i in. [przypis tłumacza]
182. Lecz — niech się co chce dzieje — verum tamen de me quidquid est. Uss. [przypis tłumacza]
183. często / Świnia, co jest zabita (occisam saepe... suem) — zapewne czysto rzymskie przysłowie, jako że Rzymianie lubowali się w wieprzowinie. W Linie (w. 660) jest mowa o kimś, kogo każą „za nogi wywlec jak świnię zabitą” (quasi occisam suem). [przypis tłumacza]
184. na senat... (in senatum) — czysto rzymskie pojęcia o „senacie”, który niby stanowią w domu Periplektomenusa: on sam, Palestrio, Pleusikles i Filokomazjum. W najpełniejszej liczbie (frequens senatus), co było do ważności uchwał rzymskiego senatu rzeczą konieczną. [przypis tłumacza]
185. bo beze mnie zrobią losowanie (ne dum absum, illi fuat sortitio, Niem.) — o ile ta poprawka tekstu (zepsutego w naszych rękopisach) jest właściwa, to jest tu zręczna aluzja do senatorów, śpieszących się do senatu tylko na momenty najważniejsze, np. rozlosowywanie prowincji itp. [przypis tłumacza]
186. By wróg jakiś nam nie ściągnął łupów z tej narady (inimicus ne quis nostri spolia capiat consili) — znów wyrażenie zaczerpnięte z życia wojskowego; oznacza po prostu obawę o podsłuchanie. [przypis tłumacza]
187. Gdy bez troski o ostrożność miejsce narad znajdziesz — przekład usiłuje naśladować aliterację oryginału: si minus cum cura aut cautela locus loquendi lectus est. [przypis tłumacza]
188. Nie podkrada z siecią słuchu (nequis... venator adsit cum auritis plagis) — komiczne wyrażenie, wzięte z myślistwa. Głównym narzędziem polowania były wówczas sieci, które zastawiano nawet na tak grubego zwierza jak dzik. Jest to widocznie parodia jakiegoś wyrażenia tragicznego. [przypis tłumacza]
189. To najlepsze — Immo „optumumst”, Schöll. [przypis tłumacza]
190. mnie męczy... dręczy — przekład usiłuje naśladować aliteracje oryginału: me... miserum macerat. [przypis tłumacza]
191. [A trzeba samemu... w miłości] (nam ipsum amasse oportet, si amanti ire opitulatum voles) — w miejsce przypuszczalnie zaginionego wiersza uzupełnił Ritschl. [przypis tłumacza]
192. w Efeziem się rodził — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: w Efezie się rodziłem. [przypis edytorski]
193. w Efeziem się rodził, / Nie w Apulii — i nie jestem — jakiś animulczyk (non sum Animulas, Scioppius) — Periplektomenus, chwalący się swą wytwornością, dumny jest z tego, iż pochodzi z wielkiego, starogreckiego miasta, a nie z jakiejś marnej kolonii — nie daj Boże z maleńkiej mieściny Animula na ziemi apulskiej w Italii południowej. To pokpiwanie z miast prowincjonalnych spotyka się często w komediach Plautowskich. Żart Plauta polega i na tym, że mieszkańcy tej mieściny cieszyli się w starożytności bardzo złą sławą. [przypis tłumacza]
194. półstaruszek (semisenex) — w ten sposób nazywa Plautus starego kawalera. [przypis tłumacza]
195. toż go widać własną piersią Wenus wykarmiła — Wenus, bogini wszelkiego uroku, ujmującego czaru i uprzejmości. [przypis tłumacza]
196. to szczyt uprzejmości — tui omnis moris ad venustatem vigent, Ribbeck. [przypis tłumacza]
197. wietrzyk Favonius — ciepły wiatr zachodni wiejący w lutym i zwiastujący wiosnę. [przypis tłumacza]
198. Wolnym jest — tu: konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: wolny jestem. [przypis edytorski]
199. bydlę, co wciąż szczeka (oblatratricem) — niechęć do małżeństwa i pomawianie żon o wszystkie możliwe i niemożliwe przywary, a zwłaszcza o gadatliwość i kłótliwość, jest rysem charakterystycznym dla komedii Plautowskiej (por. Wstęp do Braci, s. XXIV i nast.). Tyrada Periplektomenusa należy do najokazalszych pod tym względem ustępów. [przypis tłumacza]
200. tunika — w staroż. Rzymie przewiązywany w pasie wełniany ubiór z krótkimi rękawami, odpowiednik greckiego chitonu. Plaut swobodnie miesza realia rzymskie i greckie, wprowadzając w greckim Efezie tuniki, impluvium, odniesienia do senatu. [przypis edytorski]
201. matce na podarek / Na pierwszego (calendis meam qui matrem moenerem) — „na pierwszego” rozumie się: marca; w tym dniu, który był niegdyś pierwszym dniem roku u Rzymian, składano sobie podarki. Z tej okazji i z wielu innych (zmyślonych) wyłudza chytra żona pieniądze od męża. [przypis tłumacza]
202. daj na kuchnię, trzeba na smażenie (da qui faciam condimenta) — rzekomo na smażenie konfitur, przypraw kuchennych itp. [przypis tłumacza]
203. Daj mi na zapłatę w święto, wróżce takiej, siakiej (da quod dem quinquatrubus praecantrici, coniectrici, hariolae atque haruspicae) — przekład nie oddaje szczegółów niezrozumiałych dla ogółu polskiego. „Święto”, w oryginale quinquatrus — uroczyste święta ku czci Minerwy w marcu i czerwcu; widocznie w te dni lubiły panie rzymskie zasięgać rad i wróżb u wróżek rozmaitych, które oryginał wymienia: praecantrix — taka, która „zamawia” chorobę; coniectrix — wyjaśniaczka snów; hariola — zwykła wróżka; haruspica — wróżąca z wnętrzności zwierząt ofiarnych. Były te święta pochodzenia prawdopodobnie etruskiego; nazwa ich wywodziła się stąd, że przypadały one pięć (= quinque) dni po Idach (13 lub 15 dzień miesiąca). [przypis tłumacza]
204. co wróży z drgnień oka (quae supercilio spicit) — drgnięcie oka, tzn. powieki, uważano tak u Greków, jak i u Rzymian za znak wróżebny. [przypis tłumacza]
205. mej garderobianej (plicatrici) — plicatrix oznacza pierwotnie kobietę zajmującą się wyłącznie umiejętnym układaniem czy też prasowaniem szat kobiecych, ze względu na bardzo kunsztowne nieraz fałdy. [przypis tłumacza]
206. prasowaczka (ceriaria) — prawdopodobnie kobieta zajmująca się usztywnianiem niektórych szat czy ich części za pomocą wosku. [przypis tłumacza]
207. tej, co się zajmuje dziećmi naszej służby — dziećmi niewolnic zajętych zwykle cały czas pracą domową zajmowała się kobieta osobno do tego przeznaczona. [przypis tłumacza]
208. ten, co ma na targu nadzór (agoranomus) — Plautus zachował grecką nazwę ateńskiego urzędnika, którego funkcje podaje polski przekład. W Rzymie funkcje te pełnili edylowie. [przypis tłumacza]
209. Iliada niechęci (odiorum Ilias) — zwrot przez Plauta zapewne z greckiego oryginału przejęty (Ίλιάς κακών Demostenesa), zawdzięcza swe powstanie motywowi gniewu Achillesa, który jest głównym wątkiem całej wielkiej epopei. Zwrotu tego (niewątpliwie pod wpływem Plauta) użył też Cicero: tanta malorum impendet Ilias (Att. VIII, 11, 3). Publiczność Plauta musiała widocznie już coś niecoś wiedzieć o epopei Homera. [przypis tłumacza]
210. służbęm moją tak wyszkolił — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: służbę moją tak wyszkoliłem. [przypis edytorski]
211. Muszą tańczyć, jak ja zagram — w oryginale: meo remigio rem gerunt, co znaczy mniej więcej: „wiosłują tak, jak ja im każę”, „wiosłują według taktu, który ja im zagram”. [przypis tłumacza]
212. Ależ, mój ty gościu... — Periplektomenus (który się strasznie rozgadał) daje znów lekcję wytworności i naganę „kiepskich obyczajów”, mali mores (zob. niżej, w. 866). Była to widocznie kwestia już u ówczesnych Rzymian aktualna. [przypis tłumacza]
213. Ten węgorz jest dobry / I na zimno (probus hic conger frigidus [t]) — tzn. obejdzie się bez niego, a można go przecież schować na później, bo się nie zepsuje. [przypis tłumacza]
214. Więc się raczej tym zajmijmy... — Palestrio sądząc, że jowialny i miły „półstaruszek” już się dość nagadał, wraca do najważniejszej w tej chwili sprawy. [przypis tłumacza]
215. żeby przystrzyc temu rycerzowi / Jego loczki (qui admutiletur miles usque caesariatus) — Pyrgopolinices nosi długie włosy, które spadając mu aż na ramiona w przepięknych lokach (zob. niżej w. 1038, cincinnatus), wzbudzają w płci pięknej dreszcz zachwytu — choć może tylko w jego własnym wyobrażeniu (zob. niżej w. 883). [przypis tłumacza]
216. wiedzieć — tu: znać. [przypis edytorski]
217. podrywka (daw.) — podstęp. [przypis edytorski]
218. Obaj — Periplektomenus i Pleusikles. [przypis tłumacza]
219. urodą przeszedł Aleksandra — Aleksander, czyli Parys [królewicz trojański, kochanek Heleny; red. WL] uchodził za typ młodzieńczej (choć niezbyt męskiej) urody. [przypis tłumacza]
220. Wielu by tu pewnie chciało... — częste u Plauta (celowe) wypadnięcie z roli aktora. Chodzi o pewne uprzedzenie widzów, że tym razem nie będzie szerokiego opowiadania o wszystkich komicznych cechach żołnierza samochwała. [przypis tłumacza]
221. ciesząc ciało ciałem — określenie zawodu hetery. [przypis tłumacza]
222. serca żadna nie ma — jedna ze zwykłych u Plauta przymówek kobietom (zob. wyżej, w. 774 i nast.). [przypis tłumacza]
223. Już kąpaną czy nie jeszcze (lautam vis an quae nondum sit lauta) — nie wiadomo, co to ma znaczyć. Być może, że kryje się w tym jakiś nieprzystojny żart w związku z pewnymi przypadłościami kobiecymi, choć Plautus niezbyt często na tego rodzaju dowcipy sobie pozwala. [przypis tłumacza]
224. mą klientkę — klientem nazywał się w Rzymie mieszkaniec niemający pełnych praw obywatelskich i dlatego zostający (wobec władz rzymskich) pod opieką jakiegoś obywatela, który był jego „patronem” (patronus). [przypis tłumacza]
225. Tak ubraną, jak chodzą matrony... — dawny i surowy zwyczaj rzymski rozróżniał bardzo dokładnie strój hetery i żony prawowitej, czyli „matrony”. Tak np. dziewczyna rzymska, wyszedłszy za mąż, układała swe włosy nie w jeden warkocz, ale w sześć gładko przyczesanych pasemek (senis crinibus nubentes ornantur), ujętych na czole przepaskami (vittae), o czym i tutaj mowa. [przypis tłumacza]
226. [Nie myśl, proszę, żem głuchy... Pierścień] oddam mu ([Ne me surdum esse arbitrere, si audes: ego recte meas / Auris utor. Ubi docueris, conveniam illum atque anulum] Ei dabo) — tekst zepsuty, uzupełnienia i poprawki Niemeyera. [przypis tłumacza]
227. Lepszych (...) nie znalazłby sam bóg Słońca — bo patrzy na cały świat. [przypis tłumacza]
228. skoro (daw.) — szybko. [przypis edytorski]
229. Wiedzże, jeśli żołnierz tu przyjdzie do domu... — do domu Periplektomenusa; chodzi o to, ażeby jeśli żołnierz przyjdzie do Periplektomenusa zobaczyć tę „bliźnią siostrę” swej kochanki, Pleusikles nie popsuł wszystkiego, nazywając ją prawdziwym imieniem. [przypis tłumacza]
230. Ja ci powiem, gdy będzie potrzeba... — Palestrio, nie mając wiele zaufania do bystrości i przytomności umysłu zakochanego młodzieńca, nie chce mu wyjawić od razu całego planu. Robi to dopiero później. [przypis tłumacza]
231. Jeśli dobrze wprawieni moi szeregowcy — niewolnik knujący podstęp u Plauta bardzo często porównywa się z dowódcą wojska, które prowadzi na wyprawę wojenną (zob. wyżej, w. 240 i nast.). [przypis tłumacza]
232. Śpi i siorbie — sorbet dormiens. [przypis tłumacza]
233. kiedy piwniczny nard wpuszczał w amfory (dum misit nardum in amphoram cellarius, Uss.) — wino, przechowywane w amforach (odpowiadających naszym beczkom), perfumowano nardem i myrrą, lecz być może także, że olej z nardu trzymający się na powierzchni wina służył jako zamknięcie amfory. [przypis tłumacza]
234. Oczy, myślę, zamknął — udaje, że nie wie, o co chodzi, i odpowiada tak, jakby Palestrio nie o powód tak nagłego snu pytał, ale o sposób, w jaki Sceledrus zasypiał. [przypis tłumacza]
235. ośmiu kwaterek (heminas octo) — hemina: 1/96 amfory, ok. 0,40 litra. [przypis tłumacza]
236. zagrzanych nie wypił — grzane wino było ulubionym napojem. [przypis tłumacza]
237. ocet piją (poscam potitant) — posca: napój złożony z octu winnego i wody, używany szczególnie przez żołnierzy w polu. [przypis tłumacza]
238. z tej świetnej piwnicy ([e] sagina cellaria) — dosłownie: „z tuczenia piwnicznego”. [przypis tłumacza]
239. amfory na głowie stawały (capite sistebant cadi) — amfory pełne wina stały w piwnicy rzędem w piasku; opróżnioną amforę stawiano „do góry nogami”. [przypis tłumacza]
240. one się ruszały... — komiczny opis odlewania wina z amfor do dzbana, z którego i Sceledrus, i Lurcjo dzielnie popijali. Amfory wściekle się rzucały — bo je raz po raz nachylano utaczając do dzbana, który „szalał” (bacchabatur), upijając się niby ciągle weń wlewanym winem. [przypis tłumacza]
241. bakchanalie, częściej: bachanalia — obchodzone w staroż. Etrurii i Rzymie uroczystości na cześć boga wina Bachusa (łac. Bacchus), wykorzystujące elementy analogicznego gr. święta Dionizjów i opierające się w głównej mierze na piciu wina, szalonych tańcach i niekiedy swobodnych zachowaniach seksualnych. [przypis edytorski]
242. Ściągnę ja go z rynku — pana (Pyrgopolinicesa), zob. wyżej, w. 73. [przypis tłumacza]
243. Lecz wy mu nie powiedzcie... — częsty u Plauta żartobliwy zwrot do widzów, zob. wyżej, w. 884. [przypis tłumacza]
244. swojego podstróża (subcustodem suum) — Lurcjona, jako pomocnika Sceledrusa, któremu żołnierz oddał w nadzór Filokomazjum. [przypis tłumacza]
245. Milfidippo... — Milfidippa jest w tej scenie „postacią milczącą” (κωφόν πρόσωπον), która nie zabiera wcale głosu. [przypis tłumacza]
246. zmiarkować (daw.) — zorientować się, zauważyć. [przypis edytorski]
247. skorom tylko zmiarkowała, co mi opowiadasz — w oryginale sztuczny zwrot, stanowiący może parodię jakiegoś, wówczas ogólnie znanego, zwrotu tragicznego: postquam adbibere aures meae tuam oram orationis: „skoro uszy moje, pijąc wciąż twoją mowę, dopiły się jej brzegu”. [przypis tłumacza]
248. Lecz kobieta, jeśli trzeba uknuć chytry podstęp... — przycinki kobietom wkłada Plautus najchętniej w usta samych kobiet. [przypis tłumacza]
249. Otóż tego ja się boję, że wam przyjdzie czynić i to, i to... — Periplektomenus boi się, czy kobietom zdolnym tylko do złych czynów, uda się ta cała sprawa, bo zawiera ona przecież dwie strony: złą dla żołnierza, ale tym samym dobrą dla Periplektomenusa i jego przyjaciół. [przypis tłumacza]
250. Już się nie bój... — chce przez to powiedzieć: „Uda się, bo jeśli coś w tym jest dobrego, to zrobimy to tylko mimo woli”. [przypis tłumacza]
251. Tak, to na was patrzy! — Tak, to do was podobne. [przypis edytorski]
252. architekt (architectus) — budowniczy podstępów. [przypis tłumacza]
253. Chciałbym słyszeć... — Plautus każe Palestriononowi przeegzaminować obie kobiety, głównie ze względu na publiczność, by ta jak najdokładniej była zorientowana w całym pomyśle podejścia. [przypis tłumacza]
254. nasz dostawca budulcowy (materiarius) — dostawcą „materiału budulcowego” do wybudowania całego niby okrętu-podstępu jest oczywiście żołnierz, na którym wszystko ma się skrupić. [przypis tłumacza]
255. ze świetnym ładunkiem — łgarstw, które mu napcham do głowy, by łatwiej dał się złapać. [przypis tłumacza]
256. tamta niewiasta — Filokomazjum. [przypis tłumacza]
257. przezwyciężyć w przebiegłym podstępie — naśladownictwo aliteracji oryginału: subdola perfidia pervincamur. [przypis tłumacza]
258. właśniem (...) wysłał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: właśnie wysłałem. [przypis edytorski]
259. wywczasy — dziś tylko w lm.: wypoczynek, dłuższa przerwa w pracy lub nauce; wczasy, urlop; od daw. wywczas: odpoczynek. [przypis edytorski]
260. mój słuch ci wprost poddaję pod twoje rozkazy (auris meas profecto dedo in dicionem tuam) — styl wojskowy. [przypis tłumacza]
261. żeby ktoś nie złapał / Niby ptaszków, tych słów naszych (ne quis nostro hic auceps sermoni siet) — por. wyżej, w. 684. [przypis tłumacza]
262. uroczej urody — pulchram pulchritudinem. [przypis tłumacza]
263. Bo Wenus mnie kocha — nic dziwnego, że ziemskie kobiety kochają się w ulubieńcu bogini. [przypis tłumacza]
264. fregata (łac. celox, gr. κέλης, κελήτιον) — zręczna, obrotna pokojóweczka hetery słusznie otrzymuje tę nazwę, skoro sama pani nazywa się u Plauta czasem navis praedatoria, „okręt piracki” (Bracia, w. 348). [przypis tłumacza]
265. oczyma strzela i strzyże uszami — tłumaczenie swobodne, naśladuje aliterację oryginału: viden... oculis venaturam facere atque aucupium auribus. [przypis tłumacza]
266. cyrk przed domem — niby jak w cyrku, dla zadowolenia widzów mają się odbyć igrzyska — z głupim żołnierzem. [przypis tłumacza]
267. Nic tu czyścić nie potrzeba (huius sermo hau cinerem quaesitat) — dosłownie: „jej mowa nie potrzebuje popiołu” (do wyczyszczenia jej); następuje gra słów na temat „czystej prawdy” (w oryginale: loquitur laute) i „brudu” w charakterze żołnierza. [przypis tłumacza]
268. moja narzeczona — zmyśla, żeby żołnierza od niej odwieść i nie dopuścić do pokrzyżowania planów. [przypis tłumacza]
269. Jestem wiernym powiernikiem — sum tibi firme fidus (aliteracja). [przypis tłumacza]
270. z tych... wtajemniczonych (harunc Baccharum es) — dosłownie: „z tych bakchantów”, aluzja do tajnych związków bakchicznych, które później doprowadziły do sławnego procesu o bakchanalie [przeprowadzonego w 186 p.n.e. w sprawie przestępstw seksualnych i zbrodni, do jakich miało dochodzić w związkach bakchicznych; aresztowano 7000 osób, z czego większość stracono, zaś senat specjalną uchwałą rozwiązał istniejące związki i zakazał bachanaliów; red. WL]. [przypis tłumacza]
271. podarunki z palca — mowa o pierścieniu posłanym rzekomo przez żonę Periplektomenusa żołnierzowi, zob. wyżej, w. 1076. [przypis tłumacza]
272. ciemność wyjaśniłeś — fecisti ex proclivo planum, dosłownie: „ze spadzistości zrobiłeś równinę”. [przypis tłumacza]
273. Jest albo go nie ma — tzn. zależnie od tego, jak ty chcesz, czy chcesz wykonać plan umówiony, czy nie. [przypis tłumacza]
274. Z tym towarem — sam wiesz o tym — trza tu ostrożniutko (pedetenptim tu hic scis tractari solitas hasce huiusmodi mercis) — merx, „towar” oznacza u Plauta często kobietę. W przypadku cytowanym wyraz ten użyty w znaczeniu pogardliwym. [przypis tłumacza]
275. Rady, jak uderzyć / Na tę Troję — quo pacto hoc Ilium appelli / velis, ut ferrem abs te consilium, Leo. [przypis tłumacza]
276. ty ciuro — remeligo, Leo [ciura: sługa w obozie wojskowym, pachołek; red. WL]. [przypis tłumacza]
277. pospolitować (daw.) — lekceważyć. [przypis edytorski]
278. kiedyś bogiem zostać — bo tak wielkich bohaterów czeka apoteoza. [przypis tłumacza]
279. sęp — ptak ten budził wstręt powszechny. [przypis tłumacza]
280. pierwszej lepszej świni (quemquam porcellam, Reiz.) — Rzymian, zamiłowanych rolników i hodowców świń (zob. wyżej, w. 662) nie raziło to porównanie. [przypis tłumacza]
281. talent — staroż. jednostka wagi i wartości (wg wagi kruszcu); ateński talent miał wagę ok. 26 kg i jako jednostka wartości odpowiadał tej ilości czystego srebra. [przypis edytorski]
282. czystym złotem filippejskim — złote monety wybite przez Filipa Macedońskiego (360–336 p.n.e.) były w wielkiej cenie. [przypis tłumacza]
283. korcy — dziś popr. forma D.lm.: korców; korzec: daw. jednostka objętości produktów sypkich (ziarna, mąki itp.); korzec rzymski (modius) liczył ok. 10,5 litra. [przypis edytorski]
284. Jak zrodziła Ops Jowisza — Jowisz urodził się na początku świata jako syn Kronosa i Rhei, zwanej przez Rzymian Ops. [przypis tłumacza]
285. Z życiem, jeśli to możliwe — bo inaczej umrę ze śmiechu. [przypis tłumacza]
286. Chcesz coś jeszcze? — zwykły naówczas zwrot na odchodnym. Odpowiadano krótko (często samym gestem): „nic”, ale u Plauta następuje najczęściej obszerniejsza komiczna odpowiedź. [przypis tłumacza]
287. Ona tu jest — razem z moją panią, obie naszą tę rozmowę... — hic cum erast: [ambae] clam nostrum, hunc sermonem..., Niem. [przypis tłumacza]
288. Ni cię tykam, ni cię... dosyć (neque te tango neque te... taceo) — prawdziwe rzymskie poczucie przyzwoitości każe Plautowi nieraz wstrzymać się od wyraźnego powiedzenia czegoś nieprzystojnego. [przypis tłumacza]
289. Przecieżem ci mówił — zob. wyżej, w. 1103. [przypis tłumacza]
290. A czy ona myślisz — też do rzeczy — ecquid fortis visast? [przypis tłumacza]
291. retman (daw., z niem.) — sternik, nawigator; tu: kapitan statku. [przypis edytorski]
292. No więc, czy ten gach-żołnierz nie jest całkiem taki, Jakem to wam powiedział? — Numquid videtur demutare alio atque uti / dixi esse vobis dudum hunc moechum militem? Lachmann. Por. wyżej, w. 88 i nast. [przypis tłumacza]
293. Pomyślność (Commoditas) — bóstwo, przez Plauta stworzone. [przypis tłumacza]
294. architekcie nasz — chytry Palestrio stale otrzymuje tytuł „architekta”, podstępów oczywiście, por. wyżej, w. 1013. [przypis tłumacza]
295. bakę ćmić, świecić (daw., gw.) — mydlić oczy; pochlebiać. [przypis edytorski]
296. stary — Periplektomenus. [przypis tłumacza]
297. Tylko do roboty — Palestrionowi (nie Pleusiklesowi) przypisuje te słowa Niem. [przypis tłumacza]
298. tę daję prowincję (hanc tibi impero provinciam) — provincia oznacza pierwotnie „zakres działania”, przyznawany komuś przez władzę (np. przez naczelnego wodza, przez senat). [przypis tłumacza]
299. gdy ona tu wejdzie — wskazuje dom Periplektomenusa; chodzi o chwilę, gdy wejdzie tam żołnierz, zwabiony przez Akroteleutium. [przypis tłumacza]
300. tu do nas — do domu żołnierza. [przypis tłumacza]
301. kapelusz rdzawociemny (causeam ferrugincani) — filcowy kapelusz z szerokimi kresami dla ochrony przed słońcem i deszczem używany przez żeglarzy, poza tym w ogóle w podróży; na oczy weź szmatkę (scutulam ob os laneam) — ma to być niby używana przez żeglarzy opaska na czole, tuż nad oczami, dla ochrony przed blaskiem słońca na morzu, a właściwie tylko przesłona twarzy, żeby utrudnić rozpoznanie Pleusiklesa. [przypis tłumacza]
302. on ma rybaków — są to niewolnicy Periplektomenusa, którzy dokonują połowów ryb, a on je sprzedaje. [przypis tłumacza]
303. nie pozwolę zostać niewolnikiem — wyzwolę cię. [przypis tłumacza]
304. Wenerzem jest wdzięczna — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: Wenerze jestem wdzięczna. [przypis edytorski]
305. Faon z Lesbos — było podanie (zdaje się stworzone przez greckich komików), że słynna grecka poetka Safona z Mytileny na wyspie Lesbos zakochała się bez wzajemności w młodzieńcu imieniem Faon i z rozpaczy rzuciła się ze skały w morze. Wątpić należy, czy publiczność plautowska słyszała coś o tym podaniu, ale to nie było jej koniecznie potrzebne do zrozumienia tego zwrotu. [przypis tłumacza]
306. Skąd? Wiem po węchu... — niewątpliwie parodia jakiegoś ustępu ze znanej widzom tragedii. [przypis tłumacza]
307. z miłości, z powodu miłości... (propter amorem, amoris caussa) — celowe, kilkakrotne powtarzanie tego samego zwrotu, dla kpin oczywiście, z którymi Plautus zwykle do tego uczucia się odnosi. [przypis tłumacza]
308. Już pominę Achilla... — Achilles zagniewany na Agamemnona o to, że mu zabrał kochankę, usunął się od udziału w walce pod Troją i sprowadził przez to moc klęsk na wojsko greckie. Plautus każe Pleusiklesowi przerwać rozpoczęte opowiadanie — którym może rzymska publiczność ówczesna nie tak bardzo się interesowała — motywując to zręcznie spostrzeżeniem Palestriona. [przypis tłumacza]
309. Zwłoka w własnej osobie... — chce przez to dać wyraz temu, że już niby tak dawno czeka na przyjście Filokomazjum, opóźniając przez to odpłynięcie swego statku. [przypis tłumacza]
310. z miłościm zaniewidział — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: z miłości zaniewidziałem, straciłem wzrok. [przypis edytorski]
311. z miłościm zaniewidział — kłamie i nie kłamie: bo przecież tylko z miłości do Filokomazjum występuje w tym oszukańczym przebraniu. Żołnierz zaś myśli, że ten „retman” w jakiejś awanturze miłosnej stracił oko, i jako że jest tchórzem podszyty, daje spokój dalszym pytaniom. [przypis tłumacza]
312. lecz gdybym nie poszła / Byłby to brak posłuszeństwa — impietas sit, nisi eam, Niem. [przypis tłumacza]
313. Lar (zwykle w liczbie mnogiej: Lares) — bóstwo opiekuńcze domu rzymskiego. [przypis tłumacza]
314. nawet chociaż tu z wami nie będę — et med absenti tamen, Niem. [przypis tłumacza]
315. Babskich rzeczy się wyuczać... — że niby ma już odtąd być sługą kobiety, nie wielkiego bohatera. [przypis tłumacza]
316. jeśli kiedyś będę wyzwolony — por. w. 1361. Niewolnik wyzwolony otrzymywał wprawdzie wolność, ale w nowych warunkach potrzebował nieraz opieki i pomocy możniejszych obywateli rodowych. W Rzymie był to stosunek „klienta” do „patrona”, zob. wyżej, w. 894. [przypis tłumacza]
317. Zobaczysz, sam powiesz, / Że dziś szczera prawda wyszła — immo hodie verum factum faxo post dices magis, Niem. [przypis tłumacza]
318. O, trza iść dzielnie! — by dopędzić cały tamten orszak. [przypis tłumacza]
319. znajdować (daw.) — przekonywać się o czymś, dochodzić do wniosku. [przypis edytorski]
320. Już ja go tam odnajdę — ego iam conveniam illum, Camerarius. [przypis tłumacza]
321. Nogi mu rozedrzeć — [pedes] discindite, Niem. [przypis tłumacza]
322. [Poczekaj no trochę, / Ja go tylko chcę wypytać. Jeśli będzie kłamać / Bij, co wlezie] (Age guiesce: exquiram saltem; si mentitur, feri modo) — tekst zniszczony, uzupełnił Niem. [przypis tłumacza]
323. miałem ją za wdowę — wdową nazywała się u Rzymian nie tylko żona, która straciła męża przez śmierć, ale także i ta, która z mężem się rozwiodła. Por. wyżej, w. 1465 i nast. [przypis tłumacza]
324. A jeśli stąd wyjdę / bez uszczerbku na mych członkach — et si intestatus non abeo hinc. [przypis tłumacza]
325. mina — starożytna jednostka wagowa i pieniężna używana na Bliskim Wschodzie, potem także w Grecji, równa 1/60 talentu; używana w Atenach mina attycka miała ok. 437 g. [przypis edytorski]
326. z nimi Sceledrus — Sceledrus pojawia się tutaj dość niespodziewanie; widocznie po wejściu do domu (zob. wyżej, w. 660), obszedł przez ogród i poszedł za innymi ku portowi lub może wyszedł razem z całym orszakiem (zob. wyżej, w. 1545), choć o tym nasz tekst komedii nic nie mówi. [przypis tłumacza]
327. Ha, słusznie się stało... — nie należy przejmować się tą uwagą. Plautus dodaje na końcu te budujące słowa nie tyle z przekonania lub dla moralizowania (w które całkiem nie wierzy, zob. Plautus, s. 453 i nast.), ile ze względu na oficjalną opinię rzymską. [przypis tłumacza]